środa, 5 grudnia 2012

Odszedł... in memoriam Lech Dąbrowski

W piątek 16.11.2012. odszedł mój Ukochany Stryj Lech, brat mego Ojca. Senior mojej rodziny. Miał 90 lat. Harcerz Szarych Szeregów, żołnierz Armii Krajowej pokolenia Kolumbów, nauczyciel wielu pokoleń absolwentów znanego warszawskiego Technikum Fotograficznego, znawca filmu naukowego, miłośnik Tatr i pieszych wycieczek. Prawy, Szlachetny, Uczciwy, Arcyskromny, Dobry, Życzliwy, Uczynny i oddany pomocy innym Człowiek. Jeden z ostatnich strażników patriotycznej dewizy „Bóg, Honor i Ojczyzna”. Nigdy nie uznał powojennej organizacji kombatantów, jedynie słusznego ZBOWiDu, za to gdy historia pozwoliła wstąpił do Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej i od tej pory uczestniczył we wszystkich patriotycznych uroczystościach i pogrzebach bohaterów tamtych wojennych i powstańczych dni, mimo podeszłego wieku godnie pełniąc honory pocztu sztandarowego. Oddany rodzinie, szczególnie jedynemu ukochanemu Synowi Jędrkowi, który otrzymał imię po Sienkiewiczowskim Kmicicu, a którego wychowywał sam. Wartości moralne i personifikujące człowieczeństwo, które dziś niewiele lub nic nie znaczą, były dla Niego najważniejszymi. Żył w zgodzie z duchem i zasadami religii katolickiej, wyznając je na co dzień, nie od święta. Kochał góry, dopóki mógł jeździł w ukochane Tatry i odwiedzając szlaki kontemplował ich piękno. Wychowanie w duchu patriotycznym i obywatelskim oraz miłość do gór przejął od swoich Rodziców, matki nauczycielki oraz ojca, urzędnika (księgowego) m.in. słynnego Norblina, także prezesa Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Częstochowie. Cały swój wolny czas poświęcał - jako wolontariusz - zajęciom w dwóch stowarzyszeniach (jako skarbnik), ratując od zapomnienia czas wojny i jej bohaterów oraz tematykę filmu naukowego. Dla mnie był nie tylko przewodnikiem po życiu, ale i po stolicy. To dzięki Niemu Warszawa stała mi się bardzo bliska i dzięki Niemu ją poznałam, choć On mieszkając tu, tęsknił za miejscem urodzenia, Częstochową, której historię publikowaną w coraz nowszych pracach gromadził – między innymi z moją pomocą - w swojej bibliotece. Oszczędny i powściągliwy w słowach, mówił tylko rzeczy ważne, nie strzępił języka na próżno, a wiedzę posiadał niemierzalną. Dziś coraz mniej takich ludzi. I coraz bardziej pusto wokół...

piątek, 7 września 2012

Dekalog dyrektora Adama Pieczyńskiego

Przez kilka dni utraciłam możliwość korzystania z komputera i nie mogłam od razu umieścić na blogu poniższego listu do dyrektora TVN24, Pana Adama Pieczyńskiego, który za przyzwoleniem i całkowitą akceptacją wiceprezesa TVN Piotra Waltera przygotował dla swoich podwładnych swoisty dekalog lojalności wobec stacji, dotyczący ich wpisów (działalności) na portalach społecznościowych. Nie chodzi o ich aktywność w ramach konta na facebooku stacji TVN i TVN24, a ich aktywność, mówiąc trywialnie, po godzinach pracy, czyli kiedy kończą pracę dziennikarską. Kilku z nich określiło go jako cenzurę i ograniczenie korporacyjne. Pozwoliłam sobie na list do Pana Dyrektora. Szanowny Panie Dyrektorze! Wczoraj w Wirtualnych Mediach przeczytałam poniższą informację, do której link dołączam. Cośkolwiek mną wstrząsneła, bowiem z jednej strony bezstronność dziennikarzy jest czymś nadzwyczaj pożądanym, z drugiej jeśli mają prywatne konta na portalach społecznościowych jako ludzie posiadający imię i nazwisko, nie jako pracownicy (dziennikarze) stacji TVN czy TVN24, to nie bardzo rozumiem sens tego rodzaju "dekalogu", który słusznie - moim zdaniem - oceniono jako cenzurę. Idąc za takim kierunkiem myślenia można by wymagać od nich, by w kościele, na party, urlopie nie zapominali, że są nadal dziennikarzami stacji komercyjnej i muszą pamiętać, że zamiast swego status quo (osobowości i intelektu) posiadają jedynie umysł wynajęty w całości do realizacji li tylko celów stacji, czyli że są rodzajem inteligentnych robotów, wynajętych do realizacji zalożeń miejsca zatrudnienia. Celów, które nie mają nic wspólnego z bezstronnością, bowiem w stacji TVN i TVN24 dawno stała się ona iluzoryczna. Jeszcze do niedawna oglądając Państwa programy informacyjne i publicystyczne miałam wrażenie, że stanowicie dość silny medialny koncern, który z powodzeniem realizuje tzw. "misję", czyli ustawowy obowiązek mediów publicznych. Jednak czas pokazał, że poziom rzetelności programów uległ samozagładzie wskutek epidemii samouwielbienia (wynikającej - jak sądzę - z ilości otrzymanych nagród i wyróżnień!) i zaczął staczać się po zboczach tej ludzkiej ułomności. Przykładów można by mnożyć, to temat rzeka na cały kongres, nie mały list, ale wolałabym się skupić na jeszcze jednym, bardzo ważnym ich aspekcie. Otóż daje Pan wytyczne jak mają się zachowywać Pana podwładni i na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że racja jest po Pańskiej stronie, bowiem bezstronność i rzetelność to cechy w telewizji i na wizji na wagę złota. Część z nich waży lekce przytaczany dekalog, a przykładem ilustrującym tą regułę nie zdyscyplinowana od lat Justyna Pochanke, której największym grzechem jest właśnie brak obiektywizmu i bezstronności wobec omawianych spraw / wydarzeń / sytuacji oraz interlokutorów. Zarozumiała, uprawia pseudofilozoficzny monolog z samą sobą, prezentując tym samym swoje, raczej nie stacji zdanie, wcale nie bezstronne opinie. Nie dopuszcza do głosu, nieustannie przerywa, nie słucha odpowiedzi, tak jakby audycja była przygotowana wyłącznie jako akt Jej autokreacji. Ilość uwag w Szkle kontaktowym pod Jej adresem lawinowo rośnie, a skutków krytyki widzów brak. Więc gdzie tu Pana obiektywizm i bezstronność??? Ludzie dzwonią i o tym mówią, a Pan jako szef stacji pozostaje głuchy. W tym wypadku brak bezstronności to wynik niemoralnego i nieetycznego mariażu zatrudniania najbliższych jako swoich podwładnych. Tamże, czyli wymienionych na wstępie Wirtualnych Mediach przeczytałam też informację, że Katarzyna Kolenda Zaleska ma zrezygnować z pracy w TOK FM. Czy taką samą propozycję dostała również Monika Olejnik? Czy w ogóle ta Pani kiedykolwiek została upomniana za swoje naganne, niegrzeczne, stronnicze i zupełnie nie bezstronne zachowania? Rację ma Jarosław Kuźniar pisząc na blogu czy facebooku, żeby nie łączyć Jego słów z profilem stacji, w której pracuje, bo gdzieś musi mieć prawo wypowiedzieć swoje zdanie. Nie ma Pan prawa pozbawiać ludzi, przez kilka godzin na dobę Pana podwładnych, samodzielnego myślenia, krytycyzmu, wyciągania wniosków czy formułowania tez. To nie wojsko, nie żołnierze do wykonania rozkazu, tylko grupa używających rozumu i intelektu homo sapiens, którzy TYLKO przejściowo są pracownikami telewizji. Z poważaniem Joanna Grochowska www.wirtualnemedia.pl/artykul/tvn-wyznacza-dziennikarzom-kodeks-w-social-media

wtorek, 21 sierpnia 2012

Brawo dla Marcina Zaborskiego z radiowej Trójki!

Dziś pozwoliłam sobie napisać następujący list do dziennikarza radiowej Trójki, Marcina Zaborskiego: Dzień dobry! Jestem słuchaczką Trojki od prawie 40. lat. Od chwili odwołania Piotra Kaczkowskiego z funkcji dyrektora tej stacji, jestem w stałej opozycji, bowiem to co z nią się stało urąga radiu publicznemu, a krótki okres przywracania jej dobrego imienia szybko się skończył, kiedy odwołano Krzysztofa Skowrońskiego. W tym czasie pozbyto się wielu OSOBOWOŚCI dziennikarstwa radiowego, przyjęto osoby mierne, przeciętne, co naganne w stopniu najwyższym - z wadą wymowy oraz przynoszące Trójce więcej szkody niż pożytku. Jednak w popiołach prawdziwego profesjonalnego radia zdarzają się cenne wyjątki, do których zaliczam Pana i śledzę bardzo uważnie Pański antenowy "rozwój". Podoba mi się Pana głos, choć nieco inny niż te, do których Trójka na przyzwyczaiła, podoba mi się Pański sposób prowadzenia rozmów, lakoniczny, ale trafny i wyłuskujący sedno sposób myślenia o omawianych sprawach, słowem "ma Pan u mnie plus"!!! Dziś rano byłam niemal wzruszona jak usłyszałam w rozmowie z Pańskim interlokutorem, że nie tylko wymienił Pan obiegowe "fakty", ale próbował się do nich odnieść przez sprawdzenie ich rzetelności (chodziło o ustawy w tzw. zamrażarce). Brawo!!! To rzadka cecha, by najpierw sprawdzić czy jakiś fakt jest faktycznie faktem, czy tylko zręcznym politycznym przekłamaniem! Proszę tak trzymać! Niezależność i autonomia myślenia jest dziś w dziennikarstwie czymś nieznanym, są tylko slogany, czego dowodem włączony którykolwiek program w radio czy telewizji, niesie ze sobą identyczne pytania i odpowiedzi na nie. WSZYSCY, nawet ci "wielcy" dziennikarze mówią to samo, pytają tak samo, myślą (właśnie czy myślą???) tak samo, a przecież nie po to wymyślono wolne media, by wszystkie jak za czasów jedynie słusznych mówiły tym samym językiem!!! Odczułam zatem dziś dreszczyk satysfakcji, że jako pokolenie schodzące mogę mieć nadzieję, że jednak zmiany mentalne nastąpią oraz, że są ludzie, dla których tzw. "prawda obiegowa" nie jest prawdą oświeconą. Dziękuję, bardzo Pana pozdrawiam, proszę TAK TRZYMAĆ! Joanna Grochowska

środa, 18 lipca 2012

"Wesołe jest życie staruszka..."

Usiłuję odnaleźć się w nowej rzeczywistości, bo tegoroczny prima aprilis przyniósł mi tzw. „zasłużoną” emeryturkę, raczej nie z moich marzeń, ale na pewno 38. letnich starań. Powszechny w stosunku do biblioteki naukowej i jej pracowników w środowiskach akademickich obyczaj, dotknął również mnie, nikt bowiem (a mam na myśli pryncypałów) nie splamił się podaniem mi ręki na „do widzenia” i powiedzeniem jakże wstydliwego „dziękuję”. A to, co stało się i jest udziałem „mojej” biblioteki dzięki mojej aktywności i kreatywności zawodowej, od stanowiska młodszego bibliotekarza po bibliotekarza dyplomowanego i funkcję dyrektora, nie tylko pozostało nie zauważone, ale przypisane niekoniecznie mojej skromnej osobie. Wszakże nie oczekiwałam kabaretowego przez lata: „rąsia, klapa, goździk, buźka”, bo niewiele oczekiwałam, zbyt dobrze bowiem znam realia. Ale niestety, naiwne serca kłucie mnie nie ominęło:-( Krótkim „do widzenia” pożegnałam się ze współpracownikami, natomiast grono szczególnie mi bliskich zaprosiłam na prywatne spotkanie, które miało być - i było!!! - radosnym spędzeniem po raz ostatni kilku wspólnych godzin. Rozstać się było trudno. Teraz staram się dokonać nowego podziału czasu, wyodrębnić priorytety, zająć myśli i siebie tak, by umysł nadal pracował, a jego szare komórki nie umierały, bo jeszcze powinny się przydać. Doświadczenie i zdobyta wiedza, umiejętność organizacji czasu i pracy, znajomość procedur administracyjnych winny pozostać zawodowym atutem. Na razie ograniczam się do cieszenia spokojem i niezależnością czasową, ale nie chcę jeszcze śpiewać „Wesołe jest życie staruszka”, bo nie czuję się staruszką! (cdn)

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Wesołych Świąt!

Tęczowych pisanek, na stole pyszności, mokrego dyngusa i wspaniałych gości! Niech to będzie czas uroczy, życzę miłej Wielkanocy!

czwartek, 16 lutego 2012

"Wieczór Trzech Króli" w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie.

O sceniczne przysposobienie tekstu najbardziej znanej komedii “romantycznej” Williama Szekspira “Wieczór Trzech Króli” do wystawienia jej na deskach częstochowskiego teatru, dyrektor poprosił twórców zza wschodniej granicy: reżysera - Gennady'ego Trostyanetskiy'ego, scenografa –Viacheslava Okuneva oraz reżysera ruchu – Vladimira Goncharova. Wedle zamieszczonych na stronie internetowej teatru biogramów to szeroko (w Rosji) znani, poważani i zasłużeni artyści. W reklamowym druku zastępującym program obok nazwisk twórców inscenizacji czytamy o - podobno - “skrzącym się dowcipem” tekście komedii Szekspira oraz znakomitym - podobno - tłumaczeniu Stanisława Barańczaka. Okazuje się jednak, że ani tłumaczenie ani sprowadzeni twórcy nie ratują spektaklu przed koncepcyjną klapą, obnażając przy okazji bezsens oddawania pieniędzy podatników we władanie dyrektorów prowincjonalnych teatrów. Dyrekcja nie mając pomysłu na prawdziwie awangardowe albo zwyczajnie rzetelne warsztatowo wystawienie dramatu ucieka się do pomocy operujących teatralnym bełkotem plagiatorów. Bogata scenografia z wymyślnymi kostiumami, koncepcja artykułowania tekstu oraz ruchu scenicznego, miast cieszyć nowatorską wizją, obnaża iluzoryczną wiedzę twórców na temat comedie dell'arte oraz zauroczenie "Gwiezdnymi wojnami”, które to klasyczne wzory w swej inscenizacji mało oryginalnie wykorzystują. Aktorzy wtłoczeni w różnorodne stylistycznie kostiumy nie prezentują "swobodnych i uduchowionych" ciał, co sugeruje na stronie internetowej artysta reżyser ruchu, a nieudolne, marionetkowe pląsy. W stosunku do wzorów, z których czerpano, pomysł inscenizacji jest kiczowaty i tandetny, tekst wcale nie skrzy się dowcipem, nie śmieszy, drażni uszy włączeniem do dialogów jednoznacznie kojarzących się germanizmów (schnelle, schnelle!), żydowskiego akcentu (po co?) i współczesnych, nie mających żadnego związku, odniesień do bieżącej polityki. Nie porywa też aktorskie rzemiosło. Śmiech widzów (szczególnie młodych) trwa krótko i szybko gaśnie gdy mało wybrednie tłumaczony tekst oraz prymitywne aluzyjne gesty odnoszą się do fallusa. Tak więc trwonienie pieniędzy podatników na ni to comedie dell'arte, ni to science fiction, ni teatr bulwarowy jest łagodnie mówiąc nieporozumieniem. Dyrektor musiał na to wyrazić zgodę. Pewnie problemu nie widział, bo szastał pieniędzmi nie ze swojej, na pewno - a jakże! - skromnej kieszeni, a z publicznej, czyli między innymi mojej. Ten sam, który niedawno żalił się w mediach na brak propozycji filmowych. I pewnie chcąc mieć problem z głowy, udał się w pośpiechu na ich poszukiwanie nie werbalizując umiejętności zaproszonych gości. Częstochowski teatr od lat nie ma szczęścia do dyrektorów i od lat - mimo wciąż restaurowanych na nowo ambicji - pozostaje teatrem prowincjonalnym, w którym wszystkie próby rewolucjonizowania spektakli spełzają na niczym. Kiedy po 1989 roku wiele teatralnych autorytetów sugerowało, że małe prowincjonalne sceny należy uczynić teatrami impresaryjnymi, gdzie repertuar stanowią sprowadzane wybitne spektakle, z udziałem wybitnych aktorów, tym mocniej broniły one swojego status quo. Może zatem miast płacić pensje otoczonym nimbem "twórców" dyrektorom i ich wybrańcom jako realizatorom, którzy z przekonaniem o własnej wielkości, bez zająknienia biorą pieniądze z naszej kieszeni, fundując nam takie knoty, powinniśmy przekonać władze miasta do nieuknionych zmian i dostosowania poziomu kredytowania kultury do poziomu oczekiwań niekoniecznie przeciętnego zjadacza chleba?!

środa, 1 lutego 2012

Dla Wisławy Szymborskiej...

Piękne słowa Jana Lechonia na pożegnanie Wisławy Szymborskiej: Na cóż laur ci pochlebczy i kuszące brawa? Na cóż szumnej gawiedzi oklask wielokrotny? Zwiędną, przebrzmią, umilkną. Ale twoja sprawa Jeszcze nie jest skończona, poeto samotny. W jedyną zbrojny słuszność jako rycerz w męstwo, Idź pomiędzy aleje, gdzie w ubogich grobie Leżą ci, co wierzyli w za grobem zwycięstwo. A umarli, pobici i podobni tobie. Jak oni, wzgardź wawrzynem z kusicielskiej dłoni: Niech w wieniec twój się plotą róże wraz z cierniami. Abyś kiedyś mógł śmiało powiedzieć jak oni: "żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami"