Dziś w Dzień Dobry TVN Edward Miszczak
i przedstawiciel Banku BPH zapraszali widzów do wzięcia udziału w akcji zgłaszania opowieści
o ludziach będących zwykłymi bohaterami. Nie można samemu się zgłosić, musi uczynić to inna osoba, ma być - na razie tajemnicze - jury, mają być wysokie nagrody dla trójki wygranych, słowem lećmy pisać historię tych, którzy swoją postawą zasłużyli na miano "zwykłego" bohatera!
Póki co ja napisałam list do Edwarda Miszczaka:
Szanowny Panie!
W dzisiejszym programie DDTVN usłyszałam o Państwa akcji "zwyklybohater.pl".
Godne to podziwu i pewnie potrzebne, aby zupełnie nie stracić nadziei, że istnieje coś takiego co bezinteresownością się zwie...
Myślę jednak, że popełniacie Państwo błąd przyjmując wyłącznie zgłoszenia kogoś o kimś, choć domyślam się z czego to wynika.
Najpewniej z obawy, że nieskromni, zadufani w sobie, z wybujałym "ego" zaczęliby słać zgłoszenia na samych siebie, niekoniecznie na to miano zasługując.
Akcja w tej wersji wydaje mi się zatem nieco amatorska, bowiem znacznie więcej zaangażowania wymagałyby weryfikowane przez jury nadsyłane także zgłoszenia "osobiste".
Myślę także, że skład jury powinien zostać ogłoszony przed startem akcji, a nie w jego finale, bo jeśli akcja skierowana jest do całego społeczeństwa, to może właśnie ono powinno wskazać tych, do których ma
zaufanie i których uważa za autorytet w tej akurat sprawie?
Zapewniam Pana jednocześnie, że są osoby, których nikt nigdy nie zgłosi, a które na to zasługują w pierwszej kolejności, bo CAŁE swoje życie żyły (żyją) zgodnie z moralno-etycznym dekalogiem, pomagały
(pomagają) innym bez względu na to kim były osoby potrzebujące (a więc także i tym, od których doznali krzywdy), nie liczyły (nie liczą)czasu, pieniędzy, nie bały się (nie boją się) skutków swoich działań,
a policzki przyjmowały (przyjmują) z godnością.
A dlaczego nikt ich nie zgłosi? Bo nie wszyscy oglądają TVN, nie wszyscy mają komputer i nie wszyscy umieją się nim posługiwać, nie wszyscy pomyślą, że ten obok człowiek to zrobił to, to i to... no i nie
wszystkich stać na ten bezinteresowny odruch...
Moje wątpliwości wzbudza także fakt finansowego nagradzania tych osób!
Przecież skoro do tej pory działały bezinteresownie, nie oczekując nagrody, bo są ludźmi w ich najlepszej postaci, nie oglądając się na rachunek swoich strat, to znaczy, że nagroda finansowa nie stanowi
szczytu ich marzeń.
Wydaje mi się, że IM największą satysfakcję sprawia sam fakt pomocy i "bycia człowiekiem" w każdej sytuacji.
Bycie zauważonym przez innych to już nagroda, natomiast ta finansowa wydaje się być nowomodnym skomercjalizowaniem akcji i niesie ze sobą ryzyko koniunkturalnych działań.
Może zręczniejszym pomysłem byłaby realizacja jakiegoś ich marzenia, dla pewnosci, że nie będzie to lot na księżyc, ograniczona kwotowo???
Wtedy byłyby dwie nagrody - ludzka pamięć i spełnienie skrytego pragnienia...
Jestem wnuczką przedwojennej bardzo dobrze wykształconej nauczycielki, urodzonej w 1895 roku, która uczyła mnie bycia porządnym, uczciwym,
gotowym w każdej sytuacji do pomocy innym, wznoszącym się ponad swe słabości, człowiekiem.
Uczyła mnie człowieczeństwa bez potrzeby bycia zauważanym.
Jestem więc głęboko przekonana, że najprawdziwsze, najbardziej lśniące diamenty pozostaną niezauważone, a akcja wprawdzie przybierze charakter misji
w poczuciu dobrze spełnianego obowiązku, ale z finałem
mijającym się z prawdą.
Czego nie życząc, ale przewidując, trochę się boję.
Z poważaniem
Joanna Grochowska
niedziela, 2 października 2011
piątek, 2 września 2011
"Trans" w transie czy trans w "Transie"?
“Trans” to pierwsza przeczytana przeze mnie książka Manueli Gretkowskiej.
Do tego momentu pisarka jawiła mi się jako medialna (a może nie tylko) skandalistka, myślę, że po kobiecemu przewrotnie zwracająca w ten sposób na siebie uwagę. Kiedy widywałam Ją w telewizji, zwykle z przyjemnością słuchałam ciekawych wypowiedzi, niekoniecznie się z Nią zgadzając. Niemniej nie można było nie zauważyć błyskotliwej inteligencji, rzeczowego podchodzenia do problemów oraz kultury prowadzenia sporu / dyskusji / rozmowy.
“Trans” popularyzowany jako historia toksycznej miłości Autorki i Andrzeja Żuławskiego w sezonie ogórkowym zachęcał do zmierzenia się z tematem cudzych problemów uczuciowych.
Zwłaszcza, że osoba pisarza i reżysera, znana mi od lat, kojarzyła mi się nieodmiennie z modliszką pożerającą swe ofiary. Poczynając od historii filmu “Trzecia część nocy”, po nakręceniu którego Małgorzata Braunek, wtedy piękna i młoda jego żona, grająca w owym czasie główne role u samego Wajdy, dla wyciszenia pobudzonego przez psychopatycznego reżysera ego wybrała buddyzm i ucieczkę do Indii, przez Iwonę Petry, wprawdzie nie aktorkę, ale debiutantkę grającą tytułową “Szamankę”, która skończyła leczeniem psychiatrycznym po Sophie Marceau, która po wieloletnim związku też odeszła, na szczęście nie na leczenie, a do młodszego mężczyzny .
Książka trudna do szybkiego, jak na sezon ogórkowy przystało przyswajania, w części zasadniczej zamiast prostej narracji, pełna jest egzystencjalnych, nieco histerycznych odniesień, w tym do antropologii kultury (którą autorka studiowała), a także różnych metafizycznych wrażeń i przeżyć będących wynikiem kontaktu z substancjami halucynogennymi. Stanowią one dodatek do opisywanych sytuacji zwyczajnych, które pewnie miały nadać odbiorcy wymiar nadzwyczajny i tym samym sprawiać wrażenie wyrafinowanego intelektualnie tekstu.
Czytając odnosiłam wrażenie, że Manuela Gretkowska chciała się z tym fragmentem swojego życia złapać za bary i rozliczyć, gdyż była to miłość niezwykle toksyczna, wiernopoddańcza, kiedy kobieta całkowicie gubi swą godność. Ale jednocześnie pokazać siebie jako kogoś zupełnie innego, jakby stojącego ponad, mimo że reżyser sprowadzał swoje kobiety wyłącznie do roli kapłanki spełnionego seksu i stale obecnych służących.
Kiedy jednak miłość do niego się wypala i bohaterka dojrzewa do rozstania, przeprowadza na końcu swej powieści, a może raczej spowiedzi? dokładną i bardzo szczegółową wiwisekcję sytuacji, która pomaga jej przywrócić utraconą równowagę. Owa wiwisekcja jest czymś w rodzaju samousprawiedliwienia czy może raczej samorozliczenia z czasem minionym, wstydliwym i pełnym pogardy ze strony partnera. Szczególnie, że nie ukrywa swojej niezwykłej wrażliwości, umiejętnie cyzelowanej między poszczególnymi fragmentami przeżyć, choć i skrywanej pod płaszczykiem wyemancypowania.
Powieść pełna jest zupełnie niepotrzebnych paranaukowych dygresji, mających pewnie "zaświadczać" o wiedzy i intelekcie autorki, a tym samym być może zaprzeczać wizerunkowi skandalistki. Jednak posługiwanie się niewybrednie dosadnymi by nie rzec wulgarnymi opisami intymnego życia bohaterów, fakt ten tylko potwierdza. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że książka nosząc znamiona catharsis w rezultacie nosi charakter nieco kabotyńskiego samobiczowania, co tym samym sytuuje ją wśród rozchwianej emocjonalnie literatury, którą uprawia także ukochany autorki - bohaterki.
Trudno zatem polecać ją jako kanikułowo “lekką, łatwą i przyjemną”, bo jest w wymiarze intelektualnym miałka, a w warstwie czytelniczej męcząca.
Do tego momentu pisarka jawiła mi się jako medialna (a może nie tylko) skandalistka, myślę, że po kobiecemu przewrotnie zwracająca w ten sposób na siebie uwagę. Kiedy widywałam Ją w telewizji, zwykle z przyjemnością słuchałam ciekawych wypowiedzi, niekoniecznie się z Nią zgadzając. Niemniej nie można było nie zauważyć błyskotliwej inteligencji, rzeczowego podchodzenia do problemów oraz kultury prowadzenia sporu / dyskusji / rozmowy.
“Trans” popularyzowany jako historia toksycznej miłości Autorki i Andrzeja Żuławskiego w sezonie ogórkowym zachęcał do zmierzenia się z tematem cudzych problemów uczuciowych.
Zwłaszcza, że osoba pisarza i reżysera, znana mi od lat, kojarzyła mi się nieodmiennie z modliszką pożerającą swe ofiary. Poczynając od historii filmu “Trzecia część nocy”, po nakręceniu którego Małgorzata Braunek, wtedy piękna i młoda jego żona, grająca w owym czasie główne role u samego Wajdy, dla wyciszenia pobudzonego przez psychopatycznego reżysera ego wybrała buddyzm i ucieczkę do Indii, przez Iwonę Petry, wprawdzie nie aktorkę, ale debiutantkę grającą tytułową “Szamankę”, która skończyła leczeniem psychiatrycznym po Sophie Marceau, która po wieloletnim związku też odeszła, na szczęście nie na leczenie, a do młodszego mężczyzny .
Książka trudna do szybkiego, jak na sezon ogórkowy przystało przyswajania, w części zasadniczej zamiast prostej narracji, pełna jest egzystencjalnych, nieco histerycznych odniesień, w tym do antropologii kultury (którą autorka studiowała), a także różnych metafizycznych wrażeń i przeżyć będących wynikiem kontaktu z substancjami halucynogennymi. Stanowią one dodatek do opisywanych sytuacji zwyczajnych, które pewnie miały nadać odbiorcy wymiar nadzwyczajny i tym samym sprawiać wrażenie wyrafinowanego intelektualnie tekstu.
Czytając odnosiłam wrażenie, że Manuela Gretkowska chciała się z tym fragmentem swojego życia złapać za bary i rozliczyć, gdyż była to miłość niezwykle toksyczna, wiernopoddańcza, kiedy kobieta całkowicie gubi swą godność. Ale jednocześnie pokazać siebie jako kogoś zupełnie innego, jakby stojącego ponad, mimo że reżyser sprowadzał swoje kobiety wyłącznie do roli kapłanki spełnionego seksu i stale obecnych służących.
Kiedy jednak miłość do niego się wypala i bohaterka dojrzewa do rozstania, przeprowadza na końcu swej powieści, a może raczej spowiedzi? dokładną i bardzo szczegółową wiwisekcję sytuacji, która pomaga jej przywrócić utraconą równowagę. Owa wiwisekcja jest czymś w rodzaju samousprawiedliwienia czy może raczej samorozliczenia z czasem minionym, wstydliwym i pełnym pogardy ze strony partnera. Szczególnie, że nie ukrywa swojej niezwykłej wrażliwości, umiejętnie cyzelowanej między poszczególnymi fragmentami przeżyć, choć i skrywanej pod płaszczykiem wyemancypowania.
Powieść pełna jest zupełnie niepotrzebnych paranaukowych dygresji, mających pewnie "zaświadczać" o wiedzy i intelekcie autorki, a tym samym być może zaprzeczać wizerunkowi skandalistki. Jednak posługiwanie się niewybrednie dosadnymi by nie rzec wulgarnymi opisami intymnego życia bohaterów, fakt ten tylko potwierdza. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że książka nosząc znamiona catharsis w rezultacie nosi charakter nieco kabotyńskiego samobiczowania, co tym samym sytuuje ją wśród rozchwianej emocjonalnie literatury, którą uprawia także ukochany autorki - bohaterki.
Trudno zatem polecać ją jako kanikułowo “lekką, łatwą i przyjemną”, bo jest w wymiarze intelektualnym miałka, a w warstwie czytelniczej męcząca.
piątek, 26 sierpnia 2011
No i stało się!
No i stało się!
Jednak Andrzej Siezieniewski został prezesem Zarządu Polskiego Radia!!!
Wirtualnemedia.pl Wiadomości Radio Polskie Radio
2011-08-26
"Andrzej Siezieniewski: przywrócę Polskiemu Radiu normalność
Będę chciał przywrócić radiu normalność i stworzyć dziennikarzom warunki do rzetelnej pracy; będę starał się działać jak chirurg: ostrożnie, ale stanowczo - powiedział Andrzej Siezieniewski, powołany w piątek na prezesa Polskiego Radia.
"Dzisiaj Polskiemu Radiu potrzebny jest przede wszystkim spokój. Po latach demontażu tej instytucji, politycznych huraganów, które przez nią się przetoczyły, będę chciał jej przywrócić jakąś normalność. Będę chciał stworzyć dziennikarzom warunki do rzetelnej pracy dla słuchaczy" - powiedział nowy prezes Polskiego Radia, powołany w piątek przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji na wniosek rady nadzorczej spółki.
Podkreślił, że jeszcze kilka lat temu PR było instytucją najwyższego zaufania publicznego, ma swój kodeks etyczny i wysokie standardy profesjonalne. "Bardzo wierzę, że uda się to wszystko przywrócić, niezależnie od tego, jak mocno zamieszano w tej instytucji. Radia słuchają codziennie miliony ludzi, będę starał się zrobić wszystko, oczywiście z całym zespołem, zwłaszcza dziennikarskim, żeby ta liczba rosła, a nie malała, chociaż ostatnio tendencja była niepokojąca, może z wyjątkiem Trójki" - powiedział.
W ocenie Siezieniewskiego słuchacze Polskiego Radia muszą być "absolutnie pewni", że przekazuje ono rzetelne informacje i kompetentny komentarz oraz daje możliwość poznania różnych punktów widzenia na sprawy otaczającego świata. "Chciałbym, żeby Polskie Radio mogło w pełni realizować wszystkie swoje zadania, żeby było źródłem prawdziwych wartości, a nie manipulacji i partyjnej indoktrynacji, co, niestety, było jego udziałem w ostatnich latach" - powiedział.
Prezes zwrócił też uwagę na trudną sytuację finansową PR, która - jego zdaniem - spowodowana jest nie tylko spadkiem wpływów abonamentowych, ale też chybionymi inwestycjami. Jak ocenił, z realizacją części z nich można było poczekać, "zakładając, że najważniejszy jest program radia".
"Radiu niezbędne jest zapewnienie stabilnych źródeł finansowania i zminimalizowanie straty, jaką w tym roku zapewne będzie miało. Myślę, że tutaj jest wielkie zadanie dla telewizji publicznej i radia, rozgłośni regionalnych, Związku Pracodawców Mediów Publicznych (jego prezesem jest Jolanta Wiśniewska, która zasiada w zarządzie PR - red.), żeby o tę stabilność finansowania można było zabiegać i ją zapewnić" - powiedział.
"Jeśli będą spełnione te dwa warunki - trwałe fundamenty finansowe oraz spokój i możliwość normalnego realizowania zadań przez ludzi, którzy pracują w PR, to o losy tej instytucji jestem spokojny" - dodał.
Pytany o to, czy planuje zmiany w programach PR, Siezieniewski powiedział, że przede wszystkim będzie chciał przyjrzeć się koncepcji "Radia na wizji". Realizowany przez Program Czwarty PR projekt ruszył na początku br., jest to całodobowy kanał radiowy dostępny przez internet, sieci kablowe i platformy satelitarne. W ramach projektu dla TVP HD rejestrowany jest też obraz audycji "Sygnały dnia" radiowej Jedynki; nagrywany jest też obraz "Salonu politycznego Trójki".
"To jest eksperymentalne zderzenie dwóch mediów i obawiam się, że ze szkodą dla radia. Trzeba będzie przyjrzeć się całej tej koncepcji, jej efektywności ekonomicznej, biznesplanowi, a także założeniom merytorycznym - czy ta antena rozwiązuje któreś z zadań misyjnych, które przed radiem publicznym stoją. (...) To jest obszar, który generuje spore wydatki, a nie daje efektu finansowego ani merytorycznego" - ocenił.
Jako kolejne pilne zadanie dla zarządu Siezieniewski wymienił podjęcie działań zaradczych, mających powstrzymać spadek słuchalności Jedynki. Jak podkreślił, dzieje się tak, choć ta antena ma "wszystkie warunki techniczne do tego, żeby docierać do 100 proc. obywateli kraju". "Nie możemy pozwolić sobie na to, żeby główna antena kurczyła się i spadała na kolejne pozycje w rankingu rozgłośni najchętniej wybieranych przez słuchaczy" - podkreślił.
Ocenił, że wzorem do naśladowania w innych programach PR mogą być rozwiązania przyjęte w Trójce, która - w jego ocenie - ma "niezłe wyniki" i "jest na bardzo dobrej drodze do tego, żeby jeszcze poprawić swoją pozycję na rynku radiowym".
Siezieniewski nie chciał rozmawiać o ewentualnych zmianach personalnych na kierowniczych stanowiskach. "Wcześniej muszę się z tymi ludźmi spotkać, poznać ich koncepcje i punkt widzenia. (...) Jestem radiowcem od kilkudziesięciu lat, znam warsztat radiowy, znam mechanizmy, jakie radiem rządzą. Będę starał się działać jak chirurg: ostrożnie, ale stanowczo" - zapewnił.
Tak istotnie już raz działał jak chirurg cynicznie wycinając Trójce mózg, tym samym czyniąc z niej martwego gnoma pod nazwą słoneczna trUjka.
Ciekawe co, kiedy i komu teraz wytnie...
Jednak Andrzej Siezieniewski został prezesem Zarządu Polskiego Radia!!!
Wirtualnemedia.pl Wiadomości Radio Polskie Radio
2011-08-26
"Andrzej Siezieniewski: przywrócę Polskiemu Radiu normalność
Będę chciał przywrócić radiu normalność i stworzyć dziennikarzom warunki do rzetelnej pracy; będę starał się działać jak chirurg: ostrożnie, ale stanowczo - powiedział Andrzej Siezieniewski, powołany w piątek na prezesa Polskiego Radia.
"Dzisiaj Polskiemu Radiu potrzebny jest przede wszystkim spokój. Po latach demontażu tej instytucji, politycznych huraganów, które przez nią się przetoczyły, będę chciał jej przywrócić jakąś normalność. Będę chciał stworzyć dziennikarzom warunki do rzetelnej pracy dla słuchaczy" - powiedział nowy prezes Polskiego Radia, powołany w piątek przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji na wniosek rady nadzorczej spółki.
Podkreślił, że jeszcze kilka lat temu PR było instytucją najwyższego zaufania publicznego, ma swój kodeks etyczny i wysokie standardy profesjonalne. "Bardzo wierzę, że uda się to wszystko przywrócić, niezależnie od tego, jak mocno zamieszano w tej instytucji. Radia słuchają codziennie miliony ludzi, będę starał się zrobić wszystko, oczywiście z całym zespołem, zwłaszcza dziennikarskim, żeby ta liczba rosła, a nie malała, chociaż ostatnio tendencja była niepokojąca, może z wyjątkiem Trójki" - powiedział.
W ocenie Siezieniewskiego słuchacze Polskiego Radia muszą być "absolutnie pewni", że przekazuje ono rzetelne informacje i kompetentny komentarz oraz daje możliwość poznania różnych punktów widzenia na sprawy otaczającego świata. "Chciałbym, żeby Polskie Radio mogło w pełni realizować wszystkie swoje zadania, żeby było źródłem prawdziwych wartości, a nie manipulacji i partyjnej indoktrynacji, co, niestety, było jego udziałem w ostatnich latach" - powiedział.
Prezes zwrócił też uwagę na trudną sytuację finansową PR, która - jego zdaniem - spowodowana jest nie tylko spadkiem wpływów abonamentowych, ale też chybionymi inwestycjami. Jak ocenił, z realizacją części z nich można było poczekać, "zakładając, że najważniejszy jest program radia".
"Radiu niezbędne jest zapewnienie stabilnych źródeł finansowania i zminimalizowanie straty, jaką w tym roku zapewne będzie miało. Myślę, że tutaj jest wielkie zadanie dla telewizji publicznej i radia, rozgłośni regionalnych, Związku Pracodawców Mediów Publicznych (jego prezesem jest Jolanta Wiśniewska, która zasiada w zarządzie PR - red.), żeby o tę stabilność finansowania można było zabiegać i ją zapewnić" - powiedział.
"Jeśli będą spełnione te dwa warunki - trwałe fundamenty finansowe oraz spokój i możliwość normalnego realizowania zadań przez ludzi, którzy pracują w PR, to o losy tej instytucji jestem spokojny" - dodał.
Pytany o to, czy planuje zmiany w programach PR, Siezieniewski powiedział, że przede wszystkim będzie chciał przyjrzeć się koncepcji "Radia na wizji". Realizowany przez Program Czwarty PR projekt ruszył na początku br., jest to całodobowy kanał radiowy dostępny przez internet, sieci kablowe i platformy satelitarne. W ramach projektu dla TVP HD rejestrowany jest też obraz audycji "Sygnały dnia" radiowej Jedynki; nagrywany jest też obraz "Salonu politycznego Trójki".
"To jest eksperymentalne zderzenie dwóch mediów i obawiam się, że ze szkodą dla radia. Trzeba będzie przyjrzeć się całej tej koncepcji, jej efektywności ekonomicznej, biznesplanowi, a także założeniom merytorycznym - czy ta antena rozwiązuje któreś z zadań misyjnych, które przed radiem publicznym stoją. (...) To jest obszar, który generuje spore wydatki, a nie daje efektu finansowego ani merytorycznego" - ocenił.
Jako kolejne pilne zadanie dla zarządu Siezieniewski wymienił podjęcie działań zaradczych, mających powstrzymać spadek słuchalności Jedynki. Jak podkreślił, dzieje się tak, choć ta antena ma "wszystkie warunki techniczne do tego, żeby docierać do 100 proc. obywateli kraju". "Nie możemy pozwolić sobie na to, żeby główna antena kurczyła się i spadała na kolejne pozycje w rankingu rozgłośni najchętniej wybieranych przez słuchaczy" - podkreślił.
Ocenił, że wzorem do naśladowania w innych programach PR mogą być rozwiązania przyjęte w Trójce, która - w jego ocenie - ma "niezłe wyniki" i "jest na bardzo dobrej drodze do tego, żeby jeszcze poprawić swoją pozycję na rynku radiowym".
Siezieniewski nie chciał rozmawiać o ewentualnych zmianach personalnych na kierowniczych stanowiskach. "Wcześniej muszę się z tymi ludźmi spotkać, poznać ich koncepcje i punkt widzenia. (...) Jestem radiowcem od kilkudziesięciu lat, znam warsztat radiowy, znam mechanizmy, jakie radiem rządzą. Będę starał się działać jak chirurg: ostrożnie, ale stanowczo" - zapewnił.
Tak istotnie już raz działał jak chirurg cynicznie wycinając Trójce mózg, tym samym czyniąc z niej martwego gnoma pod nazwą słoneczna trUjka.
Ciekawe co, kiedy i komu teraz wytnie...
Czyżby???
"Wirtualne Media" z 26.08.2011 piszą:
[...] "Magda Jethon, szefowa radiowej Trójki powiedziała w rozmowie z Wirtualnemedia.pl, że nie zgadza się z zarzutami Marka Gawkowskiego, jakoby był dyskryminowany przez pracowników Programu 3 PR. - W Trójce nigdy nie było przypadków mobbingu -zapewnia Jethon.
Reakcja szefowej radiowej Trójki jest odpowiedzią na pozew, jaki Marek Gawkowski, przebywający obecnie na zwolnieniu lekarskim wiceszef Trójki, złożył przeciwko Polskiemu Radiu. Stwierdza w nim m.in., że stał się obiektem kpin w oczach współpracowników z Trójki, był dyskryminowany i wyśmiewany oraz stosowano wobec niego mobbing.
- Nie zgadzam się z treścią pozwu pana Marka Gawkowskiego. W Trójce nigdy nie było przypadków mobbingu. Nie dochodziło też do dyskryminowania kogokolwiek. Niemożliwe jest więc, abym ja lub ktokolwiek z zespołu dopuścił się takich praktyk. To niepoważne oskarżenie. Jestem przekonana, że wyrok sądu w tej sprawie będzie sprawiedliwy - powiedziała w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Magdalena Jethon.
Marek Gawkowski objął funkcję wicedyrektora Trójki wiosną 2010 roku. Z Polskim Radiem związany jest od 2004 roku."
Czyżby???
To dlaczego pracownicy przemykają się korytarzami jakby się bali własnego cienia?
Dlaczego uprawia się - mówiąc językiem młodzieżowego targetu - lans tych, którzy są lojalni i jedynie słusznie oddani?
Dlaczego antena pełna jest tych, którzy NA PEWNO nie powinni pracować przed mikrofonem, a pozbawiona tych, którzy mają mikrofonowe referencje, by nie powiedzieć wyraźniej?
Zero mobbingu?
Nigdy w Trójce takie rzeczy nie miały miejsca?
Nawet ja, jako skromny słuchacz jedynie, znam przynajmniej jeden taki przypadek...
Ale "czyż przewidzieć można z góry co wymyślą kreatury?", zwłaszcza jeśli "niejednego karła własna małość zżarła" (J. Sztaudynger).
A przy okazji: wczorajsze "WM" podały, że KRRiT przełożył termin posiedzenia w sprawie powołania Andrzeja Siezieniewskiego na stanowisko prezesa Zarządu PR, ze środy (24.08.2011) na piątek (26.08.2011).
[...] "Magda Jethon, szefowa radiowej Trójki powiedziała w rozmowie z Wirtualnemedia.pl, że nie zgadza się z zarzutami Marka Gawkowskiego, jakoby był dyskryminowany przez pracowników Programu 3 PR. - W Trójce nigdy nie było przypadków mobbingu -zapewnia Jethon.
Reakcja szefowej radiowej Trójki jest odpowiedzią na pozew, jaki Marek Gawkowski, przebywający obecnie na zwolnieniu lekarskim wiceszef Trójki, złożył przeciwko Polskiemu Radiu. Stwierdza w nim m.in., że stał się obiektem kpin w oczach współpracowników z Trójki, był dyskryminowany i wyśmiewany oraz stosowano wobec niego mobbing.
- Nie zgadzam się z treścią pozwu pana Marka Gawkowskiego. W Trójce nigdy nie było przypadków mobbingu. Nie dochodziło też do dyskryminowania kogokolwiek. Niemożliwe jest więc, abym ja lub ktokolwiek z zespołu dopuścił się takich praktyk. To niepoważne oskarżenie. Jestem przekonana, że wyrok sądu w tej sprawie będzie sprawiedliwy - powiedziała w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Magdalena Jethon.
Marek Gawkowski objął funkcję wicedyrektora Trójki wiosną 2010 roku. Z Polskim Radiem związany jest od 2004 roku."
Czyżby???
To dlaczego pracownicy przemykają się korytarzami jakby się bali własnego cienia?
Dlaczego uprawia się - mówiąc językiem młodzieżowego targetu - lans tych, którzy są lojalni i jedynie słusznie oddani?
Dlaczego antena pełna jest tych, którzy NA PEWNO nie powinni pracować przed mikrofonem, a pozbawiona tych, którzy mają mikrofonowe referencje, by nie powiedzieć wyraźniej?
Zero mobbingu?
Nigdy w Trójce takie rzeczy nie miały miejsca?
Nawet ja, jako skromny słuchacz jedynie, znam przynajmniej jeden taki przypadek...
Ale "czyż przewidzieć można z góry co wymyślą kreatury?", zwłaszcza jeśli "niejednego karła własna małość zżarła" (J. Sztaudynger).
A przy okazji: wczorajsze "WM" podały, że KRRiT przełożył termin posiedzenia w sprawie powołania Andrzeja Siezieniewskiego na stanowisko prezesa Zarządu PR, ze środy (24.08.2011) na piątek (26.08.2011).
czwartek, 11 sierpnia 2011
Czyżby powtórka z rozrywki???
Postanowiłam zainteresować tematem Facebook, gdzie za pośrednictwem Znajomego Protestanta ma ukazać się poniższy tekst:
Witam,
4. sierpnia usłyszałam w Programie 3 Polskiego Radia informację, że tym razem - po nieudanym starcie Jarosława Hasińskiego - Andrzej
Siezieniewski został rekomendowany przez Radę Nadzorczą PR Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji na stanowisko prezesa zarządu Polskiego
Radia.
Moja radośc z faktu przegranej Jarosława Hasińskiego okazała się być nadzwyczaj krótkotrwała bo kandydatem została osoba, która ma
wyjątkowo trwałe "zasługi" w niszczeniu radia i raczej powinna być pociągnięta do odpowiedzialności za swoją radosną twórczość na rzecz rugowania nie tylko misji, ale i ludzi, niż powołana na zajmowane już kiedyś stanowisko.
Zachodzę w głowę jak to w ogóle jest możliwe, szczególnie w sytuacji kiedy ów kandydat odpadł w poprzednich wyborach, a do kolejnych zgłosiło się kilku nowych - być może lepszych. W tym gronie występuje również postać kuriozalna - Witold Laskowski!!!
Ten sam, który piastując stanowisko dyrektora Trójki - Programu 3 PR zasłynął doprowadzeniem do upadku tego najlepszego eteru w Polsce!!!
Funkcję tę objął gdy stracił posadę korespondenta TVP w Moskwie.
Starając się obecnie o tę wyjątkowo dobrą synekurkę wie co robi, bo właśnie... stracił stanowisko dyrektora TVP Polonia.
W roku 2001, krótko po chybionym wyborze Witolda Laskowskiego na stanowisko dyrektora Trójki, Maria Wiernikowska opublikowała list do ówczesnego Prezesa Polskiego Radia, w którym wyjawiała prawdziwe powody odwołania przyszłego dyrektora Programu 3, co bardzo trudno byłoby nazwać dobrą rekomendacją.
Pikanterii sytuacji dodaje fakt, że w tym ustawionym od początku do końca "konkursie" startował również Grzegorz Miecugow, nie tylko
człowiek radia, ale i wieloletni dyrektor tego programu, co mam nadzieję dawało sporo do myślenia.
Aktualnie jawi się więc prosty scenariusz: Andrzej Siezieniewski dostaje w połowie sierpnia błogosławieństwo KRRiTu, a następnie powołuje "zasłużonego" Witolda Laskowskiego na dyrektora Trójki, który w ramach powtórki z rozrywki natychmiast uczyni z niej coś, co u
słuchaczy zyskało ongiś jakże znaczącą nazwę "trUjka".
Nie jestem sympatyczką Magdaleny Jethon i chciałabym aby została pociągnięta do odpowiedzialności za psucie anteny, lansowania ludzi, którzy tam nigdy nie powinni się znaleźć, uprawiania kolesiostwa, ale w zestawieniu z Witoldem Laskowskim można Ją uznać niemal za
reformatora.
Nie można jednak zapomnieć, że wyjątkowo dzielnie sekundowała Witoldowi Laskowskiemu w skandalicznym, pseudoreformatorskim niszczeniu podległej mu anteny.
Chciałabym się mylić i mam nadzieję, że to straszny sen.
Jednak póki co "strach się bać" szczególnie, że jakoś wciąż nie zwycięża zdrowy rozsądek, a "układy", które nadal obecne i chyba tak
samo jak prowizorki nie do przeskoczenia.
Joanna Grochowska zaangażowana w trójkowy protest od 2000 roku, najpierw obecna na stronie www.tajniak.pl, potem www.trojka.net,
obecnie na swoim blogu http://joannagrochowska.blogspot.com, na który
zapraszam!!!
http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/czy-na-pewno-tak-sie-wybiera-rady.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/komitet-miosnikow-trojki-rozwazan-ciag.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/list-do-ministra-mswia-grzegorza.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/w-dniu-22-sierpnia-2009-2024-uzytkownik.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/10/dzis-tylko-sow-kilka.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/11/list-do-wodzimierza-czarzastego-i.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/03/list-otwarty-do-wszystkich.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/06/alejka-radiowej-trojki-czyli-jak.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/06/jakiez-to-polskie-czyli-ciemne-strony.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/07/czy-jednak-jarosaw-hasinski-prezesem.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/07/na-razie-zwyciezy-zdrowy-rozsadek.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/08/powtorka-z-rozrywki-czyli-list-do-jana.html
Witam,
4. sierpnia usłyszałam w Programie 3 Polskiego Radia informację, że tym razem - po nieudanym starcie Jarosława Hasińskiego - Andrzej
Siezieniewski został rekomendowany przez Radę Nadzorczą PR Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji na stanowisko prezesa zarządu Polskiego
Radia.
Moja radośc z faktu przegranej Jarosława Hasińskiego okazała się być nadzwyczaj krótkotrwała bo kandydatem została osoba, która ma
wyjątkowo trwałe "zasługi" w niszczeniu radia i raczej powinna być pociągnięta do odpowiedzialności za swoją radosną twórczość na rzecz rugowania nie tylko misji, ale i ludzi, niż powołana na zajmowane już kiedyś stanowisko.
Zachodzę w głowę jak to w ogóle jest możliwe, szczególnie w sytuacji kiedy ów kandydat odpadł w poprzednich wyborach, a do kolejnych zgłosiło się kilku nowych - być może lepszych. W tym gronie występuje również postać kuriozalna - Witold Laskowski!!!
Ten sam, który piastując stanowisko dyrektora Trójki - Programu 3 PR zasłynął doprowadzeniem do upadku tego najlepszego eteru w Polsce!!!
Funkcję tę objął gdy stracił posadę korespondenta TVP w Moskwie.
Starając się obecnie o tę wyjątkowo dobrą synekurkę wie co robi, bo właśnie... stracił stanowisko dyrektora TVP Polonia.
W roku 2001, krótko po chybionym wyborze Witolda Laskowskiego na stanowisko dyrektora Trójki, Maria Wiernikowska opublikowała list do ówczesnego Prezesa Polskiego Radia, w którym wyjawiała prawdziwe powody odwołania przyszłego dyrektora Programu 3, co bardzo trudno byłoby nazwać dobrą rekomendacją.
Pikanterii sytuacji dodaje fakt, że w tym ustawionym od początku do końca "konkursie" startował również Grzegorz Miecugow, nie tylko
człowiek radia, ale i wieloletni dyrektor tego programu, co mam nadzieję dawało sporo do myślenia.
Aktualnie jawi się więc prosty scenariusz: Andrzej Siezieniewski dostaje w połowie sierpnia błogosławieństwo KRRiTu, a następnie powołuje "zasłużonego" Witolda Laskowskiego na dyrektora Trójki, który w ramach powtórki z rozrywki natychmiast uczyni z niej coś, co u
słuchaczy zyskało ongiś jakże znaczącą nazwę "trUjka".
Nie jestem sympatyczką Magdaleny Jethon i chciałabym aby została pociągnięta do odpowiedzialności za psucie anteny, lansowania ludzi, którzy tam nigdy nie powinni się znaleźć, uprawiania kolesiostwa, ale w zestawieniu z Witoldem Laskowskim można Ją uznać niemal za
reformatora.
Nie można jednak zapomnieć, że wyjątkowo dzielnie sekundowała Witoldowi Laskowskiemu w skandalicznym, pseudoreformatorskim niszczeniu podległej mu anteny.
Chciałabym się mylić i mam nadzieję, że to straszny sen.
Jednak póki co "strach się bać" szczególnie, że jakoś wciąż nie zwycięża zdrowy rozsądek, a "układy", które nadal obecne i chyba tak
samo jak prowizorki nie do przeskoczenia.
Joanna Grochowska zaangażowana w trójkowy protest od 2000 roku, najpierw obecna na stronie www.tajniak.pl, potem www.trojka.net,
obecnie na swoim blogu http://joannagrochowska.blogspot.com, na który
zapraszam!!!
http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/czy-na-pewno-tak-sie-wybiera-rady.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/komitet-miosnikow-trojki-rozwazan-ciag.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/list-do-ministra-mswia-grzegorza.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/08/w-dniu-22-sierpnia-2009-2024-uzytkownik.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/10/dzis-tylko-sow-kilka.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2009/11/list-do-wodzimierza-czarzastego-i.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2010/03/list-otwarty-do-wszystkich.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/06/alejka-radiowej-trojki-czyli-jak.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/06/jakiez-to-polskie-czyli-ciemne-strony.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/07/czy-jednak-jarosaw-hasinski-prezesem.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/07/na-razie-zwyciezy-zdrowy-rozsadek.html
http://joannagrochowska.blogspot.com/2011/08/powtorka-z-rozrywki-czyli-list-do-jana.html
czwartek, 4 sierpnia 2011
Wirtualne Media z 4.08.2011 r. piszą: Andrzej Siezieniewski ma zostać nowym prezesem Polskiego Radia
Andrzej Siezieniewski ma zostać nowym prezesem Polskiego Radia.
"RN Polskiego Radia zdecydowała w środę, że nowym prezesem spółki powinien zostać Andrzej Siezieniewski. Wniosek o jego powołanie trafi teraz do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Siezieniewski został wyłoniony przez RN w ponownym konkursie na prezesa Polskiego Radia. Powtórzenie konkursu było konieczne, ponieważ w połowie lipca KRRiT odmówiła powołania na to stanowisko rekomendowanego wcześniej przez RN Jarosława Hasińskiego.
Siezieniewski był już prezesem Polskiego Radia - w latach 2002-2006. Do zarządu spółki wszedł w 1998 r.; wcześniej pracował jako dziennikarz w Polskim Radiu i pełnił funkcję szefa Informacyjnej Agencji Radiowej. W latach 1976-1982 był korespondentem tej rozgłośni w Moskwie. Siezieniewski był wymieniany przez b. redaktora naczelnego "Trybuny" Janusza Rolickiego jako jeden z uczestników spotkań z przywódcami SLD w 1998 roku, na których miano kształtować strategię propagandową w mediach publicznych.
W konkursie na prezesa Polskiego Radia startowało siedem osób. Poza Siezieniewskim byli to: Krzysztof Michalski, który stał na czele spółki w latach 1993-1998; Tomasz Heryszek - członek zarządu i zastępca redaktora naczelnego publicznego Radia Katowice; Janusz Daszczyński - członek zarządu TVP za prezesury Ryszarda Miazka, także były szef Telewizji Gdańsk i dyrektor polskiego pawilonu na Expo 2010 w Szanghaju; Witold Laskowski - wieloletni korespondent TVP w Moskwie, do niedawna szef TVP Polonia; redaktor naczelny Polskiego Radia Katowice Jacek Filus oraz odwołany w ubiegłym tygodniu ze stanowiska szef radiowej Jedynki Ryszard Hińcza.
Do etapu rozmów kwalifikacyjnych, które odbyły się w środę, RN zakwalifikowała trzech kandydatów: Siezieniewskiego, Michalskiego i Daszczyńskiego.
Obecnie zarząd Polskiego Radia jest dwuosobowy - w połowie lipca KRRiT na członków zarządu spółki powołała Jolantę Wiśniewską i Henryka Cicheckiego.
W myśl ustawy o rtv prezesa Polskiego Radia powołuje Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji na wniosek Rady Nadzorczej spółki. Najbliższe posiedzenie KRRiT zaplanowane jest na drugą połowę sierpnia."
"Strach się bać"!!!
"RN Polskiego Radia zdecydowała w środę, że nowym prezesem spółki powinien zostać Andrzej Siezieniewski. Wniosek o jego powołanie trafi teraz do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Siezieniewski został wyłoniony przez RN w ponownym konkursie na prezesa Polskiego Radia. Powtórzenie konkursu było konieczne, ponieważ w połowie lipca KRRiT odmówiła powołania na to stanowisko rekomendowanego wcześniej przez RN Jarosława Hasińskiego.
Siezieniewski był już prezesem Polskiego Radia - w latach 2002-2006. Do zarządu spółki wszedł w 1998 r.; wcześniej pracował jako dziennikarz w Polskim Radiu i pełnił funkcję szefa Informacyjnej Agencji Radiowej. W latach 1976-1982 był korespondentem tej rozgłośni w Moskwie. Siezieniewski był wymieniany przez b. redaktora naczelnego "Trybuny" Janusza Rolickiego jako jeden z uczestników spotkań z przywódcami SLD w 1998 roku, na których miano kształtować strategię propagandową w mediach publicznych.
W konkursie na prezesa Polskiego Radia startowało siedem osób. Poza Siezieniewskim byli to: Krzysztof Michalski, który stał na czele spółki w latach 1993-1998; Tomasz Heryszek - członek zarządu i zastępca redaktora naczelnego publicznego Radia Katowice; Janusz Daszczyński - członek zarządu TVP za prezesury Ryszarda Miazka, także były szef Telewizji Gdańsk i dyrektor polskiego pawilonu na Expo 2010 w Szanghaju; Witold Laskowski - wieloletni korespondent TVP w Moskwie, do niedawna szef TVP Polonia; redaktor naczelny Polskiego Radia Katowice Jacek Filus oraz odwołany w ubiegłym tygodniu ze stanowiska szef radiowej Jedynki Ryszard Hińcza.
Do etapu rozmów kwalifikacyjnych, które odbyły się w środę, RN zakwalifikowała trzech kandydatów: Siezieniewskiego, Michalskiego i Daszczyńskiego.
Obecnie zarząd Polskiego Radia jest dwuosobowy - w połowie lipca KRRiT na członków zarządu spółki powołała Jolantę Wiśniewską i Henryka Cicheckiego.
W myśl ustawy o rtv prezesa Polskiego Radia powołuje Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji na wniosek Rady Nadzorczej spółki. Najbliższe posiedzenie KRRiT zaplanowane jest na drugą połowę sierpnia."
"Strach się bać"!!!
środa, 3 sierpnia 2011
Powtórka z rozrywki czyli list do Jana Dworaka
Szanowny Panie!
Usłyszałam dziś w Trójce informację, że tym razem Andrzej Siezieniewski jest rekomendowany KRRiTowi na stanowisko prezesa Polskiego Radia.
Przegrał dotychczasowy prezes i dobrze, niech wraca do telewizji, może tam się lepiej sprawdzi.
Ale to spowodowało, że ponownie stanął w szranki odrzucony "w pierwszym czytaniu" Andrzej Siezieniewski (jak to możliwe?), którego już znamy z psucia radia - patrz wieloletnia i niekończąca się historia haniebnego upadku najlepszego eteru w Polsce - Programu 3 PR, czego chyba nie muszę Panu ani uzasadniać, ani udowadniać, bo jak rozumiem żyje Pan w tym kraju:-(
Wśród kandydatów na prezesa była też postać wyjątkowo "zasłużona" w owym przerabianiu dobrego na złe, czyli niejaki Witold Laskowski, który objął stanowisko dyrektora Trójki gdy stracił funkcję korespondenta TVP w Moskwie, a teraz stracił stanowisko dyrektora TVP Polonia.
Maria Wiernikowska opublikowała po tym chybionym wyborze (przypomnę: startował także wtedy w ustawionym od początku "konkursie" człowiek
radia i jego były dyrektor Grzegorz Miecugow) list do ówczesnego Prezesa Polskiego Radia, w którym wyjawiała prawdziwe powody odwołania przyszłego dyrektora Programu 3, co bardzo trudno byłoby nazwać dobrą rekomendacją.
Jawi się więc proste równanie, Andrzej Siezieniewski dostaje błogosławieństwo KRRiTu, a następnie powołuje "zasłużonego" Witolda Laskowskiego na dyrektora Trójki, który w ramach powtórki z rozrywki natychmiast uczyni z niej ponownie "flagową" TrUjkę.
Nie jestem sympatyczką Magdaleny Jethon i chciałabym aby została pociagnięta do odpowiedzialności za psucie anteny, lansowania ludzi, którzy tam nigdy nie powinni się znaleźć, uprawiania kolesiostwa, ale w zestawieniu z Witoldem Laskowskim można Ją uznać niemal za reformatora.
Nie można jednak zapomnieć, że wyjątkowo dzielnie sekundowała Pryncypałowi Laskowskiemu w uzyskaniu skandalicznego efektu "słonecznej TrUjki".
Mam nadzieję, że wykaże się Pan zdrowym rozsądkiem i nie dopuści do kolejnej katastrofy w tym programie, bo tego on już nie przeżyje.
Pozwoliłam sobie na poniższe uwagi na naszym stowarzyszeniowym forum, a Pana zapraszam też na swój blog http://joannagrochowska.blogspot.com
Joanna Grochowska
Witam!
Właśnie Trójka podała informację, że Rada Nadzorcza PR zarekomendowała na stanowisko prezesa PR Andrzeja Siezieniewskiego!!!!!!
Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że wśród startujących na tą funkcję był Witold Laskowski, który niedawno stracił posadę dyrektora TV Polonia, można łatwo skojarzyć, że będziemy mieli w najbliższym czasie powtórkę z rozrywki, tyle, że bardzo mało wesołą...zostanie pewnie znów dyrektorem flagowym Trójki, by zrobić to co umie najlepiej, czyli
zepsuć, to co udało się cośkolwiek naprawić...
Wtedy też był akurat bez pracy, bo wyrzucono Go z TVP. Pełnił ówcześnie funkcję korespondenta TVP z Moskwy.
Marna to perspektywa! Witaj TrUjko!
Pozdrawiam
Joanna Grochowska
Usłyszałam dziś w Trójce informację, że tym razem Andrzej Siezieniewski jest rekomendowany KRRiTowi na stanowisko prezesa Polskiego Radia.
Przegrał dotychczasowy prezes i dobrze, niech wraca do telewizji, może tam się lepiej sprawdzi.
Ale to spowodowało, że ponownie stanął w szranki odrzucony "w pierwszym czytaniu" Andrzej Siezieniewski (jak to możliwe?), którego już znamy z psucia radia - patrz wieloletnia i niekończąca się historia haniebnego upadku najlepszego eteru w Polsce - Programu 3 PR, czego chyba nie muszę Panu ani uzasadniać, ani udowadniać, bo jak rozumiem żyje Pan w tym kraju:-(
Wśród kandydatów na prezesa była też postać wyjątkowo "zasłużona" w owym przerabianiu dobrego na złe, czyli niejaki Witold Laskowski, który objął stanowisko dyrektora Trójki gdy stracił funkcję korespondenta TVP w Moskwie, a teraz stracił stanowisko dyrektora TVP Polonia.
Maria Wiernikowska opublikowała po tym chybionym wyborze (przypomnę: startował także wtedy w ustawionym od początku "konkursie" człowiek
radia i jego były dyrektor Grzegorz Miecugow) list do ówczesnego Prezesa Polskiego Radia, w którym wyjawiała prawdziwe powody odwołania przyszłego dyrektora Programu 3, co bardzo trudno byłoby nazwać dobrą rekomendacją.
Jawi się więc proste równanie, Andrzej Siezieniewski dostaje błogosławieństwo KRRiTu, a następnie powołuje "zasłużonego" Witolda Laskowskiego na dyrektora Trójki, który w ramach powtórki z rozrywki natychmiast uczyni z niej ponownie "flagową" TrUjkę.
Nie jestem sympatyczką Magdaleny Jethon i chciałabym aby została pociagnięta do odpowiedzialności za psucie anteny, lansowania ludzi, którzy tam nigdy nie powinni się znaleźć, uprawiania kolesiostwa, ale w zestawieniu z Witoldem Laskowskim można Ją uznać niemal za reformatora.
Nie można jednak zapomnieć, że wyjątkowo dzielnie sekundowała Pryncypałowi Laskowskiemu w uzyskaniu skandalicznego efektu "słonecznej TrUjki".
Mam nadzieję, że wykaże się Pan zdrowym rozsądkiem i nie dopuści do kolejnej katastrofy w tym programie, bo tego on już nie przeżyje.
Pozwoliłam sobie na poniższe uwagi na naszym stowarzyszeniowym forum, a Pana zapraszam też na swój blog http://joannagrochowska.blogspot.com
Joanna Grochowska
Witam!
Właśnie Trójka podała informację, że Rada Nadzorcza PR zarekomendowała na stanowisko prezesa PR Andrzeja Siezieniewskiego!!!!!!
Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że wśród startujących na tą funkcję był Witold Laskowski, który niedawno stracił posadę dyrektora TV Polonia, można łatwo skojarzyć, że będziemy mieli w najbliższym czasie powtórkę z rozrywki, tyle, że bardzo mało wesołą...zostanie pewnie znów dyrektorem flagowym Trójki, by zrobić to co umie najlepiej, czyli
zepsuć, to co udało się cośkolwiek naprawić...
Wtedy też był akurat bez pracy, bo wyrzucono Go z TVP. Pełnił ówcześnie funkcję korespondenta TVP z Moskwy.
Marna to perspektywa! Witaj TrUjko!
Pozdrawiam
Joanna Grochowska
Subskrybuj:
Posty (Atom)