<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917</id><updated>2012-01-26T04:00:48.245-08:00</updated><title type='text'>Joanna Grochowska</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>71</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-739865383150610572</id><published>2012-01-20T16:46:00.000-08:00</published><updated>2012-01-21T00:21:39.231-08:00</updated><title type='text'>Jointy w sejmie czyli jak Janusz Palikot ośmieszył polski organ ustawodawczy</title><content type='html'>Ruch Palikota i on sam wykonał dziś pijarowski majstersztyk w sejmie, ogłaszając zapalenie jointa w klubowym pokoju jako wyraz protestu wobec istniejącego prawa, doprowadzając tym samym do totalnego samoośmieszenia się Pani Marszałek sejmu Ewy Kopacz, która zanim pomyślala, zrobiła doniesienie do prokuratury krajowej i prokuratora generalnego!!! o próbie popełnienia przestępstwa przez Janusza Palikota.Turlikam się ze śmiechu od momentu kiedy dotarła do mnie ta informacja, bowiem dawno nie było w polskiej polityce tak inteligentnego i konsekwentnego działania na rzecz ukazania absurdów polskiego prawa, jego (nie)przestrzegania i wszechobecnej, a towarzyszącej temu zjawisku, hipokryzji!Janusz Palikot nie zapalił jointa, tylko kadzidełko o zapachu marihuany!Dawno nikt, a może nigdy, nie zrobił tak po prostu i jednoznacznie polskich polityków, mówiąc trywialnie, w konia, jak to się dziś udało Januszowi Palikotowi. Dawno, a może nigdy, nie ośmieszono tak naczelnego organu ustawodawczego i jego posł(ańc)ów, mieniących się mentorami moralności, etyki i wszelakich przykazań. Dawno nikt tak dotkliwie nie zakpił z polskiej wersji demokracji. Janusz Palikot jest konsekwentny i chwała Mu za to! To o co "walczy" to droga przez mękę, ale to droga wybrana przez Niego i pozbawiona "zmiłuj", o co w tym wszystkim, czyli polskiej wersji demokracji chodzi!Natomiast Ewa Kopacz powinna być pociągnięta do odpowiedzialności za bezpodstawne zaangażowanie prokuratury krajowej i generalnej w ściganie przestępstwa, które nie miało miejsca, tak jak przeciętny obywatel musi odpowiadać za bezpodstawne wezwanie np. pogotowia ratunkowego czy policji!Wydarzenie to powinno być przestrogą dla tych, którzy lekceważą ludzi inteligentniejszych od siebie i uważają, że wystarczą populistyczne hasełka by być jedynie słusznie wybieranym w imię jedynie słusznej pseudodemokracji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-739865383150610572?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/739865383150610572/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2012/01/jointy-w-sejmie-czyli-jak-janusz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/739865383150610572'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/739865383150610572'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2012/01/jointy-w-sejmie-czyli-jak-janusz.html' title='Jointy w sejmie czyli jak Janusz Palikot ośmieszył polski organ ustawodawczy'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-2994081440672546932</id><published>2012-01-12T02:13:00.000-08:00</published><updated>2012-01-12T02:13:56.122-08:00</updated><title type='text'>Nie mogę... (opowiadanie)</title><content type='html'>Nie mogę się skupić, nie mogę nic zrobić, w głowie kompletna pustka... Wszystko przez to nasycenie przeżyciami, które tak silnie emanują, że zabijają wszelkie odruchy logicznego myślenia. Wprawdzie bardzo przekonywująco opowiadałeś mi o zaletach działającej dobroczynnie racjonalizacji uczuć, ale ja tak nie potrafię.Tak bardzo był mi potrzebny twój telefon, twój głos właśnie dzisiaj, wołałam cię myślami i co? I... nic. Tak, mówiłeś o telefonie w przyszłym tygodniu i wiem, że zadzwonisz, ale mnie on był potrzebny właśnie dziś. Po co? Po to bym się uspokoiła, bym na moment rozmowy wirtualnie cię poczuła...Cały czas staram się uspakajać zapewnieniami o wzajemnym zaufaniu, ale moja rozgorączkowana osobowość nie jest temu posłuszna, głowa też nie, bo myśli kłębią się męcząco, niepewność determinuje brak odporności...A miało być sportowo, gładko, bez zobowiązań. No i kłania się moje przeświadczenie, że w tych sprawach niczego nie można przewidzieć, bo zawsze występuje element nieprzewidzianego ryzyka.Moje puste wyeksploatowane wnętrze zostało nagle rozpromienione tysiącem ciepłych, niedoznanych, niepowtarzalnych wzruszeń. Nie chciałam myśleć, że być może to jednostronne oszustwo, wolałam myśleć, że jesteś mężczyzną stworzonym dla mnie, że istniejesz by mnie kochać...Zobaczyłam coś, czego mój beznamiętny spokój nie pozwolił w pierwszej chwili dostrzec, a mianowicie ile ciepła, wrażliwości i finezji mieści się w mężczyźnie pozornie oschłym i chłodnym...Wiem jak instrumentalnie mężczyźni traktują kobiety, szczególnie te dojrzałe. Musiałam się tego nauczyć, by przetrwać to co zdarzyło się trzy lata temu. Dlatego nawet nie myślałam, że kiedykolwiek będzie mi jeszcze dany taki dreszczyk emocji z silniejszym biciem serca. Wciąż jestem małą dziewczynką, która posiada nadmiar naiwnej wiary w „prawdziwą miłość”, w czym nie zmienię się nigdy. Bo miłość to coś najpiękniejszego na świecie. Prawdziwy, niczym niezastąpiony dar życia.I oto spotykam ciebie. I oto szok, że jest ktoś, kto potrafi porozumiewać się tym samym językiem nie tylko ducha, ale i ciała...Pielęgnowałam z rozkoszą Twą irracjonalną w tej chwili bliskość, bo siła mojej wyobraźni bywa nieograniczona. Moje milczenie zostało odnotowane przez otoczenie jako coś nowego i dziwnego, wręcz podejrzanego. Ja pragnęłam tylko jednego – ocalić ten kokon szczęścia. Myślałam jak długo będzie trwał, bo rozświetlał mnie od wewnątrz i dawał nadzieję...No i widzisz mój mężczyzno, wyzwoliłeś we mnie nowe emocje, których do tej pory nie doświadczyłam, mimo, że wzajemna przyjemność nie jest mi obca. Spazmatyczne szczęście w nieprzytomnym uścisku, splatanie się w sobie z obłędnym pragnieniem zespolenia i trwania tak...Mówiłam ci, że jestem kobietą porzucaną i że zwykle pozostawiano mnie z rozkrwawionym sercem. Dlatego teraz tak bardzo się boję... Korzeniami mojej osobowości jest lęk, dlatego aby się uspokoić przerzucam na papier potok myśli, a następnie go niszczę...Mam nadzieję, że bezboleśnie uda mi się powrócić do mej codzienności, biegania, załatwiania i stopniowo będzie „po bólu”... Choć wolałabym ocalić to piękne, niezapomniane doznanie, niż pracować nad zabijaniem go. Ale skąd mogę wiedzieć czy ty pragniesz tego samego? Fascynacja powinna być wzajemna. Nie chcę być tą, która dając serce otrzymuje kamień.Doświadczenie uczy, że męskie emocje ulatniają się jak bańka mydlana.Jeżeli zachowam spokój, nie dopuszczę do wewnętrznej histerii, mam szansę na przetrwanie. Ale jest to takie samo myślenie życzeniowe jak to z racjonalizowaniem uczuć.Byłam taka pewna siebie. Wydawało mi się, że nie przebijesz się przez ten wypalony ugór. I cóż się okazało? Moje zachłanne ciało zostało uspokojone, ale dusza połechtana wyrazistością emocji – poddała się... Ożyła niezaspokojona potrzeba akceptacji, bycia kochanym, więc męczą mnie myśli - zadzwonisz? napiszesz? czy po prostu pójdę w niepamięć? Jesteś bardzo interesującym mężczyzną, a mnie z kolekcją moich kompleksów, trudno uwierzyć, że mogłabym w twoim życiu wiele znaczyć.Chciałabym byś wiedział, że jestem monogamiczna, nie lubię sprzedawać siebie, nawet jeżeli pretekstem staje się dokuczliwa potrzeba rozładowania napięcia. Od przypadkowości kontaktów wolę uczucie zniechęcenia i frustracji. Ostatecznie wybrałam ciebie. Czekałam cały długi miesiąc. I choć wcale nie byłam pewna słuszności tego oczekiwania, to jednak zaklepałam w duszy nasze spotkanie, nie mając zupełnie pojęcia o tym jak ono się dla mnie skończy.Jestem oczarowana i nie umiem tego, ani lepiej, ani ładniej wyrazić, bo dziś moja ciężka, zamglona, zrozpaczona, niepewna myśl rodzi się w bólach. Znam zakamary mojej duszy i boję się, że za dużo szczęścia naraz. Nie chce mi się uwierzyć, by dobra passa miała trwać! Nie znam mężczyzny, który byłby tak ciepły i tak nastawiony na dawanie, tak nie - egoistyczny... Stałeś się kopalnią zaskoczeń i nieznanych wrażeń. Umiesz też wspaniale formułować myśli. Masz ciekawy, obiektywny, z dużym wyczuciem niuansów, sposób argumentowania. Wymaga on niemałego ładunku intelektualnego w prowadzonych rozmowach. Zatem twoja gotowość do prowadzenia ze mną dialogu, napawa mnie nadzieją i sprawia, że czuję się lepsza...No i wraca wspomnienie wtulonej w moje ramię głowy i szeptanych do ucha nieodgadnionych przez innych prawd... Czuję się zauroczona, czuję się zawstydzona, czuję się zakłopotana i czuję się szczęśliwa...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-2994081440672546932?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/2994081440672546932/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2012/01/nie-moge-opowiadanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2994081440672546932'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2994081440672546932'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2012/01/nie-moge-opowiadanie.html' title='Nie mogę... (opowiadanie)'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-7507059467130590160</id><published>2011-12-23T06:28:00.000-08:00</published><updated>2011-12-23T06:29:54.128-08:00</updated><title type='text'>Wesołych Świąt i Dosiego Roku!</title><content type='html'>Szczęśliwych Świąt,&lt;br /&gt;Zielonej choinki,&lt;br /&gt;Smacznego jedzenia&lt;br /&gt;I szczęśliwej Rodzinki!&lt;br /&gt;Sylwestra z procentami&lt;br /&gt;I Nowego Roku ze spłaconymi ratami!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-7507059467130590160?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/7507059467130590160/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/12/wesoych-swiat-o-dosiego-roku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7507059467130590160'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7507059467130590160'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/12/wesoych-swiat-o-dosiego-roku.html' title='Wesołych Świąt i Dosiego Roku!'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-2368698370680678708</id><published>2011-12-13T13:54:00.000-08:00</published><updated>2011-12-13T23:52:05.851-08:00</updated><title type='text'>13.12.1981 - 13.12.2011</title><content type='html'>Kiedy co roku 13. grudnia słucham co różni ważni, mniej ważni i zupełnie nieważni opozycjoniści (i nie tylko) mówią na temat wprowadzenia stanu wojennego i generała Wojciecha Jaruzelskiego, regularnie co roku przekonuję się, że żyjąc w tym samym kraju, w tym samym czasie, mam do czynienia z postaciami z innej planety.&lt;br /&gt;Mnoży się bowiem liczba bohaterów, kombatantów, niemal namaszczonych cierpieniem świętych, a im więcej czasu od tamtej chwili mija, tym więcej sprzecznych faktów, poglądów, nieogarnionego politycznego narcyzmu, hipokryzji, zwykłej głupoty i fałszowania historii.&lt;br /&gt;Miast 30. letni dystans zamieniać w racjonalne wnioski, coraz więcej krzyku, populizmu, demagogii i nienawiści. Mieszania historii z fikcją i tworzenia irracjonalnych prawd, które zastępują real. Pokrywania własnych słabości i frustracji najwymyślniejszymi fobiami z tworzeniem niebezpiecznych mitów nie tylko w tle.&lt;br /&gt;Po raz kolejny przekonuję się, że różnej proweniencji wieszcze, stanowią nieustające źródło nieadekwatnych do rzeczywistości ocen i wyrażanych podniosłym tonem prawd ostatecznych.&lt;br /&gt;A ja, jako maleńki trybik działający w swoim czasie na rzecz zamiany czasów jedynie słusznych na jedynie demokratyczne, bez megalomańskiego przywłaszczania sobie nie swoich osiągnięć, wolałabym nareszcie zacząć żyć w normalnym, cywilizowanym kraju, gdzie demokracja zachowując swoje prawa, marginalizuje w sposób naturalny histeryczne zbliżanie się do świata pozbawionego klamek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-2368698370680678708?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/2368698370680678708/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/12/13121981-13122011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2368698370680678708'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2368698370680678708'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/12/13121981-13122011.html' title='13.12.1981 - 13.12.2011'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-6421584908060546613</id><published>2011-12-04T07:34:00.000-08:00</published><updated>2011-12-04T08:35:59.901-08:00</updated><title type='text'>In memoriam Zofia Nasierowska</title><content type='html'>3 października odeszła Zofia Nasierowska. &lt;br /&gt;Trudno znaleźć słowa, które są w stanie oddać tą stratę dla naszej kultury, historii polskiej fotografii i dla nas samych. &lt;br /&gt;Polska bowiem straciła artystkę, która swoim niezwykłym widzeniem świata &lt;br /&gt;i ludzi, potrafiła za pomocą aparatu fotograficznego i umiejętnego posługiwania się światłem wydobyć z nich tajemnicze piękno, na zawsze pozostające oglądającym pod powiekami i której swoimi pracami genialnie udało się werbalizować słowa Sama Levensona i Alfreda Aleksandra Konara: „[...] jeżeli chcesz mieć piękne oczy, to szukaj nimi dobra drzemiącego w ludziach [...]”, a „najpiękniejszym co możemy odkryć, jest tajemniczość”.&lt;br /&gt;Zofia Nasierowska, czarodziejka nastroju, niekwestionowana królowa fotografii, kochała swoje uwieczniane istoty „w całości”, bo mówiąc słowami Witolda Gombrowicza „jeśli kto kocha tylko piękno i czystość, to kocha zaledwie połowę istoty”, a na to nie chciała sobie pozwolić.&lt;br /&gt;Patrząc po wielu, wielu latach na Jej prace nie można oprzeć się wrażeniu, że Anne Leibowitz mogła by się od Niej uczyć!&lt;br /&gt;Nie wolno też zapominać, że artystka swoją karierę zawodową przeżywała &lt;br /&gt;w jedynie słusznych, szarych czasach, kiedy wszystko, także materiały fotograficzne się zdobywało. Mimo tego i mimo, że uprawiała czarno-białą fotografię przez całe lata wzbogacała nasze widzenie świata postaciami tak pięknymi, że czasem nierealnie „kolorowymi”.&lt;br /&gt;Nie wolno też zapominać, że przez całe lata wzbogacała naszą kulturę niepowtarzalną, niezapomnianą sztuką „zdejmowania” obiektywem tak swych wybrańców, by mimochodem czynić swoją sztukę nieśmiertelną.&lt;br /&gt;Jako nastolatka byłam zakochana w aktorach i aktorkach, wycinałam ich zdjęcia z gazet, wklejałam do zeszytu i cieszyłam się nimi jako postaciami z nieznanego dla mnie świata.&lt;br /&gt;Przez ten czas do wycinania służyły tylko biało-czarne okładki pism, które przyciągały wzrok emanującym z nich niebanalnym pięknem artystów fotografowanych przez Zofię Nasierowską, odkrywanych charakterystycznym tylko dla Niej spojrzeniem w jakiś metafizyczny sposób, nadający im zjawiskowy wymiar.&lt;br /&gt;Te utrzymane w klimacie szarości portrety na zawsze zapadały w pamięć, &lt;br /&gt;a sposób fotografowania był niedoścignionym wzorem dla innych &lt;br /&gt;i z perspektywy nieubłaganego dla oczu Zofii Nasierowskiej czasu widać, że nikt nigdy szczęśliwie nie stał się Jej naśladowcą. &lt;br /&gt;Każda próba była kiczem, karykaturą, nieudolnym udawaniem.&lt;br /&gt;Nawet nadejście ery kolorowych zdjęć i nowoczesnej techniki oraz postępujące kłopoty ze wzrokiem, które wykluczyły Ją z aktywnego fotograficznego życia, nie zabrało tej cudownej, eterycznej kobiecie palmy pierwszeństwa.&lt;br /&gt;Miałam wielkie szczęście i zaszczyt poznać Ją w Jej mazurskiej posiadłości, kiedy nie była już czynnym zawodowo fotografem, a prowadzącą z mężem pensjonat, w którym można było zjeść różne wymyślne lub przaśne specjały prawdziwie staropolskiej kuchni i przypomnieć sobie smak prawdziwego chleba oraz poczuć smak, aromat i klimat życia w zgodzie &lt;br /&gt;z naturą.&lt;br /&gt;Pamiętam, jak niezdarnie starałam się wyrazić swoje dla Niej uwielbienie i podziękowanie za piękno, którym nas obdarzyła.&lt;br /&gt;Od lat boli mnie bardzo, że polscy wystawcy ani w czasie przeszłym ani teraźniejszym nie wpadli na pomysł zrobienia retrospektywy prac Zofii Nasierowskiej, szczególnie, że Jej siostra to też artysta fotografik. Byłaby pewnie wymarzonym kustoszem wernisażu, osobą najlepiej czującą fenomen zmarłej Artystki.&lt;br /&gt;Dziś tymi skromnymi słowy ja chciałabym złożyć należny Jej hołd, natomiast Jej Wielkość i Skromność zasługują na słowa Platona:&lt;br /&gt;„Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-6421584908060546613?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/6421584908060546613/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/12/in-memoriam-zofia-nasierowska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6421584908060546613'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6421584908060546613'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/12/in-memoriam-zofia-nasierowska.html' title='In memoriam Zofia Nasierowska'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-6283168333495198261</id><published>2011-11-10T06:07:00.000-08:00</published><updated>2011-11-11T00:55:45.304-08:00</updated><title type='text'>Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski dla Piotra Kaczkowskiego</title><content type='html'>Nie wiem dlaczego na antenie Trójki, którego Piotr Kaczkowski jest nadal prezenterem i dziennikarzem, nie poświęcono czasu na rozwinięcie faktu, że 4. listopada został odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. &lt;br /&gt;Wiadomość przemknęła niezauważona. Krótki tekst zamieszczony na stronie Trójki poświęcony odznaczonym en bloc niestety mnie nie satysfakcjonuje.&lt;br /&gt;Fakt przyznania Prezenterowi Wszechczasów tak wysokiego i ze wszech miar zasłużonego odznaczenia bardzo cieszy, bowiem to ostatni tak rozpoznawalny głos Programu 3 PR.&lt;br /&gt;Piotr Kaczkowski, absolwent Wyższego Studium Języków Obcych Uniwersytetu Warszawskiego, od 1963 roku dziennikarz Programu I i III Polskiego Radia, największy, niekwestionowany od wielu lat profesjonalista anteny, w dobie spopielania kultury wysokiej, szczęśliwie ocalał jako Ostatni Mohikanin wartości niepodważalnych, niezaprzeczalnych i bezdyskusyjnych. &lt;br /&gt;Całkowicie oddany wykonywanej profesji, mistrz słowa i kreacji teatru wyobraźni, jakim jest radio, stał się guru pokoleń słuchaczy i dziennikarzy muzycznych, charyzmatycznym przewodnikiem po gatunkach, stylach &lt;br /&gt;i odmianach muzyki.&lt;br /&gt;Niepodatny na zmieniające się mody, autorytet w zakresie ogromnej, niemierzalnej wiedzy zawodowej, pozostał wierny sobie, tym samym nieodmiennie odnosząc się do ludzi i świata z pełnym szacunkiem.&lt;br /&gt;Niezależny, niepokorny, mądry, nieskory do rezygnacji tak z zasad dobrego wychowania, jak i poziomu prezentowanego materiału, nienaganną, wykwintną &lt;br /&gt;i piękną polszczyzną, wypracował swój niepowtarzalny i niepodrabialny styl.&lt;br /&gt;Niezgłębioną wrażliwością, doskonałym gustem muzycznym, trwa "niepokonany", "wśród popiołu lśniąc jak diament", w czasach bezdusznej komercjalizacji radia publicznego.&lt;br /&gt;Mimo ciągłego rujnowania Programu III, osiągnięć i dorobku wielu pokoleń wspaniałych dziennikarzy, nie obciąża słuchaczy frustracjami otaczającej go rzeczywistości, bowiem umie wyważyć ich racje, własne i świata, i nadal niezmiennie wychowuje kolejne pokolenia swoimi audycjami.&lt;br /&gt;W przedstawianych słuchaczom i czytelnikom wywiadach z Wielkimi twórcami muzyki, prezentuje piękno widzenia świata i myślenia o ludziach, fenomenalną umiejętność "sztuki patrzenia i zauważania". &lt;br /&gt;Wolny od egocentrycznych dygresji, skromny, tworzy niepowtarzalny, pełen magii, intymny klimat rozmów, a odpowiednio dobranym, z ogromnym wyczuciem słowem, przekazuje meandry wyrafinowanego intelektu mistrzów muzyki.&lt;br /&gt;Większość znakomicie i zręcznie poprowadzonych przez Niego wywiadów ukazało się w pięknych edytorsko książkach "Przed mikrofonem Piotr Kaczkowski", "42 rozmowy" i "Rozmowy trzecie", ale także w prasie.&lt;br /&gt;Znany z antenowego profesjonalizmu i perfekcjonizmu dba by to co robi było tych cech odzwierciedleniem.&lt;br /&gt;Jego obecność na antenie zawsze była dla słuchaczy emocjonalnym przeżyciem i świętem, a niepowtarzalny, nie do podrobienia styl na zawsze będzie budził zachwyt i wzruszenie.&lt;br /&gt;Trudno znaleźć adekwatne słowa, które byłyby w stanie podsumować &lt;br /&gt;i zwerbalizować to co Piotr Kaczkowski zrobił dla Polskiego Radia, jego słuchaczy, a nade wszystko dla polskiej kultury.&lt;br /&gt;Myślę, że z pomocą tak niepowtarzalnego twórcy jak Jan Sztaudynger można oddać ukłon "uśmiechniętemu" Głosowi Trójki, którego: &lt;br /&gt;"Dni oszukały, bo znienacka w lata się zmieniały"! &lt;br /&gt;A On cały czas opierał czubek nosa o niebiosa i tworzył arcydzieła, &lt;br /&gt;bo z powietrza Mu się ta moc wzięła. &lt;br /&gt;I mimo, że przez całe swoje życie szukał dna ... w błękicie &lt;br /&gt;i łapał tęczę do sieci pajęczej ... &lt;br /&gt;to pozostał wyjątkowo zdolny do poważnych rzeczy, &lt;br /&gt;np. zdmuchiwania puchu z mleczy.&lt;br /&gt;Ofiarowano Mu wprawdzie za to piedestał, &lt;br /&gt;z warunkiem jednak, aby na nim nie stał. &lt;br /&gt;Tak więc skromnie pruje swoją historię, &lt;br /&gt;ale za to przędzie swoją legendę.&lt;br /&gt;Nie ściągajmy zatem mitu z błękitu, &lt;br /&gt;bo sobie podrze na ziemi butki z aksamitu!&lt;br /&gt;Dawno bowiem świat by diabli wzięli, &lt;br /&gt;gdyby brakło marzycieli"!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panie Piotrze gratulacje z nadzieją szybkiego powrotu na antenę Programu 3 Polskiego Radia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sparafrazowałam następujące fraszki Jana Sztaudyngera:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dni, &lt;br /&gt;Skromny&lt;br /&gt;Mówi wiatr&lt;br /&gt;Poezja&lt;br /&gt;Jam zdolny&lt;br /&gt;Kult jednostki&lt;br /&gt;Pruję i przędę&lt;br /&gt;Nie ściągaj&lt;br /&gt;Pochwała marzycieli&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-6283168333495198261?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/6283168333495198261/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/11/krzyz-oficerski-orderu-odrodzenia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6283168333495198261'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6283168333495198261'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/11/krzyz-oficerski-orderu-odrodzenia.html' title='Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski dla Piotra Kaczkowskiego'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-797060417130810648</id><published>2011-11-06T11:07:00.001-08:00</published><updated>2011-11-06T11:19:43.841-08:00</updated><title type='text'>"A chciałam być aktorką..." wywiad Marty Stremeckiej z Janiną Paradowską</title><content type='html'>“A chciałam być aktorką…” to tytuł książki, dokumentującej wywiad Marty Stremeckiej z Janiną Paradowską.&lt;br /&gt;Janinę Paradowską pamiętam z bardzo przeze mnie lubianego programu “Godzina szczerości” Krzysztofa Turowskiego emitowanego parę lat temu w TVP 2.&lt;br /&gt;Wraz z niezapomnianą Anną Semkowicz z radiowej Trójki prowadziła spotkania z politykami i - mówiąc kolokwialnie - ciekawymi ludźmi. &lt;br /&gt;Potem widywałam Janinę Paradowską jako komentatorkę życia politycznego &lt;br /&gt;w telewizji, natomiast bardzo rzadko czytałam Jej teksty w “Polityce” bo nigdy nie byłam czytelniczką tego tygodnika, a jako stara i stała słuchaczka Trójki, nie słucham radia TOK FM, gdzie można Ją usłyszeć.&lt;br /&gt;Wiem, że jest często cytowaną znawczynią polskiego życia politycznego. &lt;br /&gt;Myślę, że słusznie bowiem dysponuje nie tylko ogromną w tym zakresie wiedzą, ale co - dla mnie - ważne spokojnym, bardzo wyważonym, ale celnym językiem, rzetelną wiedzą o zjawiskach i ludziach, daleką od plotkarsko-newsowego formułowania swoich poglądów. &lt;br /&gt;Zachowując status quo, wyraża swoje refleksje z coraz rzadziej dziś spotykaną klasą, pięknym, bogatym pojęciowo i warsztatowo językiem, nawet nie zbliżając się do poziomu tabloidu, co sprawiło mi niekłamaną przyjemność.&lt;br /&gt;Nie chciałabym by to zabrzmiało nieskromnie, bo jestem tylko szarym człowiekiem ale czytając czułam się tak jakby to moje myśli spisywała pani Marta Stremecka, bowiem moje emocje i moje przemyślenia na poruszane &lt;br /&gt;w wywiadzie tematy oraz moje wynikające stąd przekonania są właściwie identyczne. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że słowa Pani Janiny Paradowskiej są mi niezwykle bliskie i że się z nimi identyfikuję.&lt;br /&gt;Łączy nas nawet to, że ja też chciałam być aktorką..., a różni nas fakt, że ja nigdy nie należałam do żadnej partii.&lt;br /&gt;Książka urzekła mnie najbardziej… jednością ocen sytuacji i ludzi, ze szczególnym uwzględnieniem okresu przemian.&lt;br /&gt;Przeczytany z przyjemnością wywiad pozwala mi trwać we własnych przekonaniach, mimo że często odosobnionych, co nie znaczy niesłusznych.&lt;br /&gt;Bardzo mi Pani pomogła, dziękuję!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-797060417130810648?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/797060417130810648/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/11/chciaam-byc-aktorka-wywiad-marty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/797060417130810648'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/797060417130810648'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/11/chciaam-byc-aktorka-wywiad-marty.html' title='&quot;A chciałam być aktorką...&quot; wywiad Marty Stremeckiej z Janiną Paradowską'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-2815464901144387957</id><published>2011-11-04T08:45:00.000-07:00</published><updated>2011-11-04T08:45:49.366-07:00</updated><title type='text'>http://www.ksadamboniecki.pl/</title><content type='html'>Dziś, pod wpływem wczorajszych wydarzeń,&amp;nbsp;na facebooku zamieściłam nastepujący wpis:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Przeraża mnie hierarchia kościelna, która miast eksponować mądrość, rozwagę, tolerancję, umiejętność budowania mostów między światem ateizmu, agnostycyzmu, buntu, zamyka usta jednemu &lt;br /&gt;z najwybitniejszych duchownych polskich, ks. Adamowi Bonieckiemu!&lt;br /&gt;Zamiast szerzyć światłą postawę porozumień poza podziałami i miłości bliźniego, ogranicza się dostęp do człowieka kultywującego myśl Jana Pawła II.&lt;br /&gt;Ale wierzę, że ks. Adam Boniecki jako człowiek wolny - wolność jest bowiem stanem ducha - pozostanie wierny swemu rozumieniu wiary!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podpisałam też petycję w obronie ks. Adama Bonieckiego na stronie:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.ksadamboniecki.pl/"&gt;http://www.ksadamboniecki.pl/&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-2815464901144387957?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/2815464901144387957/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/11/httpwwwksadambonieckipl.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2815464901144387957'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2815464901144387957'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/11/httpwwwksadambonieckipl.html' title='http://www.ksadamboniecki.pl/'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-6863446955016299242</id><published>2011-10-26T06:50:00.000-07:00</published><updated>2011-11-04T08:36:17.762-07:00</updated><title type='text'>www.ratujmytrojke.pl</title><content type='html'>W odpowiedzi na post biorącego udział w dyskusji na forum Ratujmy Trójkę &lt;a href="http://www.ratujmytrojke.pl/"&gt;http://www.ratujmytrojke.pl/&lt;/a&gt;&amp;nbsp;i&amp;nbsp;zachęcającego do mejlingu do &lt;a href="mailto:Magda.Jethon@polskieradio.pl"&gt;Magda.Jethon@polskieradio.pl&lt;/a&gt; Łukaszowi Adamowskiemu,&amp;nbsp;napisałam&amp;nbsp;dwa dni temu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Witam i&amp;nbsp;cieszę się, że strona &lt;a href="http://www.ratujmytrojke.pl/"&gt;www.ratujmytrojke.pl&lt;/a&gt;, tak jak kiedyś&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.tajniak.pl/"&gt;www.tajniak.pl&lt;/a&gt;, czy potem &lt;a href="http://www.trojka.net/"&gt;www.trojka.net&lt;/a&gt; reaguje na nieprzemyślane, a raczej nieudolne zmiany przeprowadzane z racji czasu na nową ramówkę!&lt;br /&gt;Każdy nowy&amp;nbsp;dyrektor chce nią zabłysnąć i najczęściej każdy na niej pada, co pokazały przykłady dawnego guru nowej (starej)&amp;nbsp;Pani Dyrektor, Witolda Laskowskiego, a potem kolejnych naprawiaczy, wyłączając Krzysztofa Skowrońskiego, któremu udało się wiele naprawić, by teraz znów było co psuć.&lt;br /&gt;Pomysł zamiany audycji Tu Baron, mającej swój intelektualny styl &lt;br /&gt;i towarzyszący temu odpowiedni&amp;nbsp;poziom na merkantylne Do południa, ze szczególnym uwzględnieniem zmiany prowadzącego na prowadzących, jak leci z wadami wymowy, ale i miernej, nie trójkowej&amp;nbsp;inteligencji, nie może być potwierdzeniem faktu zmian na lepsze. Pomysł jest ze wszech miar zły,&lt;br /&gt;bowiem nie mają oni nic interesującego do powiedzenia, nie posiadają&lt;br /&gt;radiowego (czytaj trójkowego) głosu,&amp;nbsp;bodaj cienia osobowości radiowej, ani żadnej innej cechy, która zwracałaby na nich uwagę i która wyrożniałaby ich na antenie. Powstał twór słonecznopodobny do niechlubnie przerabianej Trójki na trUjkę. Swego czasu, kiedy na krótko funkcję dyrektora objął Michał Olszański zatrudnił w paśmie dopołudniowym duety&amp;nbsp;osobowości, &lt;br /&gt;m.in.&amp;nbsp;Magdę Umer i Wojciecha Manna, które do&amp;nbsp;kultowej anteny dorastały.&lt;br /&gt;Przesunięcie po tylu latach&amp;nbsp;o godzinę Powtórki z rozrywki nie tylko&lt;br /&gt;niczego nie zmienia, ale przede wszystkim irytuje jej wielbicieli i rozmydla audycję Piotra Barona, który znacznie lepiej wypadłby np. W Tonacji Trójki&lt;br /&gt;zamiast&amp;nbsp;nijakiego&amp;nbsp;antenowo&amp;nbsp;Michała Margańskiego.&lt;br /&gt;Jako nowy (stary), podobno popierany&amp;nbsp;(?)&amp;nbsp;przez prezesa PR dyrektor, Magdalena&amp;nbsp;Jethon powinna zacząć od konkursu na głosy, osobowości, a przede wszystkim karty mikrofonowe (której&amp;nbsp;pewnie sama&amp;nbsp;nie posiada)&amp;nbsp;by prowadzący mogli stać się nie tylko rozpoznawalnymi!!! ulubieńcami słuchaczy, ale przede wszystkim ich przewodnikami po świecie informacji, muzyki, literatury czy publicystyki.&lt;br /&gt;Pani&amp;nbsp;Jethon zapomina bowiem, że dyrektoruje radiu publicznemu, a fakt że&lt;br /&gt;wylewającymi się zewsząd niewybrednymi reklamami zdobywa pieniądze nie znaczy wcale, że ma prawo zapomnieć co pojęcie radia publicznego&lt;br /&gt;znaczy i do czego ją zobowiązuje, tak w zakresie treści, formy, jak i przekazu.&lt;br /&gt;Niestety coraz mniej Trójki w Trójce, coraz więcej za to wiernych &lt;br /&gt;i oddanych czynowników, którym się wydaje, że samo obcowanie z trójkowym mikrofonem namaszcza ich na rolę&amp;nbsp;guru słuchaczy.&lt;br /&gt;Jeśli pani&amp;nbsp;dyrektor nie zacznie weryfikować swoich krótkonogich&lt;br /&gt;pomysłów, to niezadowolona część słuchaczy (a sądząc po starych i nowych forach nie jest ich mało!)&amp;nbsp;uda się pewnie do prezesa Zarządu, by przeprowadzić - wreszcie!!! -&amp;nbsp;pierwszy od wielu lat otwarty i publiczny konkurs na dyrektora Programu 3 PR, tak jak to uczyniono w publicznej telewizji i co, mam nadzieję, rozwiązałoby problem rotacyzmujących na antenie pań Gacek, Obszańskiej, panów Nogasia i&amp;nbsp;innych oraz sprawiającej wrażenie posiadania&amp;nbsp;kłopotów z przegrodą nosową Agnieszki Szydłowskiej.&lt;br /&gt;Miłościwie panujący prezes Zarządu PR&amp;nbsp;musi mieć świadomość, że radio publiczne zobowiązuje go nie tylko do zabiegania o abonament, ale przede wszystkim o misyjny&amp;nbsp;przekaz treści w profesjonalnej formie&amp;nbsp;- nie obarczonej jakimikolwiek wadami!, czy to logopedycznymi, merytorycznymi, czy&amp;nbsp;wynikającymi z braku obiektywizmu -&amp;nbsp;także ku "pokrzepieniu serc" czyli&amp;nbsp;zadowoleniu rzeszy stałych, starych i nowych słuchaczy!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-6863446955016299242?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/6863446955016299242/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/10/w-odpowiedzi-na-post-bioracego-udzia-w.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6863446955016299242'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6863446955016299242'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/10/w-odpowiedzi-na-post-bioracego-udzia-w.html' title='www.ratujmytrojke.pl'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-8340675774871962029</id><published>2011-10-14T05:43:00.000-07:00</published><updated>2011-10-14T06:46:06.205-07:00</updated><title type='text'>Im memoriam Basia Mruk...</title><content type='html'>Odeszłaś... zostawiłaś nas we łzach i smutku... a tyle życia było w Tobie!&lt;br /&gt;Tyle uśmiechu, tyle życzliwości,&amp;nbsp;tyle pogody ducha, tyle&amp;nbsp;dobra, że można by obdzielić całą naszą&amp;nbsp;globalną wioskę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznałyśmy się w 1970 roku podczas podróży na&amp;nbsp;zetemesowski obóz&amp;nbsp;do Wilkasów k/Giżycka, jadąc w&amp;nbsp;korytarzu pociągu, Basia ze Śląska, ja z Częstochowy.&amp;nbsp;Obie jechałyśmy z koleżankami, a obok nas stali młodzi chłopcy, jak się szybko w dowcipnej, dotyczącej kabaretowych niemal warunków jazdy,&amp;nbsp;rozmowie okazało też tam. Dwa tygodnie obozu szybko minęły, ale&amp;nbsp;grono zaprzyjaźnione długą podróżą "na jednej nodze" (bo tak się w tamtych czasach też jeździło) i pobytem nie zapomniało o sobie i zaczęło pisać do siebie listy, które wtedy nie były pisane jak dziś wirtualnym językiem skrótów, a&amp;nbsp;piórem na papierze.&lt;br /&gt;Stopniowo w listownych perygrynacjach zostałyśmy we dwie, ale za to przez te wszystkie lata wiedziałyśmy o sobie niemal wszystko, bo na częste odwiedziny brakowało pewnie czasu, jak to w życiu, szczególnie tym sprzed 1989 roku... &lt;br /&gt;Ja zawsze mogłam liczyć na życzenia i ciepłą pamięć o sobie, co starałam się jak umiałam odwzajemniać.&lt;br /&gt;Wychodziłyśmy za mąż, rodziłyśmy dzieci,&amp;nbsp;przeżywałyśmy radości i smutki, ale to nie przeszkadzało nam w kultywowaniu kontaktu.&lt;br /&gt;Wreszcie po wielu latach spotkaliśmy się, najpierw u mnie, potem u Basi i Jej Męża Bogdana, naturalnie wracając do wspomnień z umykającej młodości,&amp;nbsp;ale i do opowieści z podróży, które Oboje uwielbiali. &lt;br /&gt;Swoją pasję realizowali z córką&amp;nbsp;Agatką&amp;nbsp;werbalizując&amp;nbsp;przysłowie, że "podróże kształcą".&lt;br /&gt;W prowadzonej rozmowie okazało się jednak, że Basia jeżdżąc po świecie jakby zapomniała o Warszawie, której nie znała, a chciała zobaczyć. &lt;br /&gt;Ja od lat znająca stolicę lepiej niż własne miejsce zamieszkania, bo posiadam tam całą najbliższą, ale i dalszą rodzinę oraz mnóstwo znajomych z różnych okresów życia, zobowiązałam się, że Jej ją pokażę podczas kilkudniowego pobytu. I tak się stało. I dziś, w chwili kiedy&amp;nbsp;Basia już przechadza się po ogrodach niebieskich, ja idąc wspólnie przebytymi trasami, nie mogę ogarnąć wzruszenia,&amp;nbsp;że to się już nigdy nie zdarzy, a obiecywałyśmy sobie (ja Jej), że jeszcze przyjedzie i będzie poznawała kolejne miejsca, co miało być o tyle łatwiejsze, że ja od roku w Warszawie mieszkam na stałe.&lt;br /&gt;Tymczasem Ona chcąc zawalczyć o swoje podupadające zdrowie zdecydowała poddać się poważnej operacji serca. Kiedy w ub. roku ja podjęłam taką samą decyzję, Basia była pierwszą osobą, która mnie trzy doby później odwiedziła wraz z Bogdanem,&amp;nbsp;wybawiając przy okazji&amp;nbsp;z braku pewnych szczegółów bielizny wymaganej przez klinikę... Ja nie zdążyłam Jej ani odwiedzić, ani przytulić,&amp;nbsp;mam tylko&amp;nbsp;ostatniego smsa, w którym pisze, że następnego dnia "może się Jej przytrafić operacja", której się bała, ale na którą po lekarskiej niewesołej diagnozie czekała...&lt;br /&gt;I niestety...&lt;br /&gt;"Czasu nie było na pożegnanie...&lt;br /&gt;Teraz zostało tylko płakanie.&lt;br /&gt;Teraz ten smutek w garści Cię trzyma,&lt;br /&gt;Trzyma za szyję, dusić zaczyna...&lt;br /&gt;Póki ktoś żyje, to Go kochamy, &lt;br /&gt;Lecz to po śmierci Go doceniamy.&lt;br /&gt;Wtedy widzimy jaki był cenny,&lt;br /&gt;Wtedy ogarnia smutek brzemienny,&lt;br /&gt;Wtedy to rozpacz, wtedy tęsknota,&lt;br /&gt;Jakże naiwna życia prostota...&lt;br /&gt;Wtedy wyrzuty nami władają,&lt;br /&gt;Wtedy uczucia hołdy składają...&lt;br /&gt;Wtedy za późno na przeprosiny,&lt;br /&gt;Jedno co możemy - wciąż się modlimy..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Życie bezlitosne do ziemi przytłacza,&lt;br /&gt;Los ogromne kłody pod nogi wciąż wtacza,&lt;br /&gt;Nagle i okrutnie z serca nam wyrwało,&lt;br /&gt;To co było skarbem na zawsze zabrało!&lt;br /&gt;Trudno to zrozumieć, czarna rozpacz miota,&lt;br /&gt;Spokój już odpłynął, została tęsknota.&lt;br /&gt;Jak ochłonąć z bólu, gdy jak ogień pali,&lt;br /&gt;Czy kiedyś przygaśnie, trochę się oddali?&lt;br /&gt;Ciężko żyć w cierpieniu nie znając radości,&lt;br /&gt;Wiedząc, że już nigdy chyba nie zagości,&lt;br /&gt;Kiedy już zabrakło nadziei i słońca,&lt;br /&gt;Tylko czarna rozpacz i smutek bez końca...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesteś nam Aniołem tam wysoko w niebie,&lt;br /&gt;Gdzie nasz święty Ojciec czekał już na Ciebie.&lt;br /&gt;My swoją modlitwą zawsze Cię wspieramy,&lt;br /&gt;Smutek i cierpienie Bogu powierzamy".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Oba wiersze&amp;nbsp;cytowane ze stron internetowych, poświęconych strofom o śmierci)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-8340675774871962029?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/8340675774871962029/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/10/im-memoriam-basia-mruk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/8340675774871962029'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/8340675774871962029'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/10/im-memoriam-basia-mruk.html' title='Im memoriam Basia Mruk...'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-369059374821561062</id><published>2011-10-12T00:35:00.000-07:00</published><updated>2011-10-12T00:37:49.149-07:00</updated><title type='text'>Niestety...</title><content type='html'>Dlaczego??? Dlaczego??? Dlaczego???&lt;br /&gt;Basiu dlaczego???&lt;br /&gt;Jestem zbyt wstrząśnięta by rozumnie pisać, bez końca zadaję sobie pytanie dlaczego i po co tam pojechałaś?&lt;br /&gt;No oczywiście, że po zdrowe drugie życie, ja też po drugie życie pojechałam rok temu, tylko mnie się udało, a Tobie nie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Będę Cię kochać do końca życia.&lt;br /&gt;A jeżeli jest coś potem, będę Cię kochać także po śmierci.&lt;br /&gt;Czy mnie rozumiesz?"&lt;br /&gt;Jonathan Carroll&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-369059374821561062?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/369059374821561062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/10/niestety.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/369059374821561062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/369059374821561062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/10/niestety.html' title='Niestety...'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-4973780717456109198</id><published>2011-10-11T13:43:00.000-07:00</published><updated>2011-10-11T13:44:38.173-07:00</updated><title type='text'>Baaasiu...............</title><content type='html'>Basiu Moja Kochana, tyle myśli kłębiących się, tyle strachu, tyle wiary, że przetrzymasz...&lt;br /&gt;Przecież masz dla kogo żyć, czemu od nas uciekasz???&lt;br /&gt;Przecież wiesz, że Cię kochamy, że Twoja nieoceniona dobroć na zawsze zapięczetowała naszą przyjaźń...&lt;br /&gt;Basiu, nie chce nawet pomyśleć, że nie wygrasz tej "bitwy", jesteś przecież dzielną Kobietą!!!&lt;br /&gt;Chcę się rano obudzić  nie tylko z nadzieją, ale pewnością, że wracasz i znów będziesz z nami...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-4973780717456109198?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/4973780717456109198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/10/baaasiu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4973780717456109198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4973780717456109198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/10/baaasiu.html' title='Baaasiu...............'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-1211694490729987924</id><published>2011-10-10T14:11:00.000-07:00</published><updated>2011-10-14T06:37:59.385-07:00</updated><title type='text'>Janusz Palikot Czarny Koń wyborów...</title><content type='html'>Wczoraj wszyscy ci, którzy lekceważyli, wyśmiewali, drwili, kpili, cynicznie ignorowali Janusza Palikota, na czele z prof. A. Rychardem i kilkoma czarodziejami marketingu politycznego, musieli przełknąć informację o udanym, a niemal rok zapowiadanym 10. procentowym zwycięstwie w wyborach Jego Ruchu.&lt;br /&gt;Obserwowana przez ten okres bezprecedensowa ignorancja RP przez “specjalistów”, jest smutnym przejawem powierzchowności ich “naukowych” ocen, braku umiejętności perspektywicznego myślenia, postawienia trafnej hipotezy, a także stroszenia profesorskich piórek. &lt;br /&gt;Jak można będąc profesorem politologii nie brać pod uwagę całej sceny politycznej, także tej części która stanowi jej obrzeże, po czym oświadczać z rozbrajającym uśmiechem, że się tego nie przewidywało!!!???&lt;br /&gt;Przez cały okres morderczej walki o głosy, Janusza Palikota i Jego Ruchu nikt nie traktował&lt;br /&gt;poważnie, choć to człowiek nie tylko serio, ale dobrze wykształcony, czytający rocznie więcej książek niż cały sejm razem wzięty, mądry, doświadczony własną werbalizacją zasad nowej dla Polski od 1989 roku ekonomii wolnego rynku, konsekwentny, odważny, uczciwy i co ważne wolny od jedynie słusznej mentalności, która mimo demokratycznego zadęcia wszystkich rządzących, wciąż daje o sobie znać (np. przeszkadzając w przegłosowaniu okręgów jednomandatowych także do sejmu, rozdziału państwa od kościoła, opodatkowania kościoła, zniesienia senatu itd.).&lt;br /&gt;Jego zasłużone zwycięstwo to ziszczona nadzieja tych, którzy mają dosyć wyleniałej i często skompromitowanej, jak nie wieczną niemocą i nieudacznictwem to zwykłymi szwindlami rzekomej “klasy politycznej” lub jak bardziej lubią o sobie mówić na wysokim “c” “elity politycznej”, której po odsunięciu Tadeusza Mazowieckiego, śmierci Bronisława Geremka, Jacka Kuronia, Jana Józefa Lipskiego, Leszka Kołakowskiego czy nie angażowaniu się w życie polityczne Ewy Łętowskiej, Andrzeja Zolla Polska właściwie nie posiada. Władysław Bartoszewski sam nie jest w stanie wypełnić tej luki.&lt;br /&gt;Poza tym Janusz Palikot zwiastuje to o czym w 1989 roku mówił wspomniany wyżej Tadeusz Mazowiecki, że Polska w momencie przełomu nie dorosła do rządów inteligenckich, co przez minione 20. ponad lat wyłącznie się potwierdzało w składzie sejmu, senatu i kolejnych rządów.&lt;br /&gt;Minione lata pokazują też miałkość uprawianej przez poszczególne partie polityki, z których największe “zasługi” ma PiS, który rozdarty między socjalistycznym rozdawnictwem, brakiem spójnego i dalekowzrocznego programu ekonomicznego, nacjonalistyczną antyniemiecką i antyrosyjską fobią, realizował w istocie rzeczy idee państwa policyjnego, łamiąc tym samym podstawowe prawa demokracji. Po katastrofie smoleńskiej ograniczył się wyłącznie do gigantycznego i agresywnego oskarżania pełnego kłamstw wszystkich i wszystkiego w państwie, tym samym tworząc destrukcyjny klimat potęgującej się wzajemnej nienawiści. &lt;br /&gt;Te nieodpowiedzialne i schizofreniczne działania małego, zakompleksionego człowieka aspirującego do roli papieża i dyktatora “w jednym”,  miały wyłuskać “prawdziwych” Polaków, “prawdziwych” patriotów, “prawdziwych” katolików, "prawdziwych" demokratów, miały napisać ponownie historię “prawdziwego” ruchu Solidarności, w którym nagrodzonym Noblem liderem miał stać się sam Jarosław Kaczyński, miały stworzyć “prawdziwy” dobrobyt biednym, naturalnie kosztem bogatych, ustanowić Jarosława Kaczyńskiego jedynym magiem i strażnikiem polskiego prawa (czytaj konstytucji) oraz najpewniej głową kościoła. &lt;br /&gt;Tymczasem cały cywilizowany świat przekazując rządy kolejnym wygranym, posiada zaplecze z dobrze wykształconych i tym samym przygotowanych merytorycznie i empirycznie polityków. Są to wykształceni kierunkowo absolwenci prestiżowych uczelni, nie prostacy, którzy omijając konieczną drabinę awansu, zostawiają za progiem gumiaki, wkładają firmowe buty i garnitur, i od razu udają “klasę” polityczną, która miast działać na rzecz państwa w całej jego złożoności i jego długofalowych potrzeb, lobbuje na rzecz swoich i kolesi kieszeni (tzw. “nachapania się”).&lt;br /&gt;W Polsce od 1989 roku na salony władzy wchodzą niestety głównie ludzie przypadkowi.&lt;br /&gt;Brak szkół rzemiosła dyplomatycznego i politycznego oraz nie zatrudnianie absolwentów istniejących studiów skutkuje tym co obserwujemy na co dzień w sejmie, senacie, ministerstwach i innych urzędach publicznych, a także partiach.&lt;br /&gt;Zamiast przygotowanych merytorycznie, mamy nieprzygotowanych społeczników, ludowych i partyjnych trybunów, różnej maści wodzów i niby polityków, znakomicie za to “walczących” o swoje (partykularne) interesy, żerujących na koniunkturalnym populizmie, lobbujących kolesiom nie Polsce, do czego ich zobowiązuje mandat posła czy senatora, w dodatku za pieniądze podatnika!&lt;br /&gt;Prof. Andrzej Zoll powiedział kiedyś, że posłowie nie powinni mieć ambicji pisania ustaw, to powinni zostawić prawnikom, a sami tylko nad dobrym prawem głosować.&lt;br /&gt;W Polsce na razie nikt tych mądrych słów nie wziął pod uwagę, także Prawo i Sprawiedliwość, które wcale obrońcą prawa nie jest, jest za to mistrzem mistyfikacji i rekordzistą nie uznawania wyroków sądowych.&lt;br /&gt;W polskiej polityce najważniejsze od lat jest to, kto komu ostrzej przyłoży, kto używając zasobu słownika wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych pokaże pseudointelektualną przewagę nad przeciwnikiem politycznym i kto kogo - mówiąc bardzo kolokwialnie - “wyrucha”.&lt;br /&gt;Janusz Palikot jest pierwszym, który przeprowadził kampanię całkowicie za własne pieniądze, zaprosił do swego Ruchu oprócz zwolenników swojego programu, także osoby będące w mniejszości określane jako wykluczone, tym samym więc staje się zwiastunem nowej ery w sejmowej rzeczywistości.&lt;br /&gt;Nie grzeszył pychą i nie wykorzystywał w kampanii młodych i naiwnych “aniołków” bo pewnie zbyt poważnie traktuje mandat zaufania, który chciał zdobyć i co Mu się szczęśliwie udało. &lt;br /&gt;Dziś kiedy Jego zwycięstwo stało się, zapewne dla wielu niewygodnym faktem, znów politycy, dziennikarze i różnej proweniencji “fachowcy” usiłują zdeprecjonować Jego sukces, porównując Go m.in. z Andrzejem Lepperem! Ludzie ci chyba znów ignorują fakty.&lt;br /&gt;Aż się prosi napisać do nich słowami Jana Sztaudyngera: “czyż przewidzieć można z góry, co wymyślą kreatury”?&lt;br /&gt;Ja Januszowi Palikotowi życzę szczęścia i wytrwałości w realizacji swojego programu, który jest programem znacznie większej liczby Polaków, niżby to wynikało tylko z wyniku wyborów. &lt;br /&gt;Do jego głoszenia i realizacji potrzebna jest odwaga cywilna, towar deficytowy wśród sejmowych grandziarzy, a którą Pan Palikot na szczęście posiada. Nie będzie Mu łatwo, ale jeśli się nie zniechęci, będzie tak samo konsekwentny jak w kampanii wyborczej i nie wejdzie w towarzyskie układy, za 4 lata - mam nadzieję - zobaczymy efekty Jego i Jego Druhów pracy.&lt;br /&gt;Puentuję także słowami Jana Sztaudyngera: &lt;br /&gt;"Prawda nie boi się cienia, bo nigdy się nie zmienia."&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-1211694490729987924?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/1211694490729987924/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/10/janusz-palikot-czarny-kon-wyborow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1211694490729987924'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1211694490729987924'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/10/janusz-palikot-czarny-kon-wyborow.html' title='Janusz Palikot Czarny Koń wyborów...'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-6865422803140660929</id><published>2011-10-02T12:57:00.000-07:00</published><updated>2011-10-02T13:00:12.970-07:00</updated><title type='text'>www.zwyklybohater.pl</title><content type='html'>Dziś w Dzień Dobry TVN Edward Miszczak &lt;br /&gt;i przedstawiciel Banku BPH zapraszali widzów do wzięcia udziału w akcji zgłaszania opowieści &lt;br /&gt;o ludziach będących zwykłymi bohaterami. Nie można samemu się zgłosić, musi uczynić to inna osoba, ma być - na razie tajemnicze - jury, mają być wysokie nagrody dla trójki wygranych, słowem lećmy pisać historię tych, którzy swoją postawą zasłużyli na miano "zwykłego" bohatera!&lt;br /&gt;Póki co ja napisałam list do Edwarda Miszczaka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szanowny Panie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dzisiejszym programie DDTVN usłyszałam o Państwa akcji "zwyklybohater.pl".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godne to podziwu i pewnie potrzebne, aby zupełnie nie stracić nadziei, że istnieje coś takiego co bezinteresownością się zwie...&lt;br /&gt;Myślę jednak, że popełniacie Państwo błąd przyjmując wyłącznie zgłoszenia kogoś o kimś, choć domyślam się z czego to wynika.&lt;br /&gt;Najpewniej z obawy, że nieskromni, zadufani w sobie, z wybujałym "ego" zaczęliby słać zgłoszenia na samych siebie, niekoniecznie na to miano zasługując.&lt;br /&gt;Akcja w tej wersji wydaje mi się zatem nieco amatorska, bowiem znacznie więcej zaangażowania wymagałyby weryfikowane przez jury nadsyłane także zgłoszenia "osobiste".&lt;br /&gt;Myślę także, że skład jury powinien zostać ogłoszony przed startem akcji, a nie w jego finale, bo jeśli akcja skierowana jest do całego społeczeństwa, to może właśnie ono powinno wskazać tych, do których ma&lt;br /&gt;zaufanie i których uważa za autorytet w tej akurat sprawie?&lt;br /&gt;Zapewniam Pana jednocześnie, że są osoby, których nikt nigdy nie zgłosi, a które na to zasługują w pierwszej kolejności, bo CAŁE swoje życie żyły (żyją) zgodnie z moralno-etycznym dekalogiem, pomagały&lt;br /&gt;(pomagają) innym bez względu na to kim były osoby potrzebujące (a więc także i tym, od których doznali krzywdy), nie liczyły (nie liczą)czasu, pieniędzy, nie bały się (nie boją się) skutków swoich działań,&lt;br /&gt;a policzki przyjmowały (przyjmują) z godnością.&lt;br /&gt;A dlaczego nikt ich nie zgłosi? Bo nie wszyscy oglądają TVN, nie wszyscy mają komputer i nie wszyscy umieją się nim posługiwać, nie wszyscy pomyślą, że ten obok człowiek to zrobił to, to i to... no i nie&lt;br /&gt;wszystkich stać na ten bezinteresowny odruch...&lt;br /&gt;Moje wątpliwości wzbudza także fakt finansowego nagradzania tych osób!&lt;br /&gt;Przecież skoro do tej pory działały bezinteresownie, nie oczekując nagrody, bo są ludźmi w ich najlepszej postaci, nie oglądając się na rachunek swoich strat, to znaczy, że nagroda finansowa nie stanowi&lt;br /&gt;szczytu ich marzeń.&lt;br /&gt;Wydaje mi się, że IM największą satysfakcję sprawia sam fakt pomocy i "bycia człowiekiem" w każdej sytuacji.&lt;br /&gt;Bycie zauważonym przez innych to już nagroda, natomiast ta finansowa wydaje się być nowomodnym skomercjalizowaniem akcji i niesie ze sobą ryzyko koniunkturalnych działań.&lt;br /&gt;Może zręczniejszym pomysłem byłaby realizacja jakiegoś ich marzenia, dla pewnosci, że nie będzie to lot na księżyc, ograniczona kwotowo???&lt;br /&gt;Wtedy byłyby dwie nagrody - ludzka pamięć i spełnienie skrytego pragnienia...&lt;br /&gt;Jestem wnuczką przedwojennej bardzo dobrze wykształconej nauczycielki, urodzonej w 1895 roku, która uczyła mnie bycia porządnym, uczciwym,&lt;br /&gt;gotowym w każdej sytuacji do pomocy innym, wznoszącym się ponad swe słabości, człowiekiem.&lt;br /&gt;Uczyła mnie człowieczeństwa bez potrzeby bycia zauważanym.&lt;br /&gt;Jestem więc głęboko przekonana, że najprawdziwsze, najbardziej lśniące diamenty pozostaną niezauważone, a akcja wprawdzie przybierze charakter misji &lt;br /&gt;w poczuciu dobrze spełnianego obowiązku, ale z finałem&lt;br /&gt;mijającym się z prawdą.&lt;br /&gt;Czego nie życząc, ale przewidując, trochę się boję.&lt;br /&gt;Z poważaniem&lt;br /&gt;Joanna Grochowska&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-6865422803140660929?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/6865422803140660929/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/10/wwwzwyklybohaterpl.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6865422803140660929'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6865422803140660929'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/10/wwwzwyklybohaterpl.html' title='www.zwyklybohater.pl'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-2586303679583539251</id><published>2011-09-02T14:47:00.000-07:00</published><updated>2011-09-03T13:14:58.697-07:00</updated><title type='text'>"Trans" w transie czy trans w "Transie"?</title><content type='html'>“Trans” to pierwsza przeczytana przeze mnie książka Manueli Gretkowskiej.&lt;br /&gt;Do tego momentu pisarka jawiła mi się jako medialna (a może nie tylko) skandalistka, myślę, że po kobiecemu przewrotnie zwracająca w ten sposób na siebie uwagę. Kiedy widywałam Ją w telewizji, zwykle z przyjemnością słuchałam ciekawych wypowiedzi, niekoniecznie się z Nią zgadzając. Niemniej nie można było nie zauważyć błyskotliwej inteligencji, rzeczowego podchodzenia do problemów oraz kultury prowadzenia sporu / dyskusji / rozmowy.&lt;br /&gt;“Trans” popularyzowany jako historia toksycznej miłości Autorki i Andrzeja Żuławskiego w sezonie ogórkowym zachęcał do zmierzenia się z tematem cudzych problemów uczuciowych.&lt;br /&gt;Zwłaszcza, że osoba pisarza i reżysera, znana mi od lat,  kojarzyła mi się nieodmiennie z modliszką  pożerającą swe ofiary. Poczynając od historii filmu “Trzecia część nocy”, po nakręceniu którego Małgorzata Braunek, wtedy piękna i młoda jego żona, grająca w owym czasie główne role u samego Wajdy, dla wyciszenia pobudzonego przez psychopatycznego reżysera ego wybrała buddyzm i ucieczkę do Indii, przez Iwonę Petry, wprawdzie nie aktorkę, ale debiutantkę grającą tytułową “Szamankę”, która skończyła leczeniem psychiatrycznym po Sophie Marceau, która po wieloletnim związku też odeszła, na szczęście nie na leczenie, a do młodszego mężczyzny .&lt;br /&gt;Książka trudna do szybkiego, jak na sezon ogórkowy przystało przyswajania, w części zasadniczej zamiast prostej narracji, pełna jest egzystencjalnych, nieco histerycznych odniesień, w tym do antropologii kultury (którą autorka studiowała), a także różnych metafizycznych wrażeń i przeżyć będących wynikiem kontaktu z substancjami halucynogennymi. Stanowią one dodatek do opisywanych sytuacji zwyczajnych, które pewnie miały nadać odbiorcy wymiar nadzwyczajny i tym samym sprawiać wrażenie wyrafinowanego intelektualnie tekstu. &lt;br /&gt;Czytając odnosiłam wrażenie, że Manuela Gretkowska chciała się z tym fragmentem swojego życia złapać za bary i rozliczyć, gdyż była to miłość niezwykle toksyczna, wiernopoddańcza, kiedy kobieta całkowicie gubi swą godność. Ale jednocześnie pokazać siebie jako kogoś zupełnie innego, jakby stojącego ponad, mimo że reżyser sprowadzał swoje kobiety wyłącznie do roli kapłanki spełnionego seksu i stale obecnych służących.&lt;br /&gt;Kiedy jednak miłość do niego się wypala i  bohaterka dojrzewa do rozstania, przeprowadza na końcu swej powieści, a może raczej spowiedzi? dokładną i bardzo szczegółową wiwisekcję sytuacji, która pomaga jej przywrócić utraconą równowagę. Owa wiwisekcja jest czymś w rodzaju samousprawiedliwienia czy może raczej samorozliczenia z czasem minionym, wstydliwym i pełnym pogardy ze strony partnera. Szczególnie, że nie ukrywa swojej niezwykłej wrażliwości, umiejętnie cyzelowanej między poszczególnymi fragmentami przeżyć, choć i skrywanej pod płaszczykiem wyemancypowania.&lt;br /&gt;Powieść pełna jest zupełnie niepotrzebnych paranaukowych dygresji, mających pewnie "zaświadczać" o wiedzy i intelekcie autorki, a tym samym być może zaprzeczać wizerunkowi skandalistki. Jednak  posługiwanie się niewybrednie dosadnymi by nie rzec wulgarnymi opisami intymnego życia bohaterów, fakt ten tylko potwierdza. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że książka nosząc znamiona catharsis w rezultacie nosi charakter nieco kabotyńskiego samobiczowania, co tym samym sytuuje ją wśród rozchwianej emocjonalnie literatury, którą uprawia także ukochany autorki - bohaterki.&lt;br /&gt;Trudno zatem polecać ją jako kanikułowo “lekką, łatwą i przyjemną”, bo jest w wymiarze intelektualnym miałka, a w warstwie czytelniczej męcząca.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-2586303679583539251?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/2586303679583539251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/09/trans-w-transie-czy-trans-w-transie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2586303679583539251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2586303679583539251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/09/trans-w-transie-czy-trans-w-transie.html' title='&quot;Trans&quot; w transie czy trans w &quot;Transie&quot;?'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-1364939707216783011</id><published>2011-08-26T07:57:00.000-07:00</published><updated>2011-08-26T13:24:30.531-07:00</updated><title type='text'>No i stało się!</title><content type='html'>No i stało się!&lt;br /&gt;Jednak Andrzej Siezieniewski został prezesem Zarządu Polskiego Radia!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wirtualnemedia.pl  Wiadomości  Radio  Polskie Radio &lt;br /&gt;2011-08-26 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Andrzej Siezieniewski: przywrócę Polskiemu Radiu normalność&lt;br /&gt;Będę chciał przywrócić radiu normalność i stworzyć dziennikarzom warunki do rzetelnej pracy; będę starał się działać jak chirurg: ostrożnie, ale stanowczo - powiedział Andrzej Siezieniewski, powołany w piątek na prezesa Polskiego Radia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dzisiaj Polskiemu Radiu potrzebny jest przede wszystkim spokój. Po latach demontażu tej instytucji, politycznych huraganów, które przez nią się przetoczyły, będę chciał jej przywrócić jakąś normalność. Będę chciał stworzyć dziennikarzom warunki do rzetelnej pracy dla słuchaczy" - powiedział nowy prezes Polskiego Radia, powołany w piątek przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji na wniosek rady nadzorczej spółki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podkreślił, że jeszcze kilka lat temu PR było instytucją najwyższego zaufania publicznego, ma swój kodeks etyczny i wysokie standardy profesjonalne. "Bardzo wierzę, że uda się to wszystko przywrócić, niezależnie od tego, jak mocno zamieszano w tej instytucji. Radia słuchają codziennie miliony ludzi, będę starał się zrobić wszystko, oczywiście z całym zespołem, zwłaszcza dziennikarskim, żeby ta liczba rosła, a nie malała, chociaż ostatnio tendencja była niepokojąca, może z wyjątkiem Trójki" - powiedział.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ocenie Siezieniewskiego słuchacze Polskiego Radia muszą być "absolutnie pewni", że przekazuje ono rzetelne informacje i kompetentny komentarz oraz daje możliwość poznania różnych punktów widzenia na sprawy otaczającego świata. "Chciałbym, żeby Polskie Radio mogło w pełni realizować wszystkie swoje zadania, żeby było źródłem prawdziwych wartości, a nie manipulacji i partyjnej indoktrynacji, co, niestety, było jego udziałem w ostatnich latach" - powiedział.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prezes zwrócił też uwagę na trudną sytuację finansową PR, która - jego zdaniem - spowodowana jest nie tylko spadkiem wpływów abonamentowych, ale też chybionymi inwestycjami. Jak ocenił, z realizacją części z nich można było poczekać, "zakładając, że najważniejszy jest program radia".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Radiu niezbędne jest zapewnienie stabilnych źródeł finansowania i zminimalizowanie straty, jaką w tym roku zapewne będzie miało. Myślę, że tutaj jest wielkie zadanie dla telewizji publicznej i radia, rozgłośni regionalnych, Związku Pracodawców Mediów Publicznych (jego prezesem jest Jolanta Wiśniewska, która zasiada w zarządzie PR - red.), żeby o tę stabilność finansowania można było zabiegać i ją zapewnić" - powiedział.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jeśli będą spełnione te dwa warunki - trwałe fundamenty finansowe oraz spokój i możliwość normalnego realizowania zadań przez ludzi, którzy pracują w PR, to o losy tej instytucji jestem spokojny" - dodał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytany o to, czy planuje zmiany w programach PR, Siezieniewski powiedział, że przede wszystkim będzie chciał przyjrzeć się koncepcji "Radia na wizji". Realizowany przez Program Czwarty PR projekt ruszył na początku br., jest to całodobowy kanał radiowy dostępny przez internet, sieci kablowe i platformy satelitarne. W ramach projektu dla TVP HD rejestrowany jest też obraz audycji "Sygnały dnia" radiowej Jedynki; nagrywany jest też obraz "Salonu politycznego Trójki".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"To jest eksperymentalne zderzenie dwóch mediów i obawiam się, że ze szkodą dla radia. Trzeba będzie przyjrzeć się całej tej koncepcji, jej efektywności ekonomicznej, biznesplanowi, a także założeniom merytorycznym - czy ta antena rozwiązuje któreś z zadań misyjnych, które przed radiem publicznym stoją. (...) To jest obszar, który generuje spore wydatki, a nie daje efektu finansowego ani merytorycznego" - ocenił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako kolejne pilne zadanie dla zarządu Siezieniewski wymienił podjęcie działań zaradczych, mających powstrzymać spadek słuchalności Jedynki. Jak podkreślił, dzieje się tak, choć ta antena ma "wszystkie warunki techniczne do tego, żeby docierać do 100 proc. obywateli kraju". "Nie możemy pozwolić sobie na to, żeby główna antena kurczyła się i spadała na kolejne pozycje w rankingu rozgłośni najchętniej wybieranych przez słuchaczy" - podkreślił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocenił, że wzorem do naśladowania w innych programach PR mogą być rozwiązania przyjęte w Trójce, która - w jego ocenie - ma "niezłe wyniki" i "jest na bardzo dobrej drodze do tego, żeby jeszcze poprawić swoją pozycję na rynku radiowym".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siezieniewski nie chciał rozmawiać o ewentualnych zmianach personalnych na kierowniczych stanowiskach. "Wcześniej muszę się z tymi ludźmi spotkać, poznać ich koncepcje i punkt widzenia. (...) Jestem radiowcem od kilkudziesięciu lat, znam warsztat radiowy, znam mechanizmy, jakie radiem rządzą. Będę starał się działać jak chirurg: ostrożnie, ale stanowczo" - zapewnił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak istotnie już raz działał jak chirurg cynicznie wycinając Trójce mózg, tym samym czyniąc z niej martwego gnoma pod nazwą słoneczna trUjka.&lt;br /&gt;Ciekawe co, kiedy i komu teraz wytnie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-1364939707216783011?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/1364939707216783011/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/08/no-i-stao-sie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1364939707216783011'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1364939707216783011'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/08/no-i-stao-sie.html' title='No i stało się!'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-3578386762880928565</id><published>2011-08-26T00:01:00.000-07:00</published><updated>2011-08-26T00:01:26.143-07:00</updated><title type='text'>Czyżby???</title><content type='html'>"Wirtualne Media" z 26.08.2011 piszą:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[...] "Magda Jethon, szefowa radiowej Trójki powiedziała w rozmowie z Wirtualnemedia.pl, że nie zgadza się z zarzutami Marka Gawkowskiego, jakoby był dyskryminowany przez pracowników Programu 3 PR. - W Trójce nigdy nie było przypadków mobbingu -zapewnia Jethon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Reakcja szefowej radiowej Trójki jest odpowiedzią na pozew, jaki Marek Gawkowski, przebywający obecnie na zwolnieniu lekarskim wiceszef Trójki, złożył przeciwko Polskiemu Radiu. Stwierdza w nim m.in., że stał się obiektem kpin w oczach współpracowników z Trójki, był dyskryminowany i wyśmiewany oraz stosowano wobec niego mobbing.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie zgadzam się z treścią pozwu pana Marka Gawkowskiego. W Trójce nigdy nie było przypadków mobbingu. Nie dochodziło też do dyskryminowania kogokolwiek. Niemożliwe jest więc, abym ja lub ktokolwiek z zespołu dopuścił się takich praktyk. To niepoważne oskarżenie. Jestem przekonana, że wyrok sądu w tej sprawie będzie sprawiedliwy - powiedziała w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Magdalena Jethon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marek Gawkowski objął funkcję wicedyrektora Trójki wiosną 2010 roku. Z Polskim Radiem związany jest od 2004 roku."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyżby???&lt;br /&gt;To dlaczego pracownicy przemykają się korytarzami jakby się bali własnego cienia?&lt;br /&gt;Dlaczego uprawia się - mówiąc językiem młodzieżowego targetu - lans tych, którzy są lojalni i jedynie słusznie oddani?&lt;br /&gt;Dlaczego antena pełna jest tych, którzy NA PEWNO nie powinni pracować przed mikrofonem, a pozbawiona tych, którzy mają mikrofonowe referencje, by nie powiedzieć wyraźniej?&lt;br /&gt;Zero mobbingu? &lt;br /&gt;Nigdy w Trójce takie rzeczy nie miały miejsca?&lt;br /&gt;Nawet ja, jako skromny słuchacz jedynie, znam przynajmniej jeden taki przypadek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale "czyż przewidzieć można z góry co wymyślą kreatury?", zwłaszcza jeśli "niejednego karła własna małość zżarła" (J. Sztaudynger).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przy okazji: wczorajsze "WM" podały, że KRRiT przełożył termin posiedzenia w sprawie powołania Andrzeja Siezieniewskiego na stanowisko prezesa Zarządu PR, ze środy (24.08.2011) na piątek (26.08.2011).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-3578386762880928565?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/3578386762880928565/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/08/czyzby.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3578386762880928565'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3578386762880928565'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/08/czyzby.html' title='Czyżby???'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-2379366128036607198</id><published>2011-08-11T09:39:00.000-07:00</published><updated>2011-08-11T09:39:33.571-07:00</updated><title type='text'>Czyżby powtórka z rozrywki???</title><content type='html'>Postanowiłam zainteresować tematem Facebook, gdzie za pośrednictwem Znajomego Protestanta ma ukazać się poniższy tekst:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Witam,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. sierpnia usłyszałam w Programie 3 Polskiego Radia informację, że tym razem - po nieudanym starcie Jarosława Hasińskiego - Andrzej&lt;br /&gt;Siezieniewski został rekomendowany przez Radę Nadzorczą PR Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji na stanowisko prezesa zarządu Polskiego&lt;br /&gt;Radia.&lt;br /&gt;Moja radośc z faktu przegranej Jarosława Hasińskiego okazała się być nadzwyczaj krótkotrwała bo kandydatem została osoba, która ma&lt;br /&gt;wyjątkowo trwałe "zasługi" w niszczeniu radia i raczej powinna być pociągnięta do odpowiedzialności za swoją radosną twórczość na rzecz rugowania nie tylko misji, ale i ludzi, niż powołana na zajmowane już kiedyś stanowisko.&lt;br /&gt;Zachodzę w głowę jak to w ogóle jest możliwe, szczególnie w sytuacji kiedy ów kandydat odpadł w poprzednich wyborach, a do kolejnych zgłosiło się kilku nowych - być może lepszych. W tym gronie występuje również postać kuriozalna - Witold Laskowski!!!&lt;br /&gt;Ten sam, który piastując stanowisko dyrektora Trójki - Programu 3 PR zasłynął doprowadzeniem do upadku tego najlepszego eteru w Polsce!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Funkcję tę objął gdy stracił posadę korespondenta TVP w Moskwie.&lt;br /&gt;Starając się obecnie o tę wyjątkowo dobrą synekurkę wie co robi, bo właśnie... stracił stanowisko dyrektora TVP Polonia.&lt;br /&gt;W roku 2001, krótko po chybionym wyborze Witolda Laskowskiego na stanowisko dyrektora Trójki, Maria Wiernikowska opublikowała list do ówczesnego Prezesa Polskiego Radia, w którym wyjawiała prawdziwe powody odwołania przyszłego dyrektora Programu 3, co bardzo trudno byłoby nazwać dobrą rekomendacją.&lt;br /&gt;Pikanterii sytuacji dodaje fakt, że w tym ustawionym od początku do końca "konkursie" startował również Grzegorz Miecugow, nie tylko&lt;br /&gt;człowiek radia, ale i wieloletni dyrektor tego programu, co mam nadzieję dawało sporo do myślenia.&lt;br /&gt;Aktualnie jawi się więc prosty scenariusz: Andrzej Siezieniewski dostaje w połowie sierpnia błogosławieństwo KRRiTu, a następnie powołuje "zasłużonego" Witolda Laskowskiego na dyrektora Trójki, który w ramach powtórki z rozrywki natychmiast uczyni z niej coś, co u&lt;br /&gt;słuchaczy zyskało ongiś jakże znaczącą nazwę "trUjka".&lt;br /&gt;Nie jestem sympatyczką Magdaleny Jethon i chciałabym aby została pociągnięta do odpowiedzialności za psucie anteny, lansowania ludzi, którzy tam nigdy nie powinni się znaleźć, uprawiania kolesiostwa, ale w zestawieniu z Witoldem Laskowskim można Ją uznać niemal za&lt;br /&gt;reformatora.&lt;br /&gt;Nie można jednak zapomnieć, że wyjątkowo dzielnie sekundowała Witoldowi Laskowskiemu w skandalicznym, pseudoreformatorskim niszczeniu podległej mu anteny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabym się mylić i mam nadzieję, że to straszny sen.&lt;br /&gt;Jednak póki co "strach się bać" szczególnie, że jakoś wciąż nie zwycięża zdrowy rozsądek, a "układy", które nadal obecne i chyba tak&lt;br /&gt;samo jak prowizorki nie do przeskoczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joanna Grochowska zaangażowana w trójkowy protest od 2000 roku, najpierw obecna na stronie www.tajniak.pl, potem www.trojka.net,&lt;br /&gt;obecnie na swoim blogu http://joannagrochowska.blogspot.com, na który&lt;br /&gt;zapraszam!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/czy-na-pewno-tak-sie-wybiera-rady.html&lt;br /&gt;http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/komitet-miosnikow-trojki-rozwazan-ciag.html&lt;br /&gt;http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/list-do-ministra-mswia-grzegorza.html&lt;br /&gt;http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/w-dniu-22-sierpnia-2009-2024-uzytkownik.html&lt;br /&gt;http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/10/dzis-tylko-sow-kilka.html&lt;br /&gt;http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/11/list-do-wodzimierza-czarzastego-i.html&lt;br /&gt;http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/03/list-otwarty-do-wszystkich.html&lt;br /&gt;http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/06/alejka-radiowej-trojki-czyli-jak.html&lt;br /&gt;http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/06/jakiez-to-polskie-czyli-ciemne-strony.html&lt;br /&gt;http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/07/czy-jednak-jarosaw-hasinski-prezesem.html&lt;br /&gt;http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/07/na-razie-zwyciezy-zdrowy-rozsadek.html&lt;br /&gt;http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/08/powtorka-z-rozrywki-czyli-list-do-jana.html&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-2379366128036607198?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/2379366128036607198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/08/czyzby-powtorka-z-rozrywki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2379366128036607198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2379366128036607198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/08/czyzby-powtorka-z-rozrywki.html' title='Czyżby powtórka z rozrywki???'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-1433507028887531879</id><published>2011-08-04T00:43:00.000-07:00</published><updated>2011-08-04T00:43:14.085-07:00</updated><title type='text'>Wirtualne Media z 4.08.2011 r. piszą: Andrzej Siezieniewski ma zostać nowym prezesem Polskiego Radia</title><content type='html'>Andrzej Siezieniewski ma zostać nowym prezesem Polskiego Radia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"RN Polskiego Radia zdecydowała w środę, że nowym prezesem spółki powinien zostać Andrzej Siezieniewski. Wniosek o jego powołanie trafi teraz do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Siezieniewski został wyłoniony przez RN w ponownym konkursie na prezesa Polskiego Radia. Powtórzenie konkursu było konieczne, ponieważ w połowie lipca KRRiT odmówiła powołania na to stanowisko rekomendowanego wcześniej przez RN Jarosława Hasińskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siezieniewski był już prezesem Polskiego Radia - w latach 2002-2006. Do zarządu spółki wszedł w 1998 r.; wcześniej pracował jako dziennikarz w Polskim Radiu i pełnił funkcję szefa Informacyjnej Agencji Radiowej. W latach 1976-1982 był korespondentem tej rozgłośni w Moskwie. Siezieniewski był wymieniany przez b. redaktora naczelnego "Trybuny" Janusza Rolickiego jako jeden z uczestników spotkań z przywódcami SLD w 1998 roku, na których miano kształtować strategię propagandową w mediach publicznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W konkursie na prezesa Polskiego Radia startowało siedem osób. Poza Siezieniewskim byli to: Krzysztof Michalski, który stał na czele spółki w latach 1993-1998; Tomasz Heryszek - członek zarządu i zastępca redaktora naczelnego publicznego Radia Katowice; Janusz Daszczyński - członek zarządu TVP za prezesury Ryszarda Miazka, także były szef Telewizji Gdańsk i dyrektor polskiego pawilonu na Expo 2010 w Szanghaju; Witold Laskowski - wieloletni korespondent TVP w Moskwie, do niedawna szef TVP Polonia; redaktor naczelny Polskiego Radia Katowice Jacek Filus oraz odwołany w ubiegłym tygodniu ze stanowiska szef radiowej Jedynki Ryszard Hińcza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do etapu rozmów kwalifikacyjnych, które odbyły się w środę, RN zakwalifikowała trzech kandydatów: Siezieniewskiego, Michalskiego i Daszczyńskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecnie zarząd Polskiego Radia jest dwuosobowy - w połowie lipca KRRiT na członków zarządu spółki powołała Jolantę Wiśniewską i Henryka Cicheckiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W myśl ustawy o rtv prezesa Polskiego Radia powołuje Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji na wniosek Rady Nadzorczej spółki. Najbliższe posiedzenie KRRiT zaplanowane jest na drugą połowę sierpnia."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Strach się bać"!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-1433507028887531879?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/1433507028887531879/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/08/wirtualne-media-z-4082011-r-pisza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1433507028887531879'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1433507028887531879'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/08/wirtualne-media-z-4082011-r-pisza.html' title='Wirtualne Media z 4.08.2011 r. piszą: Andrzej Siezieniewski ma zostać nowym prezesem Polskiego Radia'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-8273498712712571411</id><published>2011-08-03T14:45:00.000-07:00</published><updated>2011-08-10T13:26:38.984-07:00</updated><title type='text'>Powtórka z rozrywki czyli list do Jana Dworaka</title><content type='html'>Szanowny Panie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Usłyszałam dziś w Trójce informację, że tym razem Andrzej Siezieniewski jest rekomendowany KRRiTowi na stanowisko prezesa Polskiego Radia.&lt;br /&gt;Przegrał dotychczasowy prezes i dobrze, niech wraca do telewizji, może tam się lepiej sprawdzi.&lt;br /&gt;Ale to spowodowało, że ponownie stanął w  szranki odrzucony "w pierwszym czytaniu" Andrzej Siezieniewski (jak to możliwe?), którego już znamy z psucia radia - patrz wieloletnia i niekończąca się historia haniebnego upadku najlepszego eteru w Polsce - Programu 3 PR, czego chyba nie muszę Panu ani uzasadniać, ani udowadniać, bo jak rozumiem żyje Pan w tym kraju:-(&lt;br /&gt;Wśród kandydatów na prezesa była też postać wyjątkowo "zasłużona" w owym przerabianiu dobrego na złe, czyli niejaki Witold Laskowski, który objął stanowisko dyrektora Trójki gdy stracił funkcję korespondenta TVP w Moskwie, a teraz stracił stanowisko dyrektora TVP Polonia.&lt;br /&gt;Maria Wiernikowska opublikowała po tym chybionym wyborze (przypomnę: startował także wtedy w ustawionym od początku "konkursie" człowiek&lt;br /&gt;radia i jego były dyrektor Grzegorz Miecugow) list do ówczesnego Prezesa Polskiego Radia, w którym wyjawiała prawdziwe powody odwołania przyszłego dyrektora Programu 3, co bardzo trudno byłoby nazwać dobrą rekomendacją.&lt;br /&gt;Jawi się więc proste równanie, Andrzej Siezieniewski dostaje błogosławieństwo KRRiTu, a następnie powołuje "zasłużonego" Witolda Laskowskiego na dyrektora Trójki, który w ramach powtórki z rozrywki natychmiast uczyni z niej ponownie "flagową" TrUjkę.&lt;br /&gt;Nie jestem sympatyczką Magdaleny Jethon i chciałabym aby została pociagnięta do odpowiedzialności za psucie anteny, lansowania ludzi, którzy tam nigdy nie powinni się znaleźć, uprawiania kolesiostwa, ale w zestawieniu z Witoldem Laskowskim można Ją uznać niemal za reformatora.&lt;br /&gt;Nie można jednak zapomnieć, że wyjątkowo dzielnie sekundowała Pryncypałowi Laskowskiemu w uzyskaniu skandalicznego efektu "słonecznej TrUjki".&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że wykaże się Pan zdrowym rozsądkiem i nie dopuści do kolejnej katastrofy w tym programie, bo tego on już nie przeżyje.&lt;br /&gt;Pozwoliłam sobie na poniższe uwagi na naszym stowarzyszeniowym forum, a Pana zapraszam też na swój blog http://joannagrochowska.blogspot.com&lt;br /&gt;Joanna Grochowska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Witam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie Trójka podała informację, że Rada Nadzorcza PR zarekomendowała na stanowisko prezesa PR Andrzeja Siezieniewskiego!!!!!!&lt;br /&gt;Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że wśród startujących na tą funkcję był Witold Laskowski, który niedawno stracił posadę dyrektora TV Polonia, można łatwo skojarzyć, że będziemy mieli w najbliższym czasie powtórkę z rozrywki, tyle, że bardzo mało wesołą...zostanie pewnie znów dyrektorem flagowym Trójki, by zrobić to co umie najlepiej, czyli&lt;br /&gt;zepsuć, to co udało się cośkolwiek naprawić...&lt;br /&gt;Wtedy też był akurat bez pracy, bo wyrzucono Go z TVP. Pełnił ówcześnie funkcję korespondenta TVP z Moskwy.&lt;br /&gt;Marna to perspektywa! Witaj TrUjko!&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;Joanna Grochowska&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-8273498712712571411?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/8273498712712571411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/08/powtorka-z-rozrywki-czyli-list-do-jana.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/8273498712712571411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/8273498712712571411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/08/powtorka-z-rozrywki-czyli-list-do-jana.html' title='Powtórka z rozrywki czyli list do Jana Dworaka'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-6586250310691174639</id><published>2011-07-12T06:30:00.000-07:00</published><updated>2011-07-12T06:33:17.886-07:00</updated><title type='text'>Na razie zwyciężył zdrowy rozsądek...</title><content type='html'>Wirtualne Media z 12.07.2011 r. piszą:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[...]"KRRiT: Hasiński nie zostanie prezesem Polskiego Radia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Henryk Cichecki i Jolanta Wiśniewska to członkowie nowego zarządu Polskiego Radia - zdecydowała we wtorek KRRiT. Jednocześnie odrzuciła wniosek RN PR o powołanie Jarosława Hasińskiego na prezesa spółki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cichecki i Wiśniewska powołani zostali przez KRRiT na członków zarządu Polskiego Radia z dniem 12 lipca. Oznacza to, że od wtorku radio ma dwuosobowy zarząd bez prezesa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hasińskiego, kierującego Polskim Radiem od listopada 2009 r., na stanowisko prezesa w nowym zarządzie RN rekomendowała w ubiegłym tygodniu [...]. Jak powiedział przewodniczący Rady Stanisław Jędrzejewski, przeciwko tej decyzji opowiedziało się wówczas trzech z siedmiu jej członków. Z nieoficjalnych informacji ze źródeł zbliżonych do RN wynika, że przeciw Hasińskiemu zagłosowali wówczas Jędrzejewski (rekomendowany do rady przez resort kultury), Katarzyna Zielińska (rekomendowana przez resort skarbu państwa) i Marzenna Wojciechowska (wieloletni członek Komisji Prawa Autorskiego przy MKiDN).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaniem Jędrzejewskiego, wkrótce najprawdopodobniej zostanie ogłoszony kolejny konkurs na prezesa Polskiego Radia. Zgodnie z ustawą o rtv zarząd liczy od jednego do trzech członków; według statutu PR, niedawno zatwierdzonego przez MSP - trzy osoby." [...]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowem póki co sprawiedliwości stało się zadość, szczególnie gdy zważyć głosujących przeciw kandydaturze Jarosława Hasińskiego. Teraz trzeba poczekać na dalsze roztrzygnięcia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-6586250310691174639?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/6586250310691174639/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/07/na-razie-zwyciezy-zdrowy-rozsadek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6586250310691174639'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6586250310691174639'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/07/na-razie-zwyciezy-zdrowy-rozsadek.html' title='Na razie zwyciężył zdrowy rozsądek...'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-4710295136251673988</id><published>2011-07-07T05:18:00.000-07:00</published><updated>2011-07-07T05:18:51.101-07:00</updated><title type='text'>Czy jednak Jarosław Hasiński Prezesem Zarządu Polskiego Radia?</title><content type='html'>"Wirtualne Media" z 7.07.2011 piszą:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jarosław Hasiński będzie dalej prezesem Polskiego Radia.&lt;br /&gt;RN Polskiego Radia wnioskuje o ponowne powołanie Jarosława Hasińskiego na stanowisko prezesa spółki. Nowy, trzyosobowy zarząd ma powołać teraz KRRiT.&lt;br /&gt;Rada rekomendowała na członków zarządu spółki także Henryka Cicheckiego i Jolantę Wiśniewską - poinformował wczoraj rzecznik PR Radosław Kazimierski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgodnie z ustawą o rtv członków zarządu Polskiego Radia na wniosek Rady Nadzorczej tej spółki powołuje KRRiT. Nie wiadomo, czy zdąży to zrobić w obecnym składzie - w przyszłym tygodniu prezydent Bronisław Komorowski może potwierdzić wygaśnięcie jej kadencji. Wcześniej opowiedziały się za tym Sejm i Senat. Jeśli tak się stanie, kadencja KRRiT wygaśnie w połowie lipca.[...]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ograniczę się wyłącznie do małej trawestacji cytatu zawartego w dodatku do dzisiejszej GW pt.: "Wielcy Polacy, którzy zmienili świat - Stanisław Lem":&lt;br /&gt;"Odległy musi być czas, w którym kandydatów na najwyższe stanowiska jakichkolwiek urzędów będzie się kierowało na egzaminacyjne filtry, ażeby umysłowości wielostronnie marne bez wszelkiego miłosierdzia kierować do robót publicznych".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-4710295136251673988?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/4710295136251673988/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/07/czy-jednak-jarosaw-hasinski-prezesem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4710295136251673988'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4710295136251673988'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/07/czy-jednak-jarosaw-hasinski-prezesem.html' title='Czy jednak Jarosław Hasiński Prezesem Zarządu Polskiego Radia?'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-7376879547727945115</id><published>2011-07-02T13:33:00.000-07:00</published><updated>2011-07-03T01:12:54.233-07:00</updated><title type='text'>Krótko i węzłowato (oraz na szybko) czyli I Kongres Ruchu Palikota</title><content type='html'>Byłam dziś na I. Kongresie partii Janusza Palikota, która obecnie nosi nazwę Ruch Palikota.&lt;br /&gt;Był to Kongres wyborczy, ale w drugiej części otwarty dla zainteresowanych. Dostałam zaproszenie.&lt;br /&gt;Było nieco happeningowo, ale nade wszystko rzeczowo, merytorycznie i zgodnie z prawdą.&lt;br /&gt;To słowo jest raczej obecnie w słowniku wyrażeń nieużywanych lub raczej nadużywanych, bo ci co twierdzą, że mówią prawdę - tak naprawdę omijają ją szerokim łukiem populizmu.&lt;br /&gt;Janusz Palikot mówił o tym, o czym można przeczytać w Jego programie, o państwie przyjaznym, nowoczesnym, społecznym (nie mylić z solidarnym!), a przede wszystkim OBYWATELSKIM! za co zebrał największe, nie wymuszone brawa!&lt;br /&gt;Mówił nie używając słów wielkich, nadnaturalnych, przesadnych, a słów zgodnych z semantycznym ich znaczeniem, co dziś nader rzadko można zauważyć w polityce. Bez trudu trafiał w sedno problemów, ich niebłahego znaczenia, bo sam doznał w życiu politycznym syndromu władzy (mojej ulubionej "waadzy"!) i jego niezmiennego od lat znaczenia, znaczenia - na razie - niepokonanego.&lt;br /&gt;Bo na pokonanie tego syndromu Janusz Palikot ma nadzieję i oby Mu się to udało!&lt;br /&gt;Oglądałam wieczorem TVN-owskie Fakty i... ani jednym słowem prowadzący się nie zająknęli o tym fakcie.&lt;br /&gt;PJN się zakrztusi, Joanna odejdzie?, odeszła?, przeszła?, będzie w PO?, nie będzie?, kichnęła!, śmiała się!, płakała? - TVN sekunduje.&lt;br /&gt;Janusz Palikot konsekwentnie walczy o elektorat, wybiera zgodnie z przyjętym statutem władze nowej, innej niż obecne na rynku politycznym partii, tworzy struktury, zaprasza sympatyków na kongres (odbywający się w środku Warszawy, w wolną sobotę, w dawnym kinie, obecnie teatrze Bajka) - TVNu nie ma.&lt;br /&gt;Szkoda, że tak dobra telewizja jaką jest TVN nie jest obiektywna w ocenie funkcjonujących na "arenie politycznej" partii, ich przedstawianiu, ich równemu traktowaniu, powiem więcej traktuje Ruch Palikota z uśmiechem lekceważenia, cynizmem, niedowierzaniem by nie rzec politowaniem.&lt;br /&gt;To smutne, bo kto jak nie inteligencja, inteligencja niezależna, nie związana żadnymi i z żadnymi układami powinna wyznaczać przyszłość kraju, który wbrew obiegowej opinii zaściankiem jest??? &lt;br /&gt;I długo będzie, bo toniemy w populistycznej magmie. Czy to ze strony PO, PiSu, PSL czy SLD.&lt;br /&gt;Nawet jeśli uznać Janusza Palikota za oryginała, to jest On dziesięć razy bardziej praktyczny, liberalny i obywatelski niż Platforma Obywatelska, z której Go wyrzucono.&lt;br /&gt;I może niekoniecznie Jemu, ale Jego Rozumowi należy się publiczna uwaga, choć TVN publiczna telewizją nie jest. Ale przez lata swego&lt;br /&gt;istnienia pokazała, że spełnia taką właśnie rolę, mało tego, do tej roli rości sobie prawo.&lt;br /&gt;Nie jestem członkiem partii Janusza Palikota, jestem jej sympatykiem jak i kilku mniejszych, &lt;br /&gt;i większych ruchów partyjnych (także obecnych na scenie politycznej), ale przede wszystkim jestem liberałem co znaczy, że oczekiwałabym równego traktowania w przekazach telewizyjnych wszystkich pozostających - poza PO, PiS, PSL czy SLD - na scenie politycznej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-7376879547727945115?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/7376879547727945115/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/07/krotko-i-wezowato-oraz-na-szybko-czyli.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7376879547727945115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7376879547727945115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/07/krotko-i-wezowato-oraz-na-szybko-czyli.html' title='Krótko i węzłowato (oraz na szybko) czyli I Kongres Ruchu Palikota'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-7547414264148181442</id><published>2011-06-18T01:38:00.000-07:00</published><updated>2011-06-18T05:24:45.031-07:00</updated><title type='text'>Jakież to polskie... czyli ciemne strony wyboru Prezesa Zarządu PR</title><content type='html'>Wczorajsze Wirtualne Media opublikowały poniższy komunikat:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"W najbliższym czasie nie poznamy nowego prezesa Polskiego Radia. Koniec przesłuchań&lt;br /&gt;Rada Nadzorcza Polskiego Radia postanowiła wstrzymać się z decyzjami w konkursie na zarząd spółki do czasu wpisania obecnej rady do KRS i zatwierdzenia nowego statutu - poinformował w czwartek przewodniczący RN Stanisław Jędrzejewski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ponieważ nie ma jasności co do statutu i co do rejestracji Rady Nadzorczej, musimy poczekać na rozstrzygnięcie konkursu jeszcze prawdopodobnie tydzień, jeżeli nie dłużej" - powiedział Jędrzejewski. "Chcemy, żeby to było dla wszystkich jasne, że jesteśmy oficjalnie działającą Radą Nadzorczą" - dodał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czwartek zakończyły się rozmowy kwalifikacyjne z kandydatami do nowego, trzyosobowego zarządu Polskiego Radia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Uważam, że poziom był bardzo wysoki, zgłosili się ludzie rzeczywiście bardzo kompetentni. (...) W większości to byli ludzie, którzy się zetknęli już kiedyś z Polskim Radiem, albo inną stacją, więc wiedzieli, o czym mówią" - podsumował Jędrzejewski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmowy kwalifikacyjne, które zakończyły się w czwartek wczesnym popołudniem, były zamknięte dla publiczności, ale nagrania dźwiękowe z wystąpień kandydatów mają zostać udostępnione na stronie internetowej Polskiego Radia. Jędrzejewski poinformował, że stanie się to dopiero po wyborze zarządu.  "Jeszcze dyskutujemy nad wyborem kandydatów do zarządu. Trudno, żebyśmy publikowali coś, co nie zostało jeszcze zakończone" - wyjaśnił przewodniczący RN.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rada Nadzorcza ma się zebrać ponownie w przyszłym tygodniu, ale nie wskaże osób, które powinny zasiąść w zarządzie, zanim nie wyjaśni się kwestia jej wpisania do Krajowego Rejestru Sądowego oraz zatwierdzenia statutu spółki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jest szansa, że nowa Rada Nadzorcza Polskiego Radia zostanie wpisana do KRS w piątek" - poinformował z kolei w czwartek Maciej Gieros z biura prasowego Sądu Okręgowego w Warszawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast problem ze statutem - jak tłumaczy Jędrzejewski - polega na tym, że dokument nie jest dostosowany do obowiązujących od ubiegłego roku przepisów ustawy o radiofonii i telewizji. Stanowi np., że Rada Nadzorcza wybiera członków zarządu. Tymczasem po nowelizacji ustawy o rtv zarząd powołuje Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, na wniosek Rady Nadzorczej spółki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak poinformowała rzeczniczka prasowa KRRiT Katarzyna Twardowska, statut Polskiego Radia został w czwartek po południu pozytywnie zaopiniowany przez Krajową Radę. Teraz dokument czeka na zatwierdzenie przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy spółki, czyli ministra Skarbu Państwa. Potem musi jeszcze zostać zgłoszony w KRS.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jędrzejewski - pytany, czy faktyczne odsunięcie w czasie wyboru zarządu Polskiego Radia jest związane z odrzuceniem w czwartek przez Senat sprawozdania KRRiT za 2010 r. - stanowczo zaprzeczył. "Nawet nikt z nas nie wiedział, że zostało odrzucone. Ja nie widzę tu żadnego związku" - powiedział przewodniczący RN.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&gt;&gt;&gt; Kto prezesem PR: Hasiński, Bogdanowski czy Siezieniewski?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czwartek RN odbyła rozmowy kwalifikacyjne z trzema kandydatami na prezesa Polskiego Radia. Jako pierwszy na pytania odpowiadał członek obecnego zarządu Władysław Bogdanowski (b. prezes Radia Olsztyn, działacz Stowarzyszenia Radia Publicznego w Polsce). To jedyny kandydat, który startuje zarówno na prezesa, jak i na członka zarządu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W następnej kolejności RN rozmawiała z obecnym prezesem spółki Jarosławem Hasińskim (sprawuje tę funkcję od listopada 2009 r.). Hasiński to b. dyrektor poznańskiego ośrodka TVP oraz szef Agencji Produkcji Audycji Telewizyjnych za prezesury Roberta Kwiatkowskiego. Współtworzył też i był jednym z dyrektorów w prywatnej, regionalnej Telewizji Silesia. Przesłuchano też b. prezesa Polskiego Radia Andrzeja Siezieniewskiego, który kierował spółką w latach 2002-2006 (wcześniej, od 1998 r. był członkiem zarządu spółki, szefował też Informacyjnej Agencji Radiowej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&gt;&gt;&gt; Za dwa tygodnie nowy prezes Polskiego Radia. Kto walczy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast we wtorek odbyły się przesłuchania dziewięciu kandydatów na członków zarządu. W rozmowach kwalifikacyjnych wzięli udział: Henryk Cichecki (od marca członek RN TVP, w latach 90 członek zarządu Polskiego Radia, zasiadał też w RN "Radia dla Ciebie", związany z PSL), Janusz Daszczyński (członek zarządu TVP za prezesury Ryszarda Miazka, także były szef Telewizji Gdańsk i dyrektor polskiego pawilonu na Expo 2010 w Szanghaju), Marek Kassa (kojarzony z PSL b. wiceszef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej i b. wicedyrektor ówczesnej TVP 3, obecnie rzecznik prasowy Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa), Krzysztof Klimaszewski (b. dyrektor ekonomiczny Polskiego Radia), Mariusz Kosieradzki (b. szef OBOP i b. doradca zarządu Polskiego Radia), Paweł Majcher (członek obecnego zarządu Polskiego Radia, b. prezes i redaktor naczelny Radia Wrocław, pracował też w Radiu Eska, radiowej Jedynce, prowadził programy publicystyczne w TVP Wrocław), Paweł Mathia (główny inżynier Polskiego Radia), Maciej Ramus (doradca ekonomiczny kolejnych zarządów Polskiego Radia, na początku lat 90. wiceprezes TVP) i Jolanta Wiśniewska (w latach 90. redaktor naczelna Radia "Eska", związana także z Radiem "Solidarność" i RMF FM).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do konkursu do zarządu Polskiego Radia wystartowało łącznie 26 osób. Jedna osoba odpadła z przyczyn formalnych, a kolejne 13 nie zostało zakwalifikowanych do przesłuchań przez Radę Nadzorczą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od listopada 2009 r. zarząd Polskiego Radia tworzą: prezes Jarosław Hasiński oraz Paweł Majcher, Wojciech Poczachowski, Dariusz Sienkiewicz i Władysław Bogdanowski."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joanna Grochowska&lt;br /&gt;Zastanawia mnie dlaczego ci wspaniali kandydaci, w większości z doświadczeniem wyniesionym z pracy w TELEWIZJI szybciutko przerzucają swoje oferty do radia??? Czy praca w telewizji ich przerosła (nie czytałam o żadnych spektakularnych osiągnięciach w tym sektorze), więc uważają, że radio jako "łatwiejsze" pozwoli im pozostać na rynku medialnym? &lt;br /&gt;Można bez trudu wyciągnąc taki wniosek, bo wieloletnie kłopoty telewizji (i radia też) z zatrudnieniem profesjonalnych prezesów, ich zastępców tudzież pracowników kolejnych szczebli wskazuje, że nie są oni dostatecznie dobrze do tej pracy przygotowani i predystynowani, a może odwrotnie.&lt;br /&gt;Przejrzałam kilka komentarzy pod wyżej cytowaną informacją i ze zdumieniem przeczytałam, że Prezes Hasiński w Polskim Radiu to jest to, niemal jak coca cola. Nie wiem skąd te wnioski, bo ja słuchając radia od ponad 50 lat, w tym Trójki stale od 1974 roku, absolutnie się z tym poglądem nie zgadzam. Fakt podwyższonej słuchalności, od dyktatury której słusznie odszedł, stawiając na wysoki poziom antenowy w Programie 3 PR Krzysztof Skowroński, po latach windowania słupków dzięki takim pomysłom jak słoneczna TrUjka, niczego dla misji (czytaj słuchacza) w publicznym radio nie załatwił. Słuchalność za czasów Piotra Zegarłowicza czy potem Piotra Kaczkowskiego była wyższa niż dziś, czemu od 2000 roku się przeczy przez podawanie wyników innej metodologii badań. A był to czas absolutnej świetności Trójki, w której słowo i muzyka, ich prezentowanie, oprawa, emisja było godnym szacunku profesjonalnym sposobem realizacji roli radia publicznego (czytaj misji). Człowiek w Programie 3 był najczulszym ogniwem tego procesu i był wyznacznikiem jego poziomu. Ówczesny prezes Ryszard Miazek nie rozumiejąc faktu posiadania skarbów, którym zawdzięczał ten wysoki poziom rozpoczął - pod wpływem "reformatorów" radia takich jak Egeniusz Smolar - proces stopniowej degradacji anteny, co ostatecznie zaskutkowało tym, że dziś za trójkowe legendy uważa się Piotra Metza, a czołówkę prezenterów stanowi cierpiąca na rotacyzm (!!!) Anna Gacek.&lt;br /&gt;Radio od dawna odczuwa brak fachowców nie tylko kochających radio, ale rozumiejących ich specyfikę, nie tanie miraże słupków słuchalności. Niech więc panowie Hasiński i inni, którzy zdobyli telewizyjne szranki szukają szczęścia dalej w tej części mediów, a radio pozostawią tym, którzy wiedzą (czytaj umieją) co znaczy tworzenie teatru wyobraźni.&lt;br /&gt;Prezes Hasiński nie pokazał lwiego radiowego pazura i m. in. pozwolił na odejście z Trójki świetnie przygotowanych radiowców nie tylko z ogromnym doświadczeniem, ale unikalną dziś kartą mikrofonową. Były prezes Siezieniewski to skompromitowany tworzeniem karykatury radia człowiek, którego "osiągnięciem" była komercjalna słoneczna TrUjka. Obaj zatem powinni zniknąć.&lt;br /&gt;Trzeci z kandydatów Władysław Bogdanowski, jak piszą powyżej człowiek radia, rodzi nadzieję na odrodzoną ambitną Trójkę, tylko czy zostanie wybrany???&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-7547414264148181442?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/7547414264148181442/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/06/jakiez-to-polskie-czyli-ciemne-strony.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7547414264148181442'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7547414264148181442'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/06/jakiez-to-polskie-czyli-ciemne-strony.html' title='Jakież to polskie... czyli ciemne strony wyboru Prezesa Zarządu PR'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-4333126482165543776</id><published>2011-06-13T12:44:00.000-07:00</published><updated>2011-06-14T06:17:08.402-07:00</updated><title type='text'>Alejka Radiowej Trójki czyli jak zapracować na nieusuwalność z funkcji</title><content type='html'>Rozszerzająca się i niemal panosząca ostatnio moda na socrealizm objęła także w piątek 3. czerwca uroczyste nadanie imienia Radiowej Trójki alejce graniczącej z Programem 3 Polskiego Radia. Nie bardzo rozumiem skąd się bierze ta popularność powielania (tu dość marnego) stylu przemówień Władysława Gomułki, nowomowy temu towarzyszącej czy pierwszomajowych (lub innych -owych) propagandowych haseł.&lt;br /&gt;I nomen omen - wywołałam postać I Sekretarza PZPR, za którego czasów Trójka była TĄ, naszą prawdziwą, inteligentną i inteligencką, i bez przesady mówiąc elitarną.&lt;br /&gt;W tym nieeleganckim, by nie rzec prostackim stylu zachęcała do odwiedzenia ogródka Trójki z tej okazji radiowa reklama w wykonaniu samej Pani Dyrektor Magdaleny Jethon, która jednocześnie zaprosiła na inauguracyjny spacer Alejką Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego wraz z Małżonką.&lt;br /&gt;Było to dla mnie żenujące widowisko z silącymi się na koncertowych parodystów prowadzącymi: Piotrem Stelmachem, Piotrem Metzem i Markiem Niedźwieckim, którym wiarygodności nie zapewniły nawet czerwone krawaty.&lt;br /&gt;Można było wprawdzie zaobserwować różnice reakcji na soc- pomysł - wśród mojego pokolenia królował co najwyżej dyskretny uśmiech, wśród młodego pokolenia uśmiech raczej szeroki, ale żadnej hurra optymistycznej reakcji nie zaobserwowałam.&lt;br /&gt;Nic dziwnego bo poza powielanym pomysłem, w takim przedsięwzięciu nie brała udziału prawdziwa elita wspomnianej wyżej TEJ Trójki, którą była do czasu odwołania Piotra Kaczkowskiego w 2000 roku, a potem przez chwilę pod dyrekcją Krzysztofa Skowrońskiego.&lt;br /&gt;Uczestnicząca młodzież czyli cynicznie mówiąc odpowiadający za słuchalność target powinna wiedzieć kto dla tej anteny znaczył (znaczy) najwięcej. Brakowało bowiem legend Programu 3 choćby Jana Borkowskiego, Piotra Kaczkowskiego, Jana Ptaszyna Wróblewskiego, Dariusza Michalskiego, Korneliusza Pacudy, Jacka Fedorowicza, Wojciecha Manna by wspomnieć TYLKO kilka osób. Tych, którzy z racji swoich niezaprzeczalnych zasług dla tworzenia najlepszej (kiedyś) anteny w Polsce powinno być na tej uroczystości znacznie więcej, bo to dzięki ich niepowtarzalnym osobowościom, talentowi, umiejętnościom, pasji klimat Trójki (z którego obecnie nie ma śladu) był kultowym.&lt;br /&gt;Zwłaszcza w sytuacji kiedy z anteny wieje grozą od zapowiadaczy (nie prezenterów!) mających kłopoty z wymową, by o indywidualiźmie nie wspomnieć. &lt;br /&gt;Ta i inne inicjatywy pojawiające się ostatnio z niezwykłą częstotliwością na antenie, będące najczęściej przekuciem cudzych pomysłów na obronę i zatrzymanie funkcji po toczących się w ostatnich dniach wyborach prezesa i członków zarządu, wydaje się być celnym zagraniem a vista.&lt;br /&gt;Kandydatów na prezesa jest trzech, obecny, niczym szczególnym się nie wyróżniający Jarosław Hasiński, członek dotychczasowego zarządu Władysław Bogdanowski i wzbudzający wśród nas popłoch Andrzej Siezieniewski z SLD, który był prezesem w latach 2002 - 2006 i jest osobiście odpowiedzialny za upadek Trójki!&lt;br /&gt;Wydaje mi się, że dwóch pierwszych kandydatów stanowi gwarancję zatrzymania obecnej Pani Dyrektor Magdaleny Jethon, którą kilkakrotnie publicznie rekomendował minister skarbu Aleksander Grad (ministerialne namaszczenia nie podlegają dyskusji, co pokazało przywrócenie na stanowisko Pani Magdy), sugerując tym samym partyjny wybór na stanowisko, które od tego rodzajów sugestii powinno być jak najdalej.&lt;br /&gt;Osoba Andrzeja Siezieniewskiego takiej gwarancji Pani Dyrektor już nie daje...&lt;br /&gt;Zastanawiam się zatem co nas czeka: dalsze zabijanie anteny beztalenciami z wadami wymowy i miałkością programów, czy może powrót słonecznej TrUjki?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-4333126482165543776?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/4333126482165543776/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/06/alejka-radiowej-trojki-czyli-jak.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4333126482165543776'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4333126482165543776'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/06/alejka-radiowej-trojki-czyli-jak.html' title='Alejka Radiowej Trójki czyli jak zapracować na nieusuwalność z funkcji'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-7065345484324808591</id><published>2011-04-22T02:39:00.000-07:00</published><updated>2011-04-22T02:39:00.801-07:00</updated><title type='text'>Wielkanocne życzenia</title><content type='html'>Tęczowych pisanek,&lt;br /&gt;Na stole pyszności,&lt;br /&gt;I wspaniałych gości&lt;br /&gt;Niech to będzie czas uroczy,&lt;br /&gt;Życzę miłej Wielkiej Nocy!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-7065345484324808591?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/7065345484324808591/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/04/wielkanocne-zyczenia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7065345484324808591'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7065345484324808591'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/04/wielkanocne-zyczenia.html' title='Wielkanocne życzenia'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-457984164321522582</id><published>2011-04-10T09:40:00.000-07:00</published><updated>2011-04-10T09:48:32.935-07:00</updated><title type='text'>10. kwietnia 2010 - 10. kwietnia 2011</title><content type='html'>Człowiek umiera... Znowu za szybko!&lt;br /&gt;Człowiek umiera... Razem z nim wszystko...&lt;br /&gt;Tylko wspomnienia po nim zostają,&lt;br /&gt;Które wciąż mgliste z czasem się stają,&lt;br /&gt;Których tak wiele, jednak za mało...&lt;br /&gt;Znowu za szybko wszystko się stało!&lt;br /&gt;Czasu nie było na pożegnanie...&lt;br /&gt;Teraz zostało tylko płakanie.&lt;br /&gt;Teraz ten smutek w garści Cię trzyma,&lt;br /&gt;Trzyma za szyję, dusić zaczyna...&lt;br /&gt;Póki ktoś żyje, to go kochamy,&lt;br /&gt;Lecz to po śmierci go doceniamy.&lt;br /&gt;Wtedy widzimy jaki był cenny, &lt;br /&gt;Wtedy ogarnia smutek brzemienny,&lt;br /&gt;Wtedy to rozpacz, wtedy tęsknota,&lt;br /&gt;Jakże naiwna życia prostota...&lt;br /&gt;Wtedy wyrzuty nami władają,&lt;br /&gt;Wtedy uczucia hołdy składają...&lt;br /&gt;Wtedy za późno na przeprosiny,&lt;br /&gt;Jedno co możemy – wciąż się modlimy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z http://www.zuzinkowyswiat.pl.tl/Wiersze&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-457984164321522582?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/457984164321522582/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/04/10-kwietnia-2010-10-kwietnia-2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/457984164321522582'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/457984164321522582'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/04/10-kwietnia-2010-10-kwietnia-2011.html' title='10. kwietnia 2010 - 10. kwietnia 2011'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-4693803188041146334</id><published>2011-04-01T04:08:00.000-07:00</published><updated>2011-04-01T05:09:38.186-07:00</updated><title type='text'>"Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom, a Prawdom kazać, by za drzwiami stały" czyli wywiad-rzeka z Piotrem Kaczkowskim na 49. rocznicę powstania Programu 3 Polskiego Radia</title><content type='html'>Dziś, 1-go kwietnia mija 49. rocznica powstania Programu 3 Polskiego Radia. Dla mnie najważniejszego programu w życiu, o którego roli mogłabym dość długo pisać i może się kiedyś odważę. &lt;br /&gt;Pomyślałam sobie natomiast, że skoro mam już swój blog, to może udostępnię niedokończony w 2003 roku wywiad-rzekę z Piotrem Kaczkowskim, człowiekiem, bez którego program ten nie miałby ani takiego kolorytu ani takiej siły. Rozmowa ta, dzięki życzliwości ówczesnego redaktora naczelnego częstochowskiego (wtedy) kwartalnika kulturalnego "Aleje 3" Krystiana Piwowarskiego, podzielona na trzy części ukazała się w nr-ach 42-44/2003. &lt;br /&gt;Piotr Kaczkowski obchodził wtedy jubileusz 40-lecia pracy przed mikrofonem, a ja czekałam 5 lat na Jego zgodę. Pierwszy raz zwróciłam się do Niego z taką prośbą w roku 1998, kiedy objął stanowisko dyrektora Programu 3 PR. Jednak zgodę uzyskałam dopiero w lutym 2003 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: Mottem Pańskiej książki „Przy mikrofonie Piotr Kaczkowski” są słowa Edny St. Vincent Millay: „lecz nie ma pociągu, do którego nie wsiądę, nieważne dokąd zmierza”. Czy zawierają jakąś ważną dla Pana tajemnicę, że uczynił je Pan mottem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K. Te słowa zobaczyłem na rozwidleniu dróg mojego życia. Jechałem metrem. Był wieczór przed moimi urodzinami. Miałem w kieszeni bilet lotniczy, który z dużego miasta miał mnie o świcie wywieźć na wyspy, gdzie słońce i palmy, a w tym mieście była plucha, śnieżyca i na ulicach błoto po kostki. Jechałem na bardzo ważne spotkanie, które miało zadecydować o tym czy wracam do Polski, czy zostaję w Stanach Zjednoczonych.&lt;br /&gt;I zdecydowałem, że jadę na te dalekie wyspy, ale potem wracam do Polski. W ten sposób rozstałem się, być może, z częścią mojego przeznaczenia, ponieważ ja i moja pani spokojnie, mądrze, logicznie podjęliśmy decyzję o rozstaniu. Ona nie chciała wracać do kraju, ja chciałem.&lt;br /&gt;Jadąc metrem myślałem o czekającej mnie za chwilę rozmowie i wtedy zobaczyłem ten tekst: „mam wielu wspaniałych przyjaciół i lepszych mieć nie będę, ale jak zobaczę jakiś pociąg to wsiądę do niego, nieważne dokąd jedzie”. To była, jak się potem okazało, jedna zwrotka z długiego wiersza nieżyjącej już amerykańskiej poetki. Ktoś wpadł na pomysł, żeby umilić pasażerom metra podróż i wygrzebał, z różnych być może tomików, kilka linijek o podróżowaniu, wydrukował na kartce papieru, a potem przykleił obok reklam.&lt;br /&gt;To, że usiadłem w tym miejscu i zobaczyłem ów tekst przed sobą, nie jest przypadkiem. Zdążyłem go przepisać zanim wysiadłem w samym środku miasta, na 42 ulicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: Czy dzisiaj żałuje Pan tej decyzji?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K.: Decyzji powrotu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: Tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K.: Nie. Nie wiem czy w ogóle żałowałem jakiejkolwiek decyzji.&lt;br /&gt;Natychmiast po – jesteśmy przekonani o słuszności naszej oryginalnej decyzji, więc nie przyjmujemy do wiadomości faktu, że mogła być zła. A po wielu, wielu latach już się nie pamięta albo można sobie wytłumaczyć, że to jeszcze za wcześnie, żeby wiedzieć czy ta decyzja była słuszna czy nie. Nie, nigdy nie żałowałem żadnej decyzji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: W „Zapowiedzi Początkowej – Maxi” tejże książki, pisze Pan „połowę człowieczeństwa wynosi się z rodzinnego domu, a ja wyniosłem więcej niż połowę”.&lt;br /&gt;Jaki wpływ na rozwój Pańskich zainteresowań i pasji, a także wybór zawodu miał dom rodzinny? Czy rodzice wspierali Pana, czy może odradzali?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K.: Moi rodzice cudownie pozwalali mi być sobą, jeżeli oczywiście dzieciak może być sobą. W domu było pianino, grała na nim mama. Był to jeden z kilku mebli, przepraszam za słowo mebel, które nie zostały rozszabrowane po Powstaniu Warszawskim z małego domku na warszawskim Żoliborzu. Podejrzewam, że było za ciężkie, a poza tym po co komu wtedy było pianino? Rozkradziono różne inne meble, a został wielki stół i nadpalony kawałek kredensu, które mam do dziś, oraz pianino, na którym mama chciała nauczyć mnie grać.&lt;br /&gt;Z domu rodzinnego wyniosłem bardzo wiele, ponieważ moi rodzice jako małżeństwo spędzili ze sobą pół wieku. Gdy myślę o tym, to odnoszę wrażenie, że wynosiłem z niego prawie przez całe moje życie. Rodzice dzielili się ze mną wszystkim także kiedy byłem dorosły, miałem już własną rodzinę i dziecko. Cały czas jeszcze byłem ich dzieckiem, które wiele wynosiło z rodzinnego domu – mimo, że nie mieszkaliśmy już razem.&lt;br /&gt;Cudowne było, że moi rodzice zgadzali się na to, co mnie przyszło do głowy. Jak powiedziałem: „będę jeździł na rowerze” – „świetnie!”, „ale ja będę jeździł na rowerze codziennie” – „doskonale!”, „będę jeździł dwa razy dziennie” – „świetny pomysł!” I tak było właściwie ze wszystkim. Powiedziałem, że muszę skompletować sobie książki – „doskonale!” „Zrobię sobie na nie półkę” – „świetny pomysł!” Być może z tego wzięła się moja miłość do robienia półek. W każdym razie zrobiłem sobie ileś półek i skompletowałem ileś książek.&lt;br /&gt;W pewnym momencie powiedziałem, że już nie będę grał na fortepianie i nie będę chodził do szkoły muzycznej. Pamiętam, że rodzice pytali mnie parę razy czy jestem tego pewien. Prosili, żebym przemyślał swoją decyzję i kiedy już nie chodziłem do szkoły muzycznej, a w domu był fortepian kupiony właściwie dla mnie, przedostatni raz zapytali czy na pewno nie będę na nim grał? „Na pewno”. „To jeszcze się chwilę zastanów, my jeszcze raz cię zapytamy”. Po jakimś czasie powtórzyli jeszcze raz swoje pytanie. Odpowiedziałem: „nie będę więcej grał na fortepianie”. Fortepian został usunięty z domu. Gdy mówię, że w domu nauczono mnie bardzo wiele, to także dlatego, że mogłem sam decydować. Nie zawsze było to przyjmowane z entuzjazmem, natomiast zawsze ze zrozumieniem.&lt;br /&gt;Takie postępowanie rodziców dawało mi możliwość zastanawiania się czy robię dobrze, mądrze i czy to co robię jest słuszne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: Rodzice zapewniali Panu ogromną autonomię. Czy dziś Pan swojej córce również zapewnia taką samą autonomię? Czy ma Pan podobny stosunek do niej, jak mieli Pańscy rodzice do Pana?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K.: Ja miałem to szczęście, że moi rodzice byli cały czas razem. Był duży dom, w którym, gdy byłem dzieckiem, mieszkało dziewięć osób. Moja córka nie miała tego szczęścia, ponieważ była tylko z mamą. Ze mną widywała się raz w tygodniu i były to wizyty ograniczone czasowo. Gdy się spotykałem z Olą, dostawałem listę spraw, które w trakcie spotkania musiałem z nią wykonać. Dopiero teraz, kiedy Ola jest już dorosła i mieszka sama, kiedy mamy czas i chcemy być ze sobą, mogę jej przekazać coś z tego, czego się sam nauczyłem. W tym celu można wyjechać gdzieś razem, co nam się zdarzało parokrotnie, albo po prostu być ze sobą. Bywa, że widujemy się, kiedy nie mamy nic do roboty, nie śpieszymy się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: Słowem nadrabia Pan zaległości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K.: Tak, ja tak. Muszę jej wynagrodzić to trochę skrzywione, stracone dzieciństwo. I ja wiem, że ona wie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: Jest Pan synem znanego fotografika Adama Kaczkowskiego – czy profesja ojca miała wpływ na wybór przez Pana zawodu dziennikarza radiowego, skoro pisze Pan, że zawdzięcza mu „sztukę patrzenia i zauważania"?&lt;br /&gt;Od Michael’a Stipe’a z zespołu R.E.M. w dość niecodziennych okolicznościach dowiedział się Pan, że będąc wielbicielem rysunków Bruno Schulza, jest on posiadaczem książki, która była owocem pracy pańskiego ojca. Co Pan wtedy czuł?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K.: Moment, w którym się dowiedziałem, że Bruno Schulz jest idolem Michael'a Stipe'a był nieoczekiwany. Miało to miejsce w Pradze podczas konferencji prasowej przed koncertem, który jak się później okazało został odwołany. Nagle Michael Stipe nie pytany przez nikogo, powiedział: „Wiem, że są na sali dziennikarze z Polski. Chciałbym im powiedzieć, że jestem wielbicielem twórczości Brunona Schulza”. Z sali, na której było sześćdziesiąt, a może nawet siedemdziesiąt osób z wielu krajów, rozległy się głosy: „Bruno jak?” „Bruno?” „Jaki Bruno?” A on spokojnie mówił: „Schulz. Polak. Zamordowany przez Niemców. Pisarz, ale i rysownik. Jestem wielbicielem jego rysunków. Kupiłem nawet niedawno książkę prezentującą jego prace”.&lt;br /&gt;Dobre trzy lata żyłem rozmowami z moim ojcem o książce, którą przygotowywał dla amerykańskiego wydawnictwa. Była ona przefotografowaniem, rozproszonych w prywatnych rękach i tych, które są w posiadaniu Muzeum Literatury, rysunków Schulza. Wśród nich było sporo znanych prac. Wiem, że ojciec jeździł w różne miejsca, bo ktoś miał np. jeden lub dwa rysunki. Nie wszyscy chcieli się zgodzić na fotografowanie tych prac. Przeważnie przekonywał ich fakt, że rysunki były robione przez Schulza na papierze, jaki znalazł pod ręką, np. na papierowej torebce, w którą pakowano dwa jabłka i że ten papier się rozpadnie, a rysunki trzeba zachować dla przyszłych pokoleń. Pamiętam jak mówiono, że on wykonał sto parędziesiąt, może dwieście rysunków – i tyle jest znanych. A ja wiem, że ojcu i panu Jerzemu Ficowskiemu udało się dotrzeć do pięciuset, co nagle i gwałtowne powiększyło liczbę znanych prac Schulza, które gdzieś istnieją. Gdy dowiedziałem się, że Michael Stipe ma książkę z rysunkami Schulza, pomyślałem sobie, że on nie może mieć żadnej innej tylko tę, którą przygotował ojciec, bo to była jedyna pozycja wydana na ten temat w Ameryce. Kiedy nazajutrz przyjechałem do Warszawy opowiedziałem oczywiście o tym ojcu, który już był bardzo chory, ale przytomny. Skojarzył artystę, ponieważ oglądał telewizję, gdzie można było zobaczyć teledyski. Powiedział: „Podoba mi się ten człowiek, zejdź do pracowni. Z tej a tej szafki, wyjmiesz teczkę i walizeczkę, i przyniesiesz mi”. Przyniosłem i okazało się, że są tam zupełnie unikatowe i mogę chyba powiedzieć – nieznane światu, a na pewno szerszej publiczności, rysunki Schulza, które są alfabetem. Namalował je dla swojego przyjaciela, nie jestem pewien kto to był (ale pan Jerzy Ficowski będzie wiedział), książkę-skorowidz. Przy każdej literze namalował rysunek. Ojciec powiedział: „On się nazywa Michael Stipe – to M i S”. Wyciągnął te dwie litery, dał mi i powiedział: „Jak go następnym razem zobaczysz to mu daj”. No i dałem mu te rysunki, ale już po śmierci mojego ojca. Spotkałem go w Wiedniu. Parokrotnie przechodził korytarzem, tak jak artyści przechodzą – nie widząc nikogo, a ja czekałem na swoją kolejkę. W pewnym momencie, a czekałem już 4 czy 5 godzin, wyjąłem te dwa rysunki i trzymałem w ręku. On przystanął, spojrzał na mnie, spojrzał na rysunki i powiedział: „To są rysunki Brunona Schulza!” Odpowiedziałem: „Tak, przywiozłem je dla ciebie. Za chwilę mam mieć z tobą wywiad i wtedy ci je wręczę”. I wywiad był. Czy doszłoby do niego bez tych rysunków? Nie wiem. W każdym razie odbyłem z nim króciusieńką rozmowę i powiedział mi wtedy o Schulzu to, co umieściłem w książce.&lt;br /&gt;Kiedy po śmierci ojca porządkowaliśmy jego archiwum, pomyślałem sobie: „Uzupełnię Michaelowi jego nazwisko dalszymi literami”. Wtedy, gdy zobaczył dwie pierwsze powiedział: „Słuchaj, to będzie wisiało u mnie w salonie!” Więc pomyślałem sobie: „Dowiozę mu. Niech ma napisane Michael Stipe.” Potem widziałem się z nim jeszcze raz i powiedziałem: „To są brakujące litery”. Gdy wyjąłem je, powiedział: „Pamiętam cię, to ty mi przywiozłeś dwa rysunki Schulza”.&lt;br /&gt;Ale wracając do początku pytania. Podczas wspólnej pracy w ciemni ojciec nauczył mnie cierpliwości. Trzeba było rozrobić wywoływacz, utrwalacz, wszystko wyczyścić i uważać, żeby kropla jednego płynu nie pojawiła się w drugim roztworze. To nie było tak jak teraz - cyfrowa obróbka i na komputerze można zrobić wszystko. Wtedy wszystko robiło się ręcznie. Ręcznie wywoływało się filmy, płukało, ręcznie robiło się każdą odbitkę i wszystkie powiększenia. Dzięki ojcu poznałem tajniki fotografii, lubiłem to, aczkolwiek nie za bardzo, bo miałem już muzykę i rower... Wciągało mnie to, ale nie do tego stopnia, bym objął po ojcu pracownię, co szybko zrozumiał. Może cudownie się zdarzy, że w drugim pokoleniu ta pasja odżyje, ponieważ moja córka zapisała się do szkoły fotografii, uczy się i bardzo ją to pasjonuje. Jest zachwycona, robi zdjęcia gdzie tylko może i widzi pięknie.&lt;br /&gt;To piękne widzenie jest tym, czego właśnie ojciec mnie nauczył. Jeździliśmy wielokrotnie robić zdjęcia gdzieś w plenerze, w Żelazowej Woli czy Oświęcimiu. Widziałem jego spokój. Widziałem jak patrzy na niebo, jak się rozgląda. Nie było w tym nic z fotografowania, ale jednocześnie wiedziałem, że kiedy on tak patrzy i mówi: „tu to zdjęcie trzeba zrobić do dziesiątej rano”, to na drugi dzień zrobi to jedyne zdjęcie o 10.00 rano... i wyjedziemy.&lt;br /&gt;Uczył mnie też kadrowania, pokazywania szczegółów, kolorów i sądzę, że to jest bardzo związane z muzyką – pomaga mi w słuchaniu płyt. Gdy zastanawiam się, jak zostały skonstruowane, ponieważ znam ileś tysięcy wzorów, jest mi bardzo łatwo zrozumieć przemyślenia autora. Gdy przeprowadzam wywiad zdarza się, że artyści pytają: „ale skąd ty to wiesz? To moja tajemnica, myślałem, że nikt tego nie widzi”, na co odpowiadam, że właśnie tak mi się tylko wydawało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G. W radio pracuje Pan od 20 marca 1963 roku, mija zatem 40 lat od chwili, kiedy po raz pierwszy zasiadł Pan przed mikrofonem Rozgłośni Harcerskiej. Czy była to realizacja dziecięcej obietnicy złożonej po występie w wieku 7-8 lat przed mikrofonem PR: "ja tam będę pracować", czy przypadek?&lt;br /&gt;Czy mógłby Pan ten fakt przypomnieć, jak i następujące po nim?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K. Nie ma przypadku. Miałem mniej więcej 7 lat, kiedy moja pani profesor ze szkoły muzycznej, wytypowała mnie do zagrania na fortepianie w radiu (w Studiu M-2, które dzisiaj jest Studiem im. Agnieszki Osieckiej), przy ulicy Myśliwieckiej. Fortepian stał na środku studia, ja miałem zagrać „Rzepkę”, a potem zapytać siedzące wokół 3-4-latki  - „no i jak tam dzieci, czy podobała wam się „Rzepka”? Zagrałem,  ale to zdanie było dla mnie tak sztuczne, że nie mogłem przez nie przebrnąć. Kilka razy ktoś instruował mnie - słuchaj powiedz to jeszcze raz inaczej, powiedz to weselej ...&lt;br /&gt;Pamiętam, że przyjechaliśmy do radia taksówką i pamiętam tę taksówkę. To dziwne, jak silnie może się odcisnąć takie wspomnienie. Taksówki, budynku, wejścia, schodów, studia, fortepianu, dzieci, głosu, który słyszałem.&lt;br /&gt;Potem tego nie pamiętam, ale moi rodzice przez wiele lat mi to mówili, że tego dnia oznajmiłem - ja tam będę pracować! I mniej więcej 10 lat później pojawiłem się na Myśliwieckiej. Rozgłośnia Harcerska mieściła się przy ulicy Konopnickiej w Warszawie (dawny budynek YMCA) i tam spotykaliśmy się raz w tygodniu w Klubie Przyjaciół Piosenki założonym przez Witolda Pogranicznego, autora popularnej audycji niedzielnej. Te same audycje były nadawane co godzinę, od 10-tej do 18-tej. Rozgłośnia ta działała na falach krótkich, które się jakoś dziwnie „roznosiły”. Przychodziły listy, że np. ktoś posłuchał &lt;br /&gt;w „wysokiej” Skandynawii, natomiast nie było dobrze słychać w Warszawie. I właśnie tam, 20 marca 1963 roku, wziąłem udział w pierwszej audycji. Rozgłośnia Harcerska nagrywała wtedy u siebie i na Myśliwieckiej. &lt;br /&gt;A w studio na Myśliwieckiej realizatorem był Wacław Grzybowski, nie żyje od kilku lat zaledwie, który po nagraniu zadawał mi różne pytania. Ja odpowiadałem. Najbardziej interesowało go, że jestem dopiero w IX klasie (dziś III klasa gimnazjum) i mam jeszcze kilka lat szkoły przed sobą. Potem zauważyłem, że rozmawia z Witoldem Pogranicznym. Okazało się, że on usłyszał „coś” w moim głosie. Nie wiem co, bo mój głos był straszny, dziecinny, szkolny, okropny. Ale zacząłem otrzymywać telefony od działu realizacji Polskiego Radia, czy nie wziąłbym udziału w audycji. Zwykle miałem kilka zdań do przeczytania, za co zresztą otrzymywałem pieniądze, ale realizator w tym czasie jeszcze mnie szkolił. Czytałem - Pan Wacław słuchał, potem pokazywał mi, w którym miejscu zrobić przerwę, gdzie wziąć oddech, gdzie postawić kropkę.&lt;br /&gt;Teraz - malusieńka dygresja. Cały czas mi się zdaje, że w dzisiejszym świecie wszystko do nas mówi jeden człowiek, jeden wielki brat, który mówi do nas ze wszystkich miejsc, gdzie słychać głos i mówi do nas ten sam głos i tak samo. Przypominam sobie, jak pewnego amerykańskiego prezentera uczono, że się mówi „this is eeeNBiiiCiii!” A on mówił eNBiCi po prostu. &lt;br /&gt;No i zacząłem robić te audycje w Rozgłośni Harcerskiej, dzięki czemu byłem najważniejszy w szkole i w ogóle. Źle się to oczywiście odbiło na mojej nauce i na moich stopniach. Ale jakoś skończyłem szkołę, a potem nawet studia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G. Czy umiałby Pan wymienić wszystkie audycje (ich tytuły), które prowadził Pan przez te lata – czy wszystkie były (są) autorskimi ? Które z nich ocalały? Które lubi (-ł) Pan najbardziej? Czy próbował Pan policzyć ile audycji nagrał Pan w ciągu tych 40 lat pracy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K. Ile? Od samego początku? Ja myślę, że potrafię je wymienić. To też kiedyś słuchacze mi policzyli. W tej chwili zegar przeskoczył 12 tysięcy. Wśród tego było 700 „Popołudnia &lt;br /&gt;z młodością”, 1600-1700 „Minimaxów”, a to jest audycja, którą zacząłem robić we wrześniu (od 22-go) 1968 roku i z małymi przerwami ona istnieje do dzisiejszego dnia. To już prawie 35 lat. Pierwszy był „Klub przyjaciół piosenki” w Rozgłośni Harcerskiej, kiedy po raz pierwszy przed mikrofonem powiedziałem od razu pełne zdanie, zapowiadając piosenkę The Beatles „Love Me Do” i piosenkę Heleny Majdaniec „Pędzi, pędzi pociąg” czyli ”One Way Ticket” Neil'a Sedaki. Potem „30 minut rytmu”. Witold Pograniczny zaproponował mi po 2 - 3 miesiącach współprowadzenie z nim tej audycji. To było niespotykane  wyróżnienie. A potem mini rzeczy, które właściwie czytałem dla Programu III, nie prowadziłem. Teksty napisane przez Witolda Pogranicznego, które przedstawiały sylwetki artystów ilustrowane piosenkami Cliffa Richarda, The Shadows i innych, wtedy  ważnych. Potem była audycja, którą robiłem dla  Programu III sam, nazywała się „Con Amore”. Prezentowała włoskie piosenki. Miałem przyjaciela, z którym chodziłem do szkoły, od pierwszej klasy do matury, który mieszkał &lt;br /&gt;w Rzymie, wcześniej w Wenezueli, gdyż jego rodzice byli na placówce. I on mi przysyłał płyty, ale potem ja musiałem je mu odesłać. Ktoś, kto przyjeżdżał do Polski, przywoził mi 8 - 10 małych płytek, dwójek, dzisiaj się mówi singli. Wtedy nie było żadnych piosenek - ale włoskich szczególnie. Ktoś przywoził mi te płyty, ja je miałem dwa tygodnie, przegrywało się je na taśmę w radiu i potem one wracały do Rzymu. Ale u nas zostawały jako nagrania. I ja &lt;br /&gt;z nich robiłem audycje o włoskiej piosence, a  ponieważ kolega przysyłał mi także trochę informacji o tych artystach, więc miałem z czego zbudować tekst. Każdy chciał robić audycje o Cliffie Richardzie i zespole The Shadows, i Elvisie Presley'u, a o włoskiej piosence - nie. &lt;br /&gt;Potem powstało „Studio Rytm”. 30 września 1965 roku. W Programie Pierwszym PR. Codzienna audycja z muzyką młodzieżową. Takie „30 minut rytmu” z Rozgłośni Harcerskiej tylko w najważniejszym programie. Był jeszcze Program II i już III, który był cały czas programem eksperymentalnym. Zaczynał się o 17-tej, kończył się o 23-ej. To prezes Włodzimierz Sokorski, podjął taką decyzję, żeby tę audycję wprowadzić. I ja tam zostałem zatrudniony. Nie było etatu, ale było coś w rodzaju umowy odnawialnej co pół roku. Byłem po maturze, nie dostałem się na studia. Spełniałem w redakcji wszystkie obowiązki &lt;br /&gt;i otrzymałem dwa „odcinki” w tygodniu do zapełnienia. Nazywały się „NON-STOP Studia Rytm”. Potem prowadziłem kolejną, nazywała się „Rytmostopem po kraju i świecie”. Robiliśmy ją wspólnie z Tadeuszem Sznukiem. Następnie w Studiu Rytm obsługiwałem audycję „Sylwetka piosenkarza”, obsługiwałem też „Listę Przebojów Studia Rytm” (do ostatniego dnia). &lt;br /&gt;Kiedy na antenie miała się pojawić audycja Witolda Pogranicznego, która nazywała  się „Ulubieńcy naszych ulubieńców”, gdzie Piotr Szczepanik opowiadał o swoich utworach,&lt;br /&gt;Andrzej Korzyński, kierownik, napisał mi na kartce papieru krótką zapowiedź – „rozpoczynamy dzisiaj zupełnie nową audycję, będziemy się spotykali codziennie” i ja to nagrałem. Zapowiedź doklejono do pierwszej audycji. I pewnie by została, gdyby nie fakt, że w dwa, czy trzy tygodnie później została powtórzona, w związku z czym odcięto ten początek i wyrzucono. Nie można było bowiem dwa razy wprowadzać audycji na antenę. Robiłem również ostatnią audycję Studia Rytm, zatem jestem tym człowiekiem, który był &lt;br /&gt;w redakcji od pierwszego do ostatniego dnia, z przerwą w środku. &lt;br /&gt;Zaraz potem powstało „Popołudnie z młodością”. 1 lutego 1966 roku. I ja tam zostałem &lt;br /&gt;w jakiś sposób zwerbowany, ściągnięty. Ktoś usłyszał mój głos. Komuś ten głos do czegoś pasował. Zwracano mi  uwagę, że był może odrobinę inny, może troszkę młodzieżowy. Kiedyś nawet usłyszałem człowieka, który decydował o czymś, o głosach, o ludziach, &lt;br /&gt;i usłyszałem jak on powiedział - no ale zobaczcie jak ten Kaczkowski wymawia - The Beatles. Nie tak jak wszyscy: „Ze Beatles” albo „Dze Beatles". Usłyszałem to zdanie i byłem dumny. Czułem się tylko nieswojo, że ja to zdanie „podsłuchałem”, choć nie podsłuchiwałem, tylko ono do mnie dotarło. Być może ktoś powiedział – ten Kaczkowski się nie nadaje. A na to Bogdan Majchrzak (bo jego mam na myśli) powiedział, on mówi „Thy Beatles” tak, jak mówią w radio Luxembourg. No i może to zdanie gdzieś o czymś zdecydowało, że gdzieś mnie ktoś zostawił. Byłem przecież żółtodziobem, który prawie nie miał pojęcia o radiowej pracy. &lt;br /&gt;"Popołudnie z młodością" to była szkoła. Codziennie o 10-tej spotkanie, o 11-tej wejście do studia. Do 13-tej praca, a potem pogotowie, do 16-tej, gdy audycja wchodziła na antenę nagrywana. Jeden raz trzeba było coś zrobić na żywo. Zginął Komarow, radziecki kosmonauta. Tego dnia audycja się zaczynała od felietonu „mimo, że kosmos pochłonął już pierwsze ofiary, to radziecki sztandar wysoko dzierży radziecki kosmonauta” i tak dalej, a ... on właśnie zginął.&lt;br /&gt;Potem przyszła propozycja z Trójki czy bym nie robił „Minimaxu”. W Trójce robiłem pojedyńcze audycje, to tu, to tam. Widocznie znów mój głos został zauważony, czy może moja pasja muzyczna i pewna operatywność w zdobywaniu materiału płytowego, co wtedy było karkołomnym przedsięwzięciem. Minimax” zaproponował mi Andrzej Korman, ówczesny kierownik redakcji muzycznej. Potem była muzyczna Poczta UKF, potem „Mój magnetofon”, która się rozrosła do codziennej audycji, z cotygodniowego programu Witolda Pogranicznego o tym samym tytule. A kiedy ktoś z decydentów powiedział, że to nie może się tak nazywać, wtedy zmieniła nazwę na „Kiermasz płyt”.  &lt;br /&gt;W Trójce była jeszcze taka audycja "Korowód taneczny". Trwała 2 godziny, nikt nic nie mówił, tylko muzyka ładnie grała. O, to było bardzo przemyślane. Pamiętam jak Grzegorz Wasowski siadał nad taką audycją i dobierał te piosenki, żeby był w tym sens. Ja to nazwałem wtedy i czasami nazywam do dziś - układaniem domina. Kostki muszą się zgadzać. Bo nie można wrzucić, zamieszać w bębnie i wyjąć jak wypadnie. Myślę, że radio właśnie na tym polega, żeby wiedzieć dlaczego coś jest teraz, coś innego było przedtem. Jak się tego nie wie, nie czuje, to powinno się zająć zupełnie inną pracą. To najważniejsze, słuchacz nie może słyszeć zgrzytów, wszystko bardzo dokładnie oszlifowane. &lt;br /&gt;Jakie były jeszcze potem audycje? „W tonacji Trójki”, „Zapraszamy do Trójki”- pierwsza audycja w Polskim Radiu z telefonami na żywo. Powstała w Trójce w 1973, skończyła się &lt;br /&gt;w 1980-tym. Skończyła się ponieważ - „co tu będą ludzie na żywo opowiadać, prawda, szczególnie w gorące lato 80-tego roku”. Ale co jest ciekawe i cudowne, to to, że ta audycja, która przecież wprowadzana w tak trudnym okresie, przez tyle lat nie miała w sobie nic politycznego, nikt np. nie krzyknął „precz z komuną!”. Myślę, że słuchacze mieli dokładnie świadomość, że nie mogą zrobić sobie krzywdy. Boli mnie, gdy widzę, że w tej chwili odchodzi się od audycji z udziałem słuchaczy na żywo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G. A Pół Perfekcyjnej Płyty?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K. Pół Perfekcyjnej Płyty wymyśliłem całkiem niedawno. Wymyśliłem jako swoją audycję, prezentowaną w ramach „Minimaxu”, ale kiedy zauważyłem, że się spodobała, tytuł &lt;br /&gt;i zawartość, to rozszerzyłem, bo miałem taką możliwość,  PPP do codziennego programu. Dlaczego Pół Prefekcyjnej Płyty? Ponieważ przez lata radio i ja w Trójce też - graliśmy całe płyty. Ale kiedy pojawiły się w Polsce zagraniczne koncerny, które te płyty promowały &lt;br /&gt;i sprzedawały, to po pierwsze nie było już potrzeby, żebyśmy my odtwarzali te płyty &lt;br /&gt;w całości, skoro one nie są tym zakazanym towarem, przemyconym gdzieś z dalekiego świata. A po drugie, nie można robić krzywdy ludziom , którzy zajmują się sprzedażą płyt, nie można po prostu jednego dnia pozwolić żeby pół miliona ludzi płytę zarejestrowało &lt;br /&gt;i stwierdziło - po co mam kupować, skoro ja już mam?  Rozmawiałem z wytwórniami, co by było gdybyśmy grali pół płyty? A oni odpowiedzieli - wspaniale! To wam zrobi dobrze, &lt;br /&gt;a nam ewentualnie przysporzy zainteresowania. Komu się spodobało pół, to będzie chciał usłyszeć drugie pół. Szkoda mi tej audycji. &lt;br /&gt;I tu mała dygresja - mnie się zdaje, że tak trzeba budować radio. Zrobić mały test, sprawdzić czy coś się podoba. Jak się podoba to trzeba rozbudować, jak nie, to zlikwidować póki nikt nie zdążył zauważyć, że było. Nie ma nic gorszego niż wprowadzać coś z wielkim hukiem, co po 2 tygodniach gdy okaże się totalną klapą, to wszystkie nakłady, reklamy  wyrzucać do kosza ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G. Czy Minimax jest najulubieńszą Pana audycją?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K. Nie, ja nie mam najulubieńszej. A w tej chwili w ogóle mam dwie, więc nie mogę mówić co jest moją najulubieńszą, skoro jedna się nazywa Minimax, a druga Milimax. Taką nową nazwę zupełnie na chwilę wymyślili słuchacze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G. Według jakich kryteriów dokonywał i dokonuje Pan wyboru tematów do poszczególnych audycji?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K. U mnie nie ma tematów. Tematy zdarzały się w czasie Zapraszamy do Trójki przed wieloma laty. Przychodziło się do kierownika redakcji, który jeżeli był zachwycony, to biegł od razu do dyrektora i mówił – „pani dyrektor, Kaczkowski wpadł na taki niesamowity pomysł” i wtedy ja drżąc wchodziłem do gabinetu pani Ewy Ziegler i mówiłem, że wpadłem na taki pomysł, żeby zmierzyć słuchalność stacji przez włączenie lub zgaszenie stuwatowej żarówki w domu. Jak się potem zobaczy ile wyszło w centralnej dyspozycji mocy, podzieli przez sto, to bez kosztownych badań, oczywiście z pewnym marginesem błędu, będzie można to zbadać. I zrobiliśmy to. Mnie ten pomysł przyszedł do głowy w piątek, audycja była &lt;br /&gt;w sobotę. I zrobiłem wszystko właściwie sam - łącznie z umówieniem się z panem inżynierem, który był tego dnia na dyżurze, że on przez telefon mi będzie opowiadał, czy skoczyły wskaźniki! No i skoczyły! Takie tematy przychodzą nagle ni stąd ni zowąd, coś nagle gdzieś zaiskrzy. A tak to właściwie ja nie mam tematów. Ja układam domino. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G. W latach 60 – tych pracował Pan również jako prezenter pierwszych polskich dyskotek, które to były dyskoteki – jak Pan tę rolę wspomina?&lt;br /&gt;Czy lubił Pan to robić ? Czy, i jaki, istniał związek między tym co prezentował Pan na antenie radiowej, a prezentacją muzyki dyskotekowej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K. W 1970 roku Franciszek Walicki otworzył pierwszą polską dyskotekę, zaproponował nam - kilku prezenterom oszałamiające warunki finansowe. Myślę, że nie było człowieka, który by się nie ugiął. A ja przecież marzyłem o takiej pracy. Cóż może być piękniejszego niż dzielić się muzyką i od razu widzieć reakcje publiczności. Widzieć czy jej się to podoba, czy nie. Oczywiście powiedziałem panu Franciszkowi, że mam 700 płyt, ładuję je w dwie walizy &lt;br /&gt;i przyjeżdżam. Jego dyskoteka, to było cudowne przeżycie. Potem, kiedy ludzie zaczęli myśleć o dyskotekach jako o źródle zarobku, one się bardzo zmieniły. Pamiętam początek dyskoteki Remont w Warszawie. Pierwszego dnia było parę osób, drugiego kilkanaście, &lt;br /&gt;trzeciego było pełno. I tak już zostało. Ale to był klub, do którego mogło wchodzić - wtedy mówiono - 250-300 osób, ale jak było 500 chętnych, to wpuszczano wszystkich. Zaczął się pojawiać alkohol, przemycany, albo kupowany na miejscu. Kiedy któregoś dnia na nowej,&lt;br /&gt;odtwarzanej właśnie płycie (kosztowała mnie 500 zł., a bilet do Remontu 10 zł.), ktoś rozgniótł mi kawałek tortu, powiedziałem - dziękuję. &lt;br /&gt;I z bardzo nielicznymi wyjątkami, więcej nie prowadziłem dyskotek. Wcześniej jeździłem jeszcze do Szczecina do dyskoteki, raz na miesiąc, w piątek wieczorem. Prowadziłem je &lt;br /&gt;w soboty i w niedziele, wracałem w poniedziałek rano od razu na zajęcia, na uniwersytecie. To było dość męczące, ale młody organizm wszystko znosi. Potem zaczęły powstawać takie dyskoteki, do których normalni ludzie nie chodzili. To były dyskoteki dla cudzoziemców dewizowych, dla tych, którzy mówili „change money”, i dla takich prawie panienek z agencji towarzyskich. &lt;br /&gt;A związek między tym co prezentowałem na antenie, a tym co prezentowałem w dyskotece był, ponieważ była to ta sama muzyka. Ja nie miałem więcej płyt. To znaczy było troszkę płyt, które były przyjemniejsze do tańca, a już mniej przyjemne do jakiś antenowych poczynań. To niewielki rozdźwięk. Ale ja szybko, bo w 1974 r. wycofałem się z dyskotek &lt;br /&gt;i kiedy era disco 1976-77 zdominowała świat, nie miałem już tych problemów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: Zdecydował się Pan na opublikowanie w formie książkowej swoich wywiadów, przeprowadzanych w ciągu wielu lat ze sławnymi muzykami. Co Pana do tego skłoniło? Czy w książce znalazły się wszystkie czy tylko wybrane rozmowy?&lt;br /&gt;Dlaczego jest tylko jeden wywiad z polskim wykonawcą?&lt;br /&gt;Czy zamierza Pan wydać kolejne tomy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K.: Zdecydowałem się opublikować wywiady w formie książkowej, ponieważ radio jest ulotne i rozmowa zaprezentowana w radiu może być tylko dziś, tu i teraz. A słuchacze pisali, dzwonili, pytali: „Słyszałem, że był taki lub inny wywiad, czy można do niego wrócić, czy można go powtórzyć?” Nie wszystko można bez przerwy powtarzać, więc pomyślałem sobie, czemu nie miałoby się to ukazać drukiem, skoro prawie jest. Był to błąd, ponieważ dopiero później zorientowałem się, że coś co jest sztuką radiową nie jest tekstem do druku. &lt;br /&gt;Największym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że wywiad, który dobrze brzmi w &lt;br /&gt;radiu, aby ukazać się w formie pisanej wymaga dopiero pracy. To, co słychać &lt;br /&gt;przez radio – zawahanie w głosie, tylko pół zdania bez orzeczenia – brzmi, w druku – nie może zaistnieć. I to był szok. Okazało się, że praca nad  przygotowaniem tych wywiadów jest straszliwa, że to jest jak uczenie się &lt;br /&gt;chodzenia. Miałem na szczęście grupę młodzieży uczącej się dziennikarstwa, &lt;br /&gt;radia oraz entuzjastów, którzy bardzo mi pomogli.&lt;br /&gt;Oczywiście, że w książce nie ma wszystkich wywiadów. Wiele z tych, &lt;br /&gt;które robiłem dla radia i które były odtworzone – zginęło. Zostały skasowane, nie były archiwizowane, poszły w eter i nie było po nich śladu. Może ktoś je ma, bo nagrał sobie na kasecie. Wyjąłem, wydawało mi się, najciekawsze, nietypowe lub... niecodzienne. Wśród nich – paradoksalnie – był tylko jeden polski wywiad, który się zachował. Któregoś dnia byłem umówiony z Lechem Janerką na sobotę, ale okazało się, że właśnie w sobotę daje koncert. Mógł jednak przyjść w piątek. Nagraliśmy dwudziestominutową rozmowę, odtworzyłem ją nazajutrz, a taśma została. Gdyby przyszedł w sobotę „na żywo” jak inni artyści, śladu by nie było.&lt;br /&gt;Czy kolejny tom? Myślę, że materiał na drugi i trzeci jest. Ale żyjemy w coraz bardziej zhamburgeryzowanej rzeczywistości i myślę, że nie każdemu są one potrzebne i nie każdy jest nimi zainteresowany. Podejrzewam, że gdybym &lt;br /&gt;zgłosił się do jakiegoś wydawcy i powiedział, że mam do opublikowania &lt;br /&gt;książkę pt. „100 największych tajemnic ludzi showbiznesu, z którymi &lt;br /&gt;rozmawiałem, piłem i artystek z którymi kochałem się”, to byłaby &lt;br /&gt;książką miesiąca. Natomiast ja mam te wywiady. Czasami były w druku, publikowała je albo prasa codzienna, albo jakiś miesięcznik – najczęściej „Tylko Rock”. Tak w radiu, jak i w druku muszą być dość krótkie. Przykład z ostatnich miesięcy. Pamiętam zdanie, które artysta powiedział: „Ja nigdy w życiu nie byłem w niczym dobry, w niczym z wyjątkiem układania słów, mam łatwość układania słów”. W gazecie przyjęło to postać: „Zawsze byłem dobry w układaniu tekstów” i koniec. Wydaje mi się, że to szalona różnica. Albo słyszę radość w głosie człowieka, który mówi: „Świetnie, że ma pan ten wywiad, a ile on ma znaków?” Odpowiadam: „A ile pan potrzebuje, bo jeszcze nie skończyłem i jestem na 14 tysiącach”. Na co on mówi: „No, ale ja mogę zmieścić najwyżej 4800”. Więc wiem, że ukaże się 1/3 tego wywiadu i trzeba to zrobić, żeby miał początek, środek i zakończenie, żeby poruszał ileś tematów, ale zwięźle. A są artyści, którzy lubią mówić – np. Marianne Faithfull czy Robert Plant. Dwuminutowa wypowiedź Roberta Planta jest normalna. Natomiast te 2 minuty w druku zajęłyby połowę wywiadu.&lt;br /&gt;Widziałem też wywiad zrobiony ze mną. Rozmawialiśmy 30 minut, &lt;br /&gt;poruszyliśmy 10 tematów, a w druku ukazało się pierwsze zdanie z każdego &lt;br /&gt;akapitu, następne już nie. Ewentualnie doklejony był koniec ostatniego zdania, co brzmiało po prostu śmiesznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: Pańskie rozmowy – wywiady – z legendarnymi postaciami świata muzycznego pozbawione są truizmów, prostych nic nie znaczących pytań, egocentrycznych dygresji. Jak przygotowuje się Pan do nich? Co Pana najbardziej interesuje – osobowość artystyczna, stosunek do muzyki i wykonywanego zawodu, dbałość o perfekcję i technikę, filozofia życia rozmówcy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K.: O, to bardzo piękne słowa już w samym pytaniu. Tak jak siadam do ułożenia &lt;br /&gt;audycji, tak siadam do ułożenia wywiadu, zadając sobie pierwsze, podstawowe &lt;br /&gt;pytanie – dlaczego? „Dlaczego robię to z tym człowiekiem i zadam mu takie, a nie inne pytanie?” I teraz są dwie szkoły – już mówię o wywiadach. Pierwsza szkoła jest taka: zadaję mu pytanie, ale i tak znam odpowiedź. To jest cudowna szkoła, ponieważ można ułożyć wywiad, który będzie ładny i zgrabny. Nie chcę się niczego dowiedzieć, tylko żeby on to a to powiedział głośno. I druga szkoła, którą obserwuję np. u jednego z najwybitniejszych amerykańskich dziennikarzy. &lt;br /&gt;On nie ma pojęcia kim jest ten facet, z którym będzie rozmawiał przez godzinę. I np. rozmawia z Rodem Stewartem, który mówi: „pomógł mi gitarzysta – Jeff Beck..., a dziennikarz pyta: „Jak nazwisko? Jeff Beck? On żyje?” Rod mówi: „Tak i ma się dobrze”. To jest inny rodzaj szkoły. Dziennikarz nic nie wie, albo udaje, że nie wie, lub naprawdę nie ma czasu się przygotować. Ponieważ robi to bardzo często podejrzewam, że on nie wie. &lt;br /&gt;Czasami zadaje takie zdumiewające pytanie, jak w rozmowie z zespołem The &lt;br /&gt;Bee Gees, kiedy pyta: „Czy »Saturday Night Fever« i ten dysk, to było na &lt;br /&gt;początku waszej kariery?” A oni odpowiadają: „Nie! To było 10 lat później!” &lt;br /&gt;Na to on: „Naprawdę?!”&lt;br /&gt;Moją metodą jest, że jestem przygotowany. Znam odpowiedź na większość podstawowych pytań, ale jestem też przygotowany na zadanie wielu pytań, na &lt;br /&gt;które nie znam odpowiedzi. Zadam je dopiero w momencie, kiedy artysta &lt;br /&gt;odpowie na pytanie podstawowe, w związku z czym mój wywiad wygląda jak &lt;br /&gt;drzewko choinkowe – jest pień od niego odchodzą gałęzie i z każdej gałęzi &lt;br /&gt;odchodzą gałązki. Zadaję pytanie z gałęzi, jeżeli widzę błysk w oku, widzę &lt;br /&gt;zainteresowanie, to drążę, od gałązki jeszcze mała gałązeczka. Jeżeli widzę, że nie, to się wycofuję, wracam do pnia i idę w drugą gałąź. Wiele razy widziałem, że artyści przyglądali się mojej kartce i pytali: „Co to jest?” „To jest wywiad z tobą” – odpowiadałem. Przygotowuję się w ten sposób, bo wydaje mi się, że poszerzę swoją wiedzę, uzyskam to, co chcę uzyskać. Nie zawsze mówię artyście, że ja dużo wiem. Bardzo często jest tak, że podczas rozmowy artysta nagle pyta: „A skąd ty to wiesz?” Takie pytanie wydaje mi się wielkim komplementem.&lt;br /&gt;Natomiast nie interesuje mnie nic, co mogłoby mu sprawić przykrość lub sprawiło że poczuje się zagrożonym. I gdy rozmawiam drugi raz z tym &lt;br /&gt;samym człowiekiem, to on mnie pamięta. Tak było z Eltonem, który nigdy by &lt;br /&gt;mi nie opowiedział o tym, jak brał narkotyki, jak się czuł, co przeżywał.&lt;br /&gt;Znane są przykłady (z naszego kraju też), kiedy artysta mówi: „Jeżeli jeszcze jedno takie pytanie padnie, to koniec wywiadu”. &lt;br /&gt;Albo: pada jedno, drugie pytanie i artysta mówi: „Ty znasz moją płytę? &lt;br /&gt;Słuchałeś jej? Wiesz, kim ja jestem? Nie wiesz, to do widzenia.  I wychodzi ze studia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: Czy przeprowadzając te rozmowy próbuje Pan wykorzystać je także do przemycania własnych przemyśleń na temat tego, co w muzyce dzieje się i zmienia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K.: Oczywiście. Nie powiedziałem tego jeszcze, a muszę to powiedzieć– to jest mój największy przywilej, moje największe szczęście, największy dar, jaki otrzymałem gdzieś z samej góry, że mogę rozmawiać z największymi tego &lt;br /&gt;świata, że mogę dotknąć tej materii.&lt;br /&gt;Obserwuję to, co robią artyści, słucham ich płyt, widzę czy idą w górę, czy są na huśtawce, czy też spadają i giną. Rozmawiam z nimi i pytam dlaczego. Tych, którzy się oparli i dali sobie radę, którzy znaleźli niszę i są w niej zupełnie szczęśliwi i bezpieczni i tych, którym się nie udało, którzy się miotają. Oczywiście, że tak. To, o co ja pytam artystów, jest często pytaniem o siebie. W ten sposób, jedyny, jestem w stanie ich zrozumieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: Czy ma Pan wpływ na wybór swoich rozmówców, jeśli tak to czy stosował Pan jakiś „klucz” w tym wyborze?&lt;br /&gt;Czy są wykonawcy, z którymi bardzo chciałby Pan przeprowadzić wywiad, ale jak dotąd nie było takiej możliwości (okazji)?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K.: Jestem, jeszcze raz to podkreślę, w tym cudownym położeniu, że nie jestem omnibusem, który musi wszystko. Nie to, że mogę sobie wybierać, bo życie jest jakie jest i człowiek musi reagować na to, co napotyka na drodze. Myślę, że w moich wywiadach widać i słychać, że jeżeli kocham twórczość danego artysty to ten wywiad jest lepszy, jeżeli nie kocham, to wywiad jest poprawny. Można zrobić poprawny wywiad, mnie się zdarzyło, z artystą, którego muzyki nie odtwarzam, ponieważ mnie nie porusza.&lt;br /&gt;Kiedyś powiedziałem: „Nie można odtwarzać wszystkiego tylko dlatego, że to &lt;br /&gt;istnieje. Trzeba odtwarzać tylko to, co jest najważniejsze, co jest &lt;br /&gt;najpiękniejsze.” Czasami ktoś mnie pyta: „Jak to się dzieje, że prezentuje pan w audycji 12 płyt i o każdej mówi, że jest piękna? To gdzie jest stopniowanie?” &lt;br /&gt;Odpowiadam: „Stopniowanie się dokonało i te wszystkie utwory, które były &lt;br /&gt;takie sobie zostały w domu. Po to przesłuchuje się 50 płyt, żeby można było &lt;br /&gt;wybrać z nich 12 najlepszych utworów”. Każdy dziennikarz ma obowiązek &lt;br /&gt;informować. Kiedy chcę zareagować na jakąś płytę, wtedy mówię, że ona &lt;br /&gt;mnie tak bardzo nie poruszyła, ale dobrze jest wiedzieć, że istnieje. Natomiast to, co mnie porusza, wciąga, zachwyca ma swoje miejsce. Także z większą radością podejdę do wywiadu z kimś, kogo muzyka, myślenie jest mi bliskie.&lt;br /&gt;Aczkolwiek akurat ten jeden wywiad, który zrobiłem z osobą, której twórczości nie odtwarzam, wywołał zgoła entuzjastyczne reakcje przedstawicieli wytwórni: „Panie Piotrze, jakaż to była znakomita rozmowa! To była najlepsza rozmowa, jaką ta osoba kiedykolwiek odbyła”. Po prostu rozmówczyni okazała się osobą uroczą, czarowną, mądrą, błyskotliwą, nadała 15 minutowej konwersacji szlifu i zakończyła ją efektywną puentą. A była to rozmowa, do której nie miałem (uwaga!) czasu się przygotować, gdyż było to gwałtowne zastępstwo w trakcie programu. Duch przeleciał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: A cóż to za tajemnicza osoba?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K.: Niech to zostanie niedopowiedziane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: A czy są jeszcze wykonawcy, z którymi bardzo chciałby Pan przeprowadzić wywiad?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K.: Taaak, jest ich mnóstwo, ale cierpliwości. To przyjdzie. To przyjdzie któregoś dnia. Nie można mieć wszystkiego dziś, bo co dalej?&lt;br /&gt;Miałem przez ileś lat numer telefonu do Petera Gabriela, do domu. Dostałem go, poniewa wiedziano, jak bardzo mi na wywiadzie zależy. Czekałem na rozmowę z nim 20 lat, często widząc ten numer w notesie. Myślałem sobie: „No przecież nie zadzwonię i nie powiem: „Dzień dobry, chcę z panem porozmawiać”. Potem nagle okazało się, że oto rozmawiam z nim pierwszy, drugi, trzeci raz. Nie wykluczam, że znowu będę z nim rozmawiał, bo powiedział: „Jeszcze o tym porozmawiamy”. Ludzie mnie pamiętają. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. &lt;br /&gt;Nawet jak rozmawiamy przez telefon, to artysta mi mówi: „Pamiętam, myśmy &lt;br /&gt;się spotkali w korytarzu, rozmawialiśmy 2 minuty. Pytam: „W korytarzu?” I &lt;br /&gt;nagle sobie zdaję sprawę – tak! Rozmawialiśmy w korytarzu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.G.: Jakie znaczenie mają dla Pana wywiady z muzykami? Czy stanowią zajęcie stricte zawodowe, czy raczej osobiste, intymne? Czy są formą powiększania wiedzy o nich, ich muzyce, czy może grona swoich przyjaciół?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.K.: Myślę, że tak, tak i tak. Oczywiście, że chcę wiedzieć o nich jak najwięcej. &lt;br /&gt;Mam 150 książek, z których mogę się dużo dowiedzieć, ale czasem przez dwie &lt;br /&gt;minuty w korytarzu dowiem się więcej, niż po przeczytaniu całej książki. &lt;br /&gt;Dlatego przed laty marzyłem, żeby pojechać i obejrzeć koncerty, których w &lt;br /&gt;Polsce nie mogłem zobaczyć, bo myślałem: „Nadaję te płyty i nadaję, a nie &lt;br /&gt;wiem jak ci ludzie wyglądają. Chcę zobaczyć jak oni wyglądają, jak brzmią, &lt;br /&gt;chcę poczuć ten nastrój”. Wtedy pojechałem i zobaczyłem 200 koncertów w &lt;br /&gt;ciągu 2 lat. Zobaczyłem właściwie wszystkich, jak w tym przysłowiu: „Jeżeli &lt;br /&gt;staniesz na Picadilly Circus w Londynie albo na Times Square w Nowym Jorku i będziesz tam wystarczająco długo, zobaczysz cały świat”.&lt;br /&gt;Odpowiedź na drugie pytanie – też tak, oczywiście. To jest mi potrzebne do &lt;br /&gt;mojej pracy. Im więcej się o artystach dowiaduję, tym lepiej ich rozumiem, &lt;br /&gt;ponieważ przeszło to przeze mnie, przefiltrowało się i lepiej potrafię &lt;br /&gt;wytłumaczyć słuchaczom. Bo przecież po co ja jestem? Po to, żeby &lt;br /&gt;wytłumaczyć słuchaczom dlaczego (jeszcze raz to samo ważne pytanie) jest tak, a nie inaczej. Czasami kiedy czytam recenzję, w której ktoś opisuje jakąś płytę i pisze: „To beznadziejne”, to ja byłbym szczęśliwy, gdyby napisał: „Na moje głupie ucho – to jest beznadziejne”; albo – „Nie miałem czasu tego słuchać i to jest beznadziejne”. Czytam recenzję, w której człowiek pisze: „Ani jeden utwór z tej płyty nie zostanie w naszej pamięci”. A ja wiem, że na tej płycie jest utwór, który zostanie z nami na dziesięciolecia. Wiem o tym, czuję to, i zastanawiam się, czy człowiek, który napisał tę recenzję nie słuchał, czy nie słyszał? Teraz minęło 10 lat od opisanej chwili i utwór, o którym mówię jest najważniejszym w historii, czyli na razie ja miałem rację, poczekamy jeszcze 10 lat... Ja i usłyszałem i chcę słyszeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z przygotowanych 40 pytań, udało mi się podczas pierwszego spotkania zadać dokładnie połowę. Drugiego, ani kolejnego spotkania, z przyczyn ode mnie niezależnych nie będzie - tak zapisałam w dniu ukazania się części trzeciej.&lt;br /&gt;Do dziś nie miałam okazji wywiadu dokończyć, choć bardzo tego żałuję.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-4693803188041146334?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/4693803188041146334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/04/49-rocznica-powstania-programu-3.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4693803188041146334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4693803188041146334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/04/49-rocznica-powstania-programu-3.html' title='&quot;Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom, a Prawdom kazać, by za drzwiami stały&quot; czyli wywiad-rzeka z Piotrem Kaczkowskim na 49. rocznicę powstania Programu 3 Polskiego Radia'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-4397568541317648153</id><published>2011-03-31T05:28:00.000-07:00</published><updated>2011-03-31T05:33:56.244-07:00</updated><title type='text'>Niedzielne 2. Śniadanie Mistrzów</title><content type='html'>Zdecydowałam się pogratulować Marcinowi Mellerowi niedzielnego 2. śniadania mistrzów z udziałem Premiera Donalda Tuska.&lt;br /&gt;Prowadzone bez zbędnych emocji, było nie tylko interesujące, ale i rzeczowe, tak ze strony pytających, Tomasza Lipińskiego, Zbigniewa Hołdysa i Pawła Kukiza jak i odpowiadającego Prezesa Rady Ministrów. &lt;br /&gt;Najogólniej mówiąc najgłębszą analizę wad polskiej demokracji przeprowadził Zbigniew Hołdys, któremu trudno nie przyznać racji, tak jak trudno się z Nim nie zgodzić w postawionych premierowi zarzutach dotyczących „zamordowania polskiej kultury”. Panowie artyści i Premier mają do nich wrócić podczas kolejnego spotkania (debaty), a może nawet kilku spotkań.&lt;br /&gt;Moje wątpliwości wzbudził wprawdzie fakt, że reprezentacją artystów było wyłącznie środowisko muzyków, bowiem nie są oni jedynymi, którzy mieliby coś w tej sprawie do powiedzenia, ale trzeba też przyznać, że problemy poruszone przez Zbigniewa Hołdysa dotyczyły szeroko pojętego środowiska artystycznego.&lt;br /&gt;To była dla mnie pierwsza (innych nie oglądałam, tak jak nie oglądam programu Marcina Mellera) tego rodzaju debata oglądana w telewizji. Pomysł znakomity, mnie dzięki tej okazji udało się o kilku nurtujących sprawach nabrać nowego przekonania, sporo moich wątpliwości zostało rozwianych i nie ukrywam, że w wielu momentach przyznawałam Premierowi rację. Podziwiałam determinację Donalda Tuska, rzeczowość odpowiedzi oraz traktowanie rozmówców z powagą i kulturą.&lt;br /&gt;Wiele problemów, szczególnie tych dotyczących urzędniczej rzeczywistości, jako wieloletni pracownik wyższej uczelni znam z autopsji, mając do czynienia z przeklinaną, ale wciąż nienaruszalną biurwokracją.&lt;br /&gt;Pisałam już na blogu, że nie jestem zdeklarowaną wielbicielką PO, choć jestem zdeklarowanym liberałem, ale moje go rozumienie na razie nie ma przełożenia na niedoskonały, bo niedojrzały liberalizm Premiera i rządu. Czy chcę czy nie muszę uznać, że Polska jeszcze do niego nie dorosła, tak jak nie dorosła do rządów inteligenckich, o czym mówił swego czasu premier Tadeusz Mazowiecki. Tym samym moja wymuszona sytuacją na to zgoda jest przejawem uznawania demokracji jako systemu sprawowania władzy.&lt;br /&gt;Poza tym nie sądzę by szybko ten wzorzec państwa w Polsce stał się en bloc faktem, bowiem wciąż za dużo wśród nas ludzi o mentalności czasów jedynie słusznych i najlepiej nigdy nie minionych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po programie przyszedł mi do głowy pomysł, którym podzieliłam się e mail'owo z Marcinem Mellerem i Piotrem Walterem.&lt;br /&gt;Otóż byłoby niegłupio i moim zdaniem byłoby to bardzo wskazane gdyby można było zorganizować kilkuosobową debatę Premiera z tzw. ludem czyli ze zwykłymi, szarymi ludźmi, reprezentującymi środowiska dużych, średnich i małych miast oraz wsi, od podstawowego (zawodowego) do wyższego (podyplomowego) wykształcenia, biorących i nie biorących udział w wyborach. Liczba osób nie powinna przekraczać dziesięciu, osoby te winny być wyłonione przez internetowo przygotowaną "rekrutację".&lt;br /&gt;Miałyby prawo zadać jedno ważne dla nich pytanie i 1-2 minuty na wypowiedź o charakterze ogólnym, podsumowującym 4 lata obecności rządu na scenie politycznej.&lt;br /&gt;Artyści czy inne uprzywilejowane dostępem do mediów grupy zawsze reprezentują jakieś, czy wręcz swoje interesy, często nie mając dobrej orientacji w życiu codziennym Szaraków, czym grzeszą również ludzie ze świecznika. Problemy i oczekiwania zwykłych obywateli, ich spojrzenie na państwo z pewnością przełożyłoby się na nieco inny obraz kraju, na uzasadnienie takiego, a nie innego zachowania podczas wyborów.&lt;br /&gt;Może to naiwny lub niegodny uwagi pomysł, ale jako ten zwykły wykształciuch nieraz mam wrażenie, że nikt mnie (nas) nie słucha, choć to ja i inni tacy jak ja jesteśmy owym wyborczym mięsem.&lt;br /&gt;Może właśnie to byłoby prawdziwe wyzwanie dla Premiera, który deklaruje, że jest z ludu?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-4397568541317648153?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/4397568541317648153/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/03/niedzielne-2-sniadanie-mistrzow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4397568541317648153'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4397568541317648153'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/03/niedzielne-2-sniadanie-mistrzow.html' title='Niedzielne 2. Śniadanie Mistrzów'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-7838699024361119702</id><published>2011-03-24T06:46:00.000-07:00</published><updated>2011-03-27T11:44:06.642-07:00</updated><title type='text'>"Sala samobójców"</title><content type='html'>Sieć Cinema City – i chwała jej za to! - wyświetla aktualnie m. in. film młodego polskiego reżysera i scenarzysty Jana Komasy pt.: „Sala samobójców”.&lt;br /&gt;Nowatorski, poruszający i zarazem niezwykle absorbujący film o groźnym uzależnieniu od internetu i jego pułapkach, o nieumiejętności okazywania, a może nawet odczuwania uczuć wyższych, film o katastroficznej wizji skutków tych zjawisk. &lt;br /&gt;Ośmielę się powiedzieć, że sposobem narracji śmiało mógłby pełnić rolę szkoleniową czym jest dla rodziców, którym brak wyobraźni, internet i... brak miłości.&lt;br /&gt;Film jest małym arcydziełem dla ludzi czujących, myślących i wrażliwych, rewelacyjnie zrobionym i znakomicie zagranym. Mnie powalił na kolana.&lt;br /&gt;Jakub Gierszał grający Dominika, głównego bohatera, dobrze wychowanego młodego człowieka, który pozornie niczym szczególnym się nie wyróżnia, który pilnie uczy się przygotowując do matury w prywatnej szkole dla wybranych, właściwie roli nie gra, a się z nią utożsamia. Przystojny i dobrze ubrany jest obiektem westchnień i bezpośrednich "komunikatów" ładnych dziewczyn, ale i obiektem kpin kolegów, których roznosi burza hormonów. Któregoś dnia pełnym wewnętrznej grozy i zewnętrznego obśmiania staje się dla niego moment kiedy podczas nauki sztuk walki nieoczekiwanie jego ciało poddaje się słabości dojrzewania. Czuje się samotny i zlekceważony, ucieka zatem do wirtualnego świata, bo komputer jest dziś na wyciągnięcie ręki.&lt;br /&gt;Agata Kulesza w roli zimnej, przebojowej matki, która zapewnia swojemu synowi wszystko (?), z wyjątkiem prawdziwej uwagi, czułości, ciepła, a przede wszystkim miłości, wywiązała się ze swojego zadania bez zarzutu. Nadambitny i neurasteniczny ojciec kreowany przez Krzysztofa Pieczyńskiego to wyjątkowo celnie zaobserwowana postać słabego mężczyzny uparcie dążącego do celu, który wzmacnia swe ego silną i bezkompromisową żoną.&lt;br /&gt;Świetnie napisane dialogi, prawdziwe ale i nie pozbawione mocy czynią ten obraz jeszcze bardziej przekonywującym.&lt;br /&gt;Pozornie szczęśliwy młody człowiek, któremu nic nie brakuje, z wyjątkiem miłości najbliższych, w wyniku reakcji niesfornego i nieprzewidywalnego jeszcze ciała, trafia w internecie na portal sala samobójców, w którym spotyka dziewczynę, dla której jedynym celem życia staje się śmierć. Burzy ona dostatnie i bezstresowe życie Dominika, najpierw wciągając go w narkotyczny wirtualny letarg, a kiedy chłopak stopniowo gubi swoją tożsamość, w ostateczności doprowadza go do samobójstwa.&lt;br /&gt;To w dużym skrócie, bo nie wolno zgubić emocjonalnego tła tych wydarzeń, znakomicie zarysowanego zachowaniami nic nie rozumiejących i nic nie chcących zrozumieć rodziców, którzy wspierają się wprawdzie działaniami fachowców (psychiatry, lekarza domowego), ale nadal idą w zupełnie błędnym kierunku. Nie umieją się zatrzymać, porzucić swoich ważnych spraw i kochać, by przez tą miłość zrozumieć świat i potrzeby swojego syna. Dominik zakochany w wirtualnej postaci dziewczyny o ciemnej, prowokującej, katastroficznej duszy, przeżywa wirtualną odprężającą rozkosz, by iśc jednak w kierunku śmierci.&lt;br /&gt;Niezwykle wymowny, porażający i przerażający, przedśmiertny krzyk bohatera „mamo” to nie tylko krzyk ekranowego bohatera do nieobecnej – gdy potrzeba!!! – matki, to po części wezwanie skierowane do dorosłych widzów by się zatrzymać w tym rozpędzonym świecie i ZAUWAŻYĆ czego NAPRAWDĘ potrzebują nasze dzieci. A wydawałoby się to takie oczywiste!&lt;br /&gt;Zacny Młody Panie Janie, pełen szacun dla Pana jak mówi dziś młodzież, za film, który tak absorbuje, że człowiek zapomina oddychać, za film, który uświadamia w jaki sposób zmienia się otaczający świat i sugestie o czym pamiętać i co robić by tego uniknąć.&lt;br /&gt;W moim pokoleniu mówi się w takich sytuacjach chapeau bas! I ja to chapeau bas! Panu mówię, życząc realizacji dalszych, równie aktualnych projektów, choć wiem, że kolejny dotyczy powstania warszawskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Bardzo się cieszę, że właśnie ten film został dofinansowany m. in. przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. To instytucja czerpiąca swe apanaże z kieszeni podatnika, ma więc obowiązek liczyć się z ich opinią. Nie jest to jednak tak oczywiste skoro dofinansowuje się takie filmy jak "Janosik" Kasi Adamik czy "Sluby panieńskie" Filipa Bajona. Wymaga to jednak dodatkowego komentarza, o który pokuszę się przy innej okazji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-7838699024361119702?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/7838699024361119702/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/03/salon-samobojcow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7838699024361119702'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7838699024361119702'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/03/salon-samobojcow.html' title='&quot;Sala samobójców&quot;'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-3863531044630465734</id><published>2011-03-17T05:45:00.000-07:00</published><updated>2011-03-17T06:11:51.751-07:00</updated><title type='text'>In memoriam Bogdan Dąbrowski (1926-2001)</title><content type='html'>Smutna to konstatacja, że powrót do prowadzenia blogu zaobfitował atmosferą śmierci.&lt;br /&gt;Tyle co zmarł serdeczny, bliski człowiek, a zaraz potem zbliżyła się 10-ta rocznica śmierci mojego Taty.&lt;br /&gt;Człowieka niezwykle przyjaznego ludziom, bardzo im oddanego, człowieka wielkiej artystycznej fantazji i niepospolitej wrażliwości.&lt;br /&gt;Odszedł cicho, nagle, nie cierpiąc. Zaprzyjaźniony lekarz domowy powtarzał, że od dłuższego czasu żyje na kredyt, bo Jego serce ledwo kołacze...&lt;br /&gt;Swym odejściem sprawił mi ogromny ból, który do dziś nie minął. I nadal bardzo trudno użyć mi słów, które najtrafniej oddawałyby to co czuję werbalizując Jego fizyczny brak.&lt;br /&gt;W wielu sprawach był moim guru, moim jedynym nauczycielem. Przyjacielem choć i „wrogiem”, gdy nie chciałam przyznać Mu racji, bo wiedziałam „lepiej”. &lt;br /&gt;Ale Jego ojcowska miłość i wewnętrzne ciepło, którymi mnie obdarzał, do dziś mnie grzeje we wspomnieniach i przy krótkich, częstych spotkaniach na grobową płytą. Mam potrzebę często tam bywać, poza tym wiem ile znaczyła dla Taty pamięć, bo sam był niezrównany w pamięci o innych, nawet chory nie zapominał o ważnych dla innych dniach i składając życzenia zawsze ze śmiechem i dowcipnie bagatelizując opowiadał o swoich niemocach, które wcale nie były bagatelne. &lt;br /&gt;Jego pogoda ducha była zaraźliwa, zawsze bowiem miał na podorędziu jakiś akuratny dowcip, który znakomicie rozładowywał napięcia.&lt;br /&gt;Tata miał kilka pasji wśród których pierwsze miejsce zajmowała muzyka i miłość do niej była nieoszacowana i niezaprzeczalna. Muzyka była dla Niego źródłem największej radości, emanacją Jego wrażliwości, czymś bez czego życia sobie nie wyobrażał. Zakończona w dojrzałym życiu działalność muzyczna choć świadomie, była i tak czymś za czym nigdy nie przestał tęsknić. &lt;br /&gt;Uczył mnie abecadła muzycznego rzucając jako dorastające dziecko na zakazany jazz, słuchany w ortodoksyjnych dla tego gatunku muzycznego czasach w radio, w cyklicznych wieczornych audycjach „Music in USA”. Pamiętam to pełne zapamiętanie w słuchaniu Elli Fitzgerald, Billie Holiday, Louis'a Armstronga, orkiestry Duke'a Ellingtone'a, Glenna Millera oraz całej plejady gwiazd lat 40-tych, 50-tych i 60-tych.&lt;br /&gt;W latach 50-tych i 60-tych muzyka była nie tylko Jego żywiołem, ale i sposobem zarobkowania, więc jako rozmarzony entuzjasta wraz ze swoimi kolegami organizował też zamknięte spotkania muzyczne, które dziś noszą uczoną nazwę jam session, z udziałem wtedy raczkujących późniejszych tuzów polskiego jazzu. Kiedy w latach 50-tych powstała w Częstochowie restauracja Sielanka, która nie miała być zwykłą knajpą z wyszynkiem, tylko miejscem spotkań przy muzyce, grający tam muzycy zapraszali swoich warszawskich (i nie tylko) kolegów po fachu na rzeczone jam session i wspólne granie dla czystej przyjemności.&lt;br /&gt;Być może miał szansę powstać tam, jak się dziś mówi „kultowy” klub jazzowy, ale jedynie słuszne czasy nie były tego celu w Częstochowie życzliwym animatorem.&lt;br /&gt;I to między innymi stało się przyczyną emigracji od muzykowania do drugiej pasji zwanej samochodową. Tata w owych czasach, kiedy częstochowski Automobilklub mieścił się na ul. Kilińskiego (gdzie dziś Pogotowie Ratunkowe), całe godziny spędzał w jego garażach przy przygotowywaniu samochodów wyścigowych (raczkująca prowincjalna „Formuła 1”) do zawodów, które odbywały się na lotnisku w Rudnikach. Brał też udział w rajdach samochodowych, bo jak się już czemuś oddawał, to cały od stóp do głów.&lt;br /&gt;Pasje te oraz niepospolite otwarcie na ludzi zabierały Go mnie i rodzinie. Ale Tata był niepospolicie ciekawy świata, a że dalekie podróże wtedy nie były możliwe, uzupełniał sobie ich brak pochłanianiem niezdrowej ilości książek. Dzięki nim ale i dzięki swojej matce, dobrze wykształconej przedwojennej nauczycielce drażniła Go nieumiejętność posługiwania się ładną polszczyzną, której sam był apologetą. Dziś w dobie języka obrazkowego czułby się pewnie jak Twardowski na Księżycu.&lt;br /&gt;Mnie pozostaje cieszyć się, że cytując Jana Sztaudyngera: „Przez całe swoje życie szukał dna... w błękicie”, a w moim sercu pozostawił niezwykłą wrażliwość... Dziękuję Ci Tato!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-3863531044630465734?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/3863531044630465734/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/03/in-memoriam-bogdan-dabrowski-1926-2001.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3863531044630465734'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3863531044630465734'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/03/in-memoriam-bogdan-dabrowski-1926-2001.html' title='In memoriam Bogdan Dąbrowski (1926-2001)'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-9155199860623599832</id><published>2011-03-09T03:05:00.000-08:00</published><updated>2011-03-14T01:33:56.642-07:00</updated><title type='text'>In memoriam Andrzej Jaworski</title><content type='html'>W pierwszym dniu marca wróciłam do pracy po poważnym zabiegu kardiochirurgicznym, ciesząc się otrzymanym nowym życiem, a tu w miniony piątek 4. marca zostałam złamana hiobową wieścią o nagłej śmierci serdecznego Przyjaciela, znakomitego i pełnego pasji antykwariusza Andrzeja Jaworskiego z Wrocławia.&lt;br /&gt;Człowieka niezwykle pogodnego, z nieodłącznym uśmiechem na twarzy, nie mającego zwyczaju narzekać, radzącego sobie w trudnej dla książki sytuacji z nadzieją i wiarą w nieprzemijającą miłość do nich i trwanie instytucji zajmujących się książką, których istnieniu stopniowo coraz bardziej zagraża rzeczywistość wirtualna.&lt;br /&gt;Od momentu kiedy zwycięsko na początku lat 90-tych zakończył batalię o powstanie prawdziwie naukowego antykwariatu u zbiegu ulic Kuźniczej i Uniwersyteckiej, w której to batalii brałam skromny udział jako jedna z wielu, pisząc pismo o niepodważalnej intelektualnej zasadności tej inicjatywy do ówczesnego Prezydenta Wrocławia Bogdana Zdrojewskiego, który zaszczycił potem swoją obecnością jego otwarcie, codziennie zabiegał o to, by nie brakowało w nim nie tylko poszukiwanej literatury popularno-naukowej, ciekawostek wydawniczych, ale i cymeliów, rara et curiosa i innych prawdziwie bibliofilskich smaczków. Sam był bibliofilem od niepamiętnych czasów i tą swoją miłość do książek uczynił drugim zawodem, bo z wykształcenia był zupełnie kimś innym.&lt;br /&gt;Poznałam Go na aukcji książek starych, rzadkich i poszukiwanych w Poznaniu w latach 80-tych. Czasy były takie, że półki sklepów świeciły pustkami, za to półki antykwariatów uginały się od znakomitej literatury, a aukcje pełne były wydawnictw tzw. drugiego obiegu i książek w ludowej ojczyźnie zakazanych, za które bibliofile, ale i biblioteki płaciły jak za dzieła Picassa.&lt;br /&gt;Andrzej w rodzinie i środowisku komilitonów familiarnie, i z estymą zwany Jędrusiem, kolekcjonował oprócz książek m. in. statuty i mapy Wrocławia, który kochał jako tam urodzony i mieszkający w domu swoich Rodziców. Ale Jego zainteresowania były znacznie szersze, obejmowały także malarstwo, grafikę, ekslibrisy, od wspomnianych lat 90-tych czynnie uczestniczył w Biennale w Malborku.&lt;br /&gt;Był też zapalonym piechurem, wraz z ukochaną Janeczką, dzielącą całym sercem Jego pasje, wytyczali sobie co roku nowe trasy do zwiedzania, zupełnie nie interesując się wyjazdami na wyspy wulkaniczne czy nad dalekie ciepłe morza, od których woleli zimny Bałtyk ogladany z bliska. Polska i Wrocław to był Jego świat. Dbał o historyczną, nie koniunkturalną prawdę o nim, pielęgnował każdy, bodaj najmniejszy zapisek, uwagę, znak, ciesząc się z ich posiadania.&lt;br /&gt;Był mądrym wyznawcą małych ojczyzn, a jako człowiek niewyobrażalnie oczytany, zawsze umiał spokojnie i rzeczowo uzasadniać swój punkt widzenia. Był cudownym interlokutorem, umiał słuchać i wymieniać poglądy nie tylko na tematy Mu najbliższe związane z pasją bibliofilską, ale i tematy bieżące, często kontrowersyjne. Zawsze jednak zachowywał takt i niezwykłą kindersztubę, bo był człowiekiem staromodnie dobrze wychowanym.&lt;br /&gt;Od prawie 30 lat corocznie brałam udział w spotkaniach ogrodowych (ogród wypieszczony przez Janeczkę przypominał raj), podczas których zawsze mi było mało dysput z Nim, bo były to rozmowy,w których nie traciło się czasu, a można się było ogromnie dużo nauczyć.&lt;br /&gt;Zarażał swoją pasją, z którą przekonywał o wyższości książki drukowanej nad wirtualnym&lt;br /&gt;e bookiem i był głęboko przekonany o swoich racjach, co czyniło Go człowiekiem Renesansu, którym bez wątpienia był.&lt;br /&gt;Mimo ukończonej 60-tki wciąż był młodym zapaleńcem, który odkrywszy piękno i siłę książek oraz detali z nimi związanych, każdą traktował jak swoje ukochane i jedyne dziecko, otaczał stosowną opieką, jeśli tego wymagała pięknie oprawiał, by z namaszczeniem postawić na półkę, a potem z czcią po nią sięgać, gdy sam się chciał nią nacieszyć lub pokazać te perełki innym. Podczas ogrodowych spotkań "wycieczki" do Jego biblioteki były swoistym rytuałem, na który obecni czekali jak na wykwintną ucztę.&lt;br /&gt;Jego nagła śmierć przerywając nasze książkowe, i nie tylko, spotkania, uzmysłowiła, że papier jest trwalszy od kruchego ludzkiego istnienia, ale dzięki temu pamięć o Jędrusiu pozostanie w moim (naszych) sercu, ale i na papierze właśnie!&lt;br /&gt;Szczególnie, że miał taki staroświecki zwyczaj prowadzenia w swoim ukochanym domu, przez który przewinęło się niemało znakomitości świata książki, sztuki i kultury, księgi Gości.&lt;br /&gt;Ja Jędrusiu wpisuję dla Ciebie niniejszy wiersz Mary Frye:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie stój nad mym grobem i nie roń łez.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie ma mnie tam; nie zasnąłem też.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jestem tysiącem wiatrów dmiących.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jestem diamentowym błyskiem na śniegu lśniącym.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jestem na skoszonym zbożu światłem promiennym.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jestem przyjemnym deszczem jesiennym.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kiedy tyś w porannej ciszy zbudzony&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jestem ruchem - szybkim, wznoszonym,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Ptaków cichych w locie krążących&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jestem łagodnym gwiazd blaskiem nocnym.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie stój nad mym grobem i nie roń łez.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie ma mnie tam; nie zasnąłem też.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie stój nad mym grobem i nie płacz na darmo.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie ma mnie tam. Ja nie umarłem.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie nie umarłeś, choć jutro ceremonia pożegnania Twoich prochów...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-9155199860623599832?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/9155199860623599832/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/03/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/9155199860623599832'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/9155199860623599832'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/03/blog-post.html' title='In memoriam Andrzej Jaworski'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-1912767893088213840</id><published>2010-12-26T00:35:00.000-08:00</published><updated>2010-12-26T00:40:52.844-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>W Bożego Narodzenia dni urocze, niechaj szczęściem serce drga, niech zdrowie dobre Cię otoczy i na dni przyszłości trwa!&lt;br /&gt;Wesołych Świąt i Dosiego 2011 Roku!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-1912767893088213840?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/1912767893088213840/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/12/w-bozego-narodzenia-dni-urocze-niechaj.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1912767893088213840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1912767893088213840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/12/w-bozego-narodzenia-dni-urocze-niechaj.html' title=''/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-422016706326531809</id><published>2010-11-04T08:48:00.000-07:00</published><updated>2010-11-04T08:52:37.964-07:00</updated><title type='text'>Ach życie, chciałabym cię łyżkami jeść!!!</title><content type='html'>"Życie polega na sklejaniu okruchów", więc dziękując losowi za otrzymanie go po raz drugi, skrupulatnie okruchy sklejam, a gdy już tego dokonam, wrócę do pisania. Doczekać się nie mogę!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-422016706326531809?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/422016706326531809/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/11/ach-zycie-chciaabym-cie-yzkami-jesc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/422016706326531809'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/422016706326531809'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/11/ach-zycie-chciaabym-cie-yzkami-jesc.html' title='Ach życie, chciałabym cię łyżkami jeść!!!'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-1413524964430839891</id><published>2010-07-27T05:20:00.000-07:00</published><updated>2010-07-28T03:47:03.131-07:00</updated><title type='text'>List do Pana Piotra Waltera</title><content type='html'>Dzień dobry!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oglądając od wielu dni telewizję TVN i TVN24 nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jedynym tematem skupiającym uwagę dziennikarzy tych stacji jest Jarosław Kaczyński (co powiedział, co zrobił, jak się zachował, czy złajał czy nie złajał rząd, prezydenta czy któregoś z posłów PO, czy użył słów adekwatnych czy nie adekwatnych do sytuacji, czy wytarł rano nos czy może nie wytarł...).&lt;br /&gt;Zniesmaczona postanowiłam napisać do Pana, by poprosić, aby może najlepsza telewizja w Polsce zaczęła interesować się innymi tematami dotyczącymi kraju i jej szarych obywateli (choćby czy zadbano należycie o rodziny i bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej, czy wypłacono powodzianom zasiłki, jak przebiegają przygotowania w żłobkach, przedszkolach i szkołach do nowego roku szkolnego, czy wzrosła ich liczba, jak przebiega reforma oświaty, szczególnie tego segmentu, który dotyczy tzw. młodzieży trudnej, jak przebiega budowa nowych dróg, stadionów, orlików, gdzie utknęły starania o okręgi jednomandatowe itd.) i przestała tym samym globalnie lansować szefa PiS, który stał się ich wybrańcem, a winien za swój brak klasy i kindersztuby, insynuacje, bezpodstawne oskarżenia i nieodpowiedzialnie używane słowa być objętym dziennikarską zmową milczenia.&lt;br /&gt;Dzięki każdemu programowi publicystycznemu emitowanemu przez te dwie stacje (zresztą i inne, tyle, że ja jestem fanką tych dwóch), poświęconemu niemal wyłącznie Jego osobie cieszy się on niezasłużonym ich zainteresowaniem, by nie rzec darmową "reklamą", skupiając uwagę zmęczonych Polaków na jego braku taktu, wyczucia sytuacji, nieumiejętności posługiwania się słowami zgodnie z ich semantycznym znaczeniem oraz krętych, pełnych hipokryzji ścieżkach myślenia, za pomocą których buduje swoją wieżę Babel i filozofię "zbrodni" smoleńskiej.&lt;br /&gt;Dzięki takiej taktyce chwilami mam wrażenie, że nie ma w Polsce nikogo poza Jarosławem Kaczyńskim i Jego Bratem. Tak jakby tylko On miał prawo epatować sobą kraj, który stracił poza tym 94 osoby z różnych opcji politycznych, którzy w momencie śmierci byli po prostu ludźmi osierocającymi swoich bliskich.&lt;br /&gt;Fakt, że chce On przepchnąć byłego prezydenta do panteonu królów i kongenialnych władców absolutnych, jednocześnie przypisując Mu męczeńską śmierć, ujawnia jedynie chorobliwą megalomanię, pychę i brak łączności ze światem rzeczywistym.&lt;br /&gt;Nie wiem czy dobre kanały telewizyjne w imię wypełnianej misji informacyjnej winny epatować, szczególnie młodych oglądających swarliwymi wypowiedziami członków partii, rodzin tragicznie zmarłych, którym się wydaje, że mają patent na jedynie słuszną prawdę, tym samym niechcący dyktując wzory wcale nie do naśladowania.&lt;br /&gt;Trudno w tym rozpoznać cechy ucywilizowanej już demokracji europejskiej, bo sprowadza się ona do wzoru polskiego "według" Jarosława Kaczyńskiego, który wspierany przez ojca dyrektora i fanatycznie zaślepionych jego zwolenników, a także wykazujących nadgorliwe zainteresowanie dziennikarzy, brnie coraz głębiej w swoje antyczłowiecze zachowania, pozostając przekonanym o swej ponadczasowej "misji".&lt;br /&gt;To zaczyna być chore, by jeden człowiek od rana do wieczora skupiał uwagę milionów przed telewizorami.&lt;br /&gt;Wydaje mi się, że znacznie ważniejszym jest czy aby wszystkie rodziny zmarłych tragicznie w Smoleńsku mają stosowną i wynikającą z obowiązków państwa opiekę, pomoc, wsparcie.&lt;br /&gt;Dziennikarze powtarzają w kółko te same pytania, nie siląc się nawet na jakieś merytoryczne czy choćby osobiste podsumowania, przy okazji ograniczając się do prowadzenia mało inteligentnych gierek z zaproszonymi gośćmi.&lt;br /&gt;Jest to smutne i nieuczciwe wobec "myślących inaczej", też stanowiących widownię TVN i TVN24 (to świetnie słychać w "Szkle kontaktowym") i ociera się o absurd. Wydaje mi się zatem, że czas najwyższy przerwać tę grę do jednej bramki, spuścić zasłonę milczenia na czas dłuższy na słowa i czyny Jarosława Kaczyńskiego, który nigdy się nie zmieni i będzie nadal prowadził wojnę polsko-polską, jątrząc i skłócając polskie społeczeństwo.&lt;br /&gt;Mając nadzieję na życzliwą uwagę nad tekstem mojego listu, pozostaję z szacunkiem&lt;br /&gt;Joanna Grochowska&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-1413524964430839891?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/1413524964430839891/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/07/list-do-pana-piotra-waltera.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1413524964430839891'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1413524964430839891'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/07/list-do-pana-piotra-waltera.html' title='List do Pana Piotra Waltera'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-2035165041013042289</id><published>2010-06-15T05:17:00.000-07:00</published><updated>2012-01-08T12:28:26.082-08:00</updated><title type='text'>Cykl Listy do Klary: List do siebie (opowiadanie)</title><content type='html'>Poszłam na długi myślowy spacer. Bardzo lubię te samotne wyprawy w głąb siebie. Pozwalają mi lepiej rozumieć, powoli porządkować wydarzenia, wyraźniej czuć.&lt;br /&gt;         Zanurzyłam się w siebie, by móc spokojnie oddzielić to co ważne od tego co zbędne i przyniosłam z tego spaceru garść reminiscencji, którymi chcę się z Tobą podzielić.&lt;br /&gt;         Chcę mieć bowiem nadzieję, że skrzyżowanie Walentynkowego uśmiechu z powagą, w pełni oddaje nastrój wyzwolony przez "mrówy chodzące po plecach" pod wpływem zupełnie czarodziejskiego dotyku... i w pełni oddaje nastrój wspólnoty, ale i potrzeby samotności (wolności) celnie sformułowany przez Ciebie słowami: "dobrze mi kiedy przyjeżdżasz i dobrze mi kiedy odjeżdżasz".&lt;br /&gt;         Nie chcę by wiało banałem, ale to Ty sprawiłeś, że poczułam się szczęśliwa (!), choć moje przerażenie nie zmniejszyło się ani o kroplę.&lt;br /&gt;         Tak jak obiecałam załączam tekst i żałuję, że on Ci się nie podoba. Jednak moje sumienie jest czyste, bo poza odrobiną emocji (które są tym, czym przyprawy dla potraw), nie ma w mojej pisaninie ani jednego słowa nieprawdy. Mogę się bić w piersi, że nie potrafiłam sprostać Twoim oczekiwaniom, mimo otrzymanej carte blanche, ale będąc tylko prowincjonalnym amatorem, nie trudniącym się zawodowo pisaniem, mogę sobie wyrzucać, że nie stanęłam na wysokości zadania, które sobie sama postawiłam. Moja naiwna wiara, że udatnie spróbuję naszkicować Twój portret, musiała umrzeć ze wstydem.&lt;br /&gt;Tak bardzo się cieszę, że ostatnia wyprawa okazała się tak potężną radością i jestem pełna podziwu dla Twego niespożytego entuzjazmu. Mój podziw rośnie proporcjonalnie do mijającego czasu i pewnie przeobrazi się w cielęcy zachwyt ... Niech wszystkie szczęśliwe spełnienia wpadną do worka pełnego Twoich życzeń. B.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-2035165041013042289?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/2035165041013042289/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/06/list-do-opowiadanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2035165041013042289'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2035165041013042289'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/06/list-do-opowiadanie.html' title='Cykl Listy do Klary: List do siebie (opowiadanie)'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-3374696521470819256</id><published>2010-05-11T04:52:00.000-07:00</published><updated>2010-05-11T05:38:53.076-07:00</updated><title type='text'>O Apelu Aktorów i Widzów Polskich Teatrów słów kilka</title><content type='html'>Otrzymałam e mail’em poniżej prezentowany Apel Aktorów i Widzów Polskich Teatrów, który miałam podpisać i przesłać dalej. Nie podpisałam, ale posłałam dalej.&lt;br /&gt;Nasunęło mi się kilka uwag w trakcie czytania tego dość zamotanego, a jednocześnie ciut megalomańskiego tekstu.&lt;br /&gt;Ja będąca całym sercem po stronie szeroko pojętej (wysokiej) kultury, w tym teatru i artystów, jestem całym sercem przeciw tezom zawartym w apelu. Przypominające czasy minione artystowskie żądania uświadamiają, że oto aktorzy chcą rewolucji! Rewolucji, z której wychodzą z wszelkimi przywilejami, bez obowiązków wobec państwa, w tym także naczelnego obowiązku szanowania publicznego grosza czyli pieniędzy podatnika.&lt;br /&gt;Bełkotliwy, aczkolwiek ze skłonnością do uczonego brzmienia język, styl pierwszomajowej nowomowy oraz jakby skądś znane „postulaty” nie pozostawiają mi wątpliwości, że miejsca tam na mój podpis nie ma, przynajmniej do czasu kiedy uda mi się poznać tekst krytykowanego projektu ustawy, bo lubię znać racje obu stron. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że twórcy apelu zupełnie zapomnieli, że 20 lat temu mówiąc językiem polityki „odzyskaliśmy wolność”, która oznacza także wolnorynkową wolność kultury. W świecie cywilizowanym kulturalnie i kulturowo nie ma w każdej prowincjonalnej dziurze (sama w takiej mieszkam) teatru, teatru szczęśliwie dotowanego przez państwo, który zatrudnia, jak za czasów jedynie słusznych, na etacie nawet halabardzistów.&lt;br /&gt;Dziś jest pora na teatry impresaryjne, które utrzymują się ze sprzedaży biletów i nie odrzucają sponsoringu. Clou życia teatralnego powinna opierać się jak najbardziej o rynek, tj. o teatry prywatne, które żyją z biletów, a ich sprzedaż decyduje o ich istnieniu. Ostatnie lata pokazały, że takie fakty mają miejsce i mimo wysokich cen, wstęp do nich jest trudny, bo chętnych jest więcej niż miejsc. I to jest zjawisko bardzo optymistyczne. Teatr nie jest sztuką masową i powinien być oczekiwanym świętem.&lt;br /&gt;Polska wzorem innych cywilizowanych krajów, które od stuleci tworzą kulturę (która tam nie upadła, a kieruje się takimi samymi uwarunkowaniami ekonomicznymi) powinna mieć jeden teatr narodowy, jeden teatr operowy, jedną filharmonię i te instytucje, jak najbardziej powinny być finansowane z budżetu państwa. Kwoty przeznaczane na dofinansowanie prowincji, powinny trafiać do narodowych instytucji kulturalnych w całości, by mogły przyciągnąć twórców wybitnych, a przez drogie, niedostępne ogólnie przez dofinansowanie bilety, powinny stać się instytucjami prawdziwie kulturalnymi (elitarnymi) o wyszukanym repertuarze, gdzie nonszalancja pseudo teatromanów czy melomanów każe nam obcować z adidasami zamiast lakierków, czy dżinsów i rozwleczonego sweterka, zamiast smokingu czy wieczorowego garnituru.&lt;br /&gt;Teatr powinien spełniać rolę pracodawcy, który płaci za wykonaną pracę, a nie przechowalni aktorów utrzymującej ich za figurowanie na etacie. Teatry nie powinny być także miejscem dla reżyserów czy dyrektorów wizjonerów, którzy dzięki dotacjom państwa mogą bezkarnie epatować swoimi mniej lub bardziej trafionymi pomysłami, stanowiąc nieusuwalne zło. No chyba, że sami za swoje pieniądze tworzą teatry (sceny) dla realizacji swoich pomysłów.&lt;br /&gt;To właśnie komercyjna rzeczywistość szybciutko weryfikuje ich przydatność oraz faktyczną wartość. Wyrównuje patologie i jasno określa wymogi zawodowe. Jesteś dobry, grasz, jesteś kiepski, zmieniasz zawód albo ciągniesz ogony, jednak nie za pieniądze podatnika!&lt;br /&gt;Dla mnie postulaty apelu sprowadzają się do jasno określonych przywilejów dla artystów, przypisujących sobie wieszczą, ponadprzeciętną, niemal mistyczną rolę. To nieuczciwe, bo wolny rynek wszelkie przywileje znosi. Bufonada płynąca z logiki apelu jest dość porażająca. Być może zmienię zdanie jak będę miała szansę przeczytać projekt zmian.&lt;br /&gt;Aktor wykonuje tzw. wolny zawód i powinien być zatrudniany na umowę o dzieło, bo kreacje teatralne są w jakiejś mierze dziełem i sam powinien dbać o ich jakość. Nic nie działa tak demoralizująco w tym zawodzie jak etat i to koniecznie na czas nieokreślony. Tak jak działające na zupełnie już nie przystających do obecnej rzeczywistości zasadach związki zawodowe (ustawa winna być od dawna zmodyfikowana, związki wyprowadzone z miejsc pracy, działalność w nich powinna być społeczna, a członkowie jak i szefowie nie powinni być "ustawowo" chronieni latami przed zwolnieniem!). Kodeksowy miecz, który realizuje li tylko interes wąskich grup, zrzeszających najczęściej towarzystwo wzajemnej adoracji, wcale nie całe środowiska.&lt;br /&gt;Nie mogę się zgodzić z tezą, że kierowanie teatrem to nie jest to samo, co kierowanie zwykłym przedsiębiorstwem! Co autorzy apelu mieli na myśli pisząc pejoratywnie o „zwykłym” przedsiębiorstwie? Teatr to też rodzaj przedsiębiorstwa, a to, że tworzy się tam sztukę, a nie produkuje zapałki wcale nie znaczy, że jest ono „niezwykłe” lub lepsze. I tu i tu zarządza się zasobami ludzkimi, prowadzi sprawy kadrowo-płacowe, dba o tzw. park maszynowy, reklamę&lt;br /&gt;i dobry marketing, by sprzedać swój produkt. A to właśnie owo „zwykłe” przedsiębiorstwo pracuje na to, by „niezwykłe” przedsiębiorstwo jakim jest teatr mogło funkcjonować. Wyłażąca jak słoma z butów bufonada apelu nie służy dobremu klimatowi do podpisywania się w jego obronie.&lt;br /&gt;No i nie mogę wyjść ze zdumienia, że protest firmuje - nomen omen - Joanna Szczepkowska! Czy na pewno to TA SAMA Joanna Szczepkowska???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedruk tekstu apelu za otrzymanym od wysyłajacego e mail'em - nie ponoszę odpowiedzialności za treści i błedy w nim zawarte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;APEL AKTORÓW i WIDZÓW POLSKICH TEATROW&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 2009 roku zapowiedziano rządowy plan „rewolucyjnej deregulacji” działalności kulturalnej. Mającej uprościć, odbiurokratyzować i uwolnić od zbędnych, szkodliwych ograniczeń oraz niedoskonałości zasady funkcjonowania publicznych instytucji kultury i poprawić warunki pracy twórczej i artystycznej autorów i artystów wykonawców.&lt;br /&gt;Przed Kongresem Kultury Polskiej, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przedstawiło założenia projektu zmian prawa kultury. Jednak – jak wiele kontrowersyjnych twierdzeń, zawartych w opublikowanych przed Kongresem raportach, dotyczących różnych dziedzin kultury – założenia te wzbudziły zdecydowany sprzeciw lub poważne zastrzeżenia przedstawicieli środowisk twórczych, instytucji kultury i odbiorców – widzów, słuchaczy i innych uczestników rozmaitych form działalności kulturalnej. Powstaje nieodparte pytanie: dlaczego tak się stało? Poniżej przedstawiamy próbę odpowiedzi na to zasadnicze pytanie.&lt;br /&gt;Projekt „rewolucji kulturalnej” prof. Hausnera przygotowano arbitralnie i dyskrecjonalnie. Bez udziału twórców i szerokich, rzetelnych konsultacji środowiskowych. Pogłębionych, fachowych wielostronnych analiz i diagnoz stanów faktycznych. Projekt opracowało wąskie grono równie arbitralnie wybranych autorów. Często nie zajmujących się profesjonalnie kulturą. Rozpatrujących i uwzględniających głównie finansowe, wąsko-ekonomiczne i rynkowe, regulacyjno-prawne, teoretyczno-menadżerskie aspekty działalności kulturalnej. Jakby szło o zwykłą działalność gospodarczą, którą działalność kulturalna nie jest. Nie tylko ze swej istoty, podstawowych, nadrzędnych celów i zadań społecznych, ale i z mocy prawa.&lt;br /&gt;W oderwaniu od polskich realiów i najnowszych europejskich tendencji, postulowano daleko idące wycofanie się organów państwa i samorządu terytorialnego z realizacji obowiązkowych, konstytucyjnych zadań mecenatu w sferze organizacji, prowadzenia i finansowania publicznych instytucji kultury. Będącego niezbywalną materialną gwarancją dostępu obywateli do dóbr kultury i uczestnictwa w kulturze. Proponowano w zamian sponsoring prywatny i prowadzenie działalności kulturalnej na zasadach ekonomiczno-rynkowych.&lt;br /&gt;W działalności kulturalnej pierwszorzędne znaczenie mają kreowane wartości niematerialne o zasadniczej wadze publicznej. Jej głównym celem jest zaspokajanie społecznych i indywidualnych potrzeb kulturalnych. Zapewnianie odbiorcom doznań estetycznych, emocjonalnych, przeżyć, refleksji intelektualnych i moralnych. Wzbogacających różne sfery ludzkiej wrażliwości. Krzewienie najważniejszych wartości moralnych. Wywoływanie refleksji nad życiem godziwym i niegodziwym, dobrem i złem. Kultura jest więc najpierw zawsze domeną tworzenia i istnienia wartości pozamaterialnych. Choć wiele dóbr kultury ma też komercyjną wartość rynkową, wyrażaną w pieniądzu, istotne gospodarcze znaczenie i przynosi dochody.&lt;br /&gt;Propozycje zmian prawa, umożliwiające prywatyzację lub likwidację publicznych instytucji kultury, zostały zdecydowanie odrzucone przez wszystkie polskie środowiska twórcze, animatorów kultury i osoby w różny sposób uczestniczące w kulturze. Jako niekonstytucyjne i niedopuszczalne wobec roli i znaczenia tych instytucji dla ochrony i rozwoju polskiej kultury narodowej, jej dziedzictwa, prawnie chronionej odrębności i tożsamości kulturowej.&lt;br /&gt;W konfrontacji z rzeczywistością, tezy o rzekomym kryzysie polskiej kultury i publicznych instytucji kultury, mimo nękających je nadal niedostatków środków finansowych, słabości infrastruktury, licznych ograniczeń i trudności formalno-organizacyjnych, są ewidentnie nieprawdziwe. Potwierdzeniem potencjału, rozwoju i żywotności polskiej kultury jest rosnące uczestnictwo odbiorców w jej różnych formach. Sukcesy coraz większej liczby dzieł polskich autorów i wybitne osiągnięcia polskich artystów wykonawców w kraju i zagranicą.&lt;br /&gt;Kuriozalnym komentarzem, oddającym jednak sposób myślenia o projekcie „rewolucji w kulturze” i skrajne, doktrynerskie poglądy jej autorów, była wypowiedź prof. Balcerowicza, iż dofinansowywanie biletów do teatrów i innych publicznych instytucji kultury ma rzekomo wyłącznie elitarny charakter i krąg beneficjentów, więc jest społecznie nieuzasadnione i należy z niego zrezygnować – w odróżnieniu od finansowania zakupów czołgów (sic!).&lt;br /&gt;Takie podejście i płytko demagogiczna, pseudorewolucyjno-militarna, antyinteligencka retoryka, zawsze były i są absurdalne i skrajnie szkodliwe w odniesieniu do kultury. Szczególnie dziś, w warunkach pokoju, postępującej integracji, bezpieczeństwa i współpracy europejskiej, jest to absolutnie nie do zaakceptowania. Podczas gdy ekonomiści i specjaliści od finansów publicznych, badający rzetelnie wpływ kultury na rozwój współczesnej, poprzemysłowej gospodarki narodowej, twierdzą, że każda złotówka zainwestowana w działalność kulturalną przynosi w ostatecznym rachunku co najmniej pięć złotych zysku. Nie licząc najważniejszych, najczęściej niewymiernych w pieniądzu, trudnych do przecenienia, podstawowych rezultatów i korzyści społecznych w postaci kreowanych w procesach twórczych wartości niematerialnych. Tkwiących we wszelkich dobrach i przejawach działalności kulturalnej. Profesjonalnej i amatorskiej. Nawet najbardziej popularnej, masowej i rozrywkowej.&lt;br /&gt;Publiczne teatry, opery, filharmonie, orkiestry, zespoły baletowe i inne instytucje kultury szczęśliwie nadal istnieją i działają w Polsce. Równocześnie jako ostoje narodowej, europejskiej i światowej tradycji, dziedzictwa kulturowego oraz ośrodki promocji najnowszych dzieł i nowatorskich form ich artystycznej prezentacji i interpretacji. Wbrew skrajnie krytycznym, fałszywym opiniom nie są w stanie kryzysu. Mimo zróżnicowanej kondycji i licznych problemów. Nie wolno jednak nikomu ich zniszczyć, wprowadzając w nich pospieszne, nieprzemyślane, biurokratyczne organizacyjno-prawne zmiany systemowe.&lt;br /&gt;Polskiej kulturze, instytucjom i twórcom kultury – autorom i artystom – potrzebne są przemyślane, modernizacyjne reformy różnych form działalności kulturalnej i warunków pracy twórczej. Oparte na rzetelnych analizach, ocenach, diagnozach z uwzględnieniem opinii zainteresowanych środowisk twórczych oraz odbiorców rezultatów ich pracy. I na faktycznym – nie pozorowanym – dialogu społecznym środowisk twórczych, pracodawców artystów, animatorów kultury, organizacji widzów i władz państwowych.&lt;br /&gt;Nie zaś wydumane przez kogokolwiek, doktrynerskie, koteryjne „rewolucje” i „wojny” o biurokratyczną antyreformę kultury. Administracyjnie narzucaną odgórnie twórcom, instytucjom i odbiorcom kultury. Wbrew naszej wiedzy, woli, opiniom oraz realnym życiowym i artystycznym, najważniejszym potrzebom i interesom. Przez wąskie, menadżersko grona doradców, urzędników, lobbystów. Forsujących uporczywie swoje koncepcje i interesy.&lt;br /&gt;Toteż najbardziej skrajne, nieprzemyślane tezy projektu „rewolucyjnej” antyreformy polskiej kultury, spotkały się z powszechną krytyką. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego odciął się w związku z tym kilkakrotnie od wycofania się państwa z finansowania publicznych instytucji kultury. I innych, najbardziej powszechnie nieakceptowanych, propozycji zmian w prawie kultury. Jednak, pomimo deklaracji Ministra, podtrzymywane są nadal hiperregulacyjne – nie deregulacyjne jak zapowiadano i próbuje się je nadal przedstawiać – projekty zmian prawa kultury. Ich autorzy nie dają za wygraną. Usiłują w różny sposób forsować i legitymizować swoje radykalne, szkodliwe dla kultury i twórców propozycje. Nienowe, dobrze znane twórcom i artystom pamiętającym czasy PRL, z których wprost się wywodzą. Polskie środowiska twórcze i instytucje kultury już się przed nimi trzykrotnie obroniły w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku.&lt;br /&gt;Istotą i celem projektów tych zmian było wtedy i jest znowu, pełne uzależnienie zatrudnionych w teatrach aktorów i innych artystów wykonawców od ich dyrektorów i prawnych organizatorów. Teraz także od sponsorów i obecnych lub przyszłych prywatnych właścicieli tych instytucji. Chociaż dzisiaj na podstawie innych niż w PRL – nie ideologiczno-politycznych, lecz podobnie skrajnie doktrynalnych i instrumentalnych – płytko ekonomiczno-finansowych, rynkowych, pseudomenadżerskich przesłanek. Przez umocnienie już obecnie prawie absolutnej, jednoosobowej, nierzadko przybierającej patologiczne, autorytarne formy, dominacji dyrektorów nad zespołami twórczymi teatrów i innych artystycznych instytucji kultury. Składającymi się z artystów różnych specjalności. Wspólnie z którymi kierujący tymi instytucjami i kolejnymi przedsięwzięciami repertuarowymi realizują statutową działalność.&lt;br /&gt;Autorzy tych koncepcji zapominają, że zespołowa praca artystyczna opiera się na współtwórczości i podmiotowości wszystkich członków zespołów teatralnych. Bez aktywnego współdziałania, porozumienia i wzajemnej akceptacji dyrektorów, autorów, reżyserów, dyrygentów, baletmistrzów, chórmistrzów z zespołami artystów pracujących w teatrach i innych instytucjach kultury jest ona niemożliwa. Nawet najlepszy dyrektor teatru, opery, filharmonii, orkiestry, chóru, czy baletu, ani reżyser nie zagra sam. Musi więc umieć i chcieć być liderem artystycznym, organizacyjnym, animatorem i opiekunem zespołu współtwórców z którymi pracuje w powierzonej mu instytucji kultury. Kierowanie teatrem lub inną artystyczną instytucją kultury, to nie to samo, co zarządzanie zwykłym przedsiębiorstwem, bądź innym podmiotem gospodarczym albo instytucją.&lt;br /&gt;Aktorzy i inni artyści wykonawcy nie mogą być pozbawieni elementarnej stabilności zawodowej, życiowej i podmiotowości w swej pracy twórczej w zespołach teatralnych. Nie mogą być niewolniczo zależni od dyrektorów teatrów i całkiem instrumentalnie traktowani.&lt;br /&gt;Dlatego:&lt;br /&gt;1. Nie akceptujemy propozycji zmian ustawowych, umożliwiających prawnym organizatorom likwidację lub prywatyzację publicznych instytucji kultury. Prawo kultury winno nadal bezwzględnie chronić publiczne instytucje artystyczne. Uznając ich prowadzenie i finansowanie za ustawowe, niezbywalne zadania obowiązkowe organizatorów. Ze względu na ważne cele, związane z upowszechnianiem, rozwojem, ochroną kultury, dziedzictwa narodowego, języka polskiego i obowiązkiem materialnej realizacji przez państwo konstytucyjnie zagwarantowanego prawa dostępu obywateli do dóbr kultury i prawa do czynnego uczestnictwa w kulturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Proponowane prawne wyodrębnienie instytucji artystycznych spośród pozostałych instytucji kultury, miałoby sens, gdyby przyczyniało się do poprawy ich funkcjonowania i warunków pracy aktorów i innych artystów wykonawców w teatrach dramatycznych, muzycznych, lalkowych, operach, operetkach, filharmoniach, orkiestrach, zespołach tanecznych, etc. Jednak nie ma sensu, jeśli miałoby prowadzić wyłącznie do niedopuszczalnej dyskryminacji artystów. Z powodu pogorszenia warunków zatrudnienia, pracy i życia – jak w projekcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Zdecydowanie sprzeciwiamy się wprowadzeniu wieloletnich (trzy-, pięcio- lub siedmioletnich) kadencyjnych, nieprzerwanych kontraktów dyrektorów teatrów, gwarantujących pewność zatrudnienia. Przy jednoczesnym wprowadzeniu dyskryminacyjnej zasady zatrudniania aktorów i innych twórców wyłącznie na podstawie sezonowych – jednorocznych lub trzyletnich – umów o pracę na czas określony. Pracujący w teatrach aktorzy nie mogą mieć zdecydowanie gorszych, mniej stabilnych, mniej bezpiecznych warunków zatrudnienia i pracy, niż zagwarantowane powszechnie w kodeksie pracy. Europejskie prawo pracy nie dopuszcza takich – wyraźnie dyskryminacyjnych – rozwiązań. Przewidziane w nim warunkowo wyjątki nie mogą stawać się regułą w odniesieniu do jednej tylko grupy zawodowej o szczególnym znaczeniu społecznym. Obarczonej, ze względu na specyfikę pracy aktorów i innych artystów wykonawców, jednym z najwyższych poziomów ryzyka zawodowego i życiowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Nie akceptujemy też propozycji zniesienia obowiązku konsultowania kandydatur dyrektorów ze związkami i stowarzyszeniami twórczymi. Pod nieprawdziwym pretekstem, że wystarczy tylko obligatoryjny udział przedstawicieli w komisji konkursowej. Dyrektorzy wybrani i powołani bez uwzględnienia opinii artystów pracujących w zespołach teatrów, którymi mają kierować, często tworzą patowe sytuacje konfliktowe. Nie są potem w stanie realizować swoich planów repertuarowych i artystycznych. Bo, stosując zasadę spalonej ziemi, przerywają często ciągłość i kontynuację działań poprzedników. Nieraz rozbijają lub antagonizują zespół aktorów dobrze znanych publiczności, cenionych i akceptowanych przez nią. A od oceny gry i popularności aktorów, nie dyrektorów, zależy frekwencja w teatrach i odbiór spektakli&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Sprzeczne z prawem, szkodliwe i niedopuszczalne byłoby zniesienie obowiązku konsultowania przez dyrektora regulaminu organizacyjnego teatru z organizacjami związkowymi i stowarzyszeniami twórczymi. Dyrektorzy instytucji artystycznych nie mogą być sytuowani prawnie poza zespołami, którymi kierują i z którymi współpracują. Ponownie podkreślamy że powinni być liderami, nie dyktatorskimi zarządcami zespołów. W działalności organizacyjnej i programowej konieczne są prawne gwarancje współzarządzania dla artystów. Wykluczające jednoosobowy dyktat. Aktorzy i pozostali artyści wykonawcy muszą mieć zagwarantowane faktyczne prawo głosu i być podmiotowo traktowani na zasadach partnerskich w teatrach i innych instytucjach artystycznych, będących stałymi, podstawowymi miejscami ich pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Nie ma dziś realnej możliwości i uzasadnienia powierzania osobom prawnym zarządzania publicznymi instytucjami kultury. Byłoby to przerzucanie odpowiedzialności za ich funkcjonowanie z organizatorów na nieokreślone osoby trzecie. Publiczny teatr to nie wspólnota mieszkaniowa. Zarządzanie zasobami której sprowadza się do wyspecjalizowanych organizacyjno-technicznych funkcji usługowych profesjonalnego, licencjonowanego administratora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Niedopuszczalne, krzywdzące i nieuzasadnione byłoby wprowadzenie wyłącznie sezonowych, jednorocznych lub najwyżej trzyletnich kontraktów dla wszystkich aktorów zatrudnianych na nowych zasadach w teatrze. Z ustawowym zniesieniem – dotychczas powszechnego, ustawowego obowiązku zawierania z aktorami, podobnie jak ze wszystkimi innymi etatowymi pracownikami – umów o pracę na czas nieokreślony po zakończeniu dwóch umów na czas określony. Byłoby to sprzeczne z zasadami równości wobec prawa, niedyskryminacji pracowników i europejskimi normami wprowadzania zasad elastycznego zatrudniania osób wykonujących zawody twórcze. W sposób łączący zawsze tę elastyczność z bezpieczeństwem socjalnym w ramach, opracowanej w europejskim prawie pracy, łączącej oba te cele, formuły określanej w oryginalnej terminologii tego prawa jako flexicurity (ang.) i flexicurité (franc.).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Zdecydowanie odrzucamy też wprowadzenie ustawowego zakazu tzw.„konkurencyjnej pracy aktorów”. Przez co autorzy projektu rozumieją de facto prawny zakaz wszelkich form pracy aktorów zatrudnionych w teatrach na rzecz podmiotów zewnętrznych. Zaś w razie podejmowania takiej pracy, proponują wprowadzenie uzależnienia zgody dyrektora od rekompensat z tego tytułu na rzecz macierzystego teatru. Wypłacanych przez zatrudniających aktorów producentów telewizyjnych lub filmowych albo innych teatrów. Bądź przez samych aktorów, uzyskujących dodatkowe dochody z tytułu osobiście wykonywanej pracy poza macierzystymi teatrami. Takie regulacje ustawowe byłyby nie tylko sprzeczne z prawem, elementarnymi zasadami i gwarancjami wolności pracy artystycznej. W obecnej sytuacji zatrudnieniowej i płacowej oznaczałoby to pozbawienie wielu aktorów teatralnych dodatkowych środków na utrzymanie rodzin i rozwój. Koniecznych do dalszej pracy w zawodzie. Oczywiście nieuzasadnione z punktu widzenia interesów nie tylko samych aktorów ale i teatrów. Które winny popierać wszelkie, nie kolidujące z własną działalnością repertuarową i decyzjami obsadowymi, możliwości dodatkowej pracy artystycznej i zarobkowania aktorów poza teatrami. Ustalenia w tym zakresie nie mogą być sensownie dokonane w formie regulacji ustawowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Wprowadzenie w polskich teatrach niemieckiej instytucji aktora rezydenta dopiero po piętnastu latach nieprzerwanej etatowej pracy w tym samym teatrze, to kolejny szkodliwy dla aktorów pomysł. Większość aktorów podejmujących pracę w teatrach publicznych na proponowanych nowych zasadach nie miałaby realnych szans przepracowania takiego okresu w jednym teatrze. Każda zmiana i przerwa oznaczałaby utratę możliwości uzyskania statusu aktora rezydenta. Dającego aktorom dopiero po piętnastu latach elementarną stabilność zatrudnienia i pracy w teatrze. Przy obecnych niskich płacach podstawowych, przeciętnie o połowę niższych od średniej krajowej i absolutnie dominującej pozycji dyrektorów teatrów byłoby to nie do przyjęcia Oznaczałoby niczym nie uzasadnioną, skrajną dyskryminację aktorów. Wykonujących i tak publiczny zawód o najwyższym stopniu koniecznego, całkowitego zaangażowania psychofizycznego w pracę oraz wzmiankowanego wcześniej, równie wysokiego ryzyka profesjonalnego i życiowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Za podobnie niedopuszczalny i szkodliwy należy uznać projekt wprowadzenia ustawowej możliwości okresowego zwiększania czasu pracy aktorów do 12 godzin w ciągu doby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Proponowane w projekcie wprowadzenie formalnie w ustawie tylko w odniesieniu do zatrudniania dyrektorów i aktorów pojęcia sezonu teatralnego nie dotyczy w ogóle aspektów faktycznej sezonowości repertuarowej teatrów i innych artystycznych instytucji kultury. Istotnie ważnej dla funkcjonowania teatrów. Czyli uwzględnienia w prawie kultury i przepisach związkowych innych ustaw faktu, że sezon teatralny nie pokrywa się z rokiem kalendarzowym, a zatem i z rokiem budżetowym i bilansowym. W odniesieniu do kwestii budżetowego planowania, finansowania, realizacji i bilansowego rozliczania wyniku finansowego (strat i zysków oraz wykorzystywania dotacji celowych, zarówno podmiotowych i przedmiotowych). Bez odrębnego kompleksowego uregulowania tych kwestii w ustawach związkowych wobec unormowań prawa kultury pojęcie sezonu teatralnego nie będzie nadal miało istotnego prawnego znaczenia w świetle przepisów ustaw o finansach publicznych, rachunkowości, etc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Jedyną akceptowalną drogą przygotowania i przeprowadzenia reform w teatrze i w polskiej kulturze jest stworzenie forum społecznego dialogu z faktycznym udziałem stowarzyszeń twórczych, związków zawodowych aktorów i innych artystów wykonawców organizatorów publicznych instytucji kultury, odbiorców i władz państwowych. Wbrew medialnym opiniom, obecna sytuacja zawodowa, społeczna i finansowa polskich aktorów i innych artystów wykonawców jest trudna. Większość aktorów nie ma stałego zatrudnienia, ma też często ograniczone możliwości podejmowania dodatkowej pracy. Nie wszyscy mogą grać w serialach i reklamach. Można obecną sytuację skutecznie zmieniać tylko przez stałe merytoryczne formy społecznego dialogu. Przez prawnie zagwarantowane współzarządzanie i partnerski udział aktorów w pracy zespołów teatralnych i podejmowaniu najważniejszych decyzji dotyczących teatrów w których są zatrudnieni. Konieczne w tym celu jest opracowanie i przyjęcie układu zbiorowego pracy aktorów i artystów wykonawców pracujących w teatrach publicznych, biorących udział w żywych spektaklach oraz wzorcowych statutów i regulaminów teatrów publicznych o różnym charakterze i profilu. Jak w większości państw europejskich. Określenie w nich podstawowych praw i obowiązków dyrektorów teatrów i innych scenicznych instytucji kultury oraz aktorów, zasad mediacji i rozstrzygania ewentualnych sporów i konfliktów w sposób zgodny z zespołowym charakterem organizacyjnej i artystycznej pracy scenicznych instytucji kultury. Nie na zasadach jednoosobowego dyktatu nieusuwalnych przez czas trwania kontraktu dyrektorów. Z niepokojem obserwujemy najnowsze, coraz liczniejsze przypadki patologicznych sytuacji konfliktowych w kolejnych teatrach. Wynikające z braku takich odrębnych unormowań o charakterze koregulacyjnym i samoregulacyjnym, od dawna znanych i przyjętych w Europie. Hiperbiurokratyczne propozycje zmian prawa kultury przedstawione w resortowym projekcie nie pomogą skutecznie rozwiązywać te problemy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-3374696521470819256?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/3374696521470819256/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/05/o-apelu-sow-kilka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3374696521470819256'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3374696521470819256'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/05/o-apelu-sow-kilka.html' title='O Apelu Aktorów i Widzów Polskich Teatrów słów kilka'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-1742390847540034431</id><published>2010-04-20T01:27:00.000-07:00</published><updated>2010-04-20T04:15:56.568-07:00</updated><title type='text'>A życie toczy się dalej...</title><content type='html'>Cały czas jestem pod niegasnącym wrażeniem tej strasznej, okrutnej tragedii, która zabrała Polsce prezydenta i jego małżonkę oraz pozostałych uczestników feralnego lotu.&lt;br /&gt;Nie było mi po drodze z Lechem Kaczyńskim, choć łączy nas solidarnościowy rodowód, ale niezależnie od moich sympatii i poglądów politycznych, to co się stało ma dla mnie wymiar apokaliptyczny i niezatartą symbolikę.&lt;br /&gt;Nie sposób nie rozważać kwestii niepotrzebnych śmierci w pełnej zadumy refleksji, ale też nie sposób nie zauważyć proporcji.&lt;br /&gt;Wśród ofiar są Ci, którzy w codziennym życiu politycznym lubili bez uzasadnienia oskarżać, nie wykazując przy tym zbytniego samokrytycyzmu.&lt;br /&gt;To zupełnie tak, jakby los upomniał się o pozostalych, tych którzy nie lubią politycznych awantur, osobistych prztyczków, wolą mądrych, wyważonych rządzących.&lt;br /&gt;Nie chcą rozgrywek, a konkretów mających uczynić państwo solidarnym, przyjaznym, w którym da się spokojnie żyć.&lt;br /&gt;To co się stało w Smoleńsku w wymiarze ludzkim jest absolutnie przerażające, a nade wszystko niepotrzebne, co do tego nikt nie ma wątpliwości, że to zbyt wygórowana cena za polityczne spory.&lt;br /&gt;Dopiero na skutek tego apokaliptycznego wydarzenia, Polska przez ponad tydzień była oazą spokoju, ciszy, przejścia ponad podziały polityczne, wzajemnego szacunku, potrzeby dyskretnego oddania czci zmarłym.&lt;br /&gt;Zmieniony tragedią Jarosław Kaczyński, zapewne spodziewający się kolejnej tragedii, śmierci matki, został niemal całkowicie rodzinnie osamotniony.&lt;br /&gt;Jednak najtrudniejszy, najsmutniejszy czas dopiero przed nim, bowiem okres żałoby bezpośrednio po śmierci bliskich jest czasem pośpiechu i koniecznych formalności. Dopiero po pogrzebie następuje moment refleksji, bolesnego rozpamiętywania i niekończącego stawiania pytania "dlaczego".&lt;br /&gt;A to przecież jeszcze nie koniec "odliczania" zmarłych, bo jeszcze nie do wszystkich wrócili bliscy&lt;br /&gt;i te rodziny są w najtragiczniejszej sytuacji.&lt;br /&gt;Pochowanie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Jego Małżonki Marii właściwie zamyka oficjalne państwowe akcenty pogrzebowe.&lt;br /&gt;Media coraz mniej będą zajmować się katastrofą w Smoleńsku, a temat przyśpieszonych wyborów prezydenta zacznie dominować jako temat dnia.&lt;br /&gt;Ból pozostałych rodzin, bliskich i przyjaciół w sposób naturalny zejdzie na dalszy plan, bo życie musi toczyć się dalej. Dla nich jednak to będzie okres długiego wychodzenia z szoku, odnajdywania się w codzienności na nowo, doszlusowywania do normalności, która już nigdy normalnością nie będzie.&lt;br /&gt;Dziś zastanawiam się, czy w tej nadal żałobnej atmosferze Jarosław Kaczyński podziękuje Donaldowi Tuskowi i wszystkim, którzy w tych trudnych, bolesnych dniach stanęli na wysokości zadania?&lt;br /&gt;Czy doceni zachowanie Rosjan, którym nie można zarzucić najmniejszego uchybienia?&lt;br /&gt;Czy rozpatrując wszelkie za i przeciw, wybierze drogę osobistego wieńczenia dzieła Brata, czy wybierze osobistą i polityczną wolność, zapewniającą mu niczym nieskrępowaną realizację jego patriotycznego testamentu?&lt;br /&gt;Czy zdecyduje się na start w wyborach prezydenckich, czy z niego zrezygnuje?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-1742390847540034431?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/1742390847540034431/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/04/zycie-toczy-sie-dalej.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1742390847540034431'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1742390847540034431'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/04/zycie-toczy-sie-dalej.html' title='A życie toczy się dalej...'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-2769798475490504378</id><published>2010-04-12T00:38:00.001-07:00</published><updated>2010-04-12T01:51:52.749-07:00</updated><title type='text'>"Żywot człowieka, to rzecz taka krucha..." Adam Asnyk</title><content type='html'>"Żywot człowieka, to rzecz taka krucha."&lt;br /&gt;Adam Asnyk&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Z niezłomną wolą, z sercem niezgasłem,&lt;br /&gt;Wśród półwiekowej zawiei,&lt;br /&gt;Jam życie przeszedł pod świętem hasłem:&lt;br /&gt;Wiary, miłości, nadziei."&lt;br /&gt;Seweryna Duchińska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Co życie w biegu niszczy i rozprzęga,&lt;br /&gt;To śmierć obleka w harmonijną całość,&lt;br /&gt;I nieskalaną daje doskonałość,&lt;br /&gt;Mistrzostwo śmierci i śmierci potęga."&lt;br /&gt;Adam Asnyk&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mnóż się ty jeden przez czyny żyjące,&lt;br /&gt;A będą z ciebie jednego - tysiące."&lt;br /&gt;Zygmunt Krasiński&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Najwyższy heroizm ducha&lt;br /&gt;To walka co nie wybucha,&lt;br /&gt;Praca bez wieńca."&lt;br /&gt;Adam Asnyk&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"O ile kłamstwo jest gadatliwe, o tyle prawda jest milcząca."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Każda prawda rodzi się wśród bólu."&lt;br /&gt;Adam Mickiewicz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tylko sercem widzimy dobrze,&lt;br /&gt;Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu."&lt;br /&gt;Alexandre Saint-Exupery&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nieszczęście jest nieraz źródłem najgłębszej świadomości."&lt;br /&gt;Wacław Berent&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Z małych cząstek życie się składa&lt;br /&gt;Z chwil napozór bez ceny;&lt;br /&gt;Lecz komu cząstka marnie przepada,&lt;br /&gt;Życie rozpływa się w treny."&lt;br /&gt;Wincenty Pol&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej strasznej chwili wybrałam z tomiku (z wyjątkiem cytatu Wacława Berenta i A. Saint Exupery'ego):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Skarby rozumu i serca : myśli i zdania wyjęte z naszych pisarzy" / zebrał Stanisław Wegner. Wyd. 3. Poznań 1922 Nakł. Księgarni Św. Wojciecha&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-2769798475490504378?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/2769798475490504378/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/04/zywot-czowieka-to-rzecz-taka-krucha.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2769798475490504378'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2769798475490504378'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/04/zywot-czowieka-to-rzecz-taka-krucha.html' title='&quot;Żywot człowieka, to rzecz taka krucha...&quot; Adam Asnyk'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-291642808047434377</id><published>2010-03-26T06:34:00.000-07:00</published><updated>2010-03-29T02:25:04.058-07:00</updated><title type='text'>Ach ta "Różyczka"...</title><content type='html'>Jan Kidawa-Błoński nakręcił film piękny, tak piękny jak pięknym w swej doskonałości kwiatem jest róża, podobno królowa wśród nich.&lt;br /&gt;„Różyczka”, bo taki tytuł nosi, wchodząc na ekrany był mimochodem "reklamowany" przez Ewę Beynar-Czeczot, która dopatrzyła się w opowiadanej bardzo inteligentnie historii, zbieżności z biografią jej ojca, Pawła Jasienicy. I może dobrze, że robiąc zamieszanie, próbując projekcję zatrzymać, wywołała wzmożone zainteresowanie i chęć obejrzenia go.&lt;br /&gt;To perfekcyjnie zrealizowany, w oparciu o nienagannie napisany scenariusz, obraz.&lt;br /&gt;Zwraca uwagę dbałość o szczegóły, co dla mnie, pokolenia lat 50-tych ma niemal sentymentalne znaczenie.&lt;br /&gt;Andrzej Seweryn grający głównego bohatera, wysublimowaną i dyskretną grą tworzy niezwykle przekonywującą tragiczną postać profesora uniwersytetu, będącego w czynnej opozycji do mrocznych czasów jedynie słusznych, który oczarowany urokiem młodej i pięknej, choć głupiutkiej pracownicy dziekanatu, zakochuje się w niej, nie wiedząc, że została mu cynicznie podstawiona przez SB.&lt;br /&gt;Rozwijający się flirt, potem romans i rodzące się między nimi uczucie nie pozwala bohaterowi dostrzec dwulicowości partnerki, partnerka zaś do niedawna zakochana bez pamięci w sprawcy „zlecenia”, zakochuje się z wzajemnością w swojej ofierze, jednocześnie pisząc nawet we wspólnej łazience donosy.&lt;br /&gt;Historia wydawałaby się trywialna, mimo moralnego okrucieństwa (z którego bohater nie zdaje sobie sprawy), jest szalenie naturalna. Oto w samotnym życiu ojca, wychowującego rozkapryszoną córkę pojawia się piękna, pełna erotyzmu kobieta, która zafascynowana jego inteligencją gubi ścieżkę „zadania”, poddając się uczuciu.&lt;br /&gt;Reżyser stawia na przeciwstawienie zła, którym tu jest tzw. aparat władzy i doktrynalny wróg i dobra, czyli wolności ducha, gdzie uczucia, intelekt, kultura pozwalają na zupełnie odmienną percepcję świata. Widać to niezwykle wyraźnie nawet w seksie bohaterów – brutalnym, niemal zwierzęcym uprawianym przez sprawcę inwigilacji, z delikatnością, finezją profesora, co staje się ogromnym atutem dla poznającej przy nim inny świat kobiety.&lt;br /&gt;To nie jest film o Pawle Jasienicy (jeśli faktycznie był postacią tu opisywaną, reżyser temu przeczy), ani innych postaciach tragicznych, na których najbliżsi donosili, to film o miłości, o moralnych wyborach i braku umiejętności ich dokonania, wewnętrznym rozerwaniu.&lt;br /&gt;Film zapierający dech w piersiach kreacjami Andrzeja Seweryna, aktora genialnego, na szczęście częściej grającego ostatnio w Polsce, Magdaleny Boczarskiej, młodej, zdolnej i pięknej, która pokazała prawdziwie aktorski pazur, Roberta Więckiewicza, grającego wyjątkowo odrażającą postać funkcjonariusz SB. Także aktorzy drugiego planu nie zawiedli.&lt;br /&gt;Od dawna nie było na ekranach polskich kin, polskiego filmu, który miałby tak konsekwentnie poprowadzoną fabułę. I byłby tak przemyślany, co zachwyca przywracając czasy świetności naszego kina.&lt;br /&gt;Nastrojowa, nieco monumentalna muzyka Michała Lorenca uzupełnia estetycznie obraz, czyniąc go piękniejszym i bardziej wysublimowanym.&lt;br /&gt;„Różyczka” to film godny amerykańskiego Oscara, nie jego polskiego odpowiednika.&lt;br /&gt;Zasługuje na to bardziej niż okrzyczany dziełem „Rewers”, z którym łączy go tylko jedno, fakt wykorzystywania w tle Polskich Kronik Filmowych, które filmową fikcję przekuwają na historyczną prawdę. Na marginesie - od wielu lat zastanawia fakt dlaczego już się ich nie kręci?&lt;br /&gt;Pani Ewa Beynar-Czeczot powinna być szczęśliwa nie protestować, bo taki obraz jej ojca (jeśli stanowił wzorzec) byłby wzruszającym obrazem kochającego człowieka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-291642808047434377?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/291642808047434377/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/03/ach-ta-rozyczka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/291642808047434377'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/291642808047434377'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/03/ach-ta-rozyczka.html' title='Ach ta &quot;Różyczka&quot;...'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-437436917683445888</id><published>2010-03-16T06:55:00.000-07:00</published><updated>2010-03-19T06:45:17.415-07:00</updated><title type='text'>List otwarty do wszystkich zainteresowanych sprawą Trójki...</title><content type='html'>Kilka słów wprowadzenia:&lt;br /&gt;przez ponad pięć lat (2000-2006) brałam czynny udział w proteście przeciw haniebnym zmianom w Programie 3 PR, które miały miejsce po odwołaniu ze stanowiska dyrektora Piotra Kaczkowskiego.&lt;br /&gt;Moja "działalność" sprowadzała się głównie do pisania listów do władz - Premiera, Prezydenta, Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Przewodniczącego Komisji Kultury&lt;br /&gt;i Środków Przekazu, Prezesa Zarządu Polskiego Radia, Przewodniczącego Rady Nadzorczej&lt;br /&gt;i Rady Programowej PR, posłów, senatorów, działaczy i innych zainteresowanych pozytywnymi zmianami w Programie 3 - które następnie zamieszczał Szaman na stronie &lt;a href="http://www.tajniak.pl/"&gt;http://www.tajniak.pl/&lt;/a&gt;, młody wielbiciel Trójki, który nie mógł (tak jak większość z nas) pogodzić się z nową radiową rzeczywistością. Ale to nie wszystko, słuchacze organizowali pikiety na Myśliwieckiej w obronie sobotniego "Zapraszamy do Trójki" Piotra Kaczkowskiego, na które ściągali admiratorzy z całej Polski, a które perfekcyjnie organizował Borys Kozielski z żoną Dorotą. Podczas pikiet Borys zbierał podpisy słuchaczy pod petycją w obronie naszej Trójki. Udało się zebrać ich ok. 1700 i zostały przekazane do kancelarii prezydenta RP oraz ich kopia do Lecha Jaworskiego w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji.&lt;br /&gt;Tenże sam Borys był organizatorem spektakularnego pogrzebu Trójki, polegającego na przemarszu ponad 150 osób przybyłych specjalnie z całego kraju, z symboliczną trumną&lt;br /&gt;z ul. Myśliwieckiej, siedziby Trójki na ul. Malczewskiego do siedziby Polskiego Radia i Zarządu, następnie odczytaniu "nekrologu" i pozostawieniu trumny przed budynkiem.&lt;br /&gt;"Uroczystość" ta odbiła się szerokim echem w prasie, a nawet telewizji, oczywiście komercyjnej.&lt;br /&gt;Inicjatywą słuchaczy skupionych wokół strony Szamana powołano do życia Stowarzyszenie Przyjaciół, Miłośników i Słuchaczy Programu III Polskiego Radia (Stowarzyszenie 3/5/7 - motto: Trójka na piątkę siedem dni w tygodniu), którego przewodniczącą została Ala Baranowska, ucieleśnienie mediatora między bardziej, a mniej zacietrzewionymi.&lt;br /&gt;Mnie, dzięki dużej determinacji, udało się wykukać audiencję u samego Lecha Nikolskiego, wtedy prawej i lewej ręki premiera Leszka Millera, a co bardzo ciekawe, kancelaria premiera telefonowala do mnie, a nie odwrotnie. Spotkałam się także z ówczesnym prezesem Zarządu PR Ryszardem Miazkiem, który poświęcił mi ponad godzinę, planując małe "pół", z Przewodniczącym Rady Nadzorczej, błyskotliwie inteligentnym Andrzejem Długoszem, który także czasu nie szczędził. Natomiast odmawiali Juliusz Braun, potem Danuta Waniek (przewodniczący KRRiT)&lt;br /&gt;i inni ze świecznika władzy, także legendarny wiceprezes PR Eugeniusz Smolar, z którym moja korespondencja była wyjątkowo obfita. Natomiast dyskretnie pomagała pani z Fundacji Jolanty Kwaśniewskiej, przekazując listy do prezydenta na ręce jego żony.&lt;br /&gt;Ala Baranowska utworzyła e mail'ową listę dyskusyjną naszego stowarzyszenia, na której do dziś na bieżąco wymieniamy uwagi, a po wycofaniu się Szamana, stronę protestową przejął redaktor &lt;a href="http://www.trojka.net/"&gt;http://www.trojka.net/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Listy protestacyjne pisali także: Magda Klementowicz, Mirek Hardek, Grześ Powęzowski, Leszek Kraszyna (autor doskonałego raportu o stanie Trójki rozesłanego wedle powyższego klucza) i inni. Ukazało się też kilka artykułów w prasie mojego, ale i innych pióra.&lt;br /&gt;Lada chwila minie 10 lat od chwili zawiązania się naszego protestu i cały czas mała grupa ludzi ze sobą nadal współpracuje, a forum trójkowe pokazuje, że przybyło nowych młodych gniewnych.&lt;br /&gt;Czas dyrektorowania Krzysztofa Skowrońskiego w Trójce wyciszył nasze emocje, bowiem staliśmy się uczestnikami wymiany myśli z nowym dyrektorem, który znalazł dla nas dużo czasu na kontruktywną rozmowę, uważnie nas wysłuchał, następnie dał szansę świętowania zwycięstwa perfekcji nad badziewiem.&lt;br /&gt;Następujące potem wydarzenia sprawiły, że moja (nasza) aktywność znów wzrosła, stąd poniższy list.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Program 3 Polskiego Radia – to Trójka czy znów TrUjka, jak wdzięcznie nazwali tę stację słuchacze w trakcie trwającego 5 (2001-2006) lat protestu przeciwko rozchodzącemu się wówczas z anteny truciu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma przez ostatnie dziesięciolecie Program 3 Polskiego Radia szczęścia do kierujących nim dyrektorów.&lt;br /&gt;Powołanie na stanowisko dyrektora Jacka Sobali, niespełnionego aktora i samozwańczego „radiowca”, wywołało burzę podobną do tej, jaka wybuchła we wrześniu 2001 roku, gdy na tym stanowisku SLD zatrudnił Witolda Laskowskiego, dziennikarza o mizernych doświadczeniach zawodowych&lt;br /&gt;i niechlubnie zakończonym życiorysie korespondenta z Moskwy.&lt;br /&gt;Nie miał też szczęścia Program 3, gdy na stołku dyrektorskim zasiadała Magda Jethon, dziennikarka dość przeciętna. Ta sama Magda Jethon, która&lt;br /&gt;w trakcie pięcioletnich rządów Witolda Laskowskiego, dzielnie towarzyszyła mu w destrukcji anteny i jakoś nie widziała potrzeby występować w obronie Trójki, legendarnych prowadzących i ich programów. Pozostawała obojętna na ich ich losy, przymykając swe interesowne i pełne hipokryzji oko na zwolnienia wykwalifikowanych dziennikarzy, zabieranie im kultowych audycji&lt;br /&gt;i czasu antenowego. Cóż, mniej osobowości , to mniejsza konkurencja i łatwiej „świecić” odbitym blaskiem.&lt;br /&gt;W owym czasie nie dążyła tak jak dziś, podstępnymi metodami, do powołania związku zawodowego pracowników Programu 3, który to chytry sposób ma ją pewnie przywrócić na utracone stanowisko. Cynicznie użyła do tego celu Jerzego Sosnowskiego, który zapewne myśli, że przejął rolę awangardowego obrońcy interesów całej Trójki.&lt;br /&gt;A jeżeli wytnie się w pień młodych i starych zdolnych, to któż zostaje? Przeciętniacy, bez osobowości, z nierozpoznawalnym, pospolitym głosem (przez lata atut Trójki), bez kart mikrofonowych, z wadami wymowy,&lt;br /&gt;z poważnymi kłopotami logopedycznymi, którzy z tej dawniej kultowej anteny potrafią zrobić jedynie marne radio szkolne.&lt;br /&gt;Wyjątkiem na krótko potwierdzającym regułę, była decyzja o objęciu stanowiska dyrektora Programu 3 przez Krzysztofa Skowrońskiego, który, kiedy pokazał, że umie robić, dobre, inteligentne radio, kiedy osiągnął wysokie notowania i znów skupił uwagę słuchaczy wokół elitarnej anteny, został bezpardonowo odwołany, przy pomocy wyimaginowanej „prawdy” wyartykułowanej piórem Agnieszki Kublik w nieznoszącej go Gazecie Wyborczej.&lt;br /&gt;Magda Jethon, nie ukrywająca swoich partyjnych koneksji, gdy jako ideowo „lepsza” zajęła triumfalnie po dyrektorze Skowrońskim wymarzony fotel dyrektora bez żenady wykorzystywała pomysły swego poprzednika, osiągnięte sukcesy przypisując „skromnie” sobie.&lt;br /&gt;Zwracanie się do słuchaczy przez radiowych decydentów z błaganiem&lt;br /&gt;o płacenie abonamentu przypomina żebranie o deszcz dla przemoczonej powodzią ziemi, na której już nic nie wyrośnie, bo zgnije. Trójka bowiem zgniła od środka przez nieodpowiedzialne i bezmyślne działania kolejnych, coraz bardziej egzotycznych koalicji. To one z czynnym lub biernym udziałem partii opozycyjnych, w ramach konsekwentnie prowadzonych działań odwetowych wobec poprzedników, całkowicie zgubiły statutowy sens działania mediów publicznych. Zabiegom tych duchowo i kulturowo miernych, dotkniętych megalomanią oprawców towarzyszy jakże iluzoryczne przekonanie, że polski, coraz lepiej wykształcony, inteligent nadal wszystko „kupi” i dalej można bezkarnie mu wciskać ciemnotę o rzekomej realizacji misji. Nie zauważyli bowiem, że misja w Programie 3 (ale nie tylko w nim) została bezpowrotnie pogrzebana w momencie odwołania w 2000 roku Piotra Kaczkowskiego&lt;br /&gt;z funkcji dyrektora tego programu, ostatniego radiowca na tym stanowisku, bo obecność Krzysztofa Skowrońskiego była w niemal pięćdziesięcioletniej historii stacji jedynie epizodem, acz znaczącym. Miał, co prawda, po odwołaniu ze stanowiska Magdy Jethon, szansę powrotu na utracone stanowisko w Trójce, ale kiedy jednocześnie zablokowano mu możliwość dobrania zespołu, odmówił.&lt;br /&gt;To przez tamte i obecne machinacje dziś Trójka to znów TrUjka.&lt;br /&gt;Polskie Radio, a razem z nim Program 3 toną. Odpowiedzialnymi za ten stan rzeczy jest zgraja niekompetentnych, handlujących wpływami partyjniaków wszystkich opcji politycznych, którzy w kolejnych kadencjach powoływali na wysokie funkcje w stacjach wyłącznie kolesiów nie znających nawet radiowego abecadła.&lt;br /&gt;Zmieniający się kolejni prezesi i dyrektorzy programu (-ów), poza serwilistycznym dbaniem o partykularne interesy delegujących ich partii, o to, by w sytuacji „wylotu” zachować najwięcej wpływów, nie zrobili od 2000 roku absolutnie nic, by utrzymać poziom Programu 3, Pierwszego, Drugiego.&lt;br /&gt;Jednocześnie zadziwiającym jest fakt, że – sądząc z opublikowanego na stronie radia życiorysu obecnego prezesa – fachowiec (???!!!) Jarosław Hasiński zatrudnia po raz kolejny na stanowisku dyrektora, tym razem Programu 3, nieudacznika i niebezpiecznego destruktora Jacka Sobalę, człowieka, który skutecznie zdemolował dwie stacje Polskiego Radia, po czym z hukiem z nich wyleciał!&lt;br /&gt;Otóż prawda jest naga – dopóki prezes nie pogoni na cztery wiatry aparatczyków populistycznych partyjek i nie posadzi (niekoniecznie w drodze konkursu, który łatwo „ustawić” co pokazał przykład Witolda Laskowskiego) na fotelu dyrektora kogoś, kto będzie posiadał niekwestionowane umiejętności zawodowe i predyspozycje do pracy z zespołem indywidualności, kto będzie autorytetem, kto będzie ponadpartyjny, dopóty Trójka i pozostałe anteny nie powrócą do swej wielkości. Nie staną się też mediami publicznymi z wyraziście realizowaną misją w zakresie kultury języka, przekazu, informacji, za którą warto będzie płacić abonament.&lt;br /&gt;W obecnej sytuacji, kiedy gorsi wracają, a lepsi odchodzą, podpisując wzajemnie wykluczające się listy, a legendy Trójki albo pozornie ubolewają, albo brylują w prasie sformułowaniami, przekuwanymi w moralitety, trudno spodziewać się zasadniczych zmian merytorycznych.&lt;br /&gt;Przy okazji zastanawiający jest fakt gdzie były owe legendy, gdy katowano Trójkę, podczas Witoldowej pożogi? Dlaczego wówczas nie chodzili do prezesa na konstruktywne rozmowy, nie tworzyli związków i nie bronili swego radia?&lt;br /&gt;Dlaczego woleli wspierać się protestem słuchaczy (&lt;a href="http://www.tajniak.pl/"&gt;http://www.tajniak.pl/&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.trojka.net/"&gt;http://www.trojka.net/&lt;/a&gt; ), pławiąc się w ich oddaniu i sympatii zamiast działać?&lt;br /&gt;Można z tego śmiało wyciągnąć wniosek, że woleli udawać, że się nic nie dzieje. Jednocześnie protestujący słuchacze zrobili przez pięć lat dużo,&lt;br /&gt;a właściwie bardzo dużo, jednak nic z tego dziś nie mają, bo dobre radio znów zostało im odebrane.&lt;br /&gt;Panie Prezesie, Panowie i Panie odpowiedzialni za ten stan rzeczy, najwyższy czas na męską decyzję, która powinna sprawić, że publiczne radio przestanie być folwarkiem partyjnych miernot, a płacący abonament słuchacze doczekają się prawdziwego, a nie deklaratywnego profesjonalizmu w jego zarządzaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joanna Grochowska&lt;br /&gt;Stowarzyszenie Przyjaciół, Miłośników i Słuchaczy Programu III Polskiego Radia (Stowarzyszenie 3/5/7)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-437436917683445888?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/437436917683445888/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/03/list-otwarty-do-wszystkich.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/437436917683445888'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/437436917683445888'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/03/list-otwarty-do-wszystkich.html' title='List otwarty do wszystkich zainteresowanych sprawą Trójki...'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-744523366706929190</id><published>2010-02-17T03:16:00.000-08:00</published><updated>2010-02-22T06:11:08.267-08:00</updated><title type='text'>Podróż ze "Scenarzystą" - opowiadanie</title><content type='html'>Wokół była śnieżna zima, a jej było gorąco. Zastanawiała się dlaczego. Czy dlatego, że za chwilę miał wjechać na peron oczekiwany pociąg? A może dlatego, że oczekiwała operacji i myślenie o niej za każdym razem nią wstrząsało? A może dlatego, że okres młodzieńczej adolescencji stał się wspomnieniem i zmienił się w czas kończącej się dojrzałości?&lt;br /&gt;Zanim sobie udzieliła odpowiedzi, pociąg nadjechał. Wsiadła, jak zawsze z bijącym sercem czy będzie wolne miejsce, bo nie czuła się na siłach stać kilka godzin. Ale udało się. Siedziała, niewielki bagaż zajął stosowne miejsce, a w jej rękach znalazła się nowa, szeroko reklamowana jeszcze przed wydaniem, książka Jana Czesława Bieleckiego "Scenarzysta". Medialny szum, namaszczone "wielką sprawą", która była jej tematem, wywiady, osoba autora, dawały nadzieję na ciekawą lekturę. Istotnie czytało się "lekko, łatwo i przyjemnie", niestety niewiele z tego wynikało. Nie mogła bowiem oprzeć się wrażeniu, że to taki intelektualny, a właściwie przeintelektualizowany bełkot. Bełkot mający wskazywać prawdziwego bohatera niechybnie w osobie autora, który pewnie w ten sposób leczył rany politycznego odrzucenia i egotycznego przekonania o posiadanej racji. Informacje o powieści mówiły o jej akcji umieszczonej w przyszłości, tymczasem umieszczono w niej osoby i fakty (z imienia i nazwiska) żyjące i działające współcześnie, również niemal chwilę temu. Dziwna to była konwencja, bo z każdej karty książki wyzierał real. Wartki, krótkimi zdaniami prowadzony dialog, nie pozwalał zgłębić sensu werbalizowanego w ten sposób przez autora świata, nawet tym, którzy te czasy przeżyli (-wali). Cóż zatem mieli z tego zrozumieć młodzi, do których zapewne dzieło było kierowane, którzy nie mieli pojęcia jak wyglądało życie niepokornych w burleskowych czasach jedynie słusznych, życie w konspirze czy na krawędzi prawdy. W czasach, które z jednej strony stały się wyznacznikiem faktycznej, choć reglamentowanej wolności jednostki, z drugiej świadomego rozluźniania pezetpeerowskiej dyscypliny, służącej nomen omen umacnianiu słuszności protestu. Nie wiedziała jaka naprawdę idea przyświecała powstaniu książki. Była przecież pokoleniem autora, a za nic nie umiała wyciągnąć jednoznacznego wniosku. Nie umiała dokonać żadnej oceny, bo opierając się na krótkich warstwach dialogowych nie była w stanie w sposób jasny i czytelny wyprowadzić z nich konkluzji. Starannie wydana, napisana ładną polszczyzną powieść (dokument?) była dla niej o niczym. Teoretycznie o polskiej martyrologii okresu przemian, a praktycznie o charakterystycznym dla polaków zaprzepaszczaniu zwycięstw i rozdrabnianiu się na małe swary, inteligenckie rozbijactwo proletariackich zrywów oraz wyjątkową umiejętność zdradzania wszystkiego, od idei po ludzi. Praktycznie o poczuciu wyższości i niespełnieniu duchowym przywódców. Przywódców, którzy aspirują do moralno-cynicznego mentorstwa. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że Jan Czesław Bielecki chciał za wszelką cenę stać się mentorem, ale dla niej stał się ledwie kiepskim nauczycielem historii zamienianej na scenariusz holywoodzkiego filmu. Jak zawsze przy takich okazjach była zniesmaczona, ale właśnie dojechała, więc porzuciła dalszą refleksję nad niewartą zbytniej uwagi książką...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowiadanie być może ukaże się w kolejnym numerze częstochowskiego dwumiesięcznika kulturalnego "Aleje 3"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-744523366706929190?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/744523366706929190/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/02/podroz-ze-scenarzysta-opowiadanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/744523366706929190'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/744523366706929190'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/02/podroz-ze-scenarzysta-opowiadanie.html' title='Podróż ze &quot;Scenarzystą&quot; - opowiadanie'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-8113951015510228171</id><published>2010-02-04T00:32:00.000-08:00</published><updated>2010-02-04T00:59:45.436-08:00</updated><title type='text'>"Ich jest dwóch, a ja jestem sam"</title><content type='html'>W ubiegłym tygodniu premier RP Donald Tusk wygłosił bardzo zgrabnie napisane przemówienie, którym uciął spekulacje na temat swojego kandydowania na fotel prezydenta. Zachowywał się jak Barack Obama, nawet przed najbardziej krytycznym okiem jawił się oto mąż stanu odpowiedzialny za swój kraj. Można zatem wyrazić podziw dla PR-aru premiera, osoby piszącej mu przemówienia oraz dla samego Donalda Tuska, który szybko się ucząc, intensywnie pracuje nad swoim politycznym wizerunkiem.&lt;br /&gt;Myślę, że ma świadomość, że jest premierem bardziej polskiej inteligencji niż słuchaczy Radia Maryja i że ona znacznie więcej od niego oczekuje&lt;br /&gt;i wymaga.&lt;br /&gt;Życie polityczne zaczęło mnie interesować po 1989 roku, jako że czas jedynie słuszny jako absolutnie przewidywalny nie interesował mnie wcale. Kolejni premierzy nowych czasów, wyłączając Tadeusza Mazowieckiego, przejawiali coraz mniejszą skłonność do nabywania politycznej ogłady i podstaw dyplomacji.&lt;br /&gt;Donald Tusk po kłótliwym megalomanie Jarosławie Kaczyńskim pokazał nieco inny styl sprawowania władzy, dając nadzieję na powolne, ale skuteczne zagnieżdżanie się kultury politycznej, by o osobistej nie wspomnieć.&lt;br /&gt;Wiele razy dał przykład, że jego klasa jest ponad partyjną przynależność, w przeciwieństwie do miłościwie panującego prezydenta, który nie tylko nie potrafi wyjść poza ramy układu stworzonego przez swoje alter ego, ale i z savoir vivre’m jest na bakier.&lt;br /&gt;Nie ukrywam, że taki styl sprawowania władzy znacznie bardziej mi się podoba, niż teorio-spiskowy, obciążony spektakularnym rzucaniem podejrzeń, czemu towarzyszył nieustanny show „łapania złodzieja" , głównie tam, gdzie go nie było.&lt;br /&gt;Tak więc z przyjemnością wysłuchałam mowy Donalda Tuska, dzięki czemu upewniłam się, że moje przewidywania okazały się słuszne. Dla mnie bowiem żaden zdrowo myślący polityk nie rezygnuje z realnej władzy, w sytuacji kiedy „łaska pańska (czyli wyborców) na pstrym koniu jeździ”, a poza tym wspieram konsekwencję w realizacji rozpoczętych działań.&lt;br /&gt;Słuchając przyjmowałam z uwagą i życzliwością deklaracje premiera, do momentu kiedy sam sobie podłożył nogę, wypowiadając zdanie: "ich jest dwóch, a ja jestem jeden".&lt;br /&gt;Zdanie tyleż nietaktowne, co niepotrzebne, po którym pozostał wyłącznie niesmak.&lt;br /&gt;Nie wiem czy to znajdowało się w przygotowanym na tę okoliczność tekście, czy premiera poniosło samozadowolenie, ujawniane błąkającym się co rusz po licu uśmiechem. Nie wiem też po co to zrobił, czy po to by się przymilić bliżej niezdefiniowanej części społeczeństwa, czy po to by zagrać na nosie zwolennikom obecnego prezydenta? Jaki to nie byłby powód, było to fatalne potknięcie.&lt;br /&gt;Gdybyż bowiem użył nazwiska Braci, gdybyż użył żartobliwego kontekstu, wymowa niestosownego zdania byłaby zupełnie inna.&lt;br /&gt;Panie premierze, nas jest ponad 35 milionów, z tego znacząca liczba to pana zwolennicy i pan też jest sam! Czy to coś zmienia? Nie, bo nadal jest pan premierem.&lt;br /&gt;Oczekuję zatem, że będzie pan starał się tak szkolnych, dezawuujących błędów unikać.&lt;br /&gt;A przy okazji: uważam, że najlepszą Pańską decyzją byłoby wsparcie kandydatury Andrzeja Olechowskiego na prezydenta.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-8113951015510228171?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/8113951015510228171/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/02/ich-jest-dwoch-ja-jestem-sam.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/8113951015510228171'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/8113951015510228171'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/02/ich-jest-dwoch-ja-jestem-sam.html' title='&quot;Ich jest dwóch, a ja jestem sam&quot;'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-9193038837086592632</id><published>2009-12-23T02:33:00.000-08:00</published><updated>2009-12-23T02:35:15.864-08:00</updated><title type='text'>Wesołych Świąt!</title><content type='html'>Dzisiaj z nieba gwiazdka spada,&lt;br /&gt;już przy stole każdy siada.&lt;br /&gt;Śnieg za oknem mocno prószy,&lt;br /&gt;stoi bałwan, marzną uszy.&lt;br /&gt;Sanki dzwonią dzwoneczkami,&lt;br /&gt;a na stole barszcz z uszkami,&lt;br /&gt;karp ma minę niewesołą,&lt;br /&gt;dzisiaj wszyscy go pokroją.&lt;br /&gt;Dźwięk kolędy pięknie płynie,&lt;br /&gt;wzruszenie w całej rodzinie.&lt;br /&gt;Życzenia sobie składają,&lt;br /&gt;prezentami wymieniają.&lt;br /&gt;Bo Aniołek nie ma urlopu&lt;br /&gt;w najważniejszą noc w tym roku.&lt;br /&gt;W Dzień Bożego Narodzenia&lt;br /&gt;ślę te życzenia&lt;br /&gt;Joanna Grochowska&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-9193038837086592632?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/9193038837086592632/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/12/wesoych-swiat.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/9193038837086592632'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/9193038837086592632'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/12/wesoych-swiat.html' title='Wesołych Świąt!'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-854229385482885178</id><published>2009-12-10T05:37:00.000-08:00</published><updated>2009-12-10T05:59:43.654-08:00</updated><title type='text'>Awers czy "Rewers"?</title><content type='html'>Wybrałam się na szeroko omawiany w mediach, nagrodzony w Gdyni, nominowany do Oscara, film „Rewers” w reżyserii Borysa Lankosza z Agatą Buzek w roli głównej i bardzo już popularną muzyką Włodka Pawlika. Poszłam zaciekawiona, szczególnie, że jedną z aktorek grających główną rolę jest wielbiona przeze mnie Anna Polony, która stanowi gwarancję dobrego kina, a na pewno koncertowej gry aktorskiej.&lt;br /&gt;Film zrobiony w konwencji czarno-białej (z niewielkimi fragmentami w kolorze), robiącej wrażenie dokumentalnej, z wkomponowanymi kadrami z polskich kronik z lat 50-tych, bo akcja toczy się w 1952-3 roku, ze starannym zachowaniem szczegółów epoki.&lt;br /&gt;Zakwalifikowany do gatunku „czarnej komedii”, mimo dużych emocji w nim zawartych, toczy się dość leniwie. Zręcznie napisane role, mocno zarysowane postacie, tyleż zaskakująca, co mroczna fabuła, by o czasach jedynie słusznych w tle nie wspomnieć.&lt;br /&gt;Nominacja do Oscara to – jeśli chodzi o pomysł na scenariusz - wyraźne piętno hollywodzkie. Jednak pomysł, by go osadzić w socjalistycznej rzeczywistości nadaje filmowi niecodzienny&lt;br /&gt;i na pewno nie amerykański sznyt. Nie mogłam jednak, przez cały czas trwania filmu, uwolnić się od wrażenia pewnego przerysowania – przerysowania postaci, emocji, zachowań, zdarzeń, co być może było zamysłem reżysera. Dla mnie stanowi to jego słabość, bo nie mogłam się oprzeć wrażeniu nienaturalności gry nie tylko głównej bohaterki.&lt;br /&gt;I jednocześnie znakomita Anny Polony w roli babci pozwalała śmiać się tam, gdzie szyta na miarę potrzeb roli życiowa mądrość przyjmowała szaty żartu lub pure nonsensu. Stonowana, oszczędna Krystyna Janda w roli matki i bardzo przejęta, z delikatną przesadą starająca się wtłoczyć w filmową postać Agata Buzek, to role wyraziste warsztatowo. Natomiast Marcin Dorociński upozowany na młodego stalinowskiego aparatczyka nie wyszedł poza poprawność zawodową, tak jak aktorzy drugiego planu.&lt;br /&gt;Film wciąga, ale nie zachwyca, chwilami się dłuży i jeśli porównam słowa recenzji na jego temat, których udało mi się wysłuchać w radiowej Trójce z moimi wrażeniami, to ja czułam się rozczarowana i powiem więcej boję się, że Lwy Gdańskie są nagrodą lekko na wyrost, albo mamy tak słabe młode kino, a jeszcze słabszą bądź koniunkturalną ich ocenę. Film jest po prostu inny od zalewających nas propozycji głupawych komedyjek romantycznych, stąd staje się jakby automatycznie filmem ambitnym.&lt;br /&gt;Do czarnych komedii mistrza Hitchcocka mu daleko, jeśli przerysowania traktować jak puszczanie oka do widza, to można uznać go za film przewrotny, a dostrzegając nierówną siłę aktorskiego warsztatu, to film staje się przeciętny.&lt;br /&gt;Myślę, że odzwyczailiśmy się już od prawdziwie dobrego kina, dlatego łatwo przyjmujemy ledwie odmienność z dobrodziejstwem inwentarza. Film warto zobaczyć, ale nie jestem pewna czy należy się nim zachwycać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-854229385482885178?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/854229385482885178/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/12/awers-czy-rewers.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/854229385482885178'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/854229385482885178'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/12/awers-czy-rewers.html' title='Awers czy &quot;Rewers&quot;?'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-5243460380881954348</id><published>2009-11-25T05:19:00.000-08:00</published><updated>2009-11-25T05:48:29.018-08:00</updated><title type='text'>Grunt to "Teraz My"!!!</title><content type='html'>Jak co tydzień w poniedziałek 23.11.09 wieczorową porą do telewizji TVN, do swego programu „Teraz my” Andrzej Morozowski i Tomasz Sekielski zaprosili kolejnego gościa, którym tym razem był Wojciech Jaruzelski.&lt;br /&gt;Panowie dziennikarze, jak to obecnie jest przyjęte w niepisanych kanonach telewizji żądnej sensacji, z wyjątkowym upodobaniem i diabelskim chichotem delektują się tzw. przyciskaniem do muru, zadawaniem tzw. trudnych pytań, wymyślając coraz nowe sposoby jakby swego gościa poniżyć, upokorzyć, obezwładnić, jednocześnie zachowując betonową konsekwencję w nie wyciąganiu wniosków z tych rozmów, nie ucząc się niczego, jedynie oddając się cynicznej satysfakcji.&lt;br /&gt;Generał Wojciech Jaruzelski to nie Andrzej Lepper, pierwszy warchoł ni to partii ni to związku o wdzięcznej nazwie Samoobrona, który rzucił widły, zrobił parę drogowych blokad, wbił się w garnitur od Armaniego, by udając kogoś kim nie jest szybko wejść (na szczęście tylko „na chwilę”) na salony władzy. Wojciech Jaruzelski to doskonale wykształcony, politycznie oraz moralnie doświadczony człowiek, którego historia postawiła wobec niezwykle trudnych i jakże odpowiedzialnych decyzji, ze skutkami których stara się z godnością żyć.&lt;br /&gt;Traktowany najczęściej cynicznie i wrogo przez interlokutorów, nie pozwala by rozmowy czy wywiady z nim były zaprzeczeniem szeroko pojętej kultury słowa i bycia, wychodząc z nich najczęściej niepokonanym, z zachowaniem dbałości o to by nikogo nie obrazić, nikogo nie oskarżać, a zawsze przepraszać i podkreślać to, czego nigdy nie słyszałam od żadnego piso- po- czy sld- lityka, że czuje się ODPOWIEDZIALNY za swoje decyzje.&lt;br /&gt;Dla mnie, dużo starszej, od Prowadzących, daty jak napisałam na wstępie do blogu, wychowywanej przez babcię, przedwojenną nauczycielkę, która przywiązuje niemałą wagę do ciężaru gatunkowego słowa, poczucia godności, honoru, kultury osobistej, ma to znaczenie zasadnicze.&lt;br /&gt;Andrzej Morozowski to w czasie ogłoszenia stanu wojennego 18-letni, jeszcze pewnie nie do końca opierzony, młody człowiek, Tomasz Sekielski to wtedy zaledwie 6-latek. Obaj Panowie jednak kreowali się w swoim programie na jedynych sprawiedliwych, usiłując za pomocą trzech pożałowania godnych, amatorskich klipów udowodnić martyrologicznymi zwierzeniami trojga pokrzywdzonych w stanie wojennym (właściwie dwojga, osoba trzecia była pokrzywdzona w 1986 r.) winę Generała, jako bezpośredniego sprawcę „z góry” i ”obnażyć” krew na Jego rękach. Chwyt tyleż prymitywny, co nieskuteczny, a przede wszystkim niestrawny, bo wielekroć odgrzewany. Pytania czy wierzy w Boga, czy jest tchórzem, czy może spać spokojnie itd. świadczyły jedynie o intelektualnej niemocy prowadzących.&lt;br /&gt;Spektakl, który panowie w swoim programie urządzili był żenującym widowiskiem złego antenowego i politycznego smaku, braku dziennikarskiej etyki i kultury osobistej oraz bezgranicznie pozbawionego klasy wymuszania na generale zwierzeń, które pewnie ich zdaniem miały przynieść rozwiązanie zagadki generalskiego okrucieństwa.&lt;br /&gt;Jak napisałam wyżej generał Wojciech Jaruzelski to człowiek z ogromną klasą, co można było zobaczyć w zachowanym spokoju, rozwadze oraz dyskretnej ironii, kiedy m.in. powiedział, że program przypominający swoją oprawą Moulin Rouge nie jest konfesjonałem, więc spowiadać się nie zamierza.&lt;br /&gt;Takie audycje, w tak poważnej i z takimi ambicjami telewizji jaką jest TVN, u tak już doświadczonych i tyle razy nagradzanych dziennikarzy powinny być próbą wyjaśniania zawiłości historii, obiektywizowania jej, nie wyrazem mściwego braku szacunku wobec człowieka minionej epoki, którego dylematy decyzyjne przekreśliły na zawsze spokój w jesieni życia, za to pozwalają im czerpać dziś z dziennikarskiej wolności słowa i atrybutów demokracji.&lt;br /&gt;Nawet delikatne i celne próby pokazania innych wydarzeń historycznych (np. zamachu majowego), dziś gloryfikowanych, jako wydarzeń mających także swój tragiczny epilog nie skłoniły Panów Morozowskiego i Sekielskiego do chwili refleksji.&lt;br /&gt;Pragnę dodać, że nigdy nie byłam członkiem PZPR, do 1989 roku nie wzięłam udziału w żadnych wyborach, nie brałam udziału w szkolnym świętowaniu 1 maja (chodząc do szkoły świeckiej ryzykowałam wyrzuceniem ze szkoły), w 1980 roku tworzyłam „Solidarność”, byłam wiceprzewodniczącą Komisji Zakładowej do czasów stanu wojennego, po jego ogłoszeniu (a tam gdzie pracowałam trwał w tym czasie strajk) wynosiłam dokumenty, ratując je przed przejęciem przez SB, byłam przesłuchiwana i bardzo stan wojenny jako ograniczenie wolności przeżyłam. Pamiętam swoje emocje, ale staram się realnie i obiektywnie oceniać sytuację, która wtedy po trosze przypominała równię pochyłą, po której zjeżdżali m. in. warcholący się związkowcy, rozrabiacze, krzykacze i pseudo działacze różnej maści.&lt;br /&gt;Wisząca w powietrzu wojna domowa była czymś daleko straszniejszym.&lt;br /&gt;Nie czuję się na siłach oceniać li tylko negatywnie decyzji podjętej przez Generała, tak jak nie czuję się na siłach na każdym kroku go znieważać. Znacznie bardziej wolę gromadzić wiedzę o pozytywach wynikających z tamtych decyzji, a wszak to pierwszy prezydent państwa, do upadku którego się przyczynił... by następnie przyczynić się do narodzin państwa demokratycznego.&lt;br /&gt;Smutne, że prowadząc w taki sposób rozmowę z Generałem (oraz innymi gośćmi) obnażacie panowie brak szacunku wobec niego (nich), ale przede wszystkim wobec samych siebie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-5243460380881954348?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/5243460380881954348/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/11/grunt-to-teraz-my.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/5243460380881954348'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/5243460380881954348'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/11/grunt-to-teraz-my.html' title='Grunt to &quot;Teraz My&quot;!!!'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-6864739493484910803</id><published>2009-11-19T04:34:00.001-08:00</published><updated>2009-11-19T04:46:54.457-08:00</updated><title type='text'>Nagroda im. Zbyszka Cybulskiego dla Andrzeja Seweryna</title><content type='html'>Jakiś czas temu wysłuchałam w radiowej Trójce zapowiedzi dotyczącej przyznawania w tym roku nagrody im. Zbyszka Cybulskiego, w tym pomysłu przyznania trzech jubileuszowych nagród specjalnych dla aktorów, którzy na tą nagrodę od dawna "zasługiwali", ale jej nie dostali, bo&lt;br /&gt;w czasach jedynie słusznych nie było o to aż tak łatwo.&lt;br /&gt;I zdarzyło się coś zupełnie dziwnego, bo w momencie kiedy prezes Fundacji Kino Jacek Cegiełka mówił o tym na antenie, ja natychmiast pomyślałam o Andrzeju Sewerynie... i co usłyszałam? Usłyszałam, że to właśnie on został wymieniony jako pierwszy nagrodzony wraz z Bogusławem Lindą i Joanną Szczepkowską.&lt;br /&gt;Bardzo mnie to cieszy, bo istotnie są to osoby mające w historii polskiego kina bardzo mocne, zasłużone miejsce, a niedocenione z różnych powodów.&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o samego Andrzeja Seweryna, to aktor, którego pamiętam od pierwszych jego ról w Teatrze TV w latach 60-tych, kiedy wywarł na mnie niezapomniane wrażenie. Od tego czasu śledziłam przebieg jego kariery zarówno w Polsce jak i potem we Francji. Jest to jedyny, moim zdaniem, polski aktor, który zrobił prawdziwą karierę za granicą, jednocześnie robiąc ją bez nadmiernego rozgłosu, z pokorą wynikającą z poczucia służebności wobec sztuki, spokojnie, bez medialnego szumu jakim wspierał się w tejże Francji aktor jednej roli Wojciech Pszoniak. Andrzej Seweryn podobnie jak zmarły niedawno Zbigniew Zapasiewicz jest artystą, dla którego warsztat stanowi clou zawodu i który zdołał już pokazać, że nieustannie go wzbogacając sięga prawdziwych wyżyn aktorstwa. Widać to było m.in. w znakomitym filmie Teresy Kotlarczyk (a propos artystka znakomita, zupełnie w Polsce niedoceniona) "Prymas", filmie niezauważonym na festiwalu w Gdyni, ostatecznie nagrodzonym przez prezesa TVP, czy ostatnio na deskach Teatru Polonia w spektaklu "Dowód', w którym samo pojawienie się Go na scenie było przeżyciem nie lada gdyż rola jest w części milcząca! Grając ze swoją córką Marią Seweryn, osobą zdolną, ale bardzo nierówną aktorsko tym mocniej uwidocznił swój warsztatowy poziom.&lt;br /&gt;Kilka lat temu ukazała się świetna biografia Andrzeja Seweryna autorstwa Teresy Wilniewczyc, która pieczołowicie dokumentuje jego drogę i aktorski rozwój.&lt;br /&gt;Jestem więc całym sercem "za", bardzo się z tego cieszę i gratuluję!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-6864739493484910803?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/6864739493484910803/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/11/nagroda-im-zbyszka-cybulskiego-dla.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6864739493484910803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6864739493484910803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/11/nagroda-im-zbyszka-cybulskiego-dla.html' title='Nagroda im. Zbyszka Cybulskiego dla Andrzeja Seweryna'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-7127212153100210250</id><published>2009-11-16T00:42:00.000-08:00</published><updated>2009-11-16T01:37:03.218-08:00</updated><title type='text'>List do Włodzimierza Czarzastego i Roberta Kwiatkowkiego</title><content type='html'>Drodzy Koledzy,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;przyglądam się od dłuższego czasu temu co dzieje się w radiowej Trójce (licząc od pierwszego mojego listu otwartego do przewodniczącego KRRiT, to ok. 8-miu lat) i cały czas czekam, że WRESZCIE coś zmieni się na lepsze. Po odwołaniu niejakiego Laskowskiego Witolda, który psuł to radio całe długie 5 lat i powołaniu Krzysztofa Skowrońskiego przyszła nadzieja, że Trójka powoli wróci do dawnej świetności, bo nie czarujmy się Panowie, była świetna, była inteligentna, była świętem słuchającego. Jako zwierze radiowe, wychowywane od 50-tych lat na tym teatrze wyobraźni wiem co mówię.&lt;br /&gt;Niestety rozgrywki polityczne zbyt długo nie pozwoliły cieszyć się radością reaktywowania.&lt;br /&gt;Jacyś nieznani mi przeciwnicy dobrego radia, w bliżej niezrozumiałym odwecie powołali Magdę Jethon na dyrektora Trójki, argumentując super merytorycznie, "że będzie lepsza", a cały dorobek Krzysztofa Skowrońskiego wykorzystali przeciw Niemu, za pomocą GW czyniąc z Niego złodzieja i skorumpowanego urzędnika.&lt;br /&gt;Dziś kiedy (ponoć) zawiązała się koalicja medialna PiS i SLD nadal nie ma zmiany na stanowisku dyrektora Trójki (choć zakulisowo bardzo dużo się o tym mówi), która powoli dogorywa pod rządami osoby, która kompletnie nie ma koncepcji co dalej, a jej wartość usiłuje wmówić słuchaczom za pomocą samochwalenia, do czego wykorzystuje osoby o znanych i uznanych nazwiskach, którym można się tylko dziwić.&lt;br /&gt;Podobno złożono propozycję powrotu na stanowisko dyrektora Trójki Krzysztofowi Skowrońskiemu, jednocześnie na wejściu blokując samodzielne dobranie zespołu (rozproszonego po zmianie na tym stanowisku), a jak mówi przysłowie (ponoć mądrość narodu) "po to kowal ma szczypce, żeby sobie rąk nie poparzył".&lt;br /&gt;Na giełdzie fukcjonują chore pomysły typu Wojciech Reszczyński na dyrektora! (jakoś historia radia Wawa nie pozwala zaufać), Marcin Wolski na dyrektora! (już pokazał co potrafi w Jedynce, lepiej niech pisze dalej swoje zoo), czy Jacek Sobala na dyrektora! (może lepiej niech się jednak zajmie aktorstwem do którego został przyuczony? W Trójce już był jeden aktor, niejaki Michał Banach, jakoś roli życia nie zagrał!)&lt;br /&gt;Żaden z tych panów się do roli dyrektora Trójki nie nadaje, są to znowu układy, koterie, znajomości.&lt;br /&gt;Ponoć Ordynacka ma dużo do powiedzenia w sprawie namaszczenia nowego szefa tej anteny, więc może weźcie po prostu pod rozwagę Andrzeja Turskiego, który szefował już temu radiu, jest dziennikarzem tyleż doświadczonym co profesjonalnym w pełnym tego słowa znaczeniu, opcja polityczna się zgadza, w dodatku zrobiono Mu krzywdę nieprzemyślanymi decyzjami, odwołując Go ze stanowiska dyrektora Jedynki, by o ciągłej huśtawce w TVP nie wspomnieć.&lt;br /&gt;Naturalnie najlepszym dyrektorem byłby Piotr Kaczkowski, ale obawiam, się że stan Jego zdrowia Mu na to nie pozwala. Trzeba Koledzy Kochani równać do lepszych, nie do gorszych&lt;br /&gt;i zróbcie coś w tym zakresie, bo nie dość, że SLD zawiaduje ludowy trybun rodem z czasów jedynie słusznych, to jeszcze inteligencka Ordynacka przykłada do tego pomocną dłoń!&lt;br /&gt;Liczę na wsparcie i pozdrawiam z Częstochowy!&lt;br /&gt;Joanna Grochowska&lt;br /&gt;Stowarzyszenie Ordynacka Częstochowa&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-7127212153100210250?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/7127212153100210250/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/11/list-do-wodzimierza-czarzastego-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7127212153100210250'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7127212153100210250'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/11/list-do-wodzimierza-czarzastego-i.html' title='List do Włodzimierza Czarzastego i Roberta Kwiatkowkiego'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-1966992204419519989</id><published>2009-11-04T05:55:00.000-08:00</published><updated>2010-06-23T05:13:14.729-07:00</updated><title type='text'>In memoriam Zbigniew Zapasiewicz</title><content type='html'>"Kochać i tracić, pragnąć i żałować,&lt;br /&gt;Padać boleśnie i znów się podnosić.&lt;br /&gt;Krzyczeć tęsknocie "precz" i błagać - prowadź!&lt;br /&gt;Oto jest życie: nic a jakże dosyć...&lt;br /&gt;Zbiegać za jednym klejnotem pustynie.&lt;br /&gt;Iść w toń za perłą o cudu urodzie,&lt;br /&gt;Ażeby po nas zostały jedynie&lt;br /&gt;Ślady na piasku i kręgi na wodzie..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiersz Leopolda Staffa "Kochać i tracić" z tomiku "Łabędź i lira" w obliczu śmierci Zbigniewa Zapasiewicza, nie kwestionowanego geniusza sztuki aktorskiej i aktorskiego warsztatu, ostatniego z wielkich starej dobrej polskiej szkoły, wydaje się mieć pogłębione znaczenie w obliczu kruchości ludzkiego losu.Od ponad 40 lat należę do grona admiratorów kina i teatru, który latami wydeptywał ścieżki do DKF-u, korzystał ile mógł z zaproszeń szkolnego kolegi Marka Obertyna do warszawskiego Teatru Dramatycznego, sycił duszę awangardowymi przedstawieniami Adama Hanuszkiewicza, chłonął tworzone w parateatralnej przestrzeni z udziałem najznakomitszych artystów polskiej sceny spektakle Teatru TV. Oglądane przeze mnie w stołecznym teatrze&lt;br /&gt;w końcu lat 70-tych i początku 80-tych diametralnie różne role Zbigniewa Zapasiewicza w takich sztukach jak: "Ksiądz Marek" J. Słowackiego, "Pieszo". S. Mrożka, "Kubuś Fatalista" D. Diderota, czy "Operetka W. Gombrowicza skłaniały do formułowania wniosku, iż aktor zmieniał się niczym kameleon. Z majestatycznego, szlachetnego, pełnego powagi i skupienia, oszczędnego&lt;br /&gt;i ascetycznego w gestach o wyciszonym głosie księdza Marka przeistaczał się w filuternego, rozwichrzonego, nadmiernie hałaśliwego i ruchliwego Kubusia Fatalistę, by następnie epatować intelektualno-filozoficznym dystansem migrującego wewnętrznie bohatera Mrożka. Teoretycznie można by przyjąć, że zmiana rekwizytów i scenografii do poszczególnych spektakli automatycznie przynosi także "zamianę" postaci, tymczasem dbający o perfekcjonizm "Zapas", zmieniał się niemal fizycznie do każdej roli, a Jego kreacje warsztatowo były dopracowane do granic absurdu. Wartość rzemiosła była dla artysty najważniejszą podstawą perfekcji zawodowej. W jednym&lt;br /&gt;z nielicznych wywiadów w TVP mówił, że prawdziwie profesjonalny aktor powinien umieć zagrać wszystko nawet drzewo, zachowując jednocześnie własne wnętrze dla siebie, nie czyniąc z niego ekshibicjonistycznego atutu gry. Podkreślał wartość dystansu do samego siebie i granej postaci, której tworzenie winno opierać się li tylko na przesłankach zaczerpniętych z literatury. Ci, którzy nie mogli oglądać Go na żywo w warszawskim teatrze, mieli okazję do podziwiania kunsztu aktora w Teatrze TV, który niejedną rolę "Zapasa" i innych wielkich polskich artystów zapisał&lt;br /&gt;w annałach historii sztuki teatralnej. Mnie najbardziej zapadła w pamięć pełna liryzmu i ciepła rola w "Godzinach miłości" z piękną i eteryczną, znakomitą aktorsko Martą Lipińską.Równolegle z teatrem i Teatrem TV Zbigniew Zapasiewicz grał w filmach m.in. u uznawanego za twórcę polskiego kina moralnego niepokoju Krzysztofa Zanussiego, gdzie stworzył - jak mawia dziś młodzież - kultowe kreacje, choćby w telewizyjnym "Za ścianą" czy fabularnych "Barwach ochronnych", dekadę później w fabularnym "Życiu jako śmiertelnej chorobie przenoszonej drogą płciową", "Personie non grata" czy aktualnie przedpremierowej "Rewizycie". Grał także&lt;br /&gt;u Andrzeja Wajdy, tworząc bardzo wyrazistą postać dziennikarza w filmie "Bez znieczulenia". Później, zaproszony przez reżysera młodszego pokolenia Władysława Pasikowskiego, zagrał&lt;br /&gt;w jego "Psach" rolę cynicznego i bezdusznego senatora Wencla. We wspomnianym tu telewizyjnym wywiadzie Z. Zapasiewicz mówił o bolesnym rozczarowaniu jakie przyniósł Mu film "Ocalenie" Edwarda Żebrowskiego, w którym własnym zdaniem wzniósł się na wyżyny filmowego rzemiosła, tymczasem film przeszedł niezauważony, schlastany przez krytykę,&lt;br /&gt;a rola została bardzo nisko oceniona. Mówiąc o tym chciał podkreślić różnicę jaka jest między oceną pracy aktora dokonaną przez widzów i krytykę oraz samego artystę. Częstochowska publiczność miała okazję podziwiać Zbigniewa Zapasiewicza jako herbertowskiego Pana Cogito na deskach Teatru im. A. Mickiewicza, który to spektakl niestety rozczarowywał słabą dyspozycją aktora, co pozwoliłam sobie zrecenzować w "Alejach 3", niemniej stał się i tak świętem, bowiem rzadko artyści tej miary goszczą w naszym mieście. Z całą pewnością spektakl pozostaje&lt;br /&gt;w pamięci jako zapis nie tylko trudnej i niejednoznacznej poezji wybitnego Zbigniewa Herberta, ale i przykład symultanicznego aktorskiego i człowieczego rozumienia tekstu. Podążając za wspomnieniowym artykułem Katarzyny Janowskiej w "Polityce" nr 30/2009, gdzie Andrzej Garlicki mówi m.in.: "uratowała Go miłość" żegnam wielkiego Artystę słowami Jana Lechonia:&lt;br /&gt;"I jedno wiemy tylko. I nic się nie zmienia. Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ten powstał po śmierci Artysty do częstochowskiego dwumiesięcznika kulturalnego "Aleje 3" i ukazał się w nrze 75 (wrzesień-październik) 2009.&lt;br /&gt;Czas Święta Zmarłych pozwala zamieścić go także na blogu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-1966992204419519989?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/1966992204419519989/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/11/in-memoriam-zbigniew-zapasiewicz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1966992204419519989'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/1966992204419519989'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/11/in-memoriam-zbigniew-zapasiewicz.html' title='In memoriam Zbigniew Zapasiewicz'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-938328881384554522</id><published>2009-10-30T06:55:00.001-07:00</published><updated>2009-11-01T23:56:01.492-08:00</updated><title type='text'>Dziś tylko słów kilka</title><content type='html'>Właśnie dotarło do mnie, że minął już ponad miesiąc od ostatniego mojego wpisu, a to było spowodowane długą przerwą zdrowotno-urlopową, a teraz od niedawna niesamowitym spiętrzeniem (jak to przed końcem roku, bo jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy w ostatniej chwili nic się od PRL-u nie zmieniło!) prac w pracy... z żalem wielkim nie mogę rozwinąć skrzydeł,&lt;br /&gt;a wręcz musiałam je na czas jakiś zwinąć.&lt;br /&gt;A jest tyle do opisania, tyle do "ustosunkowania" się, tak jak choćby pomysł zatrudnienia na trójkowej antenie w piątek w czasie Piotra Kaczkowskiego Agnieszki Obszańskiej czy w paśmie Piotra Barona, Piotra Stelmacha. Słoneczna Trójka zamiennie z jakimś zupełnym wywiadowym bełkotem, pełnym błędów językowych, szczenięcych wygłupów to ma być radio publiczne za nasze pieniądze z abonamentu i od słuchaczy łaskawców wpłacających na TZJ? Swoją drogą zapał wpłacania skromny, bo uzbieranie nieco ponad 400 tys. to właściwie żart przy milionach słuchaczy... w dodatku gdzie ci naprawdę zdolni i gdzie ci oceniający (wybierający)?&lt;br /&gt;A wypłacanie honorariów za koncerty w Trójce z owych darowizn jest prawem zabronione...&lt;br /&gt;No cóż, zobaczymy co dalej zrobi Pani Magda, której już pierwszej nikt nic nie mówi...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-938328881384554522?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/938328881384554522/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/10/dzis-tylko-sow-kilka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/938328881384554522'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/938328881384554522'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/10/dzis-tylko-sow-kilka.html' title='Dziś tylko słów kilka'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-3882580389498146122</id><published>2009-08-28T05:22:00.000-07:00</published><updated>2009-08-28T05:47:56.948-07:00</updated><title type='text'>Mała Trójkowa polemika</title><content type='html'>W dniu 22 sierpnia 2009 20:24 użytkownik Andrzej K.&lt;br /&gt;&lt;ak@list.pl&gt;napisał:&lt;br /&gt;"Joanna Grochowska" &lt;&lt;a href="mailto:joanna.grochowska@bg.ajd.czest.pl"&gt;joanna.grochowska@bg.ajd.czest.pl&lt;/a&gt;&gt; napisał(a):&gt; Witam, w wolnej chwili proszę rzucić okiem, pozdrawiam&gt; Joanna Grochowska&gt;&gt; &lt;a href="http://joannagrochowska.blogspot.com/" target="_blank"&gt;http://joannagrochowska.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Witam, a ja w wolnej chwili zachęcam do lektury lżejszego tekstu: &lt;a href="http://www.kolec.eu/felieton/pr3_2009.htm" target="_blank"&gt;http://www.kolec.eu/felieton/pr3_2009.htm&lt;/a&gt;Pozdrawiam życząc takiego radia, jakie pamiętamy i na które wszyscy zasługujemy, AKPS.&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się osobiście dotknięty faktem otrzymania tego listu. Jeśli jednak, z góry przepraszam za skorzytanie z tego adresu.&lt;br /&gt;Cel nie jest komercyjny - niczego nie sprzedaję (poza własną opinią).&lt;br /&gt;Andrzej alias kolec [www.kolec.eu]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drodzy!&lt;br /&gt;Z prawdziwą przykrością przeczytałem blogi Joanny i wpisy Andrzeja.Toż to jest jakaś obsesja.Zgadzam się, że odwołanie Skowrońskiego było skandaliczne, ale Jethon jeszcze nic złego nie zrobiła.Konkursy zmierzają w niebezpieczną stronę ale granicy jeszcze nie przekroczyły.Program na lato całkiem sympatyczny. Naprawdę wolałem "Słoneczną Trójkę" od przypominającego nieraz niedokończone rozmowy klubu "3" czy pseudointelektualne dysputy ala Semkowicz czy nawiedzoną Dobroń.Naprawdę nie wszystko co było w "3" w latach 70. 80, 90 było dobre. "Upadek Trójki zaczął sie od zbyt późnego powołania i zbyt wczesnego odwołania Miecugowa.Zegarłowicz robił co mógł, ale gdyby miał taką kasę jak Laskowski.Kaczkowski poprawił muzykę (koncertowe radio).Laskoś od 2002 pikował w dół.Skowroński (jedyny pożytek z PIS-U) wyprowadził radio na prostą.Na razie Jethon tego nie niszczy i zobaczymy jaka będzie jesienna ramówka.Nie wiem jaki ma sens pisanie czegokolwiek do Schetyny.Skąd ten atak na Owczarka.Naprawdę nie rozmieniajmy się na drobne. Pomysł na "znak jakości" nie jest zły.Bardziej się boję tego kto będzie następny.Radio musi być nie tylko dla najbardziej konserwatywnych słuchaczy.I bądźmy szczerzy poza Wasowskim nikt naprawdę wartościowy nie odszedł.A Lista Barona (to zasługa Skowrona) jest muzycznie ciekawsza niż Niedźwiedzia.Nie ośmieszajmy idei "Ratowania 3" krytykowaniem wszystkiego co nowe i inne i pisaniem listów.PZdr.Koliber&lt;br /&gt;P.S. List troszkę chaotyczny ale chciałem poruszyć wiele wątków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Witaj!&lt;br /&gt;Nie rozumiem dlaczego moje pisanie blogowe przyjąłeś aż z „prawdziwą” przykrością”, skoro ono jest jedynie "dowodem" na konsekwencję linii obrony Trójki, którą przez ponad 5 lat można było obserwować w moich działaniach.&lt;br /&gt;Zawsze pisałam i podkreślałam, że nie wszyscy musimy się ze sobą zgadzać w sprawie starej czy tej trochę nowszej Trójki, natomiast jedno jest pewne, pryncypium sprawy był jej poziom, czy jak kto woli "misja".&lt;br /&gt;Poziom Trójki od czasu odwołania Piotra Kaczkowskiego nieustannie przez 5 lat spadał i nigdy się z Tobą nie zgodzę, że można woleć Słoneczną Trójkę od audycji Anny Semkowicz (jakże jej brak!) czy nawet „nawiedzonej” Grażyny Dobroń, która robi o wiele więcej dobrego dla słuchaczy niż "ST", która NIC z misją nie miała wspólnego, a obrażała jedynie ich szare komórki.&lt;br /&gt;Klub "3" był doskonały do czasów dyrektorowania Piotra Kaczkowskiego, obecnie wraz z Jerzym Sosnowskim na czele jest pseudointelektualnym zabieraniem innym czasu.&lt;br /&gt;Ale takiego pseudointelektualnego zabierania czasu na antenie obecnej Trójki jest znacznie, znacznie więcej, począwszy właśnie od idtiotenkonkursów, tylko nabijających kasę TP, co zawdzięczamy właśnie nowej Pani Dyrektor.&lt;br /&gt;Poziom radia publicznego to nie tylko poziom fachowy i merytoryczny autorów prowadzących swoje audycje, to także ich moralna wobec słuchacza, siebie samych i przełożonych postawa, a tej obecnie jak na lekarstwo.&lt;br /&gt;Przyjmowanie przyjaciół i znajomych Królika, bez uprawnień zawodowych, to jest to czego być nie powinno w radiu publicznym.&lt;br /&gt;Dyrektor M. Jethon wewnątrz radia zrobiła już trochę złego, brak już bowiem części tych, którzy reprezentowali jakiś obiecujący poziom, by o zawodowcach nie wspomnieć i zastąpiła ich np. jakąś grejzerująco-sepleniącą dziewuszką o ptasim czy ptako-podobnym nazwisku, idealnie pasującym do jej nie pasowania do mikrofonu.&lt;br /&gt;Nawet Wojciech Mann jedzie wyłącznie na swojej „wielkości”, oferując rano czasem takie teksty, że ręce i nogi opadają, jakby zapomniał, że ma do czynienia z przynajmniej równą sobie inteligencją, chociaż... chociaż może niekoniecznie, bo słynny target, który ocalał po Witoldzie Laskowskim, to niekoniecznie ludzie z IQ 140.&lt;br /&gt;A jeśli nie niszczeniem Trójki jest np. odwołanie Barbary Podmiotko, to gratuluje takiego myślenia.&lt;br /&gt;Nieważne czy jestem konserwatywna czy nie, a tak w ogóle to na czym mój konserwatyzm polega? Że cenię poprawną polszczyznę, ładne, mądre słowo i dobrą muzykę? Że nie chcę by ze mnie przez 3 godziny w Tu Baronie robili idiotkę, każąc zgadywać kto to jest, podając w każdym zdaniu rozwiązanie?&lt;br /&gt;Wybacz, ale może dlatego, że mam tyle lat ile mam, nie godzę się już na bylejakość, prostactwo zarówno umysłowe jak i obyczajowe, szczególnie, że płacąc abonament jednostkowo tą instytucję utrzymuję i mam pełne prawo oczekiwać zadowalających moje uszy programów.&lt;br /&gt;Mariusz Owczarek nie nadaje się w ogóle na antenę, a jest to zdanie fachowców, bo facet psuje najlepsze godziny piątkowego wczesnego popołudnia. Brak mu osobowości, nawet na miarę Anety Wrony.&lt;br /&gt;Naturalnie można się nim zachwycać jeśli się nie zna prezenterów prawdziwej Trójki. Marek Niedźwiecki niedopieszczony w takim stopniu jakim oczekiwał od Krzysztofa Skowrońskiego poszedł sobie (nomen omen za namową Adama Fijałkowskiego, obecnego głównego doradcy dyrektor M. Jethon) do Złotych Przebojów no i co? Trójka straciła sporo ze swego szyku, nawet jeśli lista Piotra Barona jest lepsza. Przypomina mi to czas, kiedy Wojciech Mann odszedł w glorii&lt;br /&gt;i sławie z Trojki "do swojego radia" chełpiąc się, że nareszcie będzie mógł robić co chce, no i co&lt;br /&gt;z tego wyszło? Nie dość, że nie zrobił dobrego radia, to potem długo czekał by wrócić do Trójki, obecnie grając pierwszego obrońcę.&lt;br /&gt;Grzegorz Schetyna jest pierwszym po Bogu, który jak inne polityczne gadające głowy ma dużo do powiedzenia, gorzej z realizacją, stąd pomysł napisania do niego listu, by go zainteresować jak naprawdę przebiegają demokratyczne procedury w wydaniu jego partii. Naturalnie, bez złudzeń, bo ta partia NIGDY nie odpowiadała na żadne listy, nawet będąc&lt;br /&gt;w opozycji.&lt;br /&gt;Pomysł obecnego Znaku Jakości Trójki jest po prostu cynicznym odwracaniem uwagi od tego co się robiło pięć - dziewięć lat wcześniej doprowadzając do takiej, a nie innej sytuacji i staje się robieniem wody z mózgu młodym słuchaczom, którzy warto by poznali prawdziwą Trójkę, nie jej wielce życzeniowe popłuczyny.&lt;br /&gt;Listy mówią prawdę, co wcale nie oznacza że musisz się z nimi zgadzać.&lt;br /&gt;W życiu cenię przede wszystkim zasady, honor i takie tam niemodne bzdury i mimo wieku płynący czas uznaję za niezbędny w zmianie oblicza świata (w tym radia publicznego), co nie znaczy jednocześnie, że ma to być świat pełen bylejakości, słowno-muzycznych hamburgerów, naciągań, pseudo-ratowniczych działań itd.&lt;br /&gt;Można zapytać dlaczego nie przywrócono sklepiku trójkowego, który sprzedawał płyty ze znakiem jakości Trójki i promował wykonawców godnych tego miana? Dlaczego Trójka nie ma patronatów medialnych nad ważnymi koncertami? Dlaczego zwolniono doskonale działającą na rzecz ambitnej Trójki dziewczynę z działu PR-ru?&lt;br /&gt;Kto i jak będzie rozliczał te pieniądze? Kto będzie oceniał, komu znak przyznać? Dla mnie to ważne, a informacji brak.&lt;br /&gt;A Polskie Radio w całości począwszy od góry na dole skończywszy ma w wielkim poważaniu co mówią słuchacze, mimo, że dzięki słuchaczom mają pracę.&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;Joanna&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-3882580389498146122?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/3882580389498146122/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/w-dniu-22-sierpnia-2009-2024-uzytkownik.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3882580389498146122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3882580389498146122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/w-dniu-22-sierpnia-2009-2024-uzytkownik.html' title='Mała Trójkowa polemika'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-2834418889685393550</id><published>2009-08-14T02:26:00.000-07:00</published><updated>2009-08-14T02:35:37.647-07:00</updated><title type='text'>List do Ministra MSWiA Grzegorza Schetyny i Podsekretarza Stanu Tomasza Siemoniaka</title><content type='html'>Szanowny Panie Ministrze!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozwalam sobie zainteresować Pana bulwersującą mnie sprawą Programu 3 Polskiego Radia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To co od wielu lat dzieje się w i z Trójką jest żenującym pokazem wyścigu władzy i kto komu pokaże, że jest silniejszy, co nie ma absolutnie nic wspólnego z tzw. dobrem mediów publicznych i nadużywanym by nie rzec całkowicie zużytym słowem "misja".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieuzasadnione odwołanie Krzysztofa Skowrońskiego z funkcji Dyrektora Trójki, który po ponad 5 latach tratowania tej kultowej, elitarnej anteny przez Witolda Laskowskiego, zdołał ją nieco odbudować i zatrudnienie na Jego miejsce Magdaleny Jethon, osoby, którą Zarząd PR zarekomendował wzniośle jednym słowem jako "lepszą", a która brała czynny udział w owym tratowaniu i która po kilku miesiącach swego "panowania" pokazuje, że nie tylko nie ma koncepcji na nią, ale powoli zaczyna się zbliżać do ideału komercyjnej Słonecznej TrUjki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zwykle w takich sytuacjach zwolnieni zostali najlepsi dziennikarze (bo tych najlepszych z najlepszych brakuje od dawna dzięki radosnej twórczości Witolda Laskowskiego),&lt;br /&gt;w tym doskonale dzialający PR-wcy Programu 3, dla których niemożliwe stawało się możliwe, dzięki czemu Trójka mogła zdobywać pieniądze na ciekawe pomysły. W ich miejsce osobistym doradcą Pani Dyrektor w tym zakresie został były wicedyrektor Trójki Adam Fijałkowski, prawa a szczególnie lewa ręka Witolda Laskowskiego. Tenże, naśladując pomysł Jurka Owsiaka, podpowiedział obecnej Pani Dyrektor iście szatański pomysł powołania Komitetu Miłośników Trójki, który będzie zbierał publicznie pieniądze na promowanie "młodych&lt;br /&gt;i zdolnych" oraz ratowanie Programu 3, przy okazji czyniąc z reklamy chwytliwy majstersztyk, za którym się nic nie kryje.&lt;br /&gt;Moje wątpliwości w tej sprawie i ocenę zamieściłam na swoim blogu, którego link załączam.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.joannagrochowska.blogspot.com/"&gt;http://www.joannagrochowska.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem też zdania, że pora najwyższa przeprowadzić porządny remanent w pojęciu abonament (na blogu także i nim się zajęłam), który na pewno wystarczyłby z nawiązką na utrzymanie publicznego radia, w tym Programu 3, pod dyrekcją nie "lepszych", a najlepszych, bo tylko na takich ta antena zasługuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z poważaniem&lt;br /&gt;Joanna Grochowska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tenże list przesłałam także do Tomasza Siemoniaka, obecnego pierwszego zastępcy ministra Grzegorza Schetyny głównie dlatego, że swego czasu (w ponurych "laskowskich" czasach) był On członkiem Zarządu PR i nawet z pewnym przejęciem odnosił się do naszego protestu, odpowiadając na mój (i pewnie innych) list.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-2834418889685393550?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/2834418889685393550/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/list-do-ministra-mswia-grzegorza.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2834418889685393550'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2834418889685393550'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/list-do-ministra-mswia-grzegorza.html' title='List do Ministra MSWiA Grzegorza Schetyny i Podsekretarza Stanu Tomasza Siemoniaka'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-607269510274607411</id><published>2009-08-13T05:48:00.000-07:00</published><updated>2009-08-13T06:04:41.138-07:00</updated><title type='text'>Komitet Miłośników Trójki - rozważań ciąg dalszy</title><content type='html'>Minęły raptem dwa czy trzy dni od hucznego ogłoszenia na antenie Programu 3 PR powołania do życia Komitetu Miłośników Trójki, a już wczoraj Piotr Baron przedstawił w swojej audycji pierwszą młodą zdolną, którą ponoć warto wyróżnić Trójkowym Znakiem Jakości, inaugurując tym samym trójkową działalność pomocową. Owa młoda, zdolna to jako żywo dość kiepskiej jakości kolejny klon Gaby Kulki, a przedstawiona przez redaktora Barona jako piosenkarka, stwierdziła z wrodzoną sobie wyjątkową skromnością, że to za mało, bo ona pisze jeszcze teksty... Nawiasem mówiąc, kto poza redaktorem Baronem o niej słyszał, gdzie w swojej zapewne długiej karierze śpiewała, by użyć określenia "piosenkarka", tego nie wie nikt.&lt;br /&gt;Piszę o tym dlatego, że od chwili poczęcia KMT zastanawiam się kto ten firmowy znak Trójki będzie przyznawał (przyznaje?), kto będzie (jest?) dysponentem zbieranych pieniędzy, kto zasiądzie w zacnym jury? Publiczna zbiórka pieniędzy z uzyskaną zgodą samego Ministra, nadal pozostaje tylko zbiórką, a nie preliminarzem kontrolowanych wydatków. Można je zatem wydawać jak się chce, na luzie, bez obaw kontroli i ponoszenia konsekwencji, czyli żyć nie umierać, ciesząc się z naiwności wpłacających! Można w tym wielce pojemnym pojęciu „młodzi zdolni” zmieścić wszystkich przyjaciół i znajomych Królika, odwzajemniając się w końcu nie byle jakim nazwiskom wspierającym ten chwytliwy, sprytnie zaplanowany oszukańczy majstersztyk!&lt;br /&gt;Słowem powtórka z rozrywki, czyli dotychczasowego wykorzystywania abonamentu na tzw. misję, której, jak rozumiem, mają służyć owi młodzi zdolni!&lt;br /&gt;Jeśli przyjąć założenie, że w niedługim czasie Pani Magda za niekonieczne godne przejęcie stanowiska dyrektora Programu 3, po prostu z niego wyleci, bo np. Krzysztof Skowroński wygra sprawę w sądzie pracy (jeśli takową założył), bądź zaprzyjaźniona miotła innego reformatora Trójki zechce na tym stolcu posadzić przyjaciela swego Królika, można być pewnym, że ta dęta inicjatywa sama się zwyczajnie rozleci, a pieniądze znalezione w kasie zostaną wydane zgodnie z wydłubanym z nosa nowym i na pewno arcydobrym pomysłem nowego pryncypała tego kiedyś zacnego radia!&lt;br /&gt;Jak pisałam poprzednio, to co słychać na antenie jest zaprzeczeniem trójkowego znaku jakości, bo trudno klon Słonecznej Trójki, tym razem o nazwie Na lato uznać za audycję misyjną. Dziwnie przypomina laskowskie czasy i właściwie straszy perspektywą ich powrotu. Nie ma tu żadnego wytłumaczenia faktem, że to kanikuła, bo osoby w moim wieku, ale i młodsze pamiętają, że do 2000 roku nawet letnie ramówki były prawdziwym znakiem jakości (w czasach jedynie słusznych był to znak jakości "Q" - to jako przypomnienie młodszym słuchaczom).&lt;br /&gt;Obrazu obecnej Trójki, a może już po trosze TrUjki dopełnia głupawa powieść "Nieludzka komedia" czytana przez rozminiętego z aktorskim powołaniem Rafała Mohra, bo to co najlepsze, co misją jest albo się o nią ociera, znów zostało gdzieś po nocy... W dodatku ten Najlepszy z najlepszych, ten który powinien honorowo przewodniczyć wyławianiu perełek, zniknął z anteny. A czy w ogóle ktoś (czytaj Pani Magda, która pierwsza powinna o tym pomyśleć i powiedzieć) brał pod uwagę taki pomysł, poza wykorzystaniem w reklamówce Jego głosu sprzed wielu, wielu lat?&lt;br /&gt;Komitet Miłośników Trójki jest zatem dla mnie bańką mydlaną, której żywot jest ogólnie znany lub może raczej garścią piasku, która chwilę pozostaje w dłoni, po czym przesypuje się przez palce.&lt;br /&gt;Jak ta chwila długo będzie trwać zależy w dużej mierze od prawdziwego oddania (ideowego i finansowego) „wiernych” słuchaczy, a przede wszystkim od rozgrywających szachową polityczną układankę.&lt;br /&gt;I to stanowi smutne ale prawdziwe clou problemu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-607269510274607411?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/607269510274607411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/komitet-miosnikow-trojki-rozwazan-ciag.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/607269510274607411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/607269510274607411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/komitet-miosnikow-trojki-rozwazan-ciag.html' title='Komitet Miłośników Trójki - rozważań ciąg dalszy'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-3566749162351478601</id><published>2009-08-10T06:19:00.001-07:00</published><updated>2009-08-11T00:12:51.794-07:00</updated><title type='text'>I Ty Brutusie?</title><content type='html'>Dziś od rana z zacięciem godnym lepszej sprawy Program 3 Polskiego Radia, czyli niegdysiejsza ukochana Trójka, zamieniona przez Witolda Laskowskiego i z wydatną pomocą obecnej Pani Dyrektor Magdy Jethon na TrUjkę, reklamuje powstanie Komitetu Miłośników Trójki, dzięki któremu można będzie przeprowadzić zbiórkę pieniędzy na jej ratowanie i promowanie młodych artystów.&lt;br /&gt;Lista założycieli oraz „wspieraczy” KMT jasno pokazuje, że swego czasu wywiadowani przez „Pani Magdo, Pani pierwszej to powiem” dziś potrzebują zaistnieć jako twórcy wielce kulturalnego pomysłu, a przede wszystkim przypomnieć o sobie.&lt;br /&gt;Agresywnie lansowana reklama Komitetu jest niezwykle sprytnym przekrętem reklamowo-manipulacyjnym, zrobionym ze zbitki znanych trójkowych głosów w pewnej części już nie pracujących, oddelegowanych lub obecnie chorych oraz jingli, które m.in. dzięki wspomnianemu Witoldowi Laskowskiemu zostały słuchaczom i antenie odebrane, robią młodym, nieznającym prawdziwej Trójki wodę z mózgu, udając, że los radia publicznego i kultury na wysokim "c" stanowi przedmiot ich ogromnej i prawdziwej troski.&lt;br /&gt;A przecież widać na co dzień jak wygląda prawda, bo podwyższony przez 2 lata dyrektorowania Krzysztofa Skowrońskiego poziom Trójki póki co nieco się jeszcze trzyma (choćby w bloku Tu Baron, czy popołudniowej Zapraszamy do Trójki), ale dzięki rozmnożonym jak stonka konkursom dla posiadaczy dwóch, w porywach trzech szarych komórek, ulega powoli nieodwracalnej degradacji. Pozbawiona najlepszych dziennikarzy antena w czasie 5-ciu lat zarządzania przez Mistrza Witolda, jak wyżej wspomniałam z pełnym udziałem Pani Magdy, dziś lansuje osoby nie tylko z wadami wymowy, bez uprawnień w postaci karty mikrofonowej, ale po prostu nie nadające się do pracy przed mikrofonem, z niejakim Mariuszem Owczarkiem na czele, który regularnie co tydzień zarzyna audycję guru prawdziwych fanów Trójki, Piotra Kaczkowskiego, by o Magazynie bardzo kulturalnym nie wspomnieć, który tygodniami przerabia jeden temat, czyli teatr Andre Ochodlo w Sopocie. Jeżeli ta sama Barbara Marcinik ma wziąć w swoje ręce „pomoc” młodym zdolnym, to już można podziękować, bo wybierając jednego czy jedną osobę, zajeździ ją i słuchaczy.&lt;br /&gt;Dla mnie, nieustającej słuchaczki Trójki od 1974 roku i przez ponad 5 lat biorącej udział w proteście „Uapy precz od Trójki” sprawą niezwykle dziwną są niektóre nazwiska osób, występujących jako założyciele i wspieracze.&lt;br /&gt;W wypadku Wojciecha Manna nie wiem czy nie występuje konflikt interesów, choć zdaje się nie jest on etatowym pracownikiem Trójki, co jednak nie usuwa uczucia niesmaku, zwłaszcza, że zapisał swoją chlubną kartę w obronie prawdziwej Trójki w latach dyrektorowania Mistrza Witolda, pisząc w prasie jednoznaczne i wcale nie pochwalne artykuły.&lt;br /&gt;Anna Maria Jopek jako żona swojego męża nie musi lansować swego nazwiska przez KMT, chyba że obawia się wyrzucenia z anteny jingla z jej głosem.&lt;br /&gt;Gdzie ci sami ludzie byli w 2001 roku kiedy grupa oddanych Trójce słuchaczy z całej Polski utworzyła Stowarzyszenie Słuchaczy, Przyjaciół i Miłośników Programu 3 Polskiego Radia? A było wtedy znacznie gorzej.&lt;br /&gt;Jeden z protestantów, Michał z Krakowa pisze:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzie Ci ludzie byli jak protestowaliśmy przeciwko zmianom Laskosia?Ale jeszcze dojdziemy do głosu - obecna Derektor jest maniaczką SMS i rozmienia PR3 na drobne 3 + VAT&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inny, Garfield z Poznania konstatuje:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;przypomina mi to trochę radio bez twarzy, ten kwitek do przelewu pieniędzy - dziwne -&lt;br /&gt;do tego fanklub trójki robią twórcy trójki - dziwne - słuchacze trójki to podobno ludzie z kasą, wiec czemu nie podawać numeru konta by lepiej się działo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie dziwne to, choć sprytne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-3566749162351478601?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/3566749162351478601/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/i-ty-brutusie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3566749162351478601'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3566749162351478601'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/i-ty-brutusie.html' title='I Ty Brutusie?'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-6924808941000006557</id><published>2009-08-05T05:32:00.000-07:00</published><updated>2009-08-05T06:06:19.382-07:00</updated><title type='text'>Czy na pewno tak się wybiera rady nadzorcze, czyli o pomysłowości i nieudacznictwie KRRiTu</title><content type='html'>Cicho, szybko i „pod stołem” (zupełnie tak jak na początku roku w Programie 3 PR), dokonano wyboru nowych rad nadzorczych Polskiego Radia i Telewizji Polskiej.&lt;br /&gt;Tak przemyślnym działaniem, przed złożeniem rocznego sprawozdania i uzyskaniem absolutorium (= przepustka na kolejną kadencję) Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zachowuje władzę swoich promotorów. Ujawnia przy okazji jakich naprawdę epokowych „zmian” w myśleniu i działaniu dokonało rewolucyjne Prawo i Sprawiedliwość.&lt;br /&gt;Dwaj Panowie K. wychowani w czasach jedynie słusznych nie mieli kiedy nabyć umiejętności posługiwania się procedurami demokratycznymi (bo i skąd?), tak więc swoich „zmian” dokonują każdorazowo „w sytuacji wyższej konieczności”, za pomocą zamachów pałacowych, uprzednio inwigilując swoich przeciwników, ale i wyznawców. Właściwie to nic dziwnego, bo zasad demokracji nie mieli się od kogo i kiedy nauczyć w tamtych czasach, poza tym w swoich działaniach opierali i opierają się wyłącznie na megalomańskim założeniu, że i tak wiedzą najlepiej, wszyscy poza nimi są agentami lub działają w bliżej nie nazwanym „układzie”, więc każdorazowo jak to przydatne naginając prawo do swoich sztuczek. Doskonałą ilustracją jest przysłowie „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”.&lt;br /&gt;Tak więc wybrana za ich czasów Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, dziś już prawie na odlocie, nie zważając na formalne, przewidziane demokratycznymi procedurami zasady, nie bacząc na uchybienia formalne, ale przede wszystkim nie chcąc utracić wpływów czyli władzy, dokonuje niezgodnego z prawem wyboru rad nadzorczych publicznych mediów.&lt;br /&gt;W nowym składzie rad nie ma, o czym wielokrotnie mówiono, konsultacji w środowiskach twórczych, tak więc brak medioznawców i przedstawicieli stowarzyszeń twórczych, ludzi kultury, dziennikarzy jak na lekarstwo, są za to finansiści, ekonomiści, w nadmiarze prawnicy i co najciekawsze osoby zidentyfikowane jako „członkowie poprzednich rad nadzorczych tak radia jak i telewizji (!)” Mniejsza już o to jaką partię i zawody reprezentują, bo i tak nie może być inna niż bliźniaczo podobna.&lt;br /&gt;Naturalnie przewodniczący KRRiT (dziennikarz, samorządowiec!) zapewnia w swoich mentorskich, pełnych zaangażowania wypowiedziach, broniących wyboru tychże, że misja i obiektywizm mediów stanowi dla niego i członków rad nadzorczych przedmiot priorytetowych, tylko niestety nigdy nie spełnionych wobec widza i słuchacza, życzeń. A rzeczywistość skrzeczy, bo misja jest wyłącznie pustym słowem, natychmiast okazuje się, że mówki decydentów do kamery są funta kłaków niewartym zbiorem sloganów i nic nie znaczących obietnic, a widz i słuchacz po raz kolejny zostaje wystrychnięty na dudka.&lt;br /&gt;Polskie Radio i Telewizja Polska, jak nadawało chłam, tak nadaje, na dyrektorskie stanowiska wybiera spośród przyjaciół Królika, nie zważając na brak kompetencji i brak podstaw prawnych (!) oraz protesty słuchaczy czy członków statutowych gremiów.&lt;br /&gt;Przewodniczący KRRiT krztusząc się na temat konieczności asygnowania abonamentu jest ignorantem gdy chodzi o jego przeznaczenie (misja!), bo abonament nie jest objęty dyscypliną finansów publicznych co powoduje, że swawolni dyziowie z radia i telewizji mogą sobie robić z nim co chcą, bo nie są z niego w żaden sposób rozliczani. Czyli np. płacić nie tylko ogromne sumy za kontrakty wcale nie wyjątkowym gwiazdom, które jak się znudzą pryncypałom, albo okazują się nie dyspozycyjne, niewyobrażalne odprawy, tudzież jakiś terapeutów od ruchu - bo ktoś chory sobie wymyślił, że prezenterka wiadomości musi chodzić, nie siedzieć i koniecznie trzeba ją tego nauczyć, nie bacząc na to, skąd pochodzą środki  i chyba tylko po to żeby rozpraszać widza uwagę nieprofesjonalnie i tendencyjnie przygotowanym informacjom. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to telewizja PUBLICZNA winny obowiązywać stawki wedle oficjalnej tabeli wynagrodzeń,  a nie demoralizować pyszałków sumami z księżyca.&lt;br /&gt;Jedni zaskarżają drugich do prokuratury, KRS ma dopiero dokonać wpisu do rejestrów składy nowych rad nadzorczych, a prasa już spekuluje kto będzie nowym prezesem TVP, w miejsce faszyzującego młokosa.&lt;br /&gt;Nikt, ani przemądrzali posłowie, ani jeszcze bardziej przemądrzali urzędnicy różnej maści i wyznania nie mówią rzeczy najważniejszych: abonament to para podatek, więc taki trochę mało legalny, stąd kłopot z tzw. ściągalnością, nie stanowi części finansów publicznych, czyli nie jest zapisany w stosownej ustawie o dyscyplinie tych finansów, a co najważniejsze i jednocześnie kompletnie niezrozumiałe, jego część jest haraczem płaconym Poczcie Polskiej (!), za używanie jej konta!!!&lt;br /&gt;Nie dość, że nikt nie zadaje sobie trudu by tzw. misja mediów publicznych była nie tylko papierowym hasłem, by abonamentu nie pożerały jakieś kosmiczne kontrakty, to jeszcze by nie utrzymywać pocztowego nieudacznego molocha.&lt;br /&gt;Czas pokaże co stanie się z decyzją KRRiTu uznaną przeze mnie (ale z tego co czytam nie tylko) za przejaw arogancji i nonszalancji władzy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-6924808941000006557?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/6924808941000006557/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/czy-na-pewno-tak-sie-wybiera-rady.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6924808941000006557'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/6924808941000006557'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/czy-na-pewno-tak-sie-wybiera-rady.html' title='Czy na pewno tak się wybiera rady nadzorcze, czyli o pomysłowości i nieudacznictwie KRRiTu'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-5330900199078858794</id><published>2009-07-14T05:36:00.000-07:00</published><updated>2012-01-08T12:31:39.015-08:00</updated><title type='text'>Samotność (opowiadanie)</title><content type='html'>Nie ma nic gorszego nad pustkę i samotność.&lt;br /&gt;Nad ciągłe marzenia o życiu we dwoje, rozsnuwane podczas samotnych wieczorów, nocy i dni.&lt;br /&gt;Nie ma nic gorszego niż życie w świecie iluzji, wyobrażeń o czymś czego nie ma.&lt;br /&gt;Zabija to podstępnie i bez pardonu.&lt;br /&gt;Snucie refleksji nad tym czego nie ma i zadawanie sobie pytań: dlaczego? dlaczego?? dlaczego???&lt;br /&gt;Podsumowywanie życia, śledzenie swoich decyzji i uczynków, równanie stron jasnych do ciemnych i stawanie pod murem bezsilności.&lt;br /&gt;NIC. PUSTKA. SAMOTNOŚĆ.&lt;br /&gt;A przecież założenie było inne – nasłuchiwać, wsłuchiwać się, ale nie podsłuchiwać.&lt;br /&gt;Nasłuchiwać i wsłuchiwać się, by nie dotknąć terytorium osobistego bliskiej, najbliższej osoby, zażegnywać burze, nie podsycać ognia. Nie podsłuchiwać, by nie poddawać się destrukcyjnym nastrojom podejrzeń.&lt;br /&gt;Rozumieć, by ułatwiać rozumienie świata, by sprzyjać tolerancji.&lt;br /&gt;Marzyć by zabijać smutek rzeczywistości.&lt;br /&gt;Marzyć by wypełniać obszary wyobraźni niewypełnione, pełne tęsknoty, za prostymi regułami życia.&lt;br /&gt;On i ona, szczęście, śmiech, radość, spełnienie.&lt;br /&gt;Mierzyć czyny popełnione na nie popełnione, szukać sprawiedliwego punktu zaczepienia.&lt;br /&gt;Próba wiary, że marzenia się jednak spełniają, takie bez końca złudzenie, że marząc rozwijamy myślenie pozytywne, które to określenie zupełnie niedorzeczne.&lt;br /&gt;Rachunek sumienia, w którym więcej pozytywów po naszej stronie, a który okazuje się jednak mankiem, nie superatą.&lt;br /&gt;Cena tej samotności i pustki to poczucie bezwartościowości.&lt;br /&gt;Kojąca noc, kolejna i kolejna, przespana, pełna złudzeń, że następny dzień przyniesie może jakąś wciąż oczekiwaną zmianę ...&lt;br /&gt;Słoneczny, deszczowy, chłodny, ciepły dzień, w którym pustkę zabija się pracą, nerwowo przewidując nadejście wieczoru, osaczającego bezruchem, zmorą przemijania.&lt;br /&gt;Wypełniane słuchaniem, słuchanie wypełniające.&lt;br /&gt;Absorbowanie uszu, by oczy cały czas poddane były bodźcom widzenia.&lt;br /&gt;I chwilowe, sporadyczne zapadanie się w siebie, natrętne przeżywanie ciała pozbawionego duszy.&lt;br /&gt;Gorycz przemijania usuwa powoli nasze dobre samopoczucie, straszy nieodwracalnością.&lt;br /&gt;Tracimy poczucie bezpieczeństwa, bezpowrotnie stracone samotnością.&lt;br /&gt;Coraz większy lęk, coraz ciemniejszy świat, coraz krótszy oddech, aż ...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-5330900199078858794?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/5330900199078858794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/07/samotnosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/5330900199078858794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/5330900199078858794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/07/samotnosc.html' title='Samotność (opowiadanie)'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-4979903134003998471</id><published>2009-06-29T05:51:00.000-07:00</published><updated>2009-06-29T06:03:00.928-07:00</updated><title type='text'>Przypadek - (opowiadanie)</title><content type='html'>To było niesamowite. Zatelefonowałam do niego, w odpowiedzi na jego prośbę.&lt;br /&gt;Tym razem jechałam na dość długi okres czasu (zwykle byłam 3 do 5 dni, podczas których odwiedzałam wyłącznie rodzinę), więc wymyśliłam, że pierwszego dnia wyślę „tysiąc” smsów&lt;br /&gt;i wykonam tyleż telefonów, by umówić się jak najszybciej ze wszystkimi, którzy będą mieli dla mnie czas. Okazało się, że wyjatkowo się ucieszył z mojego telefonu i zaproponował na spotkanie dzień jeszcze niewypełniony rodzinnymi zobowiązaniami. Potem dostałam ogromnie miłego smsa, który czynił ze mnie kobietę. Wprawdzie jestem nią od urodzenia, ale niestety bez koniecznego udziału męskiej uwagi, ta rzekoma kobiecość się rozpływa, unicestwia. Cieszył się, że będę wiele dni i szybko się zdeklarował z propozycją spotkania kolejnego, na co przystałam z radością. Znaliśmy się zawodowo od lat i – mam nadzieję – lubiliśmy, mieliśmy o czym rozmawiać, niekoniecznie monotematycznie, czyli wyłącznie na tematy zawodowe. Następne spotkanie zostało zaplanowane z dala od zgiełku, co w jakiś dziwnie sprzyjający sposób zapewniał uroczy letni ogródek z dyskretną obsługą.&lt;br /&gt;Ku mojemu zaskoczeniu spotkanie było pełne jego nadziei i niewinnych aluzji, których&lt;br /&gt;w pierwszej chwili nie zauważyłam. Od dawna moje znajomości ograniczały się do typowo ludycznego bycia ze sobą, wymiany myśli, wspomnień, żartów, w związku z czym zatraciłam instynkt bycia kobietą w każdej sytuacji. Czując się od lat jak przedmiot, nie jak podmiot spotkań, zatraciłam czujność i radość flirtowania. Poza tym pole zawodowych kontaktów od wielu lat zawężone do pojawiających się przypadkowo potrzeb, niemała odległość na pewno nie sprzyjają kwitnieniu towarzyskich związków. Słowem nie załapałam, że stałam się obiektem zainteresowania, niechcący podsycanego przeze mnie faktem wydłużonej obecności i nie odliczających się wszystkich spotkań. Siedząc w owym przyjaznym ogródku otrzymałam wiadomość od koleżanki, że oto niestety następnego dnia nie będzie mogła się ze mną spotkać, co spontanicznie przekazałam mu między wersami o krętych, politycznych losach naszej rzeczywistości, stanowiącej w danym momencie temat naszej rozmowy.&lt;br /&gt;Ożywił się,  zainteresował i szybko stwierdził, że da mi znać wieczorem, czy uda mu się znów wyrwać (wszak pracował, to ja miałam urlop), by się ze mną spotkać. Oczywiście czas wygospodarował, oczywiście tak poukładał wszystko, że kolejne tete a tete doszło do skutku, ale najpierw dyskretnie i taktownie zapytał czy może spacer w kierunku pobliskiego parku, nie byłby przyjemniejszy od miejskich ogródków. Wiedział, że mieszkam w pobliżu owego parku, sama, choć u rodziny, która na wakacjach. By uniknąć czekania na przystanku, umówiliśmy się u mnie. Gdy dotarł nieoczekiwanie spacer został przełożony na bliżej nieokreślony termin, a my nagle upojeni samotnością we dwoje, zaskakującym i nagłym obrotem sytuacji, staliśmy się sobie bliżsi, niż kiedykolwiek myśleliśmy, a może niż kiedykolwiek myślałam ja. Zamiast spaceru odbyliśmy seans czułych szeptów, smakowanych pieszczot, zaskakujących wyznań, zupełnie nie kontrolowanej pełnej szczęścia radości, czując się jak para nastolatków podczas pierwszego wspólnego wyjazdu na wakacje. Być może ta kompletnie nieoczekiwana sytuacja sprawiła taką eksplozję, a być może odpowiedzialne za to były uśpione emocje. Naturalnie jasnym się stało, że każda wolna chwila będzie nasza, tak więc odbębnialiśmy swoje zajęcia tak szybko jak to możliwe, by być ze sobą jak najdłużej, a kiedy mój urlop dobiegł końca, usłyszałam obietnicę rychłego przyjazdu do mnie.&lt;br /&gt;Przypadek sprawił, że nieoczekiwanie świat wydał się inny, bardziej kolorowy i przyjazny,&lt;br /&gt;a samotność przestawała straszyć...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-4979903134003998471?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/4979903134003998471/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/06/przypadek-opowiadanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4979903134003998471'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4979903134003998471'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/06/przypadek-opowiadanie.html' title='Przypadek - (opowiadanie)'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-7357373891861193132</id><published>2009-06-18T06:37:00.000-07:00</published><updated>2009-11-04T05:18:55.110-08:00</updated><title type='text'>In memoriam Michał Hilchen</title><content type='html'>Dziś pogrzeb Michała Hilchena. Mojego i ogromnego grona bibliofilów przyjaciela „od książki”, wspaniałego jej znawcy, gawędziarza, erudyty, jednego z ostatnich Mistrzów, którzy o książce wiedzieli prawie wszystko. Kokieteryjnie lubił powtarzać, że ten kto mówi, że już wie wszystko, tak naprawdę nie wie nic.&lt;br /&gt;Człowiek instytucja, wieloletni prezes warszawskiego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Książki, które starał się rozwijać poza stolicę, tworząc oddziały regionalne, prawdziwy miłośnik książek, zwłaszcza tych skrywających się pod łacińskim „rara et curiosa”, przez lata uczestnik aukcji bibliofilskich, admirator tych, którzy podobnie jak On uważali, że książka się nigdy nie zestarzeje i zawsze pozostanie nieocenioną wartością samą w sobie.&lt;br /&gt;Każde spotkanie z Nim, każda okazja do rozmowy była jednocześnie okazją do czerpania ze źródeł Jego wiedzy i nieprzeciętnej umiejętności barwnego opowiadania.&lt;br /&gt;Przez długie lata mojego uczestnictwa w aukcjach książki, zjazdach bibliofilów czy spotkań poświęconych tematyce zbiorów, stał się moim guru jako pracownika małej biblioteki naukowej, o niezłym księgozbiorze, a ośmielona Jego otwartością, gotowością do pomocy i bezpośredniością mogłam do woli korzystać z tych „nauk”.&lt;br /&gt;Empatyczny, z galanterią traktujący swoich rozmówców i uczniów (poza antykwariatami pracował też m.in. w warszawskiej ASP i Bibliotece Zamku Królewskiego), posiadał rzadką dziś umiejętność wyrecytowania ułożonego na poczekaniu limeryku podczas różnej maści spotkań, gdzie zawsze rej wodził swoim tubalnym głosem, giętkim dowcipem i urokiem osobistym.&lt;br /&gt;Był tym, który potrafił nienagannym językiem i ze swadą mówić długo i niezwykle interesująco na temat książek, ich historii, historii edytorstwa, introligatorstwa, bo i jego znawcą był. Myślę, że bez cienia przesady można napisać, że był człowiekiem renesansu, wielkim humanistą, ostatnim z wielkich bibliofilów, który pozostawi po sobie nigdy nie zapełnioną pustkę, bo nikt nie będzie umiał Go zastąpić.&lt;br /&gt;Jego odejście uczyni Go pewnie nieśmiertelnym w pamięci tych, którzy mieli zaszczyt z Nim obcować i od Niego się uczyć. Ale czy przetrwa na zawsze pamięć o Nim i Jemu podobnych w tych plastikowo-hamburgerowych czasach, trudno przewidzieć.&lt;br /&gt;Michale, parafrazując Jana Kochanowskiego „wielkie nam pustki uczyniłeś w domach naszych, tym nagłym zniknieniem swoim...”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-7357373891861193132?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/7357373891861193132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/06/in-memoriam.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7357373891861193132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/7357373891861193132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/06/in-memoriam.html' title='In memoriam Michał Hilchen'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-2329377288635412280</id><published>2009-06-12T03:08:00.000-07:00</published><updated>2012-01-08T12:27:06.681-08:00</updated><title type='text'>Cykl Listy do Klary: List do niego (opowiadanie)</title><content type='html'>Witaj,&lt;br /&gt;piszę, bo zastanawiam się po co mi fundujesz te obiecanki - cacanki? Te słówka niewinne, choć chwytliwe, niepotrzebne ale prowokujące, niby nic nie znaczące ale mają być prorokujące? Po co ta zabawa w ciuciubabkę? Dawno z niej wyrosłam i nie chcę już sprawdzać jej skutków.&lt;br /&gt;Tak, posłużyłam się wobec Ciebie małą prowokacją, by przekonać się czy mam rację i czy umiem przewidywać. No i szybciej niż myślałam moim oczom ukazała się w pełnej krasie Twoja hipokryzja i asekuranctwo. Kłamstwo, zwodzenie i tchórzostwo. Kluczenie i wiara w moją kobiecą naiwność. Zostaw mnie, proszę, w spokoju.&lt;br /&gt;Nie budź mnie, proszę, ze starannie przez ostatnie lata budowanego letargu.&lt;br /&gt;Nie budź mnie, daj mi żyć zadowoleniem z tego co czynię z dobrej woli, co należy do moich powinności, obowiązków, do świadomie zbudowanego, acz kruchego świata złudzeń i iluzji. Złudzeń, że jest dobrze, lepiej być nie może, a cieszyć się trzeba każdym dniem, deszczowym czy słonecznym. Że już nie czas na marzenia o innym, lepszym, „młodszym” życiu, bo i wiek dojrzały,&lt;br /&gt;i powaga oraz rozwaga obowiązują.&lt;br /&gt;Nie budź mnie, nie wywołuj schizofrenii pragnienia czegoś, czego nie ma, być nie powinno, choć być może. Bo to, co być może, to nie to, co prawdziwie mogłoby cieszyć i zadowalać, ale co stanowiłoby znów jakąś połowiczną złudę szczęścia.&lt;br /&gt;Nie budź mnie, bo z takim trudem zasnęłam, pokonując upiory głęboko osadzonych, wrośniętych jak perz, marzeń, zasypując uprzednio pragnienie wygenerowanych przez gatunek homo sapiens potrzeb.&lt;br /&gt;Nie budź mnie, bo ja tak naprawdę, bardzo chcę się obudzić, uczłowieczyć, sprawdzić czy jeszcze potrafię czuć jak szekspirowska Julia. Poczuć ten orzeźwiający powiew miłości, emocji z tym związanych, tych drżeń serca, mętnych myśli, bezrozumnych zachowań, odpływania krwi&lt;br /&gt;z głowy do stóp, poczucia szczęścia jeszcze nienazwanego, ale już będącego szczęściem...&lt;br /&gt;Nie oszukuj mnie, proszę, mówiąc o potrzebie dialogu, żalu za dłuższą przerwą w nim, nie czaruj męskością co to wszystko przeskoczy, nawet kompleksy wykluczy, nie bierz pod szpic zgranych schematów o potrzebie rozmowy, która pod pretekstem wymiany myśli, rychło ma zabłądzić w rejony od dialogu bardzo odległe. Nie obiecuj, „pomocy” w ducha podtrzymaniu, bo od razu okaże się, jak krótkie nóżki ma to niewinne kłamstwo.&lt;br /&gt;Przecież doskonale wiesz o tym, że nie uznaję asekurantów, nie szanuję kłamców, nie akceptuję hipokryzji. Jeśli masz odwagę podpuszczać, tokować, zapewniać, to miej odwagę przewidywać skutki takiego działania, więc przede wszystkim podejmij dekalogową próbę „nie rób drugiemu...”&lt;br /&gt;Zostaw mnie, proszę, w spokoju, bo ja już niczego nie chcę. Moje życie zatoczyło krąg i się skończyło. Teraz jest tylko trwanie, trwanie do zatrzymania zegara, a stare zegary źle znoszą silne wstrząsy.&lt;br /&gt;Zapewniam Cię, że osiągnięcie tego stanu rzeczy, wymagało ode mnie całego szeregu psychologicznych zabiegów wyciszania, karczowania, zabijania.&lt;br /&gt;Nie budź mnie zatem, nie sprawdzaj swej siły rażenia, bo jest ona zabawą samą w sobie i mogłaby być brzemienna w skutkach.&lt;br /&gt;Miej nade mną litość...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-2329377288635412280?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/2329377288635412280/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/06/list-do-niego-opowiadanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2329377288635412280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2329377288635412280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/06/list-do-niego-opowiadanie.html' title='Cykl Listy do Klary: List do niego (opowiadanie)'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-3831233892260681783</id><published>2009-06-09T04:58:00.000-07:00</published><updated>2009-06-09T05:30:44.339-07:00</updated><title type='text'>Dwa oblicza "Tataraku" w reżyserii Andrzeja Wajdy</title><content type='html'>Wczoraj udało mi się wybrać do kina na niezwykle reklamowaną i recenzowaną nadzwyczaj pozytywnie ekranizację opowiadania "Tatarak" Jarosława Iwaszkiewicza w reżyserii Andrzeja Wajdy z Krystyną Jandą w roli głównej. Dla mnie kinomanki od urodzenia tak elektryzujące nazwiska twórców stanowią zachętę samą w sobie, by nie zapominać, że czasy jedynie słuszne można było kulturowo przetrwać między innymi dzięki filmom Wajdy. Poza tym chciałam sobie zestawić dwie wersje filmowe tego opowiadania, obecną z tą zapomnianą, z lat 60-tych,&lt;br /&gt;z kapitalną w roli Marty Zofią Rysiówną. Niestety ta ekranizacja okazała się dla mnie nieporozumieniem, a w grze Krystyny Jandy nie znajduję symptomów roli życia, o której pisali recenzenci, a także mówiła sama aktorka w wywiadzie dla kolorowego pisma. Należy podkreślić profesjonalny warsztat artystki, a dalej tylko epatowanie bólem i śmiercią, które wyzierają&lt;br /&gt;z każdego fragmentu filmu.To potwierdza, że dziś recenzje pisze się "pod” osobę reżysera czy aktora, a pełne zachwytu słowa miały pewnie spełniać rolę terapeutyczną dla Krystyny Jandy. Połowa filmu poświęcona jest właściwie przeżyciom aktorki w związku ze śmiercią jej męża Edwarda Kłosińskiego i film jest jemu dedykowany. Można zatem śmiało stwierdzić, że to obraz&lt;br /&gt;o Krystynie Jandzie, nie o losach bohaterki opowiadania pani Marcie, młodym chłopcu i tataraku. Składa się jakby z trzech przeplatających się sekwencji: spowiedzi Jandy, uwag z planu filmowego oraz filmu „właściwego”, tego wedle motywów z opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza. Niestety w tej ekranizacji najmniej jest opowiadania „Tatarak”, a przeplatanka sekwencji sprawia, że za dużo w nim niedopowiedzeń w sferze literacko-fabularnej, spowiedź Jandy wydaje się zbyt intymna i niepotrzebne wydają się sceny z planu. To sprawia, że nie bardzo wiadomo o czym ten film jest, poza wrażeniem, że stał się dość jednoznacznie „dokumentem” o cierpieniu aktorki Krystyny Jandy, a nie o zauroczeniu Marty, żony szanowanego lekarza (którego znakomicie gra Jan Englert), młodym chłopcem, dla którego „przygoda” z umajaniem domu tatarakiem okazałą się śmiertelna. W filmie jest coś niemoralnego, coś co może trudno zdefiniować, ale o ile zapiski aktorki (na podstawie których powstała część scenariusza) są na pewno doskonałym materiałem na monodram, tak utrwalanie tego w filmie i to filmie o zupełnie innej tematyce razi „układaniem” się reżysera Wajdy z aktorką Jandą co do celu i wymowy „właściwego” tematu. Osobiście mam do śmierci stosunek szczególny, jest to dla mnie przeżycie głęboko intymne, przeżywane samotnie, w sercu (a raczej w głowie) i za nic nie chciałabym być obiektem „omawianym” ani tymbardziej „omawiającym”. To jest dla mnie okrutne, szczególnie w stosunku do – ponoć -bezwarunkowo kochanego człowieka i stanowi rodzaj psychicznego sado-masochizmu. Pół roku temu zmarła bardzo długo cierpiąc moja Mama, więc doskonale rozumiem grozę tego wydarzenia.&lt;br /&gt;Poza tym należy docenić wajdowską malarskość ekranizacji, dbałość o szczegóły scenograficzne i profesjonalizm techniczny. Mimo tego mnie film rozczarował. Myślę, że Andrzej Wajda powinien bardziej skupić się na pracy jako ekspert i promotor młodych talentów, do których ma rękę wyjątkową, natomiast kręcenie filmów zostawić swoim następcom.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-3831233892260681783?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/3831233892260681783/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/06/dwa-oblicza-tataraku-w-rezyserii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3831233892260681783'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3831233892260681783'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/06/dwa-oblicza-tataraku-w-rezyserii.html' title='Dwa oblicza &quot;Tataraku&quot; w reżyserii Andrzeja Wajdy'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-2332152723867496608</id><published>2009-06-04T05:43:00.000-07:00</published><updated>2010-06-23T05:04:54.717-07:00</updated><title type='text'>Jego Magnificencja Rektor...Człowiek Renesansu... Bon vivant...</title><content type='html'>4 czerwca to dla mnie data szczególna. I wcale nie dlatego, że w 1989 r. z radością uczestniczyłam po raz pierwszy - w ogóle – w dodatku w wolnych wyborach, ale dlatego, że 15 lat wcześniej 4.06.1974 roku w piękny słoneczny dzień, broniłam pracy dyplomowej na kierunku opieka nad dzieckiem z zajęciami praktyczno-technicznymi, u promotora, który był pierwszym, najmłodszym (miał tylko 39 lat) rektorem nowopowołanej w 1971 roku w miejsce Studium Nauczycielskiego, Wyższej Szkoły Nauczycielskiej, doc. dra Mariana Jakubowskiego. Człowieka niepospolitego w każdym calu, mądrego, nadzwyczaj zdolnego, o wielkiej wyrafinowanej inteligencji, który językiem polskim władał jak Wołodyjowski szablą, wprawiając w zdumienie,&lt;br /&gt;a często zakłopotanie swoich podwładnych, studentów, gości, interlokutorów. Był absolutnym mistrzem riposty, zgrabnej, zręcznej, często przewrotnej i niesamowicie wieloznacznej, co określało Jego szerokie horyzonty myślowe, renesansowy umysł, pozostawanie ponad podziałami ideowymi, a trzeba pamiętać, że działał i pracował w latach rozkwitu czasów jedynie słusznych z Gierkiem jako narodowym guru, kiedy powtarzano jak mantrę: „Wolno jest myśleć. Nie wolno jest tylko myśleć inaczej” (Żarko Petan). W praktyce znaczyło to, że formalnie musiał być członkiem PZPR, co wcale nie przekładało się na typowe w tym zakresie zachowanie wobec władzy. Rektor Jakubowski szanował przede wszystkim ludzi myślących „inaczej”, zwłaszcza kiedy przywiązani do odmienności myślenia konsekwentnie go preferowali. Potrafił wysłuchać z uwagą największych wrogów ideowych, bowiem w sposób niezwykle łatwy zjednywał sobie sympatię ludzi, jako człowiek otwarty, ciekawy świata i bez skłonności do odwetu.&lt;br /&gt;A Jego mantrą były sentencje Stanisława Jerzego Leca: „nie wystarczy mówić do rzeczy - trzeba mówić do ludzi”, czy Karela Capka, że „tylko głupiec nie ma wątpliwości”.&lt;br /&gt;Był też człowiekiem nieprzewidywalnym, bo np. przestrzegając służbowej elegancji, na moją&lt;br /&gt;i moich kolegów obronę przybył w jasnych spodniach i bawełnianej koszulce polo, uprzednio instruując studentów o godnym wyglądzie zdającego. Na tym polegała jego przewrotność, jego chichot jako człowieka władzy, do której miał niesamowity dystans.&lt;br /&gt;Był bardzo wymagającym partnerem, ale też posiadającym dar życzliwego słuchania, traktowania i pomagania osobom, które uznawał za zdolne. Lubił uczestniczyć w ich kreowaniu i w tym nie znosił sprzeciwu . Umiał wyzwalać pozytywną energię i wiarę w siebie bezinteresowną sympatią&lt;br /&gt;i celną, choć bezpardonowo lapidarną oceną. Nie szanował ludzi uległych, miękkich, skłonnych do hipokryzji, dyspozycyjnych do bólu. Wtedy potrafił być bezwzględnym, zimnym, wykalkulowanym człowiekiem, ze skłonnością do złośliwego dokuczania, a nawet prześmiewania.&lt;br /&gt;Nigdy nie zapomnę pierwszego z Nim spotkania, kiedy przyjechał prosto z Warszawy na spotkanie z bracią studencką, w ówczesnej auli WSN, przy dawnej Alei Zawadzkiego (dziś Armii Krajowej), kiedy to nikt specjalnie nie zauważył, niepozornego, podłysiałego blondyna&lt;br /&gt;z wydatnym nosem, chętnie konwersującego z oczekującymi na spotkanie z Jego Magnificencją Rektorem nowej Alma Mater. I jakież było zdziwienie nas wszystkich kiedy ten już zaprzyjaźniony „kumpel” wszedł na scenę i nagle objawił nam się jako nasz rektor, zawstydzając wszystkich bezpośredniością, swobodą bycia, nienaganną, dowcipną i pełną polotu polszczyzną. Naturalność z jaką pełnił tą funkcję była wtedy czymś absolutnie niezwykłym i w pełni zaskakującym, nawet dla tych, którzy już mieli romans ze studiami.&lt;br /&gt;Zadęcie i pompę zastąpił luzem, swobodą i ciepłym, trafnym dowcipem, choć faktem jest, że nie była to jeszcze oficjalna inauguracja roku akademickiego (pierwszy rok ze względów organizacyjnych zaczynał zajęcia już 15 września, krótko jeszcze obowiązywały dzwonki „na lekcje” i noszenie obuwia zmiennego, tak jak to było w przekształconym Studium Nauczycielskim!), a nieformalne spotkanie studentów nowopowołanej uczelni z jej pryncypałem. Niezależnie od wszystkiego, były to czasy dętej siermiężczyzny, a swada, ekokwencja , które przywiózł ze sobą były zupełnie nową jakością.&lt;br /&gt;Zdobył sympatie wszystkich, głównie kobiet, bo szybko się okazało, że jest czuły na ich wdzięki, choć różnie się to kończyło dla samych zainteresowanych. Był rzutkim, skupionym na powiększaniu uczelni rektorem, ale np. świetnie się bawił na juvenaliach na pieczeniu barana, pomysłu mojego kolegi z grupy, nieżyjącego już Andrzeja Gąski (byłego pracownika dydaktycznego WSP w Opolu) i wcale Mu to nie przeszkadzało być surowym, wymagającym promotorem, dbającym o rozwój swoich podopiecznych przez wysokie wymagania źródłowo-bibliograficzne, które przy pisaniu pracy dyplomowej wskazywał osobiście w dużych ośrodkach bibliotecznych kraju.&lt;br /&gt;Pot i łzy towarzyszące pisaniu pracy zostały nagrodzone pełną sympatii i empatii postawą rektora Jakubowskiego na obronie, kiedy stawała ona się bardziej rozmową o studiach i ich kresie niż faktyczną próbą weryfikowania nabytej wiedzy. Doskonale rozładowywał egzaminacyjny stres,&lt;br /&gt;a jako świetny obserwator i wieloletni nauczyciel akademicki, umiał właściwie ocenić poziom przygotowania do pracy. Ci wszyscy, którzy się Go bali, a liczna była grupa takich ludzi (w pierwszym terminie nikt się do docenta Jakubowskiego na seminarium dyplomowe nie zapisał), potem nam „wybrańcom” przymuszonego losu zazdrościli. Nie tylko byliśmy pierwsi, ale&lt;br /&gt;i mieliśmy atmosferę iście akademicką, sprzyjającą spokojnemu zdawaniu i obronie.&lt;br /&gt;4 czerwca 2009 roku mija 35 rocznica tego pierwszego dyplomu, w grudniu 2009 roku 19 lat od chwili Jego śmierci. Zbudował, jak na owe czasy, dużą uczelnię humanistyczną, ale dziś już mało kto Go pamięta, częściej wspominając Jego słabości niż zasługi, a są one niepodważalne, tak jak niepodważalnym jest fakt, że już nigdy rektora takiego formatu uczelnia ta nie miała. Mam na myśli prawdziwie nieprzeciętną humanistyczną, renesansową osobowość, której nie ma potrzeby budować żadnego pomnika, bo siła emanująca z tej postaci obroni się sama.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomnienie ukazało się w częstochowskim dwumiesięczniku kulturalnym "Aleje 3" nr 73 (V-VI)/2009&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-2332152723867496608?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/2332152723867496608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/06/jego-magnificencja-rektorczowiek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2332152723867496608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/2332152723867496608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/06/jego-magnificencja-rektorczowiek.html' title='Jego Magnificencja Rektor...Człowiek Renesansu... Bon vivant...'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-8331960800475791409</id><published>2009-06-03T05:47:00.000-07:00</published><updated>2009-06-03T05:53:14.260-07:00</updated><title type='text'>Mam dość! Refleksje na 3 czerwca 2009 roku</title><content type='html'>Nie mogę już tego wszystkiego słuchać! Mam dość!&lt;br /&gt;Tak się składa, że we wrześniu 1980 roku tworzyłam Solidarność na uczelni,&lt;br /&gt;w której pracuję 35 lat. Byłam wiceprzewodniczącą Komisji Zakładowej do chwili ogłoszenia stanu wojennego,  kiedy to 13 grudnia 1981 roku, mając 4-letnie dziecko wyszłam z domu po 8.00 rano w "nieznane" by ratować wszelką dokumentację, w tym głównie osobową, naszej komisji. Mogłabym długo pisać o zwykłej organicznej pracy i działaniu w związku. Należę bowiem do tej grupy ludzi tworzących wolny związek zawodowy i działających tam z pełnym oddaniem, których nikt nigdy nie zauważył, a ewentualnymi naszymi osiągnięciami i sukcesami dzieliły się kreatury już po wygranych wyborach w czerwcu 1989 roku. Uznano, że wciąż zdelegalizowana Solidarność wraca do życia, za sprawą kilku nie mających nic wspólnego z czasem wrzesień 1980 - grudzień 1981 małych ludzi działających wyłącznie w imię swoich, partykularnych nie związkowych, interesów.&lt;br /&gt;Będąc od 1991 roku na stanowisku dyrektora jednostki, nawet nie próbowałam ”wracać” na funkcję wiceprzewodniczącego, za to usiłowałam nawiązać kontakt z nowymi samozwańczymi&lt;br /&gt;w pierwszym okresie władzami związkowymi uczelni jak i władzami centralnymi, z racji prób rozwiązywania problemów zawodowych, no i naturalnie dzielnie płaciłam składki.&lt;br /&gt;O skutkach mojej przynależności w latach po czasach jedynie słusznych pisać nie muszę, bo myślę, że stała się ona udziałem wielu do mnie podobnych szeregowych działaczy i członków „naszej” Solidarności.&lt;br /&gt;Zatem wypisałam się z towarzystwa adoracji Pięknego Mar(y)ana wyjątkowo butnego&lt;br /&gt;i zarozumiałego, nie szanującego ludzi ówczesnego przewodniczącego. Dziś te wszystkie po- i przekrzykiwania się czy 4 czerwca 1989 rok to duży czy mniejszy i czyj sukces jest mi obcy, bo przez ponad półwiecze swojego życia nadal obserwuję, że Polakom najbardziej brakuje pokory&lt;br /&gt;i samokrytyki.&lt;br /&gt;Albo potrząsają szabelka, albo przypisują sobie rolę zbawców świata.&lt;br /&gt;Uważam, że 4 czerwca to święto tych Polaków, którzy tego dnia poszli do urn wyborczych, czym spowodowali, że dziś Bracia mogą sobie przywłaszczać nie swoje osiągnięcia i sukcesy. Zbyt dobrze pamiętam kim byli w 1980 roku i co wtedy robili, a dziś najchętniej zrzucili by nawet Papieża z ołtarzy, byle tylko sobie przypisać fakt obalenia tzw. komunizmu!&lt;br /&gt;I te wszystkie dęte obchody, te jakże polskie kłótnie, czy Gdańsk, Kraków czy Warszawa są żenujące! Te przedstawienia z ostentacyjnym wychodzeniem z Sejmu, jedynym miejscu, gdzie&lt;br /&gt;w tym dniu Prezydent RP powinien być!&lt;br /&gt;To wszystko bije po oczach li tylko megalomanią i zachwianiem równowagi w ocenie sytuacji. Warszawa jest stolicą Polski, w Warszawie mieści się Sejm RP, który oddał, czytaj przekazał władzę nowonarodzonym demokratom i tam powinny się skupić ewentualne obchody. Znacznie mądrzejszym byłoby zorganizowanie  naszej niedouczonej w tych doskonałych „przewróconych” szkołach młodzieży zajęć z historii najnowszej w postaci spotkań z bohaterami tamtych dni, multimedialnych, merytorycznych odczytów i wycieczek, a nie celebrowanie czegoś, co niekoniecznie jest świętem celebrujących, a na pewno niektórych.&lt;br /&gt;Dzielę się swoimi refleksjami, bo czuję się coraz bardziej obco w tym kraju i mimo, że "zbudowałam" (że tak nieskromnie powiem) cegiełkę tej naszej wciąż pseudo demokracji to trudno znieść te rzekomo merytoryczne i jedynie słuszne argumenty, to przypisywanie końcowi własnego nosa sukcesów, który jest sukcesem całkowicie zespołowym,  szarych, zwykłych obywateli, a nie indywidualnym panów z dzisiejszego świecznika, na który wdrapali się po naszych plecach!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-8331960800475791409?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/8331960800475791409/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/06/mam-dosc-refleksje-na-3-czerwca-2009.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/8331960800475791409'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/8331960800475791409'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/06/mam-dosc-refleksje-na-3-czerwca-2009.html' title='Mam dość! Refleksje na 3 czerwca 2009 roku'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-3519626082817786794</id><published>2009-05-29T05:55:00.000-07:00</published><updated>2012-01-08T12:26:02.810-08:00</updated><title type='text'>Cykl Listy do Klary: List do Niej (opowiadanie)</title><content type='html'>Droga Klaro!&lt;br /&gt;Po długim namyśle doszłam do wniosku, że jesteś skrajnie wyczerpana. Niestety to widać, a mnie przykro o tym pisać. Pewnie znów mi zarzucisz zbytnią naturalizację, ale ja to odkryłam&lt;br /&gt;z pewnym wstydem dla samej siebie.&lt;br /&gt;Zapamiętałam Cię jako cudownego kompana i duszę towarzystwa. Piękną, kokieteryjną i zawsze uśmiechniętą. Smutki Ci się nie trzymały, na wszystko miałaś zawsze gotową, mniej lub bardziej zaskakującą, ale nieodmiennie dowcipną odpowiedź, a to, retuszuje do zera czujność. Dziś wiem, że była to „potęga charakteryzacji”, jak mawia pewien mój znajomy, czyli skrzętne ukrywanie prawdziwego, wcale nie takiego znów rozbawionego, oblicza.&lt;br /&gt;Dopiero teraz, po krótkim pobycie u Ciebie, zauważyłam ten przejmujący smutek w Twojej twarzy. Powiedziałam Ci, że bardzo się zmieniłaś. Miejsce (pozornej) beztroski zajęła dojrzałość, powaga, jakby mrok...&lt;br /&gt;To spotkanie ujawniło, że zapadasz się głęboko w siebie i coraz trudniej rozjaśnić Ci twarz promiennym uśmiechem.&lt;br /&gt;Rano, gdy Cię zobaczyłam wyciszoną nocą, ale jeszcze nie ogrzaną (podgrzaną?) dniem, zobaczyłam wprawdzie piękną i lubianą buzię, ale jaką smutną... Była to gorzka iluminacja. Bo skąd ten smutek wyzierający z każdej Twojej tkanki? Czyżby brak poczucia bezpieczeństwa? Zmęczenie? Nadmiar zadań, które życie nam serwuje?&lt;br /&gt;Miałaś i masz mi za złe, że ja mówię o swoich smutkach. Ale ja w ten sposób się oczyszczam, usuwam nadmiar złego powietrza. To nieprawda, że wszystko opowiadam, bo nie o wszystkim umiem i chcę powiedzieć.&lt;br /&gt;Natomiast Ty kumulujesz w sobie, bo jak mówisz, nie umiesz się otwierać, a przeciwnie, zamykasz się w swej głębi. Nie chcę tu rozważać wyższości „otwierania” nad „zamykaniem”, ale nie jest wykluczone, że gdybyś usiadła z kimś, kogo uznałabyś za bliskiego (nie patrząc na zegarek, że mama, kolacja, pies...) i wyrzuciła z siebie te kłębiące się myśli, emocje i przemyślenia, to poczułabyś prawdziwe catharsis. A Ty zamiast tego, opowiadasz o lekach, które mają cudowną ozdrowieńczą moc, tylko zapominasz, że one zaczajają jeszcze głębszy strach i utrwalają smutek.&lt;br /&gt;A Ty jesteś smutna. Zamyślona, patrząca w siebie i jakby tam, w swoim skołatanym wnętrzu, poszukująca rozwiązania. I z uporem dbasz o ową potęgę charakteryzacji, która w widoczny sposób Cię męczy, ale nawet nie próbujesz uruchomić mechanizmu, będącego wentylem bezpieczeństwa.&lt;br /&gt;Pewnie błądzę, pewnie się tylko ślizgam po temacie, bo jest zbyt obszerny by go w całości objąć, ale nie mogę przestać o Tobie myśleć, ponieważ się o Ciebie boję. Choć wiem, że jesteś dzielna, że sobie poradzisz, że po chwili refleksji, siłą odruchu będziesz ciągnąć dalej.&lt;br /&gt;W codziennym pędzie, nie masz czasu zwracać uwagi na to, co działa przeciw Tobie. Lubisz dominować i osiągać cel. Mówisz o sobie, że jesteś bardziej mężczyzną niż kobietą. A teraz czujesz się zmęczona i zaczynasz mieć dość tego co sama wygenerowałaś. Masz żal do najbliższych, że wszystko spada na Ciebie. Zastanów się, czy nie czas najwyższy na podział ról. Dłużej nie dasz rady, zresztą po co aż tak siebie eksploatować?&lt;br /&gt;Pytasz dlaczego mąż Ci nie pomaga i chowa się za swoją pracą? Może dlatego, że od lat czuje się zdominowany, bo Ty i tak zrobisz (załatwisz) wszystko lepiej? Powiedziałaś, że wprawdzie przyjmuje wszystko z dobrodziejstwem inwentarza, ale Ci to przeszkadza, bo czujesz się opuszczona. Ale być może On w ten sposób konkuruje z Tobą, by zwrócić na siebie Twoją uwagę&lt;br /&gt;i zostać dostrzeżonym?&lt;br /&gt;Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że koniecznie powinnaś WSZYSTKO zostawić i złapać oddech, zregenerować siły do dalszego trwania, do rozwiązywania życiowych supełków. Zostawić zatem wszystkie obowiązki i wyjechać nad morze, poczuć jego metafizykę, pospacerować samotnie brzegiem, przemyśleć wszystko od nowa, zobaczyć co naprawdę ważne, a co trochę mniej... Zafundować sobie mały urlop, bo tylko w ten sposób jest szansa na odprężenie, na odreagowanie, na naładowanie akumulatorów.&lt;br /&gt;I wyeliminowanie tego przeraźliwego smutku.&lt;br /&gt;Łatwo radzić. Podobno dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane. Cisną się pod pióro same slogany, ograne przysłowia, cytaty. Pomagają na ułamek sekundy, ale prawdziwej ulgi nie przynoszą. Jednak ja wierzę, że wybierzesz opcję plus i znów Twoja buzia będzie pełna uśmiechu...&lt;br /&gt;Twoja J.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-3519626082817786794?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/3519626082817786794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/05/z-cyklu-listy-do-klary-opowiadanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3519626082817786794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3519626082817786794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/05/z-cyklu-listy-do-klary-opowiadanie.html' title='Cykl Listy do Klary: List do Niej (opowiadanie)'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-4823575247035431375</id><published>2009-05-28T05:09:00.000-07:00</published><updated>2010-06-23T05:01:58.724-07:00</updated><title type='text'>Rocznica - (opowiadanie)</title><content type='html'>Od kilku dni odczuwała podświadomy lęk. Choć bardzo starannie to ukrywała, demony przeszłości nie pozwalały o sobie zapomnieć, a ona wiedziała dlaczego. Właśnie minęła czwarta rocznica ich poznania. Czwarta rocznica bolesnego rozrywania siebie, pomiędzy jego, a swój, od dawna zbudowany dom. Czwarta rocznica uległości wobec kogoś, kto urokiem i przebiegłością doprowadził do długo nieuświadamianego stopnia przywiązania. Czwarta rocznica niepotrzebnego czekania i trwania w miłosnym amoku. Czwarta rocznica jej nieustającej wiary w realizację jego obietnicy bycia razem. Czwarta rocznica jej słabości, a jego triumfu nad jej brakiem charakteru. Czwarta rocznica, której miało nie być, bo dwa miesiące wcześniej zamierzała z nim zerwać raz na zawsze. Ale on się nie zgodził się, a ona przyjęła to z ulgą...&lt;br /&gt;Data, która stała się dla niej najważniejszą w życiu, aktualnie stała się źródłem niekończącego się cierpienia, cierpienia które, co tu dużo mówić, sama sobie zafundowała.&lt;br /&gt;Znaczyła dla niej bowiem tą nieoczekiwaną zupełnie zmianę, znaczyła nową miłość, znaczyła obecność kogoś, kto wypełnił tak szczelnie, że aż hermetycznie jej świat... Był dla niej wszystkim. Dniem, nocą, słońcem i cieniem... Grudniem i majem...Płaczem i śmiechem...&lt;br /&gt;Gdy był obok, wdychała jego zapach, by nabrać sił na dni bez niego...&lt;br /&gt;Jak małe dziecko, patrząc mu prosto w oczy, lubiła słuchać gdy mówił jak ważna jest w jego życiu, jak świat krąży wokół niej, ile dla niego znaczy...&lt;br /&gt;Dlatego czuła ból, gdy beztrosko, z dziecinnym wdziękiem zapominał o tej, łączącej ich, dacie...&lt;br /&gt;A przecież przez cztery lata zapomniał cztery razy.&lt;br /&gt;Egoistycznie nie zgodził się na rozstanie, bo nie starał się zrozumieć jak bardzo jest jej przykro, że nie dotrzymuje słowa, jak rozrasta się w niej poczucie winy, jak mdli ją od wyrzutów sumienia, jak kurczy się pod własną podłością.&lt;br /&gt;A do niej powoli docierała wszechogarniająca świadomość, że on tak naprawdę wcale nie chciał, by byli razem, razem na zawsze. On tylko mówił, że chce. Wyznaczył termin rozstrzygnięcia, ale konsekwentnie go unikał. Przecież musiałby zrezygnować z tego co w jego życiu okazuje się ważniejsze od niej, z książek, obrazów, zegarów i innych dóbr dotychczas zdobytych... Chyba to przeczuwała od początku, ale nie chciała w to wierzyć, wolała puste obietnice, nic w rezultacie nie znaczące w tej czteroletniej znajomości. Prosiła by jej nie oszukiwał, by podjął decyzję, jakąkolwiek, ale decyzję, która roztrzygałaby jej sytuację. On wprawdzie zapewniał, że chce by byli razem, ale dalej bawił się podwójnym życiem, po mistrzowsku łącząc dwie prawdy – tę obiektywną z tą życzeniową. Z przykrością konstatowała własną naiwność i jego pewność siebie.&lt;br /&gt;Zrozumiała, że nie kocha jej, tylko życiowe imponderabilia, to co sprawiało mu przyjemność, a nie to co miało znaczyć ich wspólną radość.&lt;br /&gt;Pełna goryczy myślała o tym, że jest dziewczyną tylko na godziny, dziewczyną na porcję erotycznych doznań. Działał jak pogotowie ratunkowe, ale jego rola jest przecież doraźna, a to w rezultacie prowadziło do zwiększania cierpiącemu złudzeń.&lt;br /&gt;Coraz przejrzyściej widziała, że jego postawa boli ją od dawna, właściwie chyba od początku...?&lt;br /&gt;A może od chwili kiedy zupełnie nieodpowiedzialnie zaczął planować to, co nigdy nie miało się zdarzyć? Gdy zrozumiał, co obiecał, bez komentarza, zwyczajnie się wycofał.&lt;br /&gt;Zaczęła zdecydowanie zadawać sobie pytanie: jak można normalnie funkcjonować w anormalnych warunkach? Co z tego, że zawsze podkreślał, że obu stronom ma być dobrze, mają się wzajem uzupełniać, skoro po mistrzowsku tylko brał i zabierał to, co obiecał dać?&lt;br /&gt;Czas trwania, jest czasem życia. Ale życie to niekoniecznie trwanie, tak więc obudzony lęk wyzwolił w niej siłę powrotu do życia. Wolała być sama, niż oddawać siebie po kawałku.&lt;br /&gt;Przemyślała swoje wątpliwości kolejny raz i kolejny raz zobaczyła siebie w krzywym zwierciadle jego kłamstw. Podjęła decyzję. Lęki miną, a ona będzie wolna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowiadanie to ukazało się w częstochowskim dwumiesięczniku kulturalnym "Aleje 3" nr 53 (I-II)/2006&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-4823575247035431375?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/4823575247035431375/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/05/rocznica-opowiadanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4823575247035431375'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4823575247035431375'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/05/rocznica-opowiadanie.html' title='Rocznica - (opowiadanie)'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-4611185093571959479</id><published>2009-05-22T02:43:00.000-07:00</published><updated>2009-05-22T02:44:13.069-07:00</updated><title type='text'>Lubię... (opowiadanie)</title><content type='html'>Lubię poznawać nowych ludzi, pociąga mnie ich tajemniczość, odmienność, głębia charakterologiczna, bo lubię pokonywać labirynty ich osobowości. Lubię bronić swoich przekonań, bo uważam, że stanowią niezbędne moralne wiano oraz samopotwierdzanie się, wywodzące się wprost&lt;br /&gt;z kompleksu małej wartości, który czasem mam za sobą, a czasem nadal mnie prześladuje.&lt;br /&gt;Bronię zatem swojego terytorium osobistego mówiąc, że nie wpadnę&lt;br /&gt;np. w spiralę zaborczości, bo sama mam bardzo głęboko zakodowane poczucie własnej wolności. Nigdy nikt z mojego otoczenia nie był przeze mnie „skonfiskowany”. Myślę raczej, że wszystkim pozostawiam zbyt wiele swobody i że raczej tu tkwi problem.&lt;br /&gt;Właśnie A. zrobił ze mnie przedmiot do zabaw seksualnych, a ja początkowo niezadowolona, usiłowałam bronić naszej maleńkiej wspólnoty, lecz niestety bezskutecznie. Długie rozmowy, próby wyjaśniania do czego potrzebne jest mi telefoniczne dzień dobry, dlaczego nie zamierzam przemykać się pod dywanem, nie dały rezultatów. Musiałam pogodzić się z faktem, że jeśli chce się z nim spotykać – a chcę – to muszę przyjąć jego warunki. No bo jeśli nie ma co do tego porozumienia, to wygrywa jedna strona, albo druga, ale nie ma związku. Spasowałam zatem w swoich i tak minimalnych wymaganiach, dotyczących głównie formy kontaktów, ale nie ukrywam, trochę mnie to kosztowało. No i spotykam się z nim nadal, mam to co chcę, czyli dużo namiętności, a na resztę jest opuszczona zasłona. Na szczęście mamy o czym mówić, bo to ciekawy świata, inteligentny facet.&lt;br /&gt;Choć niekoniecznie nie ma rezultatów, bo on zaczyna odkrywać uroki słów „tęsknię za tobą”, „już tylko 4 tygodnie do naszego spotkania”, co niedawno graniczyło z apage satanas. Wczoraj z największym osłupieniem odebrałam takiego e mail’a. Nie ukrywam było mi bardzo miło, bo sprowadzona do przedmiotowej postaci, musiałam w sobie zamrozić ciągoty do takiego może i pustego, ale jakże potrzebnego „gadania”. A. ma podejście iście filozoficzne do życia i gdyby nie silna fizyczność, to stałby się absolutnym ascetą, żyjącym w świecie korzonków i bez kobiet. Uważam, powtarzałam mu to zawsze, że na szczęście składamy się z dwóch postaci, duchowej i fizycznej, ale największa radość polega na harmonijnym ich łączeniu.&lt;br /&gt;Ja nauczyłam się mówić o uczuciach, bo tak jak kiedyś przeczytałam, skąd dziecko, rodzice, mąż, partner ma wiedzieć o naszych do nich uczuciach?&lt;br /&gt;A. walczy z taką werbalizacją, bo uważa, że skoro chce się ze mną spotkać, to już nie musi mówić, że chce. To jego zdaniem wynika samo z siebie.&lt;br /&gt;A przecież komunikujemy się za pomocą języka, w którym są setki słów na opisanie naszych emocji i uczuć. Dlatego warto korzystać z „rady” sentencji&lt;br /&gt;„nigdy nie przegap okazji, żeby powiedzieć komuś, że go kochasz” i po prostu tego słowa używać. Nie wstydzę się tego, bo w ten sposób walczę ze stereotypami zachowań, które były modne za czasów moich dziadków.&lt;br /&gt;Dziś z każdej gazety dowiadujesz się, że mężczyzna po to daje ci numer telefonu, byś do niego zadzwoniła; że nieśmiałość mężczyzn sięga tak głęboko, że koniecznie należy ich ośmielać proponując niekoniecznie spacer...&lt;br /&gt;Nie twierdzę, że popieram te kulturowe zmiany od a do z, bo zdecydowanie nie, ale te sztywne przedwojenne karby też nie są moimi ulubionymi...&lt;br /&gt;Idąc za sentencją nie szarżuję słowem „kocham”, używam go bardzo oszczędnie choć przecież jest takim samym „komunikatem” jak „ogień jest gorący, a lód jest zimny, czy ładną mamy dziś pogodę”. Myślę, że nie warto by powszedniało, było nadużywane, poddało się mimowolnej deprecjacji. Myślę, że warto go ostrożnie dawkować.&lt;br /&gt;Poza tym dla mnie miłość ma jednak element racjonalny, czyli jest w pełni świadomym wyborem ograniczenia własnej wolności na rzecz osoby kochanej, wybierania ścieżek porozumiewania się bez ran, wzajemnego zrozumienia i tolerancji. Miłość ślepa, egoistyczna, zaborcza jest mi obca. To uczucie uważam za najważniejsze, ale nie za podstawę do licytacji i targów.&lt;br /&gt;Dziś prześladuje mnie uczucie straty uciekającego czasu. Gdy byłam młoda, mogłam czekać, dziś na czekanie po prostu nie mam czasu. Staję przed wyborem, albo korzystam z sytuacji, albo ona się już nie zdarzy.&lt;br /&gt;Jest to dość bolesna, za to precyzyjnie określona alternatywa.&lt;br /&gt;Trudno będąc dojrzałym w niekończoność marzyć o młodzieńczych ideałach. Opcje się zmieniają i właściwie albo się podporządkujesz losowi, albo możesz zostać samotnym na własne żądanie.&lt;br /&gt;Wybieram zatem eksperymenty, nie robię sobie wyrzutów i nie mam do siebie pretensji, jeśli coś nie jest zgodne z oczekiwaniami. Carpe diem. I tyle.&lt;br /&gt;W każdym z nas jest marzenie o tej jedynej, spełnionej miłości, która nie omija nas (mnie, ciebie) jako wybrańców losu. Rzeczywistość, która skrzeczy, jak niezwykle słusznie zauważał Wyspiański, niestety szybciej niż byśmy chcieli uświadamia nam, że to nieprawda. Ale pragnienie miłości, marzenia o niej, jej przeczucie zostaje w nas na zawsze. I borykamy się z tym oczekiwaniem, nieodwzajemnionym spełnieniem lub jej brakiem. I w zależności od naszej kondycji psychicznej albo popadamy w frustrację, albo małpujemy udając wieczne szczęście, albo podążamy drogą statecznego pogodzenia się z losem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-4611185093571959479?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/4611185093571959479/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/05/lubie-opowiadanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4611185093571959479'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4611185093571959479'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/05/lubie-opowiadanie.html' title='Lubię... (opowiadanie)'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-3639666264587453479</id><published>2009-05-21T05:27:00.000-07:00</published><updated>2009-05-21T06:05:53.281-07:00</updated><title type='text'>Ach to nieznośne "aaammm..." czyli list do Kamila Durczoka</title><content type='html'>Dzień dobry Panu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Od jakiegoś czasu zbieram się, żeby do Pana napisać, bo coraz gorzej znoszę Pańskie, moim zdaniem, nieprofesjonalne zachowanie wobec interlokutorów zapraszanych do rozmów&lt;br /&gt;w "Faktach po faktach".&lt;br /&gt;    Przede wszystkim przerywanie wpół zdania (na które epidemicznie chorują wszyscy dziennikarze wszystkich stacji), kiedy mówiący jeszcze nie zdążył wypowiedzieć pierwszego zdania, a Pan już wtrąca swoje "trzy grosze". Poza tym czyni Pan wszystko, by dojśc do wniosku, że wywiad przeprowadza Pan nie z zaproszonym gościem, a sam z sobą!&lt;br /&gt;    Zadając pytania powinien Pan nie tylko ograniczyć (a właściwie wytępić) wstrętne amerykańskie "aaammm" ale i "filozoficzne" wywody, które być może&lt;br /&gt;w Pańskim przekonaniu dodają Panu politycznego splendoru, a są zwyczajnie nie na miejscu&lt;br /&gt;w tym miejscu, czyli w "Faktach po faktach", który to program, jak rozumiem, ma być prezentacją komentarza (monologu) pytanego, nie pytającego.&lt;br /&gt;    A może niech twórcy TVN 24 dadzą Panu czas antenowy na swój autorski program i wtedy będzie Pan mógł się dowolnie tam wyżywać?&lt;br /&gt;    Mam takie nieodparte wrażenie, że zdemoralizowały Pana nagrody i skłonność do zarozumialstwa. Nadużywa Pan roli dziennikarza telewizyjnego, by prezentować się w roli mentora, do której na razie Pan po prostu nie dorasta. Mentorem to może być Prof. Władysław Bartoszewski, czy był Prof. Bronisław Geremek. Polska polityka jest wystarczajaco nabuzowana osobami, którym się zdaje, że zjedli wszystkie rozumy, wszystko wiedzą i w dodatku na wszystko mają patent, tymczasem "rzeczywistość skrzeczy", jak pisał Wyspiański, co świetnie było widać we wczorajszym w programie, kiedy bzdurzył trzy po trzy poseł Tadeusz Cymański wszystkich "ucząc" kultury, której nadmiaru sam nie posiada i któremu Pan nie przerywał, a gdy dzień wcześniej wypowiadał się były Prezydent Aleksander Kwasniewski, nie mógł zakończyć jednego zdania, bo Pan Mu na to nie pozwolił. Milczeniem pominę fakt, że bądź co bądź to były prezydent, w dodatku zawsze z klasą i nieagresywny w sformułowaniach.&lt;br /&gt;    Natomiast Julia Pitera jako polonistka powinna bardziej zwracać uwagę na czystość swojego języka polskiego, niż w kółko zwracać wszystkim uwagi i oceniać wszystkich jako, delikatnie mówiąc, niemerytorycznych. Też nie miała ani nic nowego ani specjalnie mądrego do powiedzenia oprócz populistycznych sloganów, a Pan słuchał jak zaczarowany, nie ośmielając się Jej przerwać.&lt;br /&gt;    "Papier" internetowy jest cierpliwy tak samo cierpliwy jak "zwykły" i wszystko przyjmie, ten list też, ale pewnie dalej będę się zżymać oglądając "Fakty po faktach", które Pan prowadzi&lt;br /&gt;i zaczyna od ... "aaammm", nazbyt rozbudowanych do roli komentarza pytanio-odpowiedzi&lt;br /&gt;i nieustannego przerywania.&lt;br /&gt;    Nie podoba mi się to i postanowiłam się tymi uwagami z Panem podzielić, bo czasem warto odkurzyć pokorę, zapomnieć o nagrodach i nadal ćwiczyć swoją zawodową klasę, czego życząc, pozostaję z szacunkiem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-3639666264587453479?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/3639666264587453479/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/05/ach-to-nieznosne-aaammm-czyli-list-do.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3639666264587453479'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3639666264587453479'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/05/ach-to-nieznosne-aaammm-czyli-list-do.html' title='Ach to nieznośne &quot;aaammm...&quot; czyli list do Kamila Durczoka'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-3800036619870601524</id><published>2009-05-14T05:35:00.000-07:00</published><updated>2009-05-14T05:37:23.387-07:00</updated><title type='text'>Marząc... (opowiadanie)</title><content type='html'>Po latach gonitwy i samotnego pokonywania trudności (co jest na pewno sprawdzianem własnych możliwości), wyjechałam nad morze, na pierwszy po 10-ciu latach urlop. Morze, które uwielbiam, ma dla mnie nieprzeniknioną metafizykę. Dwa, trzy razy dziennie, po kilka kilometrów chodziłam na długie myślowe spacery i wymywałam z siebie szlam dnia codziennego.&lt;br /&gt;Bardzo lubię te samotne wyprawy w głąb siebie. Pozwalają mi lepiej rozumieć świat, powoli porządkować wydarzenia, wyraźniej czuć.&lt;br /&gt;Zanurzałam się w siebie, by móc spokojnie oddzielić to co ważne od tego co zbędne i przynosić z nich garść pouczających reminiscencji.&lt;br /&gt;Po tygodniu wpuściłam do swego życia mężczyznę, którego wprawdzie nie kochałam, ale który fantastycznie zrekompensował mi brak uczucia nieznanymi dotąd doznaniami, także po ponad 3 tygodniach wypoczynku wróciłam jak nowa.&lt;br /&gt;Wracam do tamtych dni często z rozmarzeniem, bo zamyślam wyjechać na kolejny, długo wyczekany urlop. Znów pojadę sama i znów będę spoglądać w dal i w siebie. I może znów uda mi się wpuścić do swojego życia mężczyznę, który wypełni trwającą od lat pustkę po rozstaniu z tym jedynym.&lt;br /&gt;Nie ukrywam, mam „ochotę na chwileczkę zapomnienia”, bo ostatnio bardzo skutecznie moją wyobraźnię rozbudził pewien wysoki, przystojny, elokwentny flirciarz, który starannie buduje swoją atrakcyjność w moich oczach, dozuje atuty, roztacza wizję radości z bliżej nieokreślonej wspólnoty.&lt;br /&gt;A ja... no cóż ja, natychmiast się rozmarzam i widzę to, co powoli staje się moim marzonym oczekiwaniem, może za czas jakiś prawdziwie rzeczywistym?&lt;br /&gt;Podobno marzenia są w życiu bardzo potrzebne, co jest dla mnie wielce pocieszające, bo całe życie marzę. W moim smutnym, zapracowanym dzieciństwie szukałam w nich ulgi i rekompensaty skromnych warunków, w jakich żyłam. Wtedy myślałam, że sobie wymarzę lepszą, malowaną przyszłość – czas pokazał, że „pospolitość skrzeczy”, głośniej niż Wyspiański.&lt;br /&gt;Ale marzę nadal i pewnie umrę rozmarzona, a właściwie wypełniona marzeniami, bo wciąż na coś czekam, co mnie i tak nie spotyka. Gdy człowiek jest już zmęczony życiem i nakładającymi się problemami, ta umiejętność wprawdzie ulega powolnemu samounicestwianiu, lecz nadal irracjonalnie przy tym rozmarzonym trwaniu trzyma.&lt;br /&gt;Marzenia pozwalają się wyrwać z zaklętego kręgu codzienności i pozwalają choćby na chwilę zapomnieć o obowiązkach, koniecznościach, kłopotach, smutkach i zgryzotach wszelakich. Dają powietrze, przestrzeń, wewnętrzną młodość i poczucie niezbędnej siły. Zapewniają harmonię między bytem realnym, a bytem wyobrażanym.&lt;br /&gt;Marząc, żeglujemy w wirtualnej rzeczywistości, gdzie odgrywamy wymarzone role, bywamy w wymarzonych miejscach, spotykamy wymarzonych ludzi, przeżywamy wymarzone miłości. Bo w marzeniach wszystko dzieje się w zgodzie z naszymi życzeniami i oczekiwaniami.&lt;br /&gt;A w życiu niestety niekoniecznie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-3800036619870601524?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/3800036619870601524/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/05/marzac-opowiadanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3800036619870601524'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/3800036619870601524'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/05/marzac-opowiadanie.html' title='Marząc... (opowiadanie)'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-8090492282824394835</id><published>2009-04-28T05:44:00.000-07:00</published><updated>2009-04-28T06:03:52.015-07:00</updated><title type='text'>"Generał Nil" - wstrząsający film o powojennej historii Polski</title><content type='html'>Wczoraj obejrzałam film "Generał Nil" reżyserii Ryszarda Bugajskiego, mojego ulubionego i moim zdaniem znakomitego reżysera.&lt;br /&gt;Czekałam na niego i bardzo chciałam go zobaczyć, nie sądziłam tylko, że będę jedną spośród - tylko - 8 osób oglądających. Na "Katyniu" płakały całe sale ludzi, którzy dostali dofinansowane z tzw. "socjalnego" bilety, tu w skupieniu, ale ze łzą w oku zamyśliło się ledwie kilka osób...To przeraża jak oddaliliśmy się od naszej historii, jak dalece nie chcemy jej poznawać. "Katyń" był swego rodzaju hamburgerem historycznym i mimo swoich słabości wzbudził znacznie większe zainteresowanie. Cóż...&lt;br /&gt;"Generał Nil" wstrząsnął mną absolutnie, jest perfekcyjnie nakręcony, jak to określiłam dla własnej potrzeby, delikatną kreską, która to kreska swoją delikatnością i wyczuciem, znakomicie i  w pełni odkrywa to co wcale nie delikatne, a okrutne i straszne. Ale "takt" tej kreski pozwala nie czuć się wciąganym w grę reżysera z prawdą historyczną, uwiarygadnia to, co trudno sobie dziś naszemu pokoleniu wyobrazić, a co przecież miało miejsce.&lt;br /&gt;Doskonale z intuicją dobrani aktorzy, którzy zagrali koncertowo swoje role, przypominając się przy okazji światu, jednym słowem przy okazji stara dobra polska szkoła aktorska w pełnej okazałości.&lt;br /&gt;Dbałość o szczegóły zarówno scenograficzne, jak i historyczne, poszerzona o mistrzowskie zdjęcia dodaje filmowi punktów za profesjonalizm, tak charakterystyczny dla Ryszarda Bugajskiego.&lt;br /&gt;Nie mogę poszczycić się zbyt dużą wiedzą na temat biografii Generała, bo chodząc do szkoły w latach 50-tych nie uczyłam się o naszych wielkich, ale nie jedynie słusznych bohaterach. Generał pozostaje dla mnie człowiekiem honoru, a któż dziś wie, kto to jest człowiek honoru? A jednocześnie ile się w tym jednym słowie zawiera ważnych spraw, emocji, zachowań, sposobu myślenia i postrzegania świata...&lt;br /&gt;Oglądając ten film wzmaga się tęsknota do tego, co do czasów wojny było normą, o czym dziś pamiętają takie dinozaury jak ja, a młodzi nawet nie rozumieją sensu tego słowa.&lt;br /&gt;Film dla mnie kończy się bardzo wymownie i przejmująco, miałam kiedyś jako dziecko taki sen, który mnie straszy do dziś.&lt;br /&gt;Cenię bardzo pracę Ryszarda Bugajskiego, uważam, że jest niedocenionym polskim reżyserem, podobnie jak Teresa Kotlarczyk. Jego "Przesłuchanie" oglądane przeze mnie na pirackiej kopii w stanie wojennym na zawsze pozostało mi w pamięci jako dzieło artystyczne i historyczne.&lt;br /&gt;"Generał Nil" to kolejne dzieło reżysera, który nie mizdrzy się do widzów, a starannie i z pietyzmem dobiera trudne tematy, realizując je z dbałością o prawdę i dobry smak.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-8090492282824394835?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/8090492282824394835/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/04/genera-nil-wstrzasajacy-film-o.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/8090492282824394835'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/8090492282824394835'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/04/genera-nil-wstrzasajacy-film-o.html' title='&quot;Generał Nil&quot; - wstrząsający film o powojennej historii Polski'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-9035171996330952135</id><published>2009-04-23T03:52:00.000-07:00</published><updated>2009-06-17T07:18:51.269-07:00</updated><title type='text'>"Czyż przewidzieć można z góry co wymyślą kreatury?"</title><content type='html'>Pytanie retoryczne, zadawane od wieków, a tak lapidarnie sformułowane przez Mistrza Jana Sz.&lt;br /&gt;I oczywiście przewidzieć nie sposób, szczególnie żyjącym "inaczej", czyli uczciwie. Dziś odebrałam informację, że byłym dyrektorom Programu 3 Polskiego Radia, odwołanym w iście czekistowskim stylu, do spreparowanych przez „Gazetę Wyborczą” zarzutów dodano zwolnienie dyscyplinarne! Ludziom, którzy przywrócili kiedyś elitarnej stacji, dawny charme i blask, zbliżyli ją z powrotem do czasów, w których była anteną kultową, zarobili dla niej pieniądze, znanych z uczciwości właśnie, postawiono najpierw w mediach zarzuty niemal kryminalne, ostatnio dodając, że wskutek rzekomego nie stawiennictwa się dyrektora (-ów) na baczność na wezwanie pani z kadr, zwalnia się go (ich) w trybie dyscyplinarnym! Dodać należy, że owo natychmiastowe wezwanie – bez uprzedzenia – miało miejsce o 15.15! Pośpiech rodem z piekła, zupełnie jakby podejmującym taką decyzję grunt palił się pod nogami, co nie jest dalekie od prawdy, bo podejmujący decyzję jest niekoniecznie legalnie na funkcji p.o. prezesa zarządu PR. Idąc tym torem jego decyzja była z punktu widzenia prawa nieważna i pozostaje nieważna do chwili obecnej, tylko zupełnie nie wiadomo dlaczego wciąż pozostaje decyzją jedynie słuszną. Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej PR kilka razy mówił o „prawdzie” radiowych nominacji i odwołań oraz konsekwencji wynikających z tego faktu. I mimo, że wszyscy, którzy powinni wiedzieć wiedzą, to nikt nie reaguje zgodnie z literą prawa. Kancelaria prezydenta i premiera wymownie milczy albo odsyła do KRRiTu, który tchórzliwie nie wychodzi z okopów (czytaj stanowisk) i jakoś głuchy i ślepy na jawne preparowanie rzekomych argumentów.&lt;br /&gt;Największą (niezawinioną) winą odwołanego w nocy i pod stołem dyrektora Trójki&lt;br /&gt;był fakt powołania Go na to stanowisko w czasach rządów premiera - prezesa Jarosława. Zrobiono z niego człowieka czyszczącego buty prezesowi i ta opcja musiała wygrać z opcją zdrowego rozsądku, elementarnej uczciwości i działań ponad partyjnych, których pełne usta mają wszyscy posłowie herbu hipokryta tego kraju.&lt;br /&gt;Trzymający władzę p.o. prezes PR mimo niespełniania warunków, twardo się trzyma&lt;br /&gt;i stanowi swoje, nomen omen, wijące się prawo, na które nie mają wpływu tzw. ustawy wyższego rzędu, którym te niższe powinny podlegać.&lt;br /&gt;Retoryczne pytanie zawarte w tytule zawiera próbę odpowiedzi, skąd uczciwy szary mieszkaniec tego kraju ma wiedzieć co jest dobre, a co złe, jeśli prawo stanowią niepraworządnie powołani prezesi, dyrektorzy, szefowie rad nadzorczych, pewnie ministrowie itd., itd...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-9035171996330952135?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/9035171996330952135/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/04/czyz-przewidziec-mozna-z-gory-co.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/9035171996330952135'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/9035171996330952135'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/04/czyz-przewidziec-mozna-z-gory-co.html' title='&quot;Czyż przewidzieć można z góry co wymyślą kreatury?&quot;'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-4614218463040858104</id><published>2009-04-20T04:45:00.001-07:00</published><updated>2010-06-23T04:54:32.319-07:00</updated><title type='text'>Spotkanie - opowiadanie</title><content type='html'>Tak się składa, że niecodziennie mogę być na bieżąco "a propos". Pomyślalam sobie zatem, że może otworzę zapomnianą szufladę i wyjmę małe opowiadanie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy go zobaczyła, była zaskoczona, ale... niecodziennie oczarowana. Weszła do studia w chwili przerwy, kiedy on akurat podpisywał płytę. Musiała to być długa dedykacja, bo nawet nie drgnął by bodaj obrzucić ją wzrokiem. Po dłuższej chwili przerwał, powiedział „chwileczkę” i wrócił do pisania. Gdy skończył, podniósł wzrok, wstał i przywitał się, co sfinalizowało na żywo, półroczną telefoniczno – korespodencyjną znajomość.&lt;br /&gt;Serce zaczęło jej bić jeszcze mocniej niż w chwili kiedy weszła do studia.&lt;br /&gt;Mieszkała przecież na prowincji i chyba cudem udało się jej sprowadzić tu jego, niekwestionowaną gwiazdę, legendę od ponad 30 lat.&lt;br /&gt;Za chwilę miało rozpocząć się spotkanie, na sali panował nastrój ogólnego podniecenia, a ona w kuluarach, towarzysząc mu w paleniu papierosa miała okazję obserwować starannie ukrywaną tremę.&lt;br /&gt;Atmosfera na sali była od pierwszych chwil bardzo ciepła, a on okazał się cudownym showmanem, w najlepszym stylu bawiącym publiczność, szczerym, dowcipnym, ponad oczekiwanie sympatycznym. Podobał się, po prostu oczarował, nawet tych namówionych, którzy go nie znali wcześniej.&lt;br /&gt;Była mu bezgranicznie wdzięczna, że jednak się zgodził na to spotkanie, co graniczyło z cudem na wstępie uzgodnień. Była mu wdzięczna podwójnie, bo&lt;br /&gt;w przeddzień podobno zachorował i już był bliski telefonu, że nic z tego nie będzie. Ale był. Był i bawił. Bawił i wzruszał. Wzruszał i poruszał. Dawał kawałek siebie, czyli wielkiego, a na pewno większego świata. Był niepowtarzalny w swym niepodlegającym ocenie stylu, piękny w swoim naturalnym, osobistym uroku, czemu podlegali wszyscy, nie wyłączając jej, mimo, że musiała cały czas panować nad sytuacją. Nie mogła sobie pozwolić na chwilkę zapomnienia nawet wtedy, gdy pięknie dziękował za spotkanie, a ona wręczyła mu ogromny bukiet pięknych, pąsowych róż, ulubionych, osobiście wybranych. Róż, które dziś zasuszone, ostatecznie należą do niej.&lt;br /&gt;Ze spotkania jechał na koncert, więc odwoziła go na dworzec. Nagle usłyszała że jest urocza. Komplement wypowiedziany został mimochodem, między informacjami o rychłej podróży do Londynu.&lt;br /&gt;Zaproponował rychłe spotkanie, dając jej prywatny numer telefonu. Miała przy okazji przekazać plakat ze spotkania i drobny upominek, który otrzymywał każdy gość.&lt;br /&gt;Na spotkanie przyjechał z ostentacyjną punktualnością. Wybiegł z samochodu, by bardzo serdecznie ją powitać, zupełnie inaczej niż w dzień pożegnania, tak jakby znali się latami. Zaprosił ją na obiad. Czas płynął astronomicznie szybko na wzajemnych zwierzeniach. Okazało się, że bardzo dużo ich łączy, pewnie równie dużo dzieliło. Ale umiał słuchać, słuchać w skupieniu i życzliwie. Zdecydowanie lubił też mówić, mówić dużo i nadzwyczaj szczerze, co dodatkowo odurzało. Nie zastanawiała się, czy wszystkim serwuje takie swoje osobiste dossieur, czy może stała się kimś na specjalnych warunkach, mogącym poznać niepoznane wszystkim tajemnice.&lt;br /&gt;Po latach martwych, spopielałych, smutnych, czyżby była zakochana? Gdy go żegnała, czuła się tak, jakby uczestniczyła w jakimś metafizycznym przedstawieniu.&lt;br /&gt;Po powrocie do domu, nie mogła się zupełnie odnaleźć, nie mogła spać, nie mogła skupić myśli na niczym, poza nim.&lt;br /&gt;W rozmowie okazał się człowiekiem niepospolicie urokliwym, czułym, ciepłym, opiekuńczym, ale i człowiekiem skrajnych przeciwieństw.&lt;br /&gt;Zanim to zwerbalizowała, zakochała się bez pamięci, zupełnie, totalnie. Czy&lt;br /&gt;w chwili gdy chciała tego spotkania, by urozmaicić bezbarwny krajobraz kulturalny, mogła przypuszczać, że to tak się skończy ?&lt;br /&gt;Przecież niejedno spotkanie było za nią, wcale nie mniej ekscytujące, ale żadne nie sięgało tak głęboko w nią, w jej osobowość, w jej obolałe, wystudzone wnętrze. Zupełnie nie miała pojęcia, że jest jeszcze zdolna do tak gwałtownych, młodzieńczych, tak, młodzieńczych uczuć. A on zdawał bawić się, zakamuflowany do ostatnich granic, nieodkryty, nierówny, może nawet chimeryczny. Otwarty, ale niedostępny, zadowolony, to znów zniechęcony; rozgadany, to znów milczący. I żadnych otwartych sygnałów uczuciowych. Pełna ciągłych domysłów, to chwytała się nadziei płynącej z propozycji, to staczała się na dno rozpaczy, gdy chłodno oświadczał, że w tym czasie będzie daleko. Niewiele od niego chciała. Nauczona kilkoma, wcale dobrymi doświadczeniami wiedziała jedno na pewno: nie wolno „czyhać”, nie wolno „chcieć zagarnąć”, nie wolno niczego sobie obiecywać. Trzeba czekać&lt;br /&gt;i brać w czystej postaci to, co niesie chwila.&lt;br /&gt;Nie planować, niczego nie narzucać, niczego nie oczekiwać. Trzeba cieszyć się otrzymanym, wolno być rozmarzonym, wolno być szczęśliwym.&lt;br /&gt;Wprawdzie niewiele chciała, a udzielona sobie zgoda na rolę dziewczyny na godziny była suwerenna i przemyślana, to jednak cierpiała z powodu jego braku zaufania, podejrzliwości graniczącej z obłędem.&lt;br /&gt;Bojąc się jego, bała się też siebie. A on, znakomicie wyczuwając te wszystkie nastroje, działał cały czas na swoją korzyść z dziecinnym niemal wdziękiem.&lt;br /&gt;Był z nią, by być obok niej. Uczył, ale nie chciał sprawdzać efektów nauczania. Kochał, by udowadniać chłód uczuciowy. Ona wiedziała tak naprawdę tylko jedno, nie można go do niczego zmusić. Robi tylko to na co ma ochotę, jednocześnie tak kształtując swoje potrzeby, by udawały, że nimi nie są ... Kiedy do niego dzwoniła proponując spotkanie, zawsze musiała być w jednakowym stopniu przygotowana na akceptację jak i na odmowę.&lt;br /&gt;Rozliczne zajęcia zawodowe stawiały go wobec różnych, czasowo rozrzuconych zadań, ale doskonale potrafił znaleźć dla siebie wolną chwilę, by się jej oddać i czerpać z niej jak ze źródła ... Jednak lubił stwarzać pozory wielkiego opętania pracą, co odbierała jako rodzaj kamuflażu, strachu przed okazaniem podporządkowania się także naturalnym potrzebom.&lt;br /&gt;Obserwowała jak od czasu do czasu jego skorupa pęka i powoduje dopływ powietrza do wnętrza, lecz tylko po to by zasklepić się mocniej.&lt;br /&gt;Chwile bliskości dawały ogromną, wzajemną satysfakcję, były zdumiewająco jednorodne, ujawniały wzajemne oczekiwania. Wtedy nie był egoistą, nie myślał wyłącznie o sobie, przeciwnie bardzo dbał by nic nie umknęło i harmonijnie się zamykało, by precyzyjnie razem zmienić wymiar i błądzić w nieznanym. Jego delikatność była zdumiewająca, tym bardziej im bardziej zdumiewające były jej efekty, nieoczekiwane i wystarczająco zaskakujące ich oboje. Był człowiekiem dojrzałym, trochę ode niej starszym, więc jego świadomość wzajemnych, intymnych relacji była na pewno już pełna. Umiał to wykorzystać, umiał z tego czerpać, umiał dawać siebie. Budził nieprzewidywalne, nieznane dotąd emocje, trudne do wyhamowania.&lt;br /&gt;Jednak będąc ze sobą, byli obok siebie. Na jego wyraźne życzenie.&lt;br /&gt;Stany przeżytego szczęścia ulatywały, stawały się sensualną efemerydą, a bycie razem było chłodnym mijaniem bez dotyku, rozmowami, a często monologami, wspólnym posiłkiem.&lt;br /&gt;Rozstanie zawsze było dla niej pełną niepokoju niewiadomą, czy jest to ostatnie spotkanie. Miotana tęsknotą między spotkaniami zawsze przypłacała stanem wewnętrznej histerii telefon do niego, a naładowane akumulatory gubiły swoją moc w przyśpieszonym tempie i nie potrafiły jej uspokoić przed kolejnym podniesieniem słuchawki. Zauważała, że zbyt często płacze, zbyt często czuje się opuszczona i samotna. Wprawdzie jego ciepło ubezwłasnowalniało, ale jego chłód hibernował. Rozczulała się nad sobą, bo nigdy nikt nie przytulał jej tak czule jak on. I tego najbardziej jej brakowało w tygodniach bez niego.&lt;br /&gt;W dodatku przerastał ją dojrzałością, intelektem, samodyscypliną. Pragnęła być z nim, ale paraliżował ją strach, bo ją boleśnie przytłaczał. Jednocześnie nie mogła uwolnić się od uczucia, że stanowią odnalezione dwie połówki jabłka.&lt;br /&gt;Pragnienie nie spełniło się, bo ostatecznie nie dopuścił jej do siebie.&lt;br /&gt;Dotknęło ją to boleśniej niż sądziła. Jak łatwo słowem zabić.&lt;br /&gt;Przestała rozumieć otaczający świat, miała bowiem wrażenie, że jest on za szklaną szybą, a widziane obrazy to nie rzeczywistość, tylko niemy film.&lt;br /&gt;W rozsypanych myślach nic nie chciało się ułożyć w całość.&lt;br /&gt;Nie dotykała bolesnych miejsc i zawieszona na linie tańczyła skupiona by nie spaść.&lt;br /&gt;Nie wiedziała jak dalej żyć, bo nie umiała żyć w chwili, która trwała. Nigdy tak nie kochała. Choć kochała już całą sobą, silnie i zdawało się, że „na śmierć i życie”. Zresztą, podobno każda miłość jest pierwsza. Ta była cudem dorosłego życia.&lt;br /&gt;Powinna być najszczęśliwszą istotą, którą los pomazał takim wyróżnieniem, tymczasem szczęścia i zachwytu nie mogła przełożyć na dialog, bo oto została sama.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowiadanie to ukazało się w częstochowskim kwartalniku kulturalnym "Aleje 3" nr 52 (X-XII)/2005&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-4614218463040858104?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/4614218463040858104/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/04/spotkanie-opowiadanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4614218463040858104'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/4614218463040858104'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/04/spotkanie-opowiadanie.html' title='Spotkanie - opowiadanie'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6162233215164657917.post-8948821422764173768</id><published>2009-04-14T04:35:00.000-07:00</published><updated>2009-04-14T06:01:32.836-07:00</updated><title type='text'>"Natchnienie jak szampan strzela i musuje, a ja piszę jedynie, kiedy ten mus czuję"</title><content type='html'>I tak słowani fraszki niezastąpionego Jana Sztaundyngera pozwala sobie zainaugurować swój blog w szarym społeczeństwie czasów jedynie słusznych wykształcona, szara obywatelka,&lt;br /&gt;w wieku ponad średnim, która ostatnio coraz częściej wznosi okrzyk "pora umierać", słuchając, oglądając i przyswajając coraz mniej zrozumiały otaczający świat.&lt;br /&gt;Bo jak można (z)rozumieć świat, w którym minister, czy jak kto woli rzecznik prasowy&lt;br /&gt;w aktualnym rządzie, w jednej z najpopularniejszych stacji telewizji komercyjnej, a na pewno najlepszej, publicznie odsyła Prezydenta, jak małego Jasia do telewizora, gdy pada pytanie dziennikarza, dlaczego Głowa państwa nie została powiadomiona natychmiast przez gabinet Premiera o tragedii w Kamieniu Pomorskim.&lt;br /&gt;Jako wychowanka przedwojennej, wykształconej, bardzo - jak na owe czasy - nauczycielki, pozwolę się z Panem, Panie Ministrze nie zgodzić. Prezydent to nie, jak ja, szary obywatel, którego zadaniem może być śledzenie bieżących wydarzeń w tv, jeśli chce wiedzieć co się dzieje,&lt;br /&gt;a najważniejsza Osoba w państwie, która ma zatrudnionych za pieniądze podatników urzędników,  w tym między innymi Pana Ministra właśnie! Pańska "klasa polityczna" wydaje się być iluzoryczną, jeśli pyszną wypowiedź uważa Pan za "szczerą". Myślę, że wtedy kiedy inni nabywali ogłady, Pan siedział w oślej ławce.&lt;br /&gt;Jak można (z)rozumieć świat, w którym przedstawiciele wszystkich, tak z prawa, środka czy lewa, partyjnych koterii zapewniają o swojej i swoich partyjnych towarzyszy "klasie politycznej", albo co gorsza, że stanowią oni "elitę polityczną", gdy wszyscy jednakowo nie wiedzą co te słowa znaczą. Nauki savoir vivre'u w szkołach dawno zaniechano, szkół dyplomatycznych nie posiadamy, więc skąd nasi partyjni członkowie władz politycznych mają go znać?&lt;br /&gt;Ale za to jak ładnie i "elitarnie" brzmi - "klasa polityczna", prawda? Od samego brzmienia można dostać zawrotu głowy!&lt;br /&gt;Trudno też (z)rozumieć świat,  w którym Prezydent uznaje, że sam fakt wybrania Go na ten zacny fotel, uczynił Go automatycznie "elitą polityczną", a to automatycznie upoważnia Go do publicznego łajania Szefa rządu w dniach żałoby, którą sam ustanowił!&lt;br /&gt;Czarna kartka dla obu polityków, bo obaj zapomnieli, że ich funkcje zobowiązują, nie do publicznego odmieniania przymiotnika "elita - elitarny", ale przede wszystkim do szacunku wobec siebie samych, bo kto siebie nie szanuje, ten nie szanuje nikogo, a tego, jako szara głosująca w każdych wyborach obywatelka, płacąca regularnie podatki i abonament bym oczekiwała.&lt;br /&gt;Z poważaniem&lt;br /&gt;Joanna Grochowska&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6162233215164657917-8948821422764173768?l=joannagrochowska.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/feeds/8948821422764173768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/04/natchnienie-jak-szampan-strzela-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/8948821422764173768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6162233215164657917/posts/default/8948821422764173768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/04/natchnienie-jak-szampan-strzela-i.html' title='&quot;Natchnienie jak szampan strzela i musuje, a ja piszę jedynie, kiedy ten mus czuję&quot;'/><author><name>JoannaGrochowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01896368564210237865</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
