piątek, 8 sierpnia 2014

Wystawa prac Aleksandra Gierymskiego - Muzeum Narodowe w Warszawie

Byłam dziś z moją 9. letnią Wnuczką w Muzeum Narodowym na wystawie prac Aleksandra Gierymskiego, by dać zaczyn "czym skorupka za młodu nasiąknie, tym..." itd. Pozostaję admiratorką malarstwa realistycznego, w tym polskiego romansu z impresjonizmem w tle. Tym razem miałam szansę otrzeć się o oryginały, w tym odzyskaną "Pomarańczarkę" czy jak kto woli "Żydówkę z pomarańczami". Robi wrażenie. Na mnie wciąż największe obraz "W altanie" i to zupełnie "żywe", ciepłe, "obecne" słońce rozświetlające koronkową altanę. Naturalnie tu najwięcej stłoczonych widzów, bo i frekwencja spora. Z wielką przyjemnością przypomniałam sobie "Kłosy" kupowane swego czasu na aukcjach, ale najbardziej urzekła mnie grafika wykonana według pozostawionych rysunków Gierymskiego, o której niewiele wiedziałam. Kameralna, choć nieco przyciasna wystawa wrażliwym nie pozostaje obojętna. Wystawa trwa jeszcze 2 dni, do 10.08. i naprawdę warto poddać się artystycznym wpływom prawdziwej sztuki.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Wesołych Świąt!

Spotkałam dzisiaj kurczaka co po baziach skakał. Za nim kurka podążała i pisanki malowała. Wtem baranek się ukazał i życzenia złożyć kazał: Szczęścia i radości moc na tą Świętą Wielkanoc!

środa, 12 marca 2014

Recenzja filmu Władysława Pasikowskiego „Jack Strong”.

Wróciłam z projekcji rozreklamowanego w ostatnich miesiącach najnowszego filmu Władysława Pasikowskiego „Jack Strong”. Miał być poważną, udokumentowaną opowieścią o historycznej roli i bohaterstwie pułkownika Ryszarda Kuklińskiego - jest karykaturą pomysłu i antytezą historyczną. Mimo warsztatowego profesjonalizmu (z małą wpadką) najsłabszy film znakomitego reżysera, który w przedpremierowym wywiadzie w GW mówił, że dał się oczarować postaci pułkownika Ryszarda Kuklińskiego i namówić na nakręcenie filmu o nim, mimo że wcześniej „nie czuł tematu”. Dłużący się zlepek niekoniecznie związanych ze sobą sytuacji, mających wizualizować bohaterstwo filmowo papierowej postaci pułkownika i pewnie mrozić krew w żyłach - nie przekonuje. A dla podtrzymania napięcia finał filmu okraszony pościgiem samochodym w iście amerykańskim stylu, staje się ekranową werbalizacją niekompatybilnej koncepcji mającego stać się sensacyjnym paradokumentu. Marcin Dorociński w roli pułkownika Kuklińskiego, oceniany przed i po wejściu filmu na ekrany jako jedyny stworzony do tej roli... niestety bezbarwny... po prostu jest na ekranie. Pozostałe role postaci polskiego wojskowego establishmentu i amerykańskiego kontrwywiadu wydmuszkowo sztuczne, mało prawdziwe, warsztatowo poprawne. Nie pomogły nawet „nazwiska” kreujących je aktorów. Może z jednym wyjątkiem – Krzysztofa Dracza, grającego Wojciecha Jaruzelskiego. Mała i być może mało ważna niedoróbka scenograficzna (owa wpadka) - to samo wnętrze „gra” dwa – stare i nowe – mieszkania pułkownika. Jak na reżysera tej miary, to deprymujące potknięcie. Szeroko reklamowane „dzieło”, z którego wyziera pustka i szarża, nie bohaterstwo i z którego na pewno nikt nie nauczy się historii, ani nawet się o nią nie otrze. Władysław Pasikowski mówił o wnikliwym studiowaniu materiałów historycznych, wielekroć zbadanych i potwierdzonych, przedstawionych mu do scenariusza, tymczasem film tchnie fałszem, a reżyser sprawia wrażenie, że sam się pogubił w odniesieniach. Szkoda. Szkoda, bo znów PISF utopił pieniądze w nietrafionym pomyśle, albo nie trafił w twórcę, choć Władysław Pasikowski swym imieniem i nazwiskiem oraz filmowym dorobkiem gwarantował znakomity film.

środa, 5 marca 2014

"Polskie dylematy" : konferencja poświęcona 80. rocznicy urodzin i 10. rocznicy śmierci Jacka Kuronia

We wtorek 4.03.2014 Fundacja im. Stefana Batorego zorganizowała konferencję "Polskie dylematy" poświęconą 80. rocznicy urodzin i 10. rocznicy śmierci Jacka Kuronia. Pomysł, który pozwolił przez wiele godzin obcować z Niepowtarzalną Postacią, a także poznać Jego niewątpliwe znaczenie wśród starych i młodych admiratorów. Wśród biorących udział m. in.: żona Danuta Kuroń, prof. Karol Modzelewski, prof. Janusz Reykowski, prof. Jerzy Szacki, prof. Jerzy Hausner, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, Adam Michnik, Szymon Gutkowski, Piotr Laskowski. Werbalizowana przez wybitnych specjalistów polska rzeczywistość czasów jedynie słusznych od 1945 roku, po czas aktywności Jacka Kuronia, wolne wybory, upadek systemu i w 10. lat po Jego odejściu także przez młodych bardzo ciekawie myślących ludzi była intelektualną bombą. Dawno nie brałam udziału w konferencji gdzie uczestnicy uważnie słuchając stworzyli pełną skupienia aurę wspomagającą siłę oddziaływania myśli bohatera paneli. Krążący w opowieściach i wspomnieniach duch Jacka Kuronia, człowieka o wyjątkowej życzliwości i empatii wobec interlokutorów, pragmatyka i wyznawcy etyki jako wartości podstawowej, był tak wszechobecny, że czuło się go niemal fizycznie. Przemyślenia i przewartościowania Jacka Kuronia zapisane w różnych publikacjach stały się dla rzesz Jego wyznawców przyswojonym i niezbywalnym kanonem, stanowiąc trwały wkład w przemiany świadomości społecznej, politycznej i obywatelskiej. Zostały docenione w dyskusjach, pełnych szacunku i podziwu, bez pauperyzujących kłótni. Cieszyłam się na swoją obecność podczas paneli, cieszyłam się możliwością otarcia o historyczne i jakże znaczące postacie, ale też nie spodziewałam się, że wyjdę stamtąd intelektualnie wzbogacona o tak szeroki zakres oddziaływania Jacka Kuronia także na młode, niezwykle ciekawe pokolenie! Jestem dojrzałą uczestniczką naszej młodej demokracji, ale jestem zbudowana mądrością młodego pokolenia, będącego intelektualnym spadkobiercą myśli Jacka Kuronia, za co bardzo dziękuję. Gratuluję Fundacji im. Stefana Batorego.

piątek, 7 lutego 2014

Interpelacja do rady miasta st. Warszawy w sprawie Karty Warszawiaka i Karty Młodego Warszawiaka

Przewodnicząca Rady Miasta st. Warszawy Ewa Malinowska-Grupińska Pałac Kultury i Nauki Plac Defilad 1 00-901 Warszawa Szanowna Pani! Zwracam się do Pani, jako Przewodniczącej Rady Miasta st. Warszawy z interwencją w sprawie rozpowszechnianej Karty Warszawiaka i Karty Młodego Warszawiaka. Obie te karty we wszelkich dostępnych źródłach informacyjnych były reklamowane jako karty upoważniające osoby nie tylko w Warszawie zameldowane, ale przede wszystkim uiszczające tu podatki do zniżkowych – w stosunku do pozostałych mieszkańców - przejazdów masowymi środkami komunikacji w Warszawie. Począwszy od biuletynów wydawanych w gminach, przez portale internetowe do prasy drukowanej. Cynizm tej operacji ujawniony został jednak dopiero w pełnej okazałości 1.01.2014 roku kiedy wprowadzono nowe taryfy ZTM obowiązujące od tego dnia i mieszkańcy posiadający owe Karty Warszawiaka zaczęli kupować – rzekomo - TAŃSZE bilety. Wtedy dopiero okazało się, że taniej tylko dla wybranych, a dla „nie wybranych” DROŻEJ, czyli z ulgi mogą skorzystać TYLKO posiadacze normalnych Kart Miejskich, a ulgowych już nie! Opiszę ten fakt na moim przykładzie. Kupuję tj. ładuję Kartę Miejską na okres 3. miesięcy i koszt tego ładowania do 31.12.2013 roku wynosił 125,00 PLN. W świetle informacji reklamujących ceny biletów po otrzymaniu stosownego hologramu, w nowej obowiązującej od 1.01.2014 roku taryfie - cena biletu trzymiesięcznego dla posiadaczy Kart Warszawiaka miała utrzymać się na tym samym poziomie (i tu już postaje pytanie gdzie ta zniżka?), dla pozostałych mieszkańców miała wynosić (i wynosi) 140,00 PLN. Jednak 1.01.2014 roku okazało się, że Rada Miasta zakpiła ze swoich obywateli, bowiem dla osób posiadających ulgę np. jako emeryt nie jest przewidziana zniżka związana z Kartą Warszawiaka, jest przewidziana wyłącznie dla osób nabywających bilety normalne. Czyli wracając da punktu wyjścia czyli mego przykładu, nie tylko nie obowiązuje mnie zniżka, ale kolejna podwyżka, bo zapłaciłam 140,00 PLN!!! Zresztą osoby nabywające np. miesięczne bilety normalne płacą TYLKO 2,00 PLN mniej! Dlaczego przyjęta przez Radę Miasta uchwała szerokim gestem rozdaje ulgi wielodzietnym rodzinom, młodzieży szkolnej, studentom (najczęściej przyjezdnym, więc nie płacącym podatków w Warszawie!), a pomija osoby, które wprawdzie płacą podatki na rzecz Warszawy, ale są objęte jako emeryci ulgą? Czym oni w tym zakresie, czyli opłacania podatków, czego nie mogą tego uniknąć, bowiem państwo „dba” by im ten podatek zabrać na wstępie, różnią się od nabywających bilety normalne? Co to za kryterium, które z zapowiadanych zniżek czyni de facto podwyżki? Dlaczego nabywający bilety, zameldowani i płacący podatki nie są w świetle uchwalonego przez Radę Miasta prawa równi w swoich przywilejach i dlaczego te osoby zostały w sposób świadomy wprowadzone w błąd? Czy po to by łatwiej w tym zamieszaniu przepchnąć perfidną podwyżkę cen biletów? A żeby była jasność, to jestem zdania, że wszelkie ulgi powinny zostać zniesione. Każdy kto wsiada do środków masowej komunikacji ma te same prawa, zajmuje tyle samo miejsca, zużywa tyle samo tlenu, tak samo brudzi i wpływa na konieczność amortyzacji autobusów. Tworzenie osób uprzywilejowanych to znacznie większe obciążenie pozostałych, bo koszty utrzymania taboru, kierowców i wszystkich pochodnych jest niezmienny. Znacznie zdrowsze społecznie byłyby obniżki cen biletów i likwidacja wszelkich przywilejów, które są wyłącznie przedłużeniem czasów jedynie słusznych. Skoro jednak uchwalono takiego knota, domagam się od Pani Przewodniczącej rewizji tej uchwały, by tym samym Rada miasta st. Warszawy stała na straży konstytucyjnego zapisu o równości wszystkich obywateli, zawartego w Premabule i Rozdz. II, Art. 30 i 32. Łączę wyrazy szacunku Joanna Grochowska

wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt i Dosiego Roku!

W Bożego Narodzenia dni urocze, niechaj szczęściem serce gra, niech zdrowie dobrze Was otoczy i na dni przyszłości 2014 roku trwa!

poniedziałek, 2 grudnia 2013

LIST OTWARTY DO PREZESA ZARZĄDU POLSKIEGO RADIA ANDRZEJA SIEZIENIEWSKIEGO

LIST OTWARTY DO PREZESA ZARZĄDU POLSKIEGO RADIA ANDRZEJA SIEZIENIEWSKIEGO Szanowny Panie Prezesie! Zbliżający się koniec roku w naturalny sposób staje się powodem do podsumowań, co niniejszym staje się i moim udziałem. Znane Panu Prezesowi moje kilkumiesięczne zabiegi o spotkanie z Panem spełzły na niczym, co rozumiem dwojako: jako przejaw lekceważenia spraw, które te starania spowodowały i jako bezpośrednio objawianą niechęć do mnie jako osoby niemającej trudności z mówieniem niewygodnej dla dobrego samopoczucia prawdy. Zarówno w czasach pierwszej Pana kadencji jak i obecnie, skutecznie unika Pan spotkań ze słuchaczami Trójki, do których od 1974 roku się zaliczam, a jednocześnie deklaruje Pan otwarcie na ich spostrzeżenia, uwagi, propozycje, a nawet żądania. Nie będę komentować co taka postawa przypomina, za to pragnę zwrócić uwagę, że m. in. dzięki nam, słuchaczom opłacającym abonament może Pan piastować stanowisko prezesa radia publicznego, które winno prezentować stosowny do tej roli poziom. Słuchacze, nie tylko Programu 3, winni być naturalnymi partnerami misyjnych działań władz Polskiego Radia, zwłaszcza w czasie zmasowanej hamburgeryzacji kultury. Funkcja prezesa Polskiego Radia jest funkcją publiczną, nie działa Pan zatem w zamkniętej prywatnej przestrzeni, a w szeroko pojętej przestrzeni publicznej, która nie może ograniczać się do comiesięcznego pobierania wynagrodzenia za pracę, ale realizacji oczekiwań polskiej – niezależnie od wieku – inteligencji słuchającej radia publicznego. Co za tym idzie nie tworzy Pan radia dla siebie czy wydumanych w zależności od sytuacji w zaciszu gabinetu „targetów”, ale dla szerokiego grona odbiorców, zróżnicowanych wiekowo oraz światopoglądowo. Zmieniająca się sytuacja na rynku mediów publicznych po wprowadzeniu do obiegu mediów komercyjnych, szereguje grupy odbiorców, w tym radia publicznego właśnie, które z założenia i działań statutowych ma – mówiąc wprost – trzymać poziom. A niestety nie trzyma. Zmiana na stanowisku dyrektora Programu 3 w 2000 roku spowodowała ostry zjazd w dół dotychczasowego poziomu elitarnej anteny, co niebezpiecznie zbliżyło ją programowo do stacji komerycjnych, choć nadal była finansowana z abonamentu! Do chwili obecnej nie udało się przywrócić Trójce poziomu z 2000 roku, mimo wielu inicjatyw słuchaczy, broniących inteligenckiej anteny, a odrzucanych a priori przez władze PR. Wśród inicjatyw była propozycja zorganizowania przez zarząd PR panelu z udziałem słuchaczy i dziennikarzy radiowych cieszących się powszechnym szacunkiem. Panel miał z pomocą bardzo serio i odpowiedzialnie traktujących to wyzwanie, doskonale przygotowanych słuchaczy, wskazać kierunki ich oczekiwań, by prezes Polskiego Radia mógł wybrać propozycje zgodne z różnorodnością ich potrzeb. Wszak to dla nich – podobno!? – Trójka istnieje. Naturalnie nic z tego nie wyszło, bo słuchacze nie otrzymali zgody ani od Pana poprzednika Eugeniusza Smolara, winnego nieodwracalnych zmian na gorsze kultowej anteny Polskiego Radia ani urzędującego wtedy po raz pierwszy w tej roli Pana, Panie Prezesie. Podjęta przez nas, przesłana władzom PR, znakomicie przygotowana w obszernym „Raporcie o zmianach w Trójce” Leszka Kraszyny i dokumencie nazwanym Białą Księgą, będącym pracą zbiorową przygotowaną przez Magdę Klementowicz, próba współpracy programowej nie ujrzała światła dziennego. Nie można zapominać, że solidaryzowali się z nami dziennikarze Trójki, dziś tam już niepracujący, bowiem nie znajdowali się w gronie słusznych Przyjaciół Królika, dla których jej poziom był równie ważny jak dla nas, ale z obawy o utratę pracy musieli zachowywać się dyskretnie. Do Zarządu Polskiego Radia, Rady Nadzorczej, Rady Programowej, Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz prezydenta, premiera, Rady Etyki Mediów, Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Artystów, znanych dziennikarzy, prasy docierały (i docierają do dziś) listy, także otwarte, będące indywidualnym lub grupowym głosem krytycznym słuchaczy Programu 3 PR. Niektóre podpisane przez osoby powszechnie szanowane, które również nie godziły się z taką ostrą jazdą Trójki w dół. Jednak im lepiej słuchacze byli przygotowani, tym mniej zainteresowania ze strony Pana Poprzednika, Pana Następców, no i Pana, Panie Prezesie, dwukrotnie pełniącego tę zaszczytną i odpowiedzialną funkcję. Pomysł panelu odszedł w niepamięć, a Trójka nawet po odejściu czołowego Wizjonera polskiego radia publicznego nie dawała i co gorsza nadal nie daje – nadziei na poprawę. Krótką zmianę na lepsze przyniósł wybór na stanowisko dyrektora Programu 3, Krzysztofa Skowrońskiego, który odwzajemnił nadzieje słuchaczy życzliwą reakcją na ich – protestujących, choć już w znacznej mierze rozproszonych – stanowisko. Owa krótka zmiana na lepsze i równie szybko następująca zmiana znów na gorsze, po odwołaniu Krzysztofa Skowrońskiego i związanym z tym odejściem kolejnej grupy powszechnie szanowanych dziennikarzy, pociąga za sobą już tylko stały spadek jakości programu. Zastąpienie bowiem kilku pokoleń profesjonalistów osobami miernymi ale wiernymi, z wadami wymowy, w większości bez kart mikrofonowych, ale za to z gwiazdorskimi pretensjami sprawia, że Program 3 PR zyskał miano najlepszego programu wśród rozgłośni komercyjnych, co nawiasem mówiąc, bezwstydnie cieszy obecną dyrektor. Powstaje zatem uzasadnione pytanie: o co chodzi władzom Polskiego Radia, których naczelnym zadaniem jest wysoki poziom realizowania misji, której próżno szukać na antenie? Fakt, że nie życzył Pan sobie mojej, wiernego i od wielu lat krytycznego słuchacza, obecności w swoim gabinecie nadal nie zwalnia Pana Prezesa z odpowiedzialności za realizację statutowych zadań radia publicznego, determinowanych: merytorycznym przygotowaniem kandydatów, spełnianiem przez nich kryteriów formalnych, posiadających twórczą i kreatywną osobowość, nieprzeciętną, wyrafinowaną inteligencję, radiowy głos, brak wad wymowy. A może stało się tak dlatego, że po raz drugi wyprzedzając Polskie Radio byłam znów organizatorką koncertu, tym razem z okazji 50. lecia pracy przy mikrofonie mojego i milionów słuchaczy muzycznego Guru, Profesjonalisty najwyższej klasy, dla zagranicznych mediów Osobowości Radiowej Wszech czasów, co Pana, Panie Prezesie w najmniejszym stopniu nie zainteresowało, bo – mimo wystosowanego z odpowiednim wyprzedzeniem zaproszenia – nie tylko nie wziął Pan udziału w koncercie, nikogo w swoim zastępstwie nie delegował, ba!, nie przekazał Pan nawet kilku słów gratulacji na piśmie!!! Czy nie każdemu dostępne nieprzerwane 50. lat nienagannej antenowo pracy, pracy niemierzalnej gdy chodzi o jej kulturowe walory, nie czyni Jubilata wystarczająco godnym odpowiedniego, z najwyższym szacunkiem traktowania przez bezpośredniego przełożonego? Czy to aby nie czas, by zaniechać ostracyzmu zawodowego wobec Jubilata i np. wyjść naprzeciw nieartykułowanym oczekiwaniom Diamentu Polskiego Radia oraz artykułowanym oczekiwaniom słuchaczy, by w zgodzie z pierwowzorem wydłużyć czas tak chętnie słuchanej Jego audycji, że przywiązanie do niej sprawiło powołanie Stowarzyszenia Słuchaczy Audycji Osobowości Radiowej Wszech czasów? Czy taki jubileusz nie jest wystarczającym powodem by przejawy mistrzostwa autokreacji dyrekcji Trójki w umacnianiu Klubu Przyjaciół i Miłośników Królika zamienić na kontynuację jej złotych lat i przywrócić to, co stało się aktualnie niedoścignionym, ale wciąż aktualnym wzorem? Tajemnicą poliszynela jest rzekome jednomyślne poparcie przez (odpowiednio dobrany) zespół obecnej dyrektor Trójki, by po krótkiej banicji wróciła na wymarzony funkcyjny stołek. Wszyscy, którzy maczali palce w na zamówienie powoływanym związku zawodowym pełnią swe niezbywalne role, a antena aż trzeszczy od tych pseudo dziennikarskich miernot, bo tym samym wyeliminowała tych, którzy stanowili jej mocną stronę. Tajemnicą poliszynela jest także sposób traktowania Narodowego Skarbu, który poza sympatią słuchaczy posiada niezaprzeczalny, za to będący przedmiotem zawiści, talent. Zastanawia fakt dlaczego właśnie przyznany Honorowy Złoty Mikrofon Polskiego Radia nie znalazł się w rękach Uśmiechniętego Głosu?! W ostatnich dniach chwalił się Pan, Panie Prezesie w Wirtualnych Mediach superatą w kasie radia na koniec roku. Może to więc najwyższa pora, by wzorem cywilizowanych krajów, zatrudnić na kontraktach prawdziwych, a utraconych w dziejowych zawieruchach gwiazd trójkowej anteny, a tym, które ocalały zapewnić, oprócz stosownego uposażenia - maksimum czasu antenowego, wysyłając będących obecnie niezasłużenie na pierwszym planie na zasłużony drugi plan? Zamiast np. finansowania aktualnej, absurdalnej i żenującej kampanii reklamowej Trójki? Nie jestem pewna czy był Pan Prezes łaskaw zauważyć, że słuchacze stają się coraz bardziej wymagającym społeczeństwem obywatelskim, które podziękuje działającym dotąd bezkarnie decydentom wspierającym się pieniędzmi podatnika w podejmowaniu szkodliwych decyzji. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji kilka dni temu też sugerowała w prasie takowe zmiany. Reasumując, nie wiem czy Pan zyskał spokój nie godząc się na spotkanie ze mną. Wiem natomiast, że i bez możliwości bezpośredniej rozmowy, nie zrezygnuję z informowania Pana o błędach popełnianych w realizacji misji w polskim radiu publicznym. Z poważaniem Joanna Grochowska Załączniki (w wersji elektronicznej): 1. Raport o zmianach w Trójce : analiza zmian programowych w Programie Trzecim PR na przestrzeni ostatnich dwóch lat / Leszek Kraszyna. 2. W obronie radiowej Trójki : zbiór materiałów dokumentujących protest przeciwko zmianom programu : praca zbiorowa słuchaczy Programu III PR / pod red. Magdy Klementowicz. Przesłane do wiadomości: 1. Prezydent RP. 2. Prezes Rady Ministrów. 3. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego. 4. Minister Skarbu Państwa. 5. Rada Nadzorcza Polskiego Radia. 6. Rada Programowa Polskiego Radia. 7. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. 8. Sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu. 9. Rada Etyki Mediów. 10. Opublikowane na facebooku, blogu i stronie internetowej: www.trojka.net