piątek, 7 lutego 2014
Interpelacja do rady miasta st. Warszawy w sprawie Karty Warszawiaka i Karty Młodego Warszawiaka
Przewodnicząca Rady Miasta st. Warszawy
Ewa Malinowska-Grupińska
Pałac Kultury i Nauki
Plac Defilad 1
00-901 Warszawa
Szanowna Pani!
Zwracam się do Pani, jako Przewodniczącej Rady Miasta st. Warszawy z interwencją
w sprawie rozpowszechnianej Karty Warszawiaka i Karty Młodego Warszawiaka.
Obie te karty we wszelkich dostępnych źródłach informacyjnych były reklamowane jako karty upoważniające osoby nie tylko w Warszawie zameldowane, ale przede wszystkim uiszczające tu podatki do zniżkowych – w stosunku do pozostałych mieszkańców - przejazdów masowymi środkami komunikacji w Warszawie.
Począwszy od biuletynów wydawanych w gminach, przez portale internetowe do prasy drukowanej.
Cynizm tej operacji ujawniony został jednak dopiero w pełnej okazałości 1.01.2014 roku kiedy wprowadzono nowe taryfy ZTM obowiązujące od tego dnia i mieszkańcy posiadający owe Karty Warszawiaka zaczęli kupować – rzekomo - TAŃSZE bilety.
Wtedy dopiero okazało się, że taniej tylko dla wybranych, a dla „nie wybranych” DROŻEJ, czyli z ulgi mogą skorzystać TYLKO posiadacze normalnych Kart Miejskich, a ulgowych już nie!
Opiszę ten fakt na moim przykładzie.
Kupuję tj. ładuję Kartę Miejską na okres 3. miesięcy i koszt tego ładowania do 31.12.2013 roku wynosił 125,00 PLN.
W świetle informacji reklamujących ceny biletów po otrzymaniu stosownego hologramu,
w nowej obowiązującej od 1.01.2014 roku taryfie - cena biletu trzymiesięcznego dla posiadaczy Kart Warszawiaka miała utrzymać się na tym samym poziomie (i tu już postaje pytanie gdzie ta zniżka?), dla pozostałych mieszkańców miała wynosić (i wynosi) 140,00 PLN.
Jednak 1.01.2014 roku okazało się, że Rada Miasta zakpiła ze swoich obywateli, bowiem dla osób posiadających ulgę np. jako emeryt nie jest przewidziana zniżka związana z Kartą Warszawiaka, jest przewidziana wyłącznie dla osób nabywających bilety normalne.
Czyli wracając da punktu wyjścia czyli mego przykładu, nie tylko nie obowiązuje mnie zniżka, ale kolejna podwyżka, bo zapłaciłam 140,00 PLN!!!
Zresztą osoby nabywające np. miesięczne bilety normalne płacą TYLKO 2,00 PLN mniej!
Dlaczego przyjęta przez Radę Miasta uchwała szerokim gestem rozdaje ulgi wielodzietnym rodzinom, młodzieży szkolnej, studentom (najczęściej przyjezdnym, więc nie płacącym podatków w Warszawie!), a pomija osoby, które wprawdzie płacą podatki na rzecz Warszawy, ale są objęte jako emeryci ulgą?
Czym oni w tym zakresie, czyli opłacania podatków, czego nie mogą tego uniknąć, bowiem państwo „dba” by im ten podatek zabrać na wstępie, różnią się od nabywających bilety normalne?
Co to za kryterium, które z zapowiadanych zniżek czyni de facto podwyżki?
Dlaczego nabywający bilety, zameldowani i płacący podatki nie są w świetle uchwalonego przez Radę Miasta prawa równi w swoich przywilejach i dlaczego te osoby zostały w sposób świadomy wprowadzone w błąd?
Czy po to by łatwiej w tym zamieszaniu przepchnąć perfidną podwyżkę cen biletów?
A żeby była jasność, to jestem zdania, że wszelkie ulgi powinny zostać zniesione.
Każdy kto wsiada do środków masowej komunikacji ma te same prawa, zajmuje tyle samo miejsca, zużywa tyle samo tlenu, tak samo brudzi i wpływa na konieczność amortyzacji autobusów. Tworzenie osób uprzywilejowanych to znacznie większe obciążenie pozostałych, bo koszty utrzymania taboru, kierowców i wszystkich pochodnych jest niezmienny.
Znacznie zdrowsze społecznie byłyby obniżki cen biletów i likwidacja wszelkich przywilejów, które są wyłącznie przedłużeniem czasów jedynie słusznych.
Skoro jednak uchwalono takiego knota, domagam się od Pani Przewodniczącej rewizji tej uchwały, by tym samym Rada miasta st. Warszawy stała na straży konstytucyjnego zapisu o równości wszystkich obywateli, zawartego w Premabule i Rozdz. II, Art. 30 i 32.
Łączę wyrazy szacunku
Joanna Grochowska
wtorek, 24 grudnia 2013
Wesołych Świąt i Dosiego Roku!
W Bożego Narodzenia dni urocze,
niechaj szczęściem serce gra,
niech zdrowie dobrze Was otoczy
i na dni przyszłości 2014 roku trwa!
poniedziałek, 2 grudnia 2013
LIST OTWARTY DO PREZESA ZARZĄDU POLSKIEGO RADIA ANDRZEJA SIEZIENIEWSKIEGO
LIST OTWARTY DO PREZESA ZARZĄDU POLSKIEGO RADIA
ANDRZEJA SIEZIENIEWSKIEGO
Szanowny Panie Prezesie!
Zbliżający się koniec roku w naturalny sposób staje się powodem do podsumowań, co niniejszym staje się i moim udziałem.
Znane Panu Prezesowi moje kilkumiesięczne zabiegi o spotkanie z Panem spełzły na niczym, co rozumiem dwojako: jako przejaw lekceważenia spraw, które te starania spowodowały i jako bezpośrednio objawianą niechęć do mnie jako osoby niemającej trudności z mówieniem niewygodnej dla dobrego samopoczucia prawdy.
Zarówno w czasach pierwszej Pana kadencji jak i obecnie, skutecznie unika Pan spotkań
ze słuchaczami Trójki, do których od 1974 roku się zaliczam, a jednocześnie deklaruje Pan otwarcie na ich spostrzeżenia, uwagi, propozycje, a nawet żądania.
Nie będę komentować co taka postawa przypomina, za to pragnę zwrócić uwagę, że m. in. dzięki nam, słuchaczom opłacającym abonament może Pan piastować stanowisko prezesa radia publicznego, które winno prezentować stosowny do tej roli poziom.
Słuchacze, nie tylko Programu 3, winni być naturalnymi partnerami misyjnych działań władz Polskiego Radia, zwłaszcza w czasie zmasowanej hamburgeryzacji kultury.
Funkcja prezesa Polskiego Radia jest funkcją publiczną, nie działa Pan zatem w zamkniętej prywatnej przestrzeni, a w szeroko pojętej przestrzeni publicznej, która nie może ograniczać się do comiesięcznego pobierania wynagrodzenia za pracę, ale realizacji oczekiwań polskiej – niezależnie od wieku – inteligencji słuchającej radia publicznego.
Co za tym idzie nie tworzy Pan radia dla siebie czy wydumanych w zależności od sytuacji w zaciszu gabinetu „targetów”, ale dla szerokiego grona odbiorców, zróżnicowanych wiekowo oraz światopoglądowo.
Zmieniająca się sytuacja na rynku mediów publicznych po wprowadzeniu do obiegu mediów komercyjnych, szereguje grupy odbiorców, w tym radia publicznego właśnie, które z założenia i działań statutowych ma – mówiąc wprost – trzymać poziom. A niestety nie trzyma.
Zmiana na stanowisku dyrektora Programu 3 w 2000 roku spowodowała ostry zjazd w dół dotychczasowego poziomu elitarnej anteny, co niebezpiecznie zbliżyło ją programowo do stacji komerycjnych, choć nadal była finansowana z abonamentu!
Do chwili obecnej nie udało się przywrócić Trójce poziomu z 2000 roku, mimo wielu inicjatyw słuchaczy, broniących inteligenckiej anteny, a odrzucanych a priori przez władze PR.
Wśród inicjatyw była propozycja zorganizowania przez zarząd PR panelu z udziałem słuchaczy i dziennikarzy radiowych cieszących się powszechnym szacunkiem.
Panel miał z pomocą bardzo serio i odpowiedzialnie traktujących to wyzwanie, doskonale przygotowanych słuchaczy, wskazać kierunki ich oczekiwań, by prezes Polskiego Radia mógł wybrać propozycje zgodne z różnorodnością ich potrzeb.
Wszak to dla nich – podobno!? – Trójka istnieje.
Naturalnie nic z tego nie wyszło, bo słuchacze nie otrzymali zgody ani od Pana poprzednika Eugeniusza Smolara, winnego nieodwracalnych zmian na gorsze kultowej anteny Polskiego Radia ani urzędującego wtedy po raz pierwszy w tej roli Pana, Panie Prezesie.
Podjęta przez nas, przesłana władzom PR, znakomicie przygotowana w obszernym „Raporcie o zmianach w Trójce” Leszka Kraszyny i dokumencie nazwanym Białą Księgą, będącym pracą zbiorową przygotowaną przez Magdę Klementowicz, próba współpracy programowej nie ujrzała światła dziennego.
Nie można zapominać, że solidaryzowali się z nami dziennikarze Trójki, dziś tam już niepracujący, bowiem nie znajdowali się w gronie słusznych Przyjaciół Królika, dla których jej poziom był równie ważny jak dla nas, ale z obawy o utratę pracy musieli zachowywać się dyskretnie.
Do Zarządu Polskiego Radia, Rady Nadzorczej, Rady Programowej, Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz prezydenta, premiera, Rady Etyki Mediów, Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Artystów, znanych dziennikarzy, prasy docierały (i docierają do dziś) listy, także otwarte, będące indywidualnym lub grupowym głosem krytycznym słuchaczy Programu 3 PR. Niektóre podpisane przez osoby powszechnie szanowane, które również nie godziły się z taką ostrą jazdą Trójki w dół.
Jednak im lepiej słuchacze byli przygotowani, tym mniej zainteresowania ze strony Pana Poprzednika, Pana Następców, no i Pana, Panie Prezesie, dwukrotnie pełniącego tę zaszczytną
i odpowiedzialną funkcję.
Pomysł panelu odszedł w niepamięć, a Trójka nawet po odejściu czołowego Wizjonera polskiego radia publicznego nie dawała i co gorsza nadal nie daje – nadziei na poprawę.
Krótką zmianę na lepsze przyniósł wybór na stanowisko dyrektora Programu 3, Krzysztofa Skowrońskiego, który odwzajemnił nadzieje słuchaczy życzliwą reakcją na ich – protestujących, choć już w znacznej mierze rozproszonych – stanowisko.
Owa krótka zmiana na lepsze i równie szybko następująca zmiana znów na gorsze, po odwołaniu Krzysztofa Skowrońskiego i związanym z tym odejściem kolejnej grupy powszechnie szanowanych dziennikarzy, pociąga za sobą już tylko stały spadek jakości programu.
Zastąpienie bowiem kilku pokoleń profesjonalistów osobami miernymi ale wiernymi, z wadami wymowy, w większości bez kart mikrofonowych, ale za to z gwiazdorskimi pretensjami sprawia, że Program 3 PR zyskał miano najlepszego programu wśród rozgłośni komercyjnych, co nawiasem mówiąc, bezwstydnie cieszy obecną dyrektor.
Powstaje zatem uzasadnione pytanie: o co chodzi władzom Polskiego Radia, których naczelnym zadaniem jest wysoki poziom realizowania misji, której próżno szukać na antenie?
Fakt, że nie życzył Pan sobie mojej, wiernego i od wielu lat krytycznego słuchacza, obecności w swoim gabinecie nadal nie zwalnia Pana Prezesa z odpowiedzialności za realizację statutowych zadań radia publicznego, determinowanych: merytorycznym przygotowaniem kandydatów, spełnianiem przez nich kryteriów formalnych, posiadających twórczą i kreatywną osobowość, nieprzeciętną, wyrafinowaną inteligencję, radiowy głos, brak wad wymowy.
A może stało się tak dlatego, że po raz drugi wyprzedzając Polskie Radio byłam znów organizatorką koncertu, tym razem z okazji 50. lecia pracy przy mikrofonie mojego i milionów słuchaczy muzycznego Guru, Profesjonalisty najwyższej klasy, dla zagranicznych mediów Osobowości Radiowej Wszech czasów, co Pana, Panie Prezesie w najmniejszym stopniu nie zainteresowało, bo – mimo wystosowanego z odpowiednim wyprzedzeniem zaproszenia – nie tylko nie wziął Pan udziału w koncercie, nikogo w swoim zastępstwie nie delegował, ba!, nie przekazał Pan nawet kilku słów gratulacji na piśmie!!!
Czy nie każdemu dostępne nieprzerwane 50. lat nienagannej antenowo pracy, pracy niemierzalnej gdy chodzi o jej kulturowe walory, nie czyni Jubilata wystarczająco godnym odpowiedniego, z najwyższym szacunkiem traktowania przez bezpośredniego przełożonego?
Czy to aby nie czas, by zaniechać ostracyzmu zawodowego wobec Jubilata i np. wyjść naprzeciw nieartykułowanym oczekiwaniom Diamentu Polskiego Radia oraz artykułowanym oczekiwaniom słuchaczy, by w zgodzie z pierwowzorem wydłużyć czas tak chętnie słuchanej
Jego audycji, że przywiązanie do niej sprawiło powołanie Stowarzyszenia Słuchaczy Audycji Osobowości Radiowej Wszech czasów?
Czy taki jubileusz nie jest wystarczającym powodem by przejawy mistrzostwa autokreacji dyrekcji Trójki w umacnianiu Klubu Przyjaciół i Miłośników Królika zamienić na kontynuację jej złotych lat i przywrócić to, co stało się aktualnie niedoścignionym, ale wciąż aktualnym wzorem?
Tajemnicą poliszynela jest rzekome jednomyślne poparcie przez (odpowiednio dobrany) zespół obecnej dyrektor Trójki, by po krótkiej banicji wróciła na wymarzony funkcyjny stołek.
Wszyscy, którzy maczali palce w na zamówienie powoływanym związku zawodowym pełnią swe niezbywalne role, a antena aż trzeszczy od tych pseudo dziennikarskich miernot, bo
tym samym wyeliminowała tych, którzy stanowili jej mocną stronę.
Tajemnicą poliszynela jest także sposób traktowania Narodowego Skarbu, który poza sympatią słuchaczy posiada niezaprzeczalny, za to będący przedmiotem zawiści, talent.
Zastanawia fakt dlaczego właśnie przyznany Honorowy Złoty Mikrofon Polskiego Radia nie znalazł się w rękach Uśmiechniętego Głosu?!
W ostatnich dniach chwalił się Pan, Panie Prezesie w Wirtualnych Mediach superatą w kasie radia na koniec roku.
Może to więc najwyższa pora, by wzorem cywilizowanych krajów, zatrudnić na kontraktach prawdziwych, a utraconych w dziejowych zawieruchach gwiazd trójkowej anteny, a tym, które ocalały zapewnić, oprócz stosownego uposażenia - maksimum czasu antenowego, wysyłając będących obecnie niezasłużenie na pierwszym planie na zasłużony drugi plan?
Zamiast np. finansowania aktualnej, absurdalnej i żenującej kampanii reklamowej Trójki?
Nie jestem pewna czy był Pan Prezes łaskaw zauważyć, że słuchacze stają się coraz bardziej wymagającym społeczeństwem obywatelskim, które podziękuje działającym dotąd bezkarnie decydentom wspierającym się pieniędzmi podatnika w podejmowaniu szkodliwych decyzji.
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji kilka dni temu też sugerowała w prasie takowe zmiany.
Reasumując, nie wiem czy Pan zyskał spokój nie godząc się na spotkanie ze mną.
Wiem natomiast, że i bez możliwości bezpośredniej rozmowy, nie zrezygnuję z informowania Pana o błędach popełnianych w realizacji misji w polskim radiu publicznym.
Z poważaniem
Joanna Grochowska
Załączniki (w wersji elektronicznej):
1. Raport o zmianach w Trójce : analiza zmian programowych w Programie Trzecim PR na przestrzeni ostatnich dwóch lat / Leszek Kraszyna.
2. W obronie radiowej Trójki : zbiór materiałów dokumentujących protest przeciwko zmianom programu : praca zbiorowa słuchaczy Programu III PR / pod red. Magdy Klementowicz.
Przesłane do wiadomości:
1. Prezydent RP.
2. Prezes Rady Ministrów.
3. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
4. Minister Skarbu Państwa.
5. Rada Nadzorcza Polskiego Radia.
6. Rada Programowa Polskiego Radia.
7. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.
8. Sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu.
9. Rada Etyki Mediów.
10. Opublikowane na facebooku, blogu i stronie internetowej: www.trojka.net
poniedziałek, 14 października 2013
Dzień po... czyli krajobraz po referendum 13.10.2013
Wynik wczorajszego referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz Waltz przedstawiciele wszystkich opcji poza- i politycznych jak jeden mąż usiłują przełożyć na swój sukces. Jak zwykle. Ilość interpretacji, a przede wszystkim jej jakość jest żenująca dla wszystkich tych, którzy nieskromnie i zwykle arogancko występują w roli mentorów tym samym (samo)nadając sobie (!) rolę autorytetów.
W moim przekonaniu zwyciężył społeczny zdrowy rozsądek i odporność na tani populizm wszelkiej maści pseudopolityków, którym się wydaje, że wjazd do politycznego żłobu to wyłącznie sekciarskie „najęte” gadanie (a ich zdaniem „przemawianie”), przypisywanie sobie cech „poważnego” polityka czy samorządowca, megalomańskie maniery, nieuzasadnione i cyniczne wykorzystywanie symboli narodowych oraz przekonanie, że prymitywna, bez najmniejszej bodaj próby obiektywizowania faktów krytyka oponentów to jedynie słuszna droga do „sukcesu” i dokonania natychmiastowych, niemal jak za pomocą czarodziejskiej różdżki, zmian.
Niecierpliwie oczekiwanego i dosłownie wykrzyczanego „sukcesu” małych partykularnych interesików owych pseudopolityków, którzy nie mając formalnego przygotowania nie mają pojęcia JAK winno wyglądać owo formalne, merytoryczne i praktyczne przygotowanie do podjęcia funkcji polityka.
Funkcji reprezentanta społeczeństwa nie tylko z szeroko pojętą wiedzą, ale i przygotowaniem do jej pełnienia, obiektywnym i uczciwym, popartym faktami, nie populistycznymi, obłudnymi hasłami przedstawianiem sytuacji oraz klasą i kulturą dyskusji.
I nie chodzi tu o public relation, ani ocenę mowy ciała i inne bzdury szeroko omawiane przez „specjalistów” od tzw. wizerunku czyli od przewracania ludziom w głowach, bo niczego to do sprawy nie wnosi.
Chodzi o rzetelne, uczciwe przygotowanie merytoryczne ludzi ubiegających się o polityczne przywództwo do podjęcia społecznego dyskursu na tematy łączące społeczeństwo samorządowe czy ogólnopolskie w sprawach ważnych dla niego i stopniowe przechodzenie od najniższego do coraz wyższego szczebla współ- i rządzenia, a nie brutalne rozpychanie się łokciami by ekspresem z dołu bez żadnego, poza chciejstwem, uzasadnienia znaleźć się na samej górze /szczycie władzy.
I co ważne, bez ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności!
Bezczelność, zarozumialstwo, obłuda i przewrotność Piotra Guziała zostało właściwie przez biorących udział w referendum ocenione i mimo jego chytrego, podstępnego działania nie „przywitał się z gąską” i nie został kandydatem na prezydenta stolicy
i żywię nadzieję, że nigdy nie zostanie, tak jak kilku innych kandydatów, którzy nawet jeśli inteligentniejsi i skuteczniej machiaweliczni, to nie mają pojęcia o wyzwaniu jakim jest funkcja prezydenta stolicy kraju.
Prezydent miasta to nie celebryta ani gwiazda filmowa, ani partyjny aparatczyk, który ma obowiązek się uśmiechać do kamery, stać pod „ścianką” i bywać z „gospodarskimi” wizytami.
Jego obowiązkiem jest przede wszystkim podejmowanie strategicznych decyzji, pilnowanie stołecznej kasy oraz konsekwentne i rozważne zarządzanie funduszami z UE, naturalnie za zgodą Rady Miasta.
Bo nie wolno zapominać – a zdaje się większość krzykaczy z Piotrem Guziałem na czele zapomniało o tym – że prezydent miasta jest wykonawcą uchwał Rady Miasta, jest zatem nierozerwalnie z nią formalnie i praktycznie związany.
Gratuluję społeczeństwu, ciągle raczkującemu w demokratycznych procedurach, niezależnie od zdania najwyższych władz państwowych, że w referendum zajęło stanowisko odpowiedzialne.
poniedziałek, 2 września 2013
Wernisaż prac Wojciecha Kiss-Orskiego
W poniedziałek 2. września o 18.00 w Klubie Wojsk Lądowych na terenie Cytadeli Warszawskiej został otwarty wernisaż prac malarskich mego wieloletniego znajomego Wojciecha Kiss-Orskiego – jak sam o sobie pisze w folderze wystawowym – „polonisty pedagoga”, który jednak swoje życie zawodowe związał z dziennikarstwem, ostatnio „flagowym periodykiem Ministerstwa Obrony Narodowej, miesięcznikiem „Polska Zbrojna””.
Malować zaczął jako człowiek dojrzały, choć był do tego skłaniany już w okresie szkolnym przez swego ojca, który wyczuwał artystyczny talent syna.
Wtedy jednak Wojtek „nie czuł” tej materii, która – dopiero - po 30 latach stała się Jego pasją.
Pasją od kilku lat konsekwentnie realizowaną przy udziale pani profesor Uty Henryki Gnatowskiej, która prowadząc swego ucznia meandrami wiedzy malarskiej, doprowadziła do chwili, w której uznała, że oto czas na Jego pierwszą wystawę.
Prezentowane obrazy Wojtka to głównie martwe natury malowane olejem, akrylem i trudną techniką akwareli, w której malarz wyraźnie czuje się najlepiej.
Lekkość i eteryczność akwareli przyciąga oko wprawną ręką, starannością wykonania i ocieraniem się o akcenty impresjonistyczne.
Prace olejne i akrylowe są bliższe barokowej sytości barw i „żywości”, albo raczej naturalności, co stanowi wrażenie zachęty do smakowania malowanych obiektów...
Malarstwo kolorowe, pełne wyrazu, nie pozostawiające obojętnym nikogo, kto je ogląda.
Licznie zgromadzona publiczność, wyraźnie z Artystą zaprzyjaźniona zgotowała Mu ciepłe, pełne atencji przyjęcie malarskiego i wernisażowego debiutu.
Wojtku gratulacje i życzenia rozwoju talentu oraz dalszych sukcesów!
czwartek, 22 sierpnia 2013
Ciemna Strona Mocy
Dziś podpisałam petycję pod protestem przeciw planowanej zmianie nadawania trójkowej audycji Ciemna Strona Mocy:
"Sprawę skomentowałam na facebooku, bowiem wszelkie prośby, uwagi, słowa krytyki kierowane pod adresem Władz Trójki praktycznie od 2000 roku, tzn. od chwili odwołania Piotra Kaczkowskiego ze stanowiska dyrektora tej stacji trafiają kulą w płot, a program regularnie jest psuty. Przez likwidację lub w najlepszym razie przenoszenie na inne pory audycji, zwalnianie lub doprowadzanie do zwalniania wartościowych dziennikarzy, którzy mają coś do zaoferowania słuchaczom jedynego radia dla inteligencji, w dodatku publicznego, zatrudnianie miernot z wadami wymowy, bez kart mikrofonowych itd., itd., można by jeszcze długo wymieniać. Jak do tej pory Władze Trójki nic sobie nie robią ze zdania słuchaczy, wciąż stawiając na jedynie słuszną "waaadzę". Obecny prezes zarządu PR nawet dostał od prezydenta B. Komorowskiego Krzyż Komandorski za ... wolne media! Ten sam, który w 2002 roku po objęciu pierwszy raz tej funkcji, utrzymał przez kolejne 4 lata (łącznie 5, od 2001 roku) na stanowisku dyrektora odpowiedzialnego za totalne rozwalenie kultowej stacji, Witolda Laskowskiego, który elitarną antenę zmienił w super komerchę. Dopóki zatem Pan Prezes i Pani Dyrektor pozostaną na funkcji NIC się nie zmieni na lepsze! Także i to, że słuchacze od dawna domagają się wydłużenia do 3. godzin Minimaxu (czyli powrotu do przeszłości), jak widać bezskutecznie, mimo, że Piotr Kaczkowski to Dziennikarz Wszechczasów, który właśnie świętował dzięki Słuchaczom (dopiero później dzięki dyrekcji) 50. lecie pracy przy mikrofonie. Petycja jest ze wszech miar pożądana, a moim zdaniem powinna być rozszerzona o programowe i merytoryczne zmiany w Programie 3 PR jako całości, łącznie z wymianą wszystkich tych, którzy nie spełniają oczekiwań słuchaczy i tych, którzy nie reprezentują stosownego do anteny intelektualnego poziomu i nie będących osobowościami radiowymi na miarę ikon Trójki. Program 3 to radio publiczne opłacane z abonamentu, nie prywatnych kieszeni, więc powinno mieć szanse być reprezentantem swoich słuchaczy."
poniedziałek, 29 lipca 2013
Kamil Durczok w Wirtualnych Mediach z 29.07.2013: "Fakty TVN nie są obiektywne, tylko autorskie"
Pan Kamil Durczok niedługo pęknie z pychy, która Go rozpiera. Jakkolwiek traktować Jego wypowiedź, media autorskie, czy programy autorskie w mediach komercyjnych to oprócz bufonady, zarozumiałości i pozjadania wszystkich rozumów, to także kultura bycia, której Panu Kamilowi Durczokowi brak. O ile Fakty można przełknąć, bo zawierają krótkie informacje faktograficzne, to Fakty po faktach prowadzone przez Niego oraz wymienioną w tekście Justynę Pochanke, są już w nieznośnie zarozumiałym stylu, z rozbudowanymi do absurdu pytanioodpowiedziami, ośmieszaniem zaproszonego gościa, nie słuchaniem jego odpowiedzi, bezpardonowym przerywaniem, prześmiewczym, kpiącym powątpiewaniem i długo by można jeszcze wymieniać, nie zapominając o nieznośnym "aaam..."
Pan Kamil Durczok stanowczo powinien iść na lekcje do Pani Anity Werner, której klasa w traktowaniu rozmówcy i prowadzeniu rozmowy pozwala zadawać pytania i uzyskiwać klarowne, jasne i zwięzłe odpowiedzi.
Krytyka TVP, jakkolwiek trudno się z nią nie zgodzić, jest jednak akurat w Jego wydaniu cynicznym zachowaniem poniżej pasa. To właśnie TVP Pan Kamil Durczok zawdzięcza swoją popularność i dlatego znalazł się w TVN, choć miliony abonentów telewizji publicznej zapłaciło za Jego stamtąd "odejście".
Jeśli uznać Fakty za audycję autorską, z czym także trudno się nie zgodzić, bo tak ich twórca to sobie obmyślił (Tomasz Lis), tak TVP jako telewizja publiczna winna być obiektywna, nie autorska. Czy taka jest, to zupełnie inne zagadnienie i nie o tym tu mówimy. Trudno się też zgodzić ze stwierdzeniem Pana Kamila Durczoka, że obiektywizm zanika albo w ogóle nie istnieje. Raczej powinien powiedzieć, że sam nie umie być obiektywny i dlatego Wiadomości także takie nie były. Aż język swędzi, żeby przytoczyć przysłowie "jak nie potrafisz to nie pchaj się na afisz". Nie wystarczy 20 lat tzw. stażu pracy. Oprócz doświadczenia trzeba umieć korzystać z wzorców, uczyć się na błędach własnych i innych oraz posiadać pokorę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)